Wynocha z mojego mieszkania! powiedziała mama
Wynocha powiedziała mama całkiem spokojnie.
Ola tylko się uśmiechnęła i rozparła wygodnie na krześle, bo była przekonana, iż mama zwraca się do jej przyjaciółki.
Wynocha z mojego mieszkania! Justyna odwróciła się do córki.
Kaśka, widziałaś post? przyjaciółka wpadła do kuchni choćby nie zdejmując płaszcza. Olka urodziła! Waży trzy czterysta, pięćdziesiąt dwa centymetry.
Cały tata ten sam zadarty nos. Już obiegłam wszystkie sklepy, nakupiłam ubranek. Czemu jesteś taka ponura?
Gratuluję, Justynka. Cieszę się z Wami Kaśka wstała, żeby nalać przyjaciółce herbaty. Siadaj, zdejmij ten płaszcz.
Ach, nie mam czasu w takie posiadówki Justyna przysiadła na brzegu krzesła. Tyle spraw, tyle spraw. Olka taka dzielna, wszystko sama, wszystko na własnych plecach.
Mąż to skarb, wzięli właśnie nowe mieszkanie na kredyt, kończą remont. Jestem dumna z mojej dziewczyny. Porządnie ją wychowałam!
Kaśka bez słowa postawiła herbatę przed Justyną. No oczywiście… Gdyby Justyna tylko wiedziała…
***
Dokładnie dwa lata temu, córka Justyny Ola przyszła bez zapowiedzi do Kaśki, z zapuchniętymi od łez oczami i drżącymi rękami.
Ciociu Kaśka, tylko błagam, nie mów mamie. Proszę cię! Jak się dowie, serca jej nie wytrzyma wyła Ola, miętosiła w rękach mokrą chusteczkę.
Olka, uspokój się, opowiadaj dokładnie. Co się stało? Kaśka naprawdę się wtedy przestraszyła.
Ja… w pracy… szlochała Ola. Koledze zginęły pieniądze z torebki. Pięćdziesiąt tysięcy złotych.
Kamery nagrały, jak wchodziłam do pokoju, kiedy wszyscy wyszli. Nie brałam tych pieniędzy, ciociu Kaśka, przysięgam!
Ale powiedzieli mi: albo oddaję pięćdziesiąt tysięcy do jutra do południa, albo zgłaszają na policję.
Powiedzieli, iż jest świadek, który niby widział, jak chowam portfel.
To prowokacja, ciociu! Ale kto mi uwierzy?
Pięćdziesiąt tysięcy? Kaśka się zaniepokoiła. Dlaczego nie poszłaś do ojca?
Poszłam! wybuchnęła Ola nowymi łzami. Powiedział, iż sama jestem sobie winna, iż grosza mi nie da, skoro taka jestem głupia.
Powiedział: Idź na policję, niech cię nauczą życia.
Nawet mnie do mieszkania nie wpuścił, krzyczał przez drzwi.
Ciociu Kaśka, nie mam już do kogo iść. Mam dwadzieścia tysięcy, uzbierałam. Brakuje mi trzydziestu.
A Justyna? Czemu jej nie powiesz? W końcu to twoja matka.
Nie! Mama mnie zje żywcem. I tak zawsze mówi, iż tylko ją kompromituję, a tu jeszcze kradzież…
Pracuje w szkole, wszyscy ją znają.
Błagam, pożycz mi te trzydzieści tysięcy, co? Przysięgam, będę oddawać po dwa-trzy tysiące tygodniowo. Już mam drugą pracę!
Proszę, ciociu Kaśka!
Kaśce serce się krajało. Dwadzieścia lat, życie przed nią, a tu taka plama.
Ojciec odmówił, matka by zabiła…
Kto w życiu nie popełnia błędów? pomyślała wtedy Kaśka.
Ola płakała bez końca.
Dobra powiedziała Kaśka. Mam te pieniądze, odkładałam na zęby, ale zęby poczekają.
Tylko obiecaj, iż to ostatni raz. I twojej mamie nic nie powiem, skoro tak się boisz.
Dziękuję! Dziękuję, ciociu! Ratujesz mi życie! Ola rzuciła jej się na szyję.
W pierwszym tygodniu faktycznie przyniosła dwa tysiące. Przyszła cała w skowronkach, twierdziła, iż wszystko załatwione, polska policja się nie czepia, w nowej pracy jest świetnie.
A potem… potem zupełnie przestała odpisywać na wiadomości. Miesiąc, dwa, trzy. Kaśka widywała ją u Justyny na imprezach, ale Ola udawała, jakby byli obcymi: krótkie dzień dobry i tyle.
