Niektórzy mówią, iż mamy modę na rozwody. Inni twierdzą, iż rozstajemy się dzisiaj tak często, bo po prostu możemy. Rzeczywistość daje nam taką możliwość. Nie musimy już trwać w relacji tylko dlatego, iż kiedyś nie mieliśmy innego wyjścia. Ale być może to nie większe przyzwolenie na rozwody jest prawdziwym powodem? Może chodzi o to, iż z każdym rokiem jesteśmy coraz mniej przygotowani do małżeństwa?

Małżeństwo nie jest proste
Małżeństwo to zobowiązanie. A to nie jest proste, żeby czuć się zobowiązanym człowiekiem. Wolimy wolność i niezależność.
Ludzie dzisiaj uczeni są, aby żyć lekko. Przyzwyczajamy się do otrzymywania od razu tego, co chcemy, do pełnej satysfakcji i do tego, iż “jesteś tego warta”. Ma być dobrze, a gdy zaczyna być źle, to po co się męczyć?
Słyszymy, iż jesteśmy jedyne i “najlepsze”. I to prawda, ale też pojawia się problem, bo skoro jesteśmy takie “dobre”, to nikt inny nie jest wysytarczający.
Małżeństwo tymczasem wymaga odpowiedzialności i zaangażowania oraz do ujrzenia w drugiej osobie człowieka. Łatwiej się bawić i nie myśleć, niż podejść do miłości na poważnie.
Jak wychowujemy młode osoby?
Co to adekwatnie znaczy, iż ludzie dzisiaj nie są przystosowany do małżeństwa? Być może to, iż nie są uczeni kompromisów? Są jako dzieci niekiedy rozpieszczani, nie stawia się im wyzwań. Niekiedy to egoizm, egocentryzm, a innym razem uczenie granic, które czasami wymyka się spod kontroli.
Jako słabe pokolenie (w porównaniu z poprzednimi) nie muszą się mierzyć z prawdziwymi przeciwnościami losu. Często jako jedynacy (niekoniecznie w sensie, bez rodzeństwa, bo można być mentalnym jedynakiem nawet, mając brata czy siostrę), bez prawdziwych wieloletnich głębokich relacji, typy samotników od pieluch nie są gotowi stawić czoła rzeczywistości.
Wychowanie, w którym dziecko nie ma obowiązków, nie ma wymagań stawianych przez rodziców, to nie wychowanie, to hodowanie. I często właśnie to jest przyczyna późniejszych problemów. Brak przygotowania do wyzwań, jakie stawia przed nami głęboka relacja, blokuje przed czymś wartościowym.
Czy to na pewno problem wychowania?
Tego nie wiem, ale jest wiele niepokojących danych.
Wystarczy kilka przykładów. 30 lat temu w podstawówkach mieliśmy zajęcia z krawiectwa, z przybijania gwoździ, braliśmy czasami “poważny sprzęt” do rąk. Dzisiaj problemem jest wzięcie noża z domu do szkoły, aby zrobić na lekcjach techniki kanapki. Można co najwyżej nóż plastikowy z tępą końcówką. I nie chodzi o zamachy w szkołach, bo zakaz obowiązuje już od lat.
Inny przykład karate, które kiedyś wymagało prawdziwego zaangażowania, już na wstępie była selekcja, zanim ktoś się dostał, to sprawdzano, czy się nadawał, ominął zajęcia, to mógł zostać skreślony z listy uczestników. Dzisiaj można przyjść kiedy się chce, przyjmują każdego, wymagań większych brak. Kasa ma się zgadzać, niekoniecznie w cenie jest systematyczność, zaangażowanie i radzenie sobie z trudnościami.
W szkołach nauczyciele nierzadko boją się wstawiać gorsze oceny i uwagi. Harcerstwo w niczym nie przypomina dawnego harcerstwa, a elitarne szkoły nie są takie jak przed laty. Wszystko się zmieniło, złagodniało, spadły wymagania. To dlatego wiele osób mówi uogólniająca, iż ludzie są dzisiaj “inni”. I to oczywiste, iż nie wszyscy, ale jednak znaczna część.
Jest też druga strona medalu
Wychowujemy też dzieci w taki sposób, żeby “ich nie łamać”, żeby nie czuły się gorsze, czy nie miały potrzeby podporządkowywania się.
Dlatego młode osoby w dzisiejszych czasach często mówią “nie” bez poczucia winy, nie godzą się na to wszystko, co ich rodzice znosili pokornie. Szanują siebie i wiedzą, iż w złej relacji nie ma sensu trwać. Szybciej rezygnują, a niekiedy po serii złych związków, dochodzą do wniosku, iż wszyscy są tacy sami.
Lubią swoją samotność i niezależność. I to im wystarczy.
I trzecia – wygodne życie
Mamy co do zasady wygodne życie. Każdy jest w stanie funkcjonować sam. Kiedyś tak nie było, aby przeżyć, potrzebny był drugi człowiek. Dzisiaj dobrobyt sprawia, iż nikt nic nie musi.
I o tym mówi się coraz głośniej.
Kiedyś małżeństwa trwały, bo nie było innego wyjścia. Dzisiaj czasami opcja alternatywna jest dużo bardziej kusząca.
Małżeństwo jest wymagające
Wymaga:
- obecności,
- czasu,
- chodzenia na kompromisy,
- brania pod uwagę czyichś potrzeb i oczekiwania,
- odpuszczania,
- wybaczania,
- czasami chwilowej rezygnacji z własnych planów,
- elastyczności w planowaniu.
