Zarządcy bloków w całej Polsce rozsyłają pisma do lokatorów. Treść zaskakuje tysiące rodzin – urządzenie, które od lat stoi w kuchni, jest nielegalne. Za jego używanie grożą nie tylko mandaty, ale coś znacznie groźniejszego. Ubezpieczenie odmówi wypłaty, można stracić mieszkanie, a w najgorszym wypadku trafić do więzienia.

Fot. Warszawa w Pigułce
Właśnie dostałeś pismo od spółdzielni o zakazie używania butli gazowej? To nie pomyłka i nie nowe prawo. Przepisy obowiązują od ponad 20 lat, tylko nikt ich nie egzekwował. Teraz sytuacja się zmienia. Ronald Szczygieł, prezes Zakopiańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, rozesłał do mieszkańców ostrzeżenie cytowane przez Tygodnik Podhalański. Treść nie pozostawia złudzeń – używanie butli z gazem płynnym w wielu blokach jest zabronione, a konsekwencje sięgają od mandatów przez odszkodowania aż po więzienie.
Problem dotyczy tysięcy Polaków. Jedni korzystają z butli, bo w budynku nie ma gazu z sieci. Drudzy wolą butlę, bo to tańsze. Trzeci po prostu zawsze tak mieli i nikt nigdy nie zwracał uwagi. Wszystkich łączy jedno – większość nie wie, iż łamie prawo. Teraz spółdzielnie zaczynają to egzekwować, bo gaz propan-butan to nie wygoda, tylko bomba w mieszkaniu.
Policz kondygnacje, bo to rozstrzyga wszystko
Pierwsza zasada jest prosta – jeżeli twój blok ma więcej niż 4 piętra nadziemne, sprawa jest zamknięta. Butli nie wolno tam ani trzymać, ani używać. Przepis pochodzi z rozporządzenia Ministra Infrastruktury z 12 kwietnia 2002 roku i nie przewiduje żadnych wyjątków. choćby gdy w takim budynku nie ma sieci gazowej i wszyscy mieszkańcy musieliby korzystać z kuchenek elektrycznych, przepisy są nieubłagane.
Pułapką jest sposób liczenia kondygnacji. Poddasze użytkowe z mieszkaniami to pełnoprawna kondygnacja. Przyziemie również się liczy. W praktyce blok, który wygląda na czteropiętrowy, może mieć 5 kondygnacji nadziemnych – i wtedy już obowiązuje całkowity zakaz. Pani Teresa z Krakowa przekonała się o tym na własnej skórze. Przez 20 lat mieszkała na 3 piętrze bloku bez gazu z sieci, używała butli. Nikt nie zwracał uwagi. Gdy zepsuła się jej stara kuchenka elektryczna, wymieniła ją na gazową z butlą. Znajomy hydraulik wykonał instalację. Po kilku miesiącach do drzwi zapukał inspektor nadzoru budowlanego. Administracja zgłosiła nieprawidłowość. Okazało się, iż budynek ma przyziemie plus 4 piętra – razem 5 kondygnacji nadziemnych. Butla była całkowicie zakazana.
Gaz z sieci w budynku to automatyczny zakaz dla wszystkich
Druga zasada pozostało bardziej dotkliwa. Rozporządzenie zabrania łączenia w jednym budynku instalacji gazu ziemnego z sieci i gazu płynnego z butli. jeżeli w twoim bloku działa sieć gazowa – choćby gdy twoje mieszkanie nie jest do niej podłączone – nie możesz używać butli. Bez znaczenia, czy blok ma 2 kondygnacje czy 10. Gaz z sieci w budynku automatycznie zakazuje butli każdemu lokatorowi.
Wyjątek przewidziano tylko dla kotłowni zasilanych z sieci w budynkach do 4 kondygnacji. Poza tym nie ma żadnej furtki. Instalacje zasilane gazem płynnym można wykonywać wyłącznie w niskich budynkach bez dostępu do gazu ziemnego. Mechanizm zakazu ma uzasadnienie fizyczne – gaz ziemny jest lżejszy od powietrza i ucieka górnymi kratkami wentylacyjnymi, podczas gdy propan-butan z butli jest cięższy i gromadzi się przy podłodze. Standardowa wentylacja w blokach nie jest w stanie obsłużyć obu tych zagrożeń jednocześnie.
