Kochającego męża, cudowne dziecko i dom, w którym czułam się bezpieczna. Wierzyłam, iż razem przejdziemy przez wszystko, bo przecież ślubowaliśmy sobie miłość i zaufanie. Ale życie potrafi brutalnie zweryfikować choćby najsilniejsze przekonania.
Mój mąż coraz częściej patrzył na naszą córkę z dziwną rezerwą. Nie były to czułe spojrzenia ojca, raczej chłodne, pełne analizy. Początkowo myślałam, iż to tylko moje przewrażliwienie – przecież różnice w wyglądzie między dziećmi a rodzicami zdarzają się w każdej rodzinie. Ale pewnego dnia wypowiedział słowa, które przecięły moją duszę jak nóż:
– Musimy zrobić test DNA. Ta dziewczynka nie jest do mnie podobna. Jest mi obca.
Obca? Jak można tak mówić o własnym dziecku? O malutkiej istocie, którą trzymało się na rękach od pierwszych chwil życia? Poczułam się, jakby oskarżył mnie o zdradę. Jakby wszystko, co razem przeżyliśmy, nagle przestało mieć znaczenie.
Nie byłam w stanie zrozumieć, jak mój własny mąż może wątpić w coś, co dla mnie było oczywiste. Nasza córka była jego dzieckiem. Ale on zaczął się odsuwać. Jego dotychczasowa czułość wyparowała, a każda rozmowa kończyła się chłodnym dystansem.
Przy stole jadł w milczeniu. Unikał kontaktu z córką. Nie bawił się z nią, nie tulił jej na dobranoc. A ja zaczęłam się zastanawiać – czy wynik testu coś zmieni? Czy jeżeli okaże się, iż miał rację, to znaczy, iż miłość do dziecka może po prostu zniknąć? A jeżeli wynik potwierdzi ojcostwo, czy on kiedykolwiek będzie w stanie zapomnieć o swoich podejrzeniach?
W końcu zgodziłam się na test. Chciałam zakończyć ten koszmar. Chciałam odzyskać mężczyznę, którego kiedyś kochałam.
Kiedy przyszły wyniki, czułam narastające napięcie. Przekazałam mu kopertę i czekałam. Z każdą sekundą widziałam, jak jego twarz się zmienia. Odczytał wynik, a potem spojrzał na mnie.
– Przepraszam – wyszeptał.
Ale jego przeprosiny niczego nie naprawiły. Nie potrafiłam zapomnieć, jak przez tygodnie traktował nasze dziecko. Nie potrafiłam wyrzucić z pamięci jego spojrzenia, pełnego wątpliwości i chłodu.
I wtedy dotarło do mnie coś jeszcze bardziej bolesnego. Nie chodziło tylko o ten test. Chodziło o to, iż jeżeli ktoś raz zwątpi w rodzinę, to już nigdy nie będzie tak samo.