SAHARA – kolejne marzenie spełnione!
Była pustynia. Był nocleg pod gwiazdami. Były wielbłądy.
Ze względu na odległość od Marrakeszu wybraliśmy Erg Chigaga. I ustrzeliliśmy bingo!, bo okazało się, iż jest to największe i najbardziej dzikie morze wydmowe w Maroku.
(czerwiec 2026)
Erg Chigaga
Erg czyli „morze piasku” to ogromny obszar pokryty ruchomymi wydmami piaskowymi.
Erg Chigaga to jedne z największych wydm w Maroku (niektóre osiągają wysokość 50–60 metrów) i jedno z najbardziej dzikich miejsc dostępnych dla turystów na Saharze. Rozciąga się na około 40 km długości i 15 km szerokości. Dotrzeć tam można jedynie samochodem terenowym lub na wielbłądach jadąc w głąb pustyni około 60km od ostatniej wioski i końca asfaltowej szosy.
Wyprawa na pustynię
Dzień 1
Na pustynię startowaliśmy z miasta Zagora. Nazywane jest ono „Bramą Sahary”, ponieważ od wieków stanowiło punkt wypadowy dla karawan zmierzających na południe przez pustynię. Słynny drogowskaz „Tombouctou 52 jours” (Timbuktu – 52 dni), oznacza właśnie przybliżony czas podróży karawany wielbłądów z Zagory do Timbuktu (południowy skraj Sahary, dzisiejsze Mali).
Po godzinie 14:00 ruszyliśmy z Zagora autem 4×4 ku pustyni. W jeepie była tylko nasza czwórka, przewodnik i kierowca.
Pierwszym przystankiem była Tamegroute – historyczna wioska słynąca ze szkoły koranicznej i wyrobu tradycyjnej ceramiki o charakterystycznym zielonym szkliwie.
Po 100km (ok. 2h) od Zagora dotarliśmy do M’Hamid El Ghizlane – ostatniej większej osady przed Saharą. Tam skończył się asfalt. Kolejne 60km (też ok. 2h) to offroad w głąb pustyni. Mijaliśmy po drodze pustynię skalistą (hamada) i żwirową (reg). Tam gdzie rośnie jeszcze trawa przychodzą całe stada wielbłądów najeść się. Widzieliśmy też strusie. Trasa ta była atrakcją sama w sobie. Kierowca wspinał się na wydmy, szukaliśmy zwierząt, podjeżdżaliśmy na „punkty widokowe”, czyli po prostu… wzgórki i wydmy.
Pod wieczór dotarliśmy do naszego campu. Byliśmy w nim jedynie my i czwórka Francuzów. Sąsiednie campy też zresztą wyglądały na puste. Czerwiec to już zdecydowane posezonie. A jest pięknie! I wcale nie tak gorąco.
Tuż po przyjeździe czekała na nas oczywiście miętowa herbata.
O złotej godzinie próbowaliśmy sandboardingu i spacerowaliśmy po wydmach.
Potem kolacja – typowe marokańskie menu: sałatka marokańska, tagine z kurczakiem i warzywami, na deser owoce. Następnie ognisko z lokalną muzyką i śpiewem. A na koniec nocleg pod gwiazdami. Mimo iż mieliśmy przydzielony namiot zdecydowaliśmy się wystawić łóżka na zewnątrz – tak było pięknie! i mniej duszno .
Jedną z atrakcji jest nocne niebo nad Erg Chigaga. Z dala od ludzkich siedzib i zaśmiecania światłem to jedno z najlepszych miejsc w Maroku do obserwacji gwiazd i planet.
Dzień 2
Przed świtem czekały na nas wielbłądy.
Poszliśmy w pustynię, aby wschód słońca przywitać z najwyższej wydmy w okolicy.
Przejażdżka trwała około 1h, po powrocie zjedliśmy śniadanie i trzeba było zbierać się z powrotem. W Zagora byliśmy ok. 12:00
Wielbłądy
To jednogarbne dromadery, bo tylko takie w Maroku spotkamy. Niektórych może zaskoczyć fakt, iż ten garb nie jest zbiornikiem na wodę — to magazyn tłuszczu, który zwierzę może wykorzystać jako energię. Wielbłądy więc nie przechowują wody w garbie, ale potrafią nią bardzo oszczędnie gospodarować. W lecie mogą nie pić przez 3 dni, w zimie choćby 6 dni, a potem wypić naraz ponad 100 litrów.
W ogóle są to zwierzęta bardzo dobrze przystosowane do pustynnych warunków. Wystarczy wymienić choćby specjalną budowę nosa, która pomaga odzyskiwać wilgoć z wydychanego powietrza czy nozdrza które mogą się częściowo zamykać podczas burz piaskowych. Do tego długie rzęsy i trzy pary powiek działające jak okulary.
Absolutnie hipnotyzujące było dla mnie patrzenie na wielbłądzie nogi, jakby każda kosteczka, każde ścięgno chodziło osobno, a wszystko umieszczone w luźnym worku. Ich stopy są jak naturalne rakiety śnieżne – szerokie, miękkie poduszki zapobiegają zapadaniu się w piasku. Idąc, wstając i siadając składają się jak scyzoryki.