Pan Kowalski z Wrocławia mieszka w bloku, gdzie większość lokali ma gaz z sieci, ale jego mieszkanie znajduje się w części budynku, gdzie instalacji gazowej nigdy nie doprowadzono. Przez lata korzystał z butli. Był przekonany, iż skoro w jego lokalu nie ma gazu z sieci, może używać butli. Dopiero po mandacie dowiedział się, iż przepisy dotyczą całego budynku, nie pojedynczego mieszkania. Fakt, iż jego sąsiedzi mają gaz z sieci, automatycznie zakazuje jemu używania butli.
Poznań 2019 – wybuch na 5 piętrze, dwie ofiary
Szczygieł w piśmie do lokatorów nie przebiera w słowach. Używanie butli wbrew przepisom narusza regulacje budowlane i przeciwpożarowe. To nie formalna uwaga – to ostrzeżenie przed realnym zagrożeniem. Propan-butan z nieszczelnej butli spływa na dół budynku. Gromadzi się w piwnicach, przy podłogach, w szachtach. Tam wystarczy iskra z włącznika światła, palącego się papierosa czy choćby ładującej się baterii telefonu.
W 2019 roku w Poznaniu butla wybuchła w mieszkaniu na 5 piętrze. Zginęło dwoje ludzi, kilkanaście osób trafiło do szpitala. Cały pion klatki schodowej został zniszczony. Właściciel mieszkania przeżył i usłyszał zarzut sprowadzenia katastrofy. Rok później w Szczecinie gaz z butli wyciekł do piwnicy bloku. Wybuch zniszczył połowę budynku. Cudem nikt nie zginął, bo to było rano i większość mieszkańców była w pracy. Naprawy kosztowały prawie 1 mln zł. Takie przypadki zdarzają się kilka razy do roku w Polsce. Zawory butli psują się mimo zachowania środków ostrożności. Węże pękają bez widocznego powodu. Wystarczy niewielki wyciek przez kilka godzin i masz w mieszkaniu bombę.
Mandat to dopiero początek kłopotów
Straż pożarna może cię ukarać kwotą do 500 zł na miejscu. Albo skierować wniosek do sądu, który może nałożyć grzywnę do 5000 zł. To dopiero rozgrzewka. jeżeli dojdzie do pożaru czy wybuchu, odpowiadasz za całą szkodę. Remont budynku, odszkodowania dla poszkodowanych sąsiadów, koszty tymczasowego zakwaterowania ewakuowanych rodzin. Łatwo o pół miliona złotych do zapłaty.
Małżeństwo z Gdańska przekonało się o tym w 2023 roku. W ich mieszkaniu na 6 piętrze doszło do wycieku gazu z butli. Iskra z lodówki spowodowała wybuch. Zniszczonych zostało 5 mieszkań, 12 osób zostało rannych. Ubezpieczenie mieszkania nie zadziałało – polisa nie obejmuje szkód wynikłych z rażącego naruszenia przepisów. Sąd zasądził od małżeństwa odszkodowania na łączną kwotę 680 000 zł. Para musiała sprzedać mieszkanie i zaciągnąć kredyt na pokrycie pozostałej części.
Prokuratura postawi ci zarzut z art. 163 Kodeksu karnego – sprowadzenie niebezpieczeństwa powszechnego. To zagrożenie do 8 lat więzienia. Gdy w wyniku wybuchu ktoś zginie, górna granica idzie do 12 lat. Zarządca wypowie ci umowę najmu. Spółdzielnia wykluczy cię z członków, jeżeli lokal jest spółdzielczy. W najlepszym przypadku zostaniesz bez dacha nad głową. W najgorszym – trafisz do więzienia z ogromnym długiem do spłacenia.
Elektryka zamiast gazu – ile to naprawdę kosztuje?
Przejście z gazu na prąd boli portfel przy zakupie sprzętu, ale potem różnica nie jest dramatyczna. Przyzwoita płyta indukcyjna to wydatek 1200-2500 zł. Tańsza kuchenka ceramiczna – od 700 zł. Plus instalacja, jeżeli trzeba wzmocnić przewody albo wymienić gniazdko – około 400-800 zł.
Indukcja jest wydajniejsza od ceramiki. Woda wrze prawie dwukrotnie szybciej, energia nie ucieka na boki. Musisz tylko sprawdzić, czy twoje garnki mają odpowiednie dno – magnes musi się do nich przyczepić. jeżeli nie, dokup nowy zestaw – od 300 zł za podstawowe garnki. Rachunki za prąd wzrosną, ale mniej niż się spodziewasz. Rodzina 4-osobowa zużywa na gotowanie około 60-90 kWh miesięcznie. Przy obecnych taryfach to koszt 85-130 zł. Butla za 100 zł wystarcza na 2, maksymalnie 3 miesiące. Różnica w kosztach użytkowania jest więc minimalna, czasem choćby na korzyść prądu.
Do tego dochodzi bezpieczeństwo. Płyta indukcyjna wyłącza się automatycznie po zdjęciu garnka. Nie ma otwartego płomienia, nie ma ryzyka wycieku gazu. Dla rodzin z małymi dziećmi to argument nie do przebicia. Pan Nowak z Warszawy wymienił kuchenkę gazową na indukcję po tym, jak jego 3-letni syn włączył palnik i niemalże doszło do tragedii. Koszt wymiany to 2400 zł za płytę i 500 zł za wymianę gniazdka. Rachunek za prąd wzrósł o około 40 zł miesięcznie, ale spokój ducha – bezcenny.
Jak rozpoznać, iż sąsiad łamie zakaz?
Charakterystyczny zapach to pierwszy sygnał. Gaz płynny ma ostry, nieprzyjemny odór – dodany specjalnie dla bezpieczeństwa. jeżeli czujesz go w klatce schodowej, ktoś prawdopodobnie używa butli. Drugi znak to logistyka. Butle trzeba wymieniać co kilka miesięcy. jeżeli widzisz, jak sąsiad wnosi butlę do mieszkania w budynku, gdzie są zakazane, masz dowód.
Nie konfrontuj się osobiście. Po pierwsze, możesz wywołać agresję. Po drugie, sąsiad po prostu schowa butlę i zaprzeczy wszystkiemu. Działaj przez oficjalne kanały. Zgłoszenie składasz pisemnie do zarządcy – najlepiej mailem, żeby mieć potwierdzenie. Opisz dokładnie, co widziałeś lub słyszałeś, podaj datę i godzinę. Im więcej konkretów, tym lepiej.
Jeśli zarządca ignoruje zgłoszenie przez tydzień, wysyłasz ponaglenie z informacją, iż zawiadomisz straż pożarną. To zwykle mobilizuje do działania. Gdy i to nie skutkuje, dzwonisz na 998. Dyspozytorowi powiedz jasno – w budynku, gdzie obowiązuje zakaz, ktoś trzyma butle gazowe. Podaj adres i numer mieszkania. Możesz zgłosić się anonimowo, ale podanie danych zwiększa wiarygodność.
Przeszukanie mieszkania przez straż pożarną
Zarządca nie może wejść do twojego mieszkania bez twojej zgody. choćby gdy ma umowę najmu dającą mu prawo inspekcji, musi cię powiadomić z wyprzedzeniem i czekać na zgodę. Straż pożarna ma więcej uprawnień. Gdy istnieje bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia, może wejść do lokalu bez zgody właściciela. Oczywiście w obecności policji i po dokumentowaniu sytuacji.
W praktyce wygląda to tak – strażacy pukają do drzwi i proszą o wpuszczenie na kontrolę. jeżeli odmówisz, a są przesłanki zagrożenia, wzywają policję. Policjant legitymuje, strażacy dokumentują odmowę współpracy. Potem komisja złożona ze strażaków, policjanta i przedstawiciela zarządcy otwiera mieszkanie. Znalezione butle zostają zabezpieczone. Dostaniesz nakaz ich usunięcia i zakaz dalszego używania. jeżeli nie zastosujesz się do nakazu, sprawa trafia do prokuratury.
