Mieliśmy jeden cel: uzbierać na wkład własny. Moja teściowa, pani Teresa, doskonale o tym wiedziała.
– Dzieci, po co macie brać ten straszny kredyt? – mówiła często, popijając herbatę. – Przecież ja mam to drugie mieszkanie po moich rodzicach. Stoi puste, tylko kurz osiada. Przecież to wszystko i tak kiedyś będzie wasze. Wyremontujecie sobie i zamieszkacie, jak tylko wróci mi zdrowie.
Wierzyliśmy jej. To była nasza nadzieja, nasze światełko w tunelu. Przestaliśmy panicznie oszczędzać, kupiliśmy dzieciom porządne buty, odetchnęliśmy.
Dwa tygodnie temu postanowiłam zrobić teściowej niespodziankę i podrzucić jej zakupy. Przejeżdżałam obok „naszego” przyszłego mieszkania. Zamurowało mnie, gdy zobaczyłam, iż w oknach palą się światła, a na balkonie suszy się obca męska bielizna.
Wbiegłam na górę i zapukałam. Drzwi otworzył mi młody mężczyzna.
– Dzień dobry, czy zastałam panią Teresę? – wykrztusiłam.
– Pani Teresa tu nie mieszka. My tu wynajmujemy pokoje. Ja i trzech innych chłopaków z budowy. Dlaczego pani pyta?
Nie odpowiedziałam. Zbiegłam po schodach, czując, jak serce podchodzi mi do gardła. Moja teściowa zrobiła z mieszkania, które obiecała nam jako ratunek, dochodowy hostel dla robotników.
Pół godziny później stałam w jej salonie. Teresa choćby nie udawała skruchy.
– No i co z tego, iż wynajęłam? – zapytała, poprawiając nową, drogą broszkę na bluzce. – Emerytura jest niska, a ja chcę jeszcze trochę pożyć, wyjechać do wód, kupić sobie coś ładnego. Wy jesteście młodzi, dacie sobie radę.
– Mamo, my mieszkamy w trzydziestu metrach z dwójką dzieci! – krzyknął mój mąż, który dojechał na miejsce. – Płacimy obcym ludziom trzy tysiące miesięcznie, a ty zarabiasz na boku naszym kosztem, wiedząc, iż ledwo wiążemy koniec z końcem? Przecież obiecałaś!
– Obiecać to ja mogłam – prychnęła, odwracając wzrok. – Mieszkanie jest moje. Jak chcecie mieszkać na swoim, to sobie zaróbcie. Ja nie mam zamiaru sponsorować wam wygody moim kosztem. A te kawalerki... no cóż, przynajmniej uczycie się pokory.
Wyszliśmy stamtąd w milczeniu. Ta „nowość” o zaradności teściowej była dla nas jak cios w twarz. Zrozumieliśmy, iż obietnice Teresy były tylko sposobem, by trzymać nas w szachu, byśmy byli „wdzięczni” za samą nadzieję.
Dziś znów przeglądamy ogłoszenia o wynajmie, bo właściciel naszej kawalerki podniósł czynsz. A teściowa? Teściowa wysłała nam zdjęcie z kawiarni w Ciechocinku. Zarabia na obcych ludziach w domu, który miał być naszym schronieniem, podczas gdy jej własne wnuki nie mają własnego biurka do nauki. To nie jest kwestia pieniędzy – to kwestia serca, którego pani Teresa najwyraźniej nigdy nie miała dla nikogo poza sobą.
To też może cię zainteresować:
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach:











