Wyzwolona spod tyranii matki W wieku trzydziestu pięciu lat Barbara była skromną i, jak to się mówi…

twojacena.pl 1 dzień temu

Wiesz, chciałam Ci opowiedzieć o pewnej historii, bo ostatnio sporo o tym myślę. Wyobraź sobie trzydziestopięcioletnia kobieta, Zuzanna Górska. Całe życie skromna, wycofana, nigdy nie chodziła na randki, a od studiów pracuje bez przerwy jako księgowa w tej samej firmie w Poznaniu. Nie dbała za bardzo o siebie, w workowatych swetrach, troszkę puszysta, zawsze smutne oczy i usta spuszczone w dół. Zuza wychowywała się u babci na wsi pod Poznaniem, bo matka, Grażyna, urodziła ją w wieku osiemnastu lat nigdy nie powiedziała córce, kto był ojcem. W mieście Grażyna żyła swoim życiem, mężczyźni się przewijali, zabawa, imprezy. Pojawiała się na wsi raz na miesiąc tylko, przywoziła Zuzannie lalkę czy puzzle i znowu znikała. Babcia była surowa, u niej też Zuza nie zaznała ciepła. Więcej razy dostała burę niż uścisk.

Teraz, dorosła, Zuzanna przez cały czas mieszka z matką w mieszkaniu w Poznaniu. Grażyna, już po pięćdziesiątce, ale wygląda świetnie zadbana, szczupła, regularne wizyty w salonach, kosmetyki najwyższej półki, randki. Zuza totalnie inna. Właśnie kończyła pracę i przekazała dokumenty koleżance, bo zaczynała urlop.

No to kolejny urlop myślała Zuza Zasłużone pieniądze w kieszeni. Szkoda, bo matka zaraz mnie poprosi o wszystko. I cały urlop w domu, znowu Mam już tego dość, czemu nie potrafię powiedzieć matce nie? Przecież jestem dorosła, a ona dalej ze mną robi co chce. Wszystkie pieniądze oddaję, choćby o pensji nie decyduję.

Wraca do domu, otwiera drzwi, a Grażyna już na korytarzu, czeka jak sęp.

No wreszcie! Dostałaś kasę za urlop?
Tak, mam, zaraz Ci dam, tylko się rozbiorę
Rozbierać możesz się później!

Zuzanna grzebie w torbie ta stara, znoszona, już wstyd trochę, matka od razu atakuje:
Boże, z taką torbą chodzisz? Jak stara baba! Nie wstyd Ci?

Zuzie aż łzy napłynęły do oczu:
Nie stać mnie na nową, skoro wszystko oddaję Tobie i sama się zdziwiła, iż odważyła się choćby tak odezwać.

Grażyna nie odpuszcza:
Torba to jedno, ale Ty cała wyglądasz jak niechlujna, gruba baba. Powinnaś schudnąć i siebie ogarnąć! Wstyd się z Tobą pokazać!

Wstyd Ci? A mi nie wstyd zabierać moje pieniądze? I tak nigdzie z Tobą nie chodzę!

Zuzanna, cała zapłakana, uciekła z mieszkania. Wybiegła na klatkę i usiadła na ławce przed blokiem, zasłoniła twarz dłońmi. Nie wiadomo ile siedziała, aż usłyszała, jak ktoś ją woła.

Zuza, co Ty tu robisz? podniosła głowę, a to sąsiadka Anna Wiśniewska z sąsiedniego bloku. Przysiadła obok niej, złapała za rękę. Co się stało? Pokłóciłaś się z matką?

Zuzanna nie wytrzymała i wszystko wyznała Annie. Że oddaje jej wszystkie pieniądze, iż matka kupuje sobie drogie kosmetyki, ubrania. A ona sama chodzi w starych ciuchach. Że od małego nie potrafi się stawiać, zawsze milczała, kiedy babcia czy matka na nią krzyczały, nigdy nie czuła się kochana.

Oj, co ja gadam o matce Pomyślisz, iż plotkuję, jeszcze nieudacznica ze mnie

Anna dobrze znała Grażynę nigdy za nią nie przepadała, szkoda jej było zawsze Zuzy. Wiedziała, iż córka jest całkiem pod jej pantoflem.

Zuza, przestań się nad sobą użalać, jesteś dorosłą kobietą, czas pomyśleć o sobie!

Ale jaka ze mnie kobieta, pani Aniu Nikt mnie nigdy nie kochał, nikomu nie jestem potrzebna

Słuchaj, powinnaś natychmiast się wyprowadzić. Zuza przestraszona spoglądała na sąsiadkę. Błagam Cię, nie zamartwiaj się o matkę. Ona sobie poradzi, zawsze ma jakieś pieniądze. Ty powinnaś zadbać o siebie. Mam dla Ciebie propozycję: zamieszkaj na mojej działce pod Lesznem. Domek porządny, mąż mi wybudował, zanim odszedł. Teraz jestem sama, a Ty masz wolne, więc śmiało jedź! Ja nie biorę od Ciebie grosza!

Pani Aniu, nie boi się mnie wpuścić do domu?

Daj spokój, przecież znam Cię od dziecka. Zaraz przyniosę klucze, zapiszę adres i numer telefonu.

Tak się stało Zuzanna pojechała na dworzec, kupiła bilet na pociąg do Leszna, siedziała i patrzyła na innych pasażerów, przemykających wte i wewte. Po raz pierwszy wyjeżdżała gdzieś sama dom, praca i tyle znała z życia. Kiedy już dojechała, od razu poszła na działkę. Domek przytulny, wejście ciche. Zamknęła drzwi i spodobała jej się ta cisza, taka dźwięcząca wręcz.