Siadając wielbłąd najpierw zgina przednie nogi i opuszcza przednią część ciała. Potem składa tylne nogi i klęka na piasku. Wstawanie odbywa się odwrotnie. Najpierw wielbłąd mocno podnosi zad i prostują się tylne nogi. Potem prostuje przednie nogi i staje. Kiedy się na nim siedzi trzeba być przygotowanym i mocno się trzymać .
Od setek lat karawany przemierzały transsaharyjskie szlaki łączące północną Afrykę z Afryką Subsaharyjską. Aby uniknąć ekstremalnych upałów, podróżowano nocą i nawigowano według gwiazd. Nieocenione było doświadczenie przewodników. To ostatnie zresztą dziś też jest w cenie. Bo choć towary już nie są wożone karawanami to turyści, a i owszem. Wydmy natomiast nie są stałe, przesuwają się każdego roku, zmieniają kształt po silnych wiatrach. Ścieżki i ślady pojazdów są zasypywane i orientacja w terenie bywa trudna.
INFORMACJE PRAKTYCZNE
– Jak wygląda Sahara
Sahara – największa gorąca pustynia na Ziemi, to wcale nie tylko morze piasku (erg). To też, a adekwatnie przede wszystkim, ogromne przestrzenie kamienistych równin pokrytych żwirem i skałami (75–80%). Są też sezonowe pastwiska – to tam zwierzęta przychodzą się najeść (zielone jeszcze kilka tygodni a choćby miesięcy po opadach deszczu).
– Sezon turystyczny na pustyni
Generalnie przyjmuje się, iż sezon turystyczny na pustyni to październik – kwiecień (25–30°C w dzień) z czego najpopularniejszy okres to grudzień – luty (20–25°C w dzień). Wtedy jest jednak tu też bardzo tłoczno. My byliśmy na początku czerwca, czyli w odwrotności sezonu. Było gorąco, ale nie ekstremalnie. Natomiast totalnie bezludnie. Tylko my, pustynia, Beduini i wielbłądy. Magia!
– Ubranie
Tutaj dużo zależy od pory roku. O ile bowiem w dzień będzie ciepło lub cieplej, to zimą w nocy temperatury potrafią znacznie spadać (czasem 0–5°C). Dobrą ochroną przed słońcem i wiatrem są lekkie, przewiewne spodnie z długimi nogawkami. Do tego lekki t-shirt ale warto mieć gdzieś w zanadrzu też koszulę z długim rękawem. Oczywiście obowiązkowe jest nakrycie głowy i używanie kremu z wysokim filtrem.
– Woda
Bez wody na pustynię się nie ruszamy! choćby na krótki spacer wokół obozowiska zabieramy butelkę. Na dwa dni przewodnik kazał nam zaopatrzyć się w minimum 3l na osobę (suma summarum było to za dużo, gdyż w obozie częstowano nas wodą i herbatą, choć pierwotna oferta była bez picia).
– Erg Chigaga Camp
Obóz leży wśród wydm Erg Chigaga, 60km w głąb pustyni od osady M’Hamid i końca asfaltowej szosy (nie jest zaznaczony na mapach Google). Przystosowany jest do przyjęcia 60-70 osób. My byliśmy poza sezonem (czerwiec), więc byliśmy tam prawie sami.
Nocuje się w przestronnych, gustownie urządzonych, schludnych i bardzo czystych namiotach. W każdym stoi jedno podwójne i jedno pojedyncze łóżko (z pościelą). Jest też oświetlenie z baterii słonecznych oraz gniazdko elektryczne.
Łazienki – prysznice i toalety (europejskie) znajdują się w osobnym budynku. Woda do mycia się i spłukiwania toalety (wiaderko, bo oczywiście kanalizacji nie ma) pochodzi z leżącego obok olbrzymiego worka.
W ramach pakietu mieliśmy kolację i śniadanie. Teoretycznie bez napojów, ale my dostaliśmy wodę. O herbacie miętowej nie wspominam, bo to jest rytuał i wyraz gościnności, której w Maroko doznamy zawsze i wszędzie.
– Koszty
Za całość płaciliśmy 125€ od osoby (4 osoby, przewodnik, transport, nocleg, kolacja, śniadanie, wielbłądy, deski). Była to cena po negocjacjach, wywoławcza to 140€/pp. Wycieczkę kontraktowaliśmy w https://caravanedugranderg.com/. Naszym przewodnikiem był Rachid, a kierowcą Josef. Wszystko odbyło się zgodnie z planem. Byliśmy bardzo zadowoleni i z czystym sumieniem możemy polecić tę opcję.
Na pustyni Erg Chigaga byliśmy podczas naszej tygodniowej podróży po Maroko, której całość można będzie niedługo prześledzić TUTAJ.
Wszystkie wpisy o Maroku znajdziecie tutaj: Maroko
Podobał Ci się wpis? Będzie mi bardzo miło, o ile podzielisz się nim ze znajomymi i zostaniesz moim stałym czytelnikiem na blogu, Facebooku i