Kaśka nie nalegała. Myślała sobie:
No młoda, wstydzi się, dlatego unika.
Uznała, iż trzydzieści tysięcy to nie cena za wieloletnią przyjaźń z Justyną. Spisała dług na straty, zapomniała.
***
Ty mnie w ogóle słuchasz? pomachała Justyna Kaśce przed oczami. O czym rozmyślasz?
E tam, o swoich sprawach Kaśka otrząsnęła się.
Słuchaj Justyna ściszyła głos. Spotkałam wczoraj Ksenię, pamiętasz naszą dawną sąsiadkę? Wpadła na mnie w sklepie. Dziwna jakaś była.
Wypytywała o Olkę, czy u niej dobrze, czy oddała długi. Nic nie rozumiałam o co chodzi.
Powiedziałam jej, iż Olka jest samodzielna, sama zarabia. Ksenia jakoś dziwnie się uśmiechnęła i poszła.
Ty nie wiesz, czy Ola jej coś kiedyś pożyczała?
Kaśka poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku.
Nie wiem, Justyna. Może jakieś drobiazgi.
Dobra, lecę dalej. Muszę jeszcze do apteki skoczyć Justyna wstała, cmoknęła Kaśkę i zniknęła.
Wieczorem Kaśka nie wytrzymała. Znalazła numer Kseni i zadzwoniła.
Cześć, Ksenia. Tu Kaśka. Słuchaj, dzisiaj widziałaś Justynę? O co pytałaś o te długi?
Po drugiej stronie długo było cicho.
Oj, Kaśka… Myślałam, iż wiesz. W końcu byłaś najbliżej nich.
Dwa lata temu Olka do mnie przyszła. Cała zaryczana, spuchnięta. Twierdziła, iż ją w pracy oskarżyli o kradzież.
Że albo odda trzydzieści tysięcy, albo więzienie. Błagała, żeby nie mówić matce, płakała.
No i głupia ja pożyczyłam jej te pieniądze. Miała oddać za miesiąc. I zniknęła
Kaśka aż ścisnęła telefon.
Trzydzieści tysięcy? powtórzyła. Dokładnie trzydzieści?
No dokładnie. Powiedziała, iż jej tyle brakuje. Oddała mi pięćset złotych po pół roku i ślad po niej zaginął.
A potem Werka z trzeciej klatki powiedziała mi, iż z tą samą historią Ola przyszła do niej.
Werka dała jej czterdzieści tysięcy.
A jeszcze była pani Gienia, ich dawna nauczycielka, ona też ratowała Olkę przed więzieniem. Ta to dała jej pięćdziesiąt.
Poczekaj… Kaśka opadła na kanapę. To znaczy, iż ona wszystkim opowiadała tę samą historię? Tyle samo prosiła?
Wygląda na to głos Kseni stwardniał. Ola zebrała haracz od wszystkich przyjaciółek mamy. Od każdej po trzydzieści-czterdzieści tysięcy.
Całą tę historię wymyśliła, żeby nam się żal zrobiło. Każda myślała, iż tylko ona wie. A potem zdjęcia z Turcji na Facebooku…
Ja też jej dałam trzydzieści tysięcy szepnęła Kaśka.
No i masz. To już ze sześć osób. To już nie młodzieńczy wybryk, tylko zwykłe oszustwo. A Justyna dalej dumna z córki. A jej córka to zwykła złodziejka!
Kaśka odłożyła telefon. Szumiało jej w uszach. Nie żal jej już było tych pieniędzy z nimi już się dawno pożegnała.
Było jej mdło na myśl, jak wyrachowanie i bez cienia wstydu dwudziestoletnia dziewczyna ograła dorosłe kobiety na ich współczuciu.
***
Następnego dnia Kaśka pojechała do Justyny. Nie chciała robić awantury. Chciała tylko spojrzeć w oczy Oli.
Ta akurat wróciła ze szpitala z dzieckiem i zanim się wprowadziła do nowego mieszkania w kredycie, koczowała chwilę u mamy.
O, ciocia Kaśka! Ola wymusiła uśmiech na widok mamy przyjaciółki. Zapraszam do środka. Herbaty?
Justyna krzątała się przy kuchence.
Och, Kaśka, usiądź. Czemu nie zadzwoniłaś?
Kaśka usiadła naprzeciw Oli.
Ola zaczęła spokojnie. Wczoraj spotkałam Ksenię. I Werkę. I panią Gienię. Wieczorem długo rozmawiałyśmy. Mamy już własny klub poszkodowanych.
Ola zamarła, pobladła i zerknęła nerwowo na mamