Zabawna historia o mojej teściowej: zaprosiła nas na kolację, dobrze wiedząc, iż po pracy nie jestem choćby w stanie samodzielnie otworzyć drzwi

polregion.pl 11 godzin temu

Moja teściowa to naprawdę prawdziwa dama… W zasadzie mógłbym na tym zakończyć tę historię, bo całe moje rozgoryczenie zawiera się właśnie w tych słowach, ale dla jasności pociągnę dalej. Codziennie wieczorem wracałem zmęczony z pracy i padałem na kanapę. Proszę sobie wyobrazić, jak bardzo w takim momencie miałbym ochotę jeszcze ugotować coś dla narzeczonej. Pewnego dnia wróciłem do domu i usłyszałem, jak żona rozmawia przez telefon. Najwyraźniej dopiero zaczynała:

Tak, mamo, cześć tak tak nie, jeszcze nie jadłam! Właśnie wszedł, pewnie coś przyrządzi, jak będzie miał ochotę. Tak, oczywiście, iż jestem głodna, dzisiaj zjadłam tylko śniadanie. Ale głód to nie koniec świata, dam radę wytrzymać. To co zapraszasz mnie do siebie?

Byłem tak wściekły, iż nie odezwałem się ani słowem podczas tej rozmowy. Stałem tam z zaciśniętymi pięściami. A ona, odkładając telefon, spojrzała na mnie z niewinnym uśmiechem, podskakując z entuzjazmem: Mama zaprasza nas na kolację!, po czym zaczęła wymieniać wszystkie dania, które jej mama czasem gotuje na kolację. Chciałem wtedy powiedzieć wszystko, co myślę o teściowej. A potem dorzucić jeszcze swoje przemyślenia na temat Dlaczego nie można jeść przed snem?. Ale… zebrałem się w sobie, ogoliłem się, poprawiłem koszulę i poszliśmy razem na kolację.

Ale to była kropla, która przelała czarę goryczy i w końcu się rozstaliśmy. Teraz jestem żonaty drugi raz. Oboje pracujemy i jesteśmy bardzo zmęczeni, więc gotujemy na zmianę. Dzięki temu w naszym domu panuje spokój i zgoda.

Idź do oryginalnego materiału