Z życia wzięte. "Poznałam go w sanatorium": Później dowiedziałam się, iż miał trzy inne kobiety

zycie.news 19 godzin temu

Po zawale, po samotnych latach, po cichych wieczorach, gdzie jedynym towarzyszem był telewizor grający w tle. Sanatorium miało mi pomóc wrócić do zdrowia. Nie spodziewałam się, iż wróci też coś, czego nie czułam od dawna — nadzieja.

Miał na imię Marek. Miał srebrne włosy, ciepłe oczy i uśmiech, który potrafił rozbroić każdą obronę. Był czarujący, elegancki, dowcipny. Mówił, iż też przeszedł przez swoje — śmierć żony, samotność, dzieci gdzieś za granicą. Rozmawialiśmy godzinami. O życiu. O młodości. O tym, co jeszcze przed nami.

Zaczęłam żyć. Zaczęłam się śmiać. On przynosił mi herbatę, przywoził kwiaty z pobliskiego bazarku, zapraszał na spacery nad jezioro. Inne panie z ośrodka patrzyły z zazdrością, a ja myślałam: może to właśnie moja druga szansa?

Wyjeżdżając, mówił, iż będzie dzwonił. Dzwonił. Pisał. Przysyłał zdjęcia. Czasem czułam się jak nastolatka — z sercem bijącym zbyt szybko. W końcu zaprosił mnie do siebie. Do innego miasta. Pojechałam z walizką pełną sukienek i z głową pełną marzeń.

Ale gdy tam dotarłam, coś było nie tak. Jego sąsiadka, starsza pani z pieskiem, spojrzała na mnie podejrzliwie.

– A pani to która? – zapytała bez ogródek. – Bo tydzień temu była ta z Opola, a dwa tygodnie wcześniej jakaś z Wrocławia...

Myślałam, iż źle słyszę. Zamarłam.

Zaczęłam szukać. Zajrzałam do szuflady, do szafki nocnej. Były zdjęcia — nie tylko moje. Liściki. Perfumy, których nie używam. Kalendarz z zapisanymi imionami przy konkretnych terminach. I nagle wszystko stało się jasne.

Marek grał. Grał rolę idealnego wdowca, romantyka, ofiary samotności. A tak naprawdę... był łowcą. Kobiecych serc. Może choćby czegoś więcej.

Kiedy skonfrontowałam go, tylko wzruszył ramionami.

– Nie obiecywałem ci niczego na wyłączność – powiedział chłodno. – Życie jest krótkie. Każdy bierze z niego, co może.

A ja… wróciłam do domu z pustką większą niż wcześniej. Bo uwierzyłam. Bo znów otworzyłam serce. Bo pozwoliłam sobie poczuć, iż jestem ważna.

Teraz codziennie zakładam maskę obojętności. Uśmiecham się do sąsiadek, podlewam kwiaty. Ale w środku wiem, iż już nigdy nikomu nie zaufam tak jak wtedy.

Bo ten raz za dużo — złamał mnie.

Idź do oryginalnego materiału