Pan Wiśniewski z Katowic twierdził, iż butla należy do jego teściowej, która przychodzi gotować raz w tygodniu. Straż nie dała się nabrać. Inspekcja wykazała, iż butla jest podłączona do kuchenki, a kuchnia nosi ślady codziennego użytkowania. Mandat 5000 zł plus nakaz natychmiastowego usunięcia butli. Pan Wiśniewski odwołał się do sądu, ale przegrał. Sąd uznał, iż butla była używana regularnie, co stanowi ciągłe zagrożenie dla mieszkańców budynku.
Mylne przekonania o butlach
Pierwsza pomyłka – trzymam butlę na balkonie, więc nic mi nie grozi. Balkon zamknięty zabudową to takie samo pomieszczenie jak każde inne. W razie wycieku gaz gromadzi się tam równie łatwo. Dodatkowo na balkonie może operować silne słońce. jeżeli butla jest zabroniona w mieszkaniu, jest zabroniona wszędzie w budynku.
Druga pomyłka – moja butla ma nowoczesny zawór z zabezpieczeniem. To nie zmienia faktu, iż gaz płynny ma te same niebezpieczne adekwatności. Żadne zabezpieczenia nie eliminują ryzyka całkowicie. Zawory psują się, guma starzeje, ludzie popełniają błędy.
Trzecia pomyłka – używam małych butlików turystycznych, więc przepisy mnie nie dotyczą. Formalnie butliki do kuchenek kempingowych też podlegają ograniczeniom. Przepisy mówią o gazie płynnym, nie specyfikują pojemności.
Czwarta pomyłka – zarządca o niczym nie wie, więc jestem bezpieczny. Zarządca dowie się w momencie kontroli lub, co gorsza, wypadku. Wtedy ty będziesz odpowiadać za szkody, niezależnie od tego, czy wcześniej ktoś cię kontrolował. Ubezpieczenie nie obowiązuje cię, bo szkoda powstaje w wyniku złamania prawa. Brak kontroli nie oznacza braku odpowiedzialności.
Piąta pomyłka – wszyscy w moim bloku mają butle i nikt nie interweniuje. To nie argument w sądzie. Masowe łamanie prawa nie czyni go mniej obowiązującym. Wystarczy jeden wybuch i wszyscy odpowiadacie – a sąd nie będzie patrzył łagodnie na fakt, iż wiedziałeś o zagrożeniu i nie zareagowałeś.
Co to oznacza dla Ciebie? To musisz zrobić natychmiast
Sprawdź, czy twój budynek spełnia warunki umożliwiające legalne używanie butli. Policz kondygnacje od parteru w górę, wliczając poddasze użytkowe z mieszkaniami. Piwnice nie wchodzą w grę, ale przyziemie – tak. jeżeli wyjdzie ci 5 lub więcej, koniec rozmowy. Butle są zakazane. Instalację gazową sprawdzisz u zarządcy albo w dokumentach najmu. Możesz też zapytać sąsiadów. najważniejsze jest to, czy w budynku w ogóle istnieje sieć gazowa – nieważne, czy wszystkie mieszkania z niej korzystają. jeżeli jest, butle są zakazane dla wszystkich lokatora.
Gdy okaże się, iż nie możesz używać butli, masz 3 opcje. Podłączyć się do istniejącej sieci gazowej w budynku (jeśli jest). Kupić sprzęt elektryczny. Albo znaleźć inne mieszkanie. Innych legalnych rozwiązań nie ma. Najgorsze, co możesz zrobić, to udawać iż problemu nie ma. Spółdzielnie zaczęły masowe kontrole. Straż pożarna ma dostęp do baz mieszkańców. Inspekcja może przyjść w każdej chwili. A jeżeli najpierw przyjdzie nieszczęście, nie będzie już czasu w naprawę.










