Yorkshire terrier

magazynpismo.pl 2 godzin temu

Drzwi otworzył starszy mężczyzna ubrany w szlafrok w kwiatki i od razu zaprosił ją do środka. Szykowała się dobrze płatna praca, a Dagny bardzo potrzebowała pieniędzy, bo jej chłopak Manolo wciąż pakował się w kłopoty i ciągle trzeba było spłacać jakieś jego długi albo ratować nieudane interesy.

– Proszę się rozgościć – odezwał się uprzejmie klient, wskazując pikowaną sofę. – Pani wybaczy, ale muszę się jeszcze przygotować.

– Mną niech się pan nie przejmuje. Mogę poczekać.

– Wspaniale. – Uśmiechnął się i ruszył w stronę sypialni. – Jak już pewnie pani wie, płacę podwójnie – powiedział i wszedł po schodach na antresolę, po czym zniknął w drzwiach pokoju, które gwałtownie za sobą zamknął. Cały czas miał na rękach żółte gumowe rękawice do sprzątania.

Newsletter

Aktualności „Pisma”

W każdy piątek polecimy Ci jeden tekst, który warto przeczytać w weekend.

Zapisz się

Zwyczaje seksualne klientów są rozmaite, ten tutaj wyglądał na maniaka czystości, bywają gorsze fetysze. Pół biedy, jeżeli to ssanie dużego palca u stopy albo paski i rzemienie do bondage’u lub inne akcesoria w ilościach sprawiających, iż człowiek czuje się jak w sklepie z galanterią skórzaną. Gorzej, jeżeli klient nie zapozna się z regulaminem agencji zawierającym ogólną definicję praktyk niedozwolonych oraz listę przykładów, jak zażywanie substancji odurzających i częstowanie nimi dziewczyn. (Dagny zdarzył się jeden klient, prawnik, którego podniecało głośne recytowanie postanowień regulaminu). W przypadku życzeń sprzecznych z polityką firmy należało zdecydowanie odmówić świadczenia usług.

Apartament był ogromny. Dagny zastanawiała się, kim trzeba być, aby móc pozwolić sobie na coś takiego: sufit wysoki na sześć metrów, wielkie okna wychodzące na stumetrowy taras, widok na zakole rzeki; po zmierzchu miasto w dole zamieniało się w morze gwiazd, dwudzieste piętro robiło robotę. Przez okno wpadał szum ruchliwej ulicy. Niektórzy lubią mieszkać w mieście, ale dla Dagny było tam zbyt gwarno. jeżeli kiedykolwiek się dorobi i założy rodzinę, zamieszka w przytulnym domku na wsi. Na razie jednak musi zbierać na wymarzone wczasy i pracować w sposób, o jakim wstydziłaby się powiedzieć mamie. Dagny wiedziała, iż luksus i bogactwo występują w licznych odmianach, są domy ociekające złotem, ale też przytulne skandynawskie osiedla dla lubiących połączenie naturalnego drewna i kamienia oraz modernistyczne wille dla snobistycznych buców. Na szczęście kilka jest miejsc, do których biedni mają dostęp, widok ostentacyjnego blichtru mógłby okazać się dla nich zbyt okrutny. Dagny bywała w bogatych rezydencjach, a Manolo zawsze próbował być blisko kasy, pracować dla naprawdę dzianych gości trzęsących dzielnicą albo całym miastem; biedak ciągle kręcił i oszukiwał, a kiedy miał coś na sumieniu, robił żałosną minę zbitego psa.

– Wszystko w porządku, jestem twoja na całą noc, złotko! – zawołała uwodzicielskim głosem, który tak bardzo podobał się mężczyznom. Dagny miała szczęście, iż trafiła do dobrej agencji, która zdobywała zlecenia od najlepszych klientów – ten tutaj był choćby niczego sobie, czysty, zadbany i uprzejmy – to bardzo ważne w tej branży, żeby mieć kulturalną klientelę. Zwłaszcza kiedy się słyszy, iż kolejna dziewczyna zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach po wizycie u klienta. Jak ona miała na imię? Sonia – niska dwudziestolatka z Belgradu. Dagny miała z nią jakiś zatarg i choćby złapały się raz za kudły, dawno temu, kiedy pracowały razem na wylotówce, jeszcze zanim obie zaczepiły się w agencji. Gdy policja zaczęła jej szukać, przesłuchiwali wszystkie dziewczyny i pytali choćby o tę kłótnię – poszło o jakąś bzdurę, pożyczony tusz do rzęs lub coś w tym stylu.