Jak dobrze być samej myślała Jaki spokój, nie znam tego uczucia wolności.

Grażyna już nie wydzierała się nad uchem, nie dogadywała. Odpaliła telewizor jakiś talk show, zwykle matka przełączała kanały, nie licząc się z Zuzią. Ona choćby nie próbowała się stawiać, tylko spuszczała głowę. Nigdy nie przyszło jej do głowy powiedzieć Grażynie, żeby przestała.

Obeszła domek, włączyła lodówkę, schowała tam pierogi, ser i jogurt, które kupiła po drodze pod sklepem. Ugotowała sobie pierogi, najadła się, odprężyła.

Po chwili telefon. Grażyna.
Co, uciekłaś? Widziałam, jak siedzisz z Anną na ławce! No, zobaczysz, gwałtownie wrócisz, bo nie potrafisz myśleć samodzielnie, zgubisz się beze mnie

Zuzanna rozłączyła się, nie chciała już słuchać tych wyzwisk. I, co ciekawe, nie poczuła żalu.
Wieczorem zadzwoniła Anna:

Zosiu, jak tam się urządziłaś? Obejrzałaś wszystko?
Tak, Pani Aniu, dziękuję!
Jutro przyjedzie mój siostrzeniec, Tomek. Przywiezie Twoje rzeczy.
Jakie rzeczy?
Grażyna przyniosła do mnie cały worek Twoich ubrań powiedziała tylko: Jak już mi zabrałaś córkę, to weź i jej rzeczy.
Ok, Pani Aniu. Jak rozpoznam Tomka?
Oj, bez stresu wysoki, w okularach, autem podjedzie. Ma klucze.
Nie za bardzo mu to pasuje?
Zosiu, przestań się zamartwiać i pytając ciągle, Ty jesteś dorosłą kobietą! Zacznij żyć na własny rachunek. Najważniejsze, polub siebie. Ogarnij się trochę, jesteś przecież ładna zwyczajnie się zapuściłaś! Miłego wieczoru.

Zuzanna jeszcze długo siedziała na werandzie, patrzyła, jak rosa błyszczy w trawie, słychać było szczekającego psa gdzieś w oddali, ptaki śpiewały. Słowa Anny zrobiły na niej wrażenie, podeszła do lustra.

Faktycznie, mam ładne oczy, tylko takie smutne Włosy gęste, a zawsze w kok spięte zupełnie jak babcia. Powinnam schudnąć, matka miała rację.

Spała tej nocy jak niemowlę, pierwszy raz od lat bez pobudek. Rano otworzyła szeroko okno, słońce świeciło, świeża rosa, i znów pies szczekał, ptaki śpiewały. Ależ piękny poranek pomyślała.

Zrobiła sobie kawę, cofniętą z szafki. Potem pogapiła się w telewizor. Przyszło jej do głowy, iż czas zmienić pracę, wynająć coś własnego w Poznaniu. choćby matka nie przeszła jej przez myśl. Serce zabiło szybciej wreszcie nowa, samodzielna przyszłość!

Stuk, stuk w drzwi. Zuzanna z lekkim niepokojem je otworzyła i zobaczyła wysokiego mężczyznę, w okularach, z torbą.

Dzień dobry, jestem Tomek, a pani to Zuzanna?
Tak, Zuzanna. Niech pan wejdzie.
Ciocia Anka prosiła, żebym przywiózł pani rzeczy, może będę jeszcze mógł pomóc przy transporcie, bo mam samochód pod płotem powiedział ciepło. Proszę się nie krępować, ciocia mówiła, iż pani jest bardzo nieśmiała Przepraszam, znam pani historię od cioci.

Tak poznali się Zuzanna i jej przyszły mąż. Tomek od początku zachwycony, bo pierwszy jego związek okazał się rozczarowaniem. Zuzanna, zakochana z wzajemnością, nagle zaczęła kwitnąć: pozbyła się nieśmiałości, zgubiła kilogramy, zaczęła dbać o siebie. Poszła do salonu, wróciła z taką metamorfozą, iż sama siebie nie poznawała.

To naprawdę ja? śmiała się do lustra, oczy się jej rozbłysły.

Tomek zabrał ją do miasta zamieszkali razem.
Zosiu, marzyłem o kobiecie takiej jak Ty dobrej, szczerej, czułej. Nie czekajmy wyjdź za mnie.

Zuzanna oczywiście zgodziła się. Zrozumiała, iż w życiu jej wreszcie trafiło się szczęście. Ich ślub był kameralny, zaprosili choćby Grażynę. Ta, jak zwykle, coś złośliwego walnęła, ale Anna Wiśniewska od razu ją utemperowała. Grażyna wyszła już w połowie wesela, nikt tego choćby nie zauważył, Zuzanna nie żałowała.

Rodzina Tomka bardzo polubiła Zuzannę. Tomek patrzył na nią zakochany i myślał: Każdego w końcu spotka szczęście i mnie z Zosią też.
Wkrótce okazało się, iż Zuzanna jest w ciąży. Była podwójnie szczęśliwa. Późne, ale jej wymarzone, wyczekane szczęście. Jakby zapomniała już, jakie to było życie w cieniu i pod kontrolą matki. Wreszcie odnalazła siebie: poprawiła się nie tylko na zewnątrz, ale i w środku. Bo pokochała siebie i Tomka.

Dzięki, iż słuchasz moich opowieści. Trzymam za Ciebie kciuki!

Idź do oryginalnego materiału