Małżeństwo nie pozwala na stawianie siebie na pierwszym miejscu. Zamiast “ja”, jest my. Czasami oczywiście też “ja”, ale zawsze w tle również “my”. To zmienia adekwatnie wszystko.
Dlaczego dzisiaj dla wielu małżeństwo to przeżytek?
Narracja, iż miłość na całe życie to przeżytek, ma się zatem dobrze. Panuje przekonanie, iż świat gna za szybko, a my zbyt mocno się zmieniamy, aby łudzić się, iż można z kimś być aż do śmierci.
Uważamy nierzadko, iż to zwyczajnie niemożliwe.
Na kilka-kilkanaście lat, to możliwe, ale nie na całe życie.
Osoby, które tak twierdza mają za sobą zwykle trudne doświadczenia. Najczęściej też nie biorą pod uwagę, iż ludzie na przestrzeni lat się zmieniają. Dlatego będąc z kimś 20 lat, tylko pozornie jesteś z tą samą osobą. Bo ten człowiek obok się zmienia. Ty też się zmieniasz.
Zatem kluczem jest nie tylko wybór odpowiedniej osoby, ale tej, z którą będziesz się zmieniać w tym samym kierunku, wyznającą podobne wartości i będącą gotową na pracę nad relacją.
To czas, żeby zajrzeć tutaj: 18 rad od rozwodników dla tych, którym może się jeszcze udać…
Dzisiaj mamy większą wolność. Nie musimy pozostawiać w relacji, która nas niszczy.
Ludzie nie chcą pracować nad relacją?
Panuje też mit pod tytułem, iż jeżeli jest trudno, to nie jest to “ta adekwatna” relacja. Tymczasem trudności nie przekreślają z automatu relacji. Wręcz przeciwnie. One pozwalają wejść na kolejny poziom.
Tam, gdzie osoby są sobie bliskie, kryzysy się pojawiają. Są one czymś naturalnym. Tymczasem ludzie często właśnie w tym momencie, gdy coś zaczyna się psuć, zrywają, odchodzą. Niekiedy dlatego, iż reprezentują styl unikający. I tacy po prostu są…
Problemem jest też nadmiar opcji. Ciągła możliwość zmieniania i udoskonalania. Taka, która wpycha nas w pułapkę perfekcjonizmu. Skoro świat daje nam ciągle nowe opcje, to mówimy – następny, proszę, zamiast skupić się na tym, co nie pasuje w danej relacji.
Jakie pytania warto zadać sobie przed ślubem?
Oczywiście wiele problemów niesie też wybór złej osoby. Nieodpowiednia decyzja na wstępie nie pomaga.
Nikt nie mówi o tym, wystarczająco głośno, jak znaleźć miłość taką, która przetrwa lata.
Tymczasem warto pomyśleć o czymś więcej niż o tym, o czym najczęściej się mówi.
Przed ślubem dużo uwagi poświęcamy organizacji wesela, wyborowi miejsca do życia, planowaniu podróży poślubnej czy wspólnych finansów. Znacznie mniej rozmawiamy o tym:
- Jak będziemy rozwiązywać konflikty?
- Co zrobimy, kiedy minie pierwsze zauroczenie?
- Czy chcemy dzieci?
- Jeśli tak, jak zaplanujemy opiekę nad nimi?
- Czy potrafimy rozmawiać o trudnych emocjach?
- Jak wyobrażamy sobie podział obowiązków?
- Czy umiemy być razem, kiedy nie jest łatwo?
Niektórzy mówią, iż najważniejsze jest to, jak zachowujemy się w obliczu problemów? Co robimy, gdy jesteśmy zmęczeni, głodni, chorzy? Jak traktujemy osoby, którym nie możemy nic dać? Słabszych, zależnych, zwierzęta? Tu jest odpowiedź.
Miłość nie wystarczy, co jeszcze jest ważne?
Sama miłość to za mało, żeby zbudować dobry związek. Podstawowe są umiejętności komunikacyjne, asertywność, zdolność do kompromisów, nazywania swoich emocji oraz brania odpowiedzialności za swoje zachowania.
Trzeba się również szanować. Nie da się zbudować dobrej relacji na desperacji. Tymczasem dzisiaj coraz więcej kobiet zrobi naprawdę wiele, aby przekonać mężczyznę do bycia w związku. Panowie korzystają, bawią się, ale nie myślą o zobowiązaniach. Przy okazji związki, które tworzą na chwilę, są szalenie płytkie, ale takie mają być, bo w nich nie chodzi o głębię.
Poza tym standardem są dzisiaj także kłamstwa i zdrady oraz poczucie, iż nie ma sensu się starać. Brakuje nam cierpliwości, szczerych rozmów, umiejętności przepraszania i chęci, aby naprawiać to, co się zepsuło. Zamiast bycia razem, mamy coraz częściej telefon i idealny świat. Brakuje nam empatii. Szukamy winy ciągle w świecie, czy w drugim człowieku, a za rzadko zauważamy własną odpowiedzialność, chociażby w tym, kogo w rzeczywistości wybieramy.
Zamiast czegoś więcej, nierzadko wybieramy ślepą pogoń za kasą. Stajemy się niewolnikami własnej ambicji. Miłość to wtedy za mało. Liczy się wszystko, tylko nie ona.
I to prowadzi nas do zguby.
Praca nad sobą to podstawa. Ale taka świadoma, a nie z kategorii “nowoczesnych standardów”. Zapisz się na newsletter i otrzymuj treści, które nie owijają w bawełnę. Tu się zapiszesz














