Z życia wzięte. "Zrobiłam wszystko, żeby mieć z nią dobre relacje": Synowa i tak mówi, iż jestem toksyczna

zycie.news 12 godzin temu

Przedstawił mi ją z błyskiem w oku i nieśmiałym uśmiechem. „Mamo, to ona” – powiedział, a ja, choć coś ścisnęło mnie w środku, odpowiedziałam z uśmiechem: „Jeśli ty ją kochasz, ja też ją pokocham”.

Na początku bardzo się starałam. Kupowałam kwiaty, kiedy do nas przychodziła. Zawsze pytałam, czy czegoś nie potrzebuje. Przypominałam sobie jej ulubione ciasta i piekłam bez okazji. Chciałam, żeby czuła się częścią rodziny. Żeby wiedziała, iż ma we mnie wsparcie. Że nie jestem rywalką, tylko matką.

Ale z czasem zaczęło się coś kruszyć.

Najpierw – spojrzenia. Jakby mówiły: „nie wtrącaj się”. Potem – unikanie kontaktu. Aż pewnego dnia, po niedzielnym obiedzie, podczas którego podałam zupę „za słoną”, usłyszałam od syna: „Mamo, może trochę mniej krytyki? To nie pomaga”.

Zamurowało mnie. Przecież nic nie powiedziałam! Widziałam tylko, jak synowa krzywi się, kiedy próbowałam opowiedzieć historię z dzieciństwa mojego syna. A potem… zaczęło się na dobre.

Z każdej mojej wizyty wracali chłodni. Z każdej rozmowy zostawał niesmak. Aż któregoś dnia, gdy przypadkiem usłyszałam rozmowę za zamkniętymi drzwiami, poczułam, jakby ziemia osunęła się pod moimi stopami.

– Ona jest toksyczna – mówiła. – Wtrąca się, kontroluje, ocenia. Nie mogę jej znieść. Albo ona, albo ja.

„Toksyczna”. To słowo utkwiło mi w głowie jak cierń. Całe życie byłam tą, która wszystko znosiła. Która po śmierci męża dźwigała dom na barkach. Która nie miała siebie, tylko dziecko. A teraz – mam być trucizną w ich życiu?

Syn nie spojrzał mi w oczy, kiedy powiedział:
– Mamo, może lepiej będzie, jeżeli na jakiś czas damy sobie przestrzeń...

Przestrzeń. Pustka. Cisza.

Od miesięcy nie widziałam wnuczki. Nie słyszałam głosu syna. Zostały zdjęcia na komodzie i upieczone ciasteczka, których nikt nie zje.

Zrobiłam wszystko. I wszystko straciłam.

Czasem siedzę w kuchni i rozmawiam z moją zmarłą matką – w myślach, jak wtedy, gdy byłam małą dziewczynką. I pytam: czy miłość matki może naprawdę być winą? Czy naprawdę lepiej byłoby, gdybym przestała się starać, milczała i zniknęła z ich życia całkowicie?

Bo jeżeli tak... to może naprawdę byłam toksyczna.

Idź do oryginalnego materiału