– Świetnie, wolałbym jednak, abyśmy pozostali przy oficjalnych formach. Zaraz pokażę pani moje maleństwo – oznajmił klient, a Dagny poczuła się nieswojo. Facet wrócił, trzymając na ręku małego pieska, merdającego ogonkiem yorka z uszkami w kształcie trójkątów.

– Przepraszam – powiedziała chłodno Dagny – ale nie świadczymy tego typu usług. Obawiam się, iż będziemy się musieli pożegnać. To jest nielegalne. – Złapała torebkę i skrzyżowała ręce na piersiach.

– Nielegalne? – spytał zaskoczony klient, zastygając z pieskiem na ręku.

– No… Seks ze zwierzętami, to chyba oczywiste – odparła dziewczyna, wstając z sofy i kierując się w stronę wieszaka na płaszcze.

– To pomyłka! – Facet roześmiał się jowialnie i zastąpił jej drogę. – Niechże pani usiądzie, zaraz wszystko wytłumaczę.

– No dobra, byle gwałtownie – rzuciła Dagny zniecierpliwiona, ostentacyjnie sprawdzając stan swoich nowych tipsów. Zaraz jednak tego pożałowała i starając się zjednać sobie klienta, dodała zaczepnym tonem: – Już rozumiem, chcesz, żeby na nas patrzył, co? Jarają cię takie rzeczy?

– Prosiłem panią o zachowanie oficjalnych form – przypomniał surowo klient.

– Przepraszam – zmitygowała się Dagny. – Kręcą pana takie rzeczy? – spytała, specjalnie akcentując słowo „pana”.

– Zupełnie nie o to chodzi! Wypadło mi dziś wieczorem pilne spotkanie, a sama pani rozumie, jak trudno o opiekunkę do psa o tej porze – wyjaśnił, przyobleczoną w gumową rękawicę dłonią wskazując wiszący na ścianie zegar.

– Niezły numer. Ale zdaje pan sobie sprawę, iż opieka nad dziećmi i zwierzętami też nie wchodzi w zakres naszej oferty? choćby w przypadku tak słodkich stworzonek. – Wyciągnęła dłoń w stronę pieska, który od razu nadstawił główkę do głaskania.

– A jednak jeszcze pani tu jest. – Facet uśmiechnął się szeroko. – Proszę zrobić dla mnie wyjątek, dorzucę pani coś ekstra. – Wyjął z torby grubą kopertę pełną dwusetek. – Bardzo proszę się zgodzić, w końcu moje zlecenie nie jest aż tak uciążliwe. Zabawnie pomyśleć, iż ktoś mógłby wpaść na pomysł wezwania prostytutki do opieki nad swoim dzieckiem. – Zaśmiał się krótko.

Dagny przyjęła pieniądze, włożyła kopertę do torebki i wzięła słodziutkiego pieska na ręce. Tymczasem gospodarz udał się po schodach do sypialni, gdzie przepadł na dobrych czterdzieści pięć minut. Co jakiś czas dobiegały stamtąd dziwne odgłosy: szurania, tarcia, przestawiania sprzętów z miejsca na miejsce. „Niezła fucha – pomyślała Dagny – tyle pieniędzy za pilnowanie małego pieska”. Do tego apartament wydawał się wyposażony we wszystkie możliwe udogodnienia. Naprawdę ucieszyło ją, iż tym razem nie będzie musiała pieprzyć się z kolejnym podstarzałym amatorem dziwek, to było jak płatny urlop.

– Czy mogę mieć do pani prośbę? – zagadnął klient, wychylając się na moment z sypialni. – W kuchni na blacie leży stek, proszę go pokroić nożem, który …

Idź do oryginalnego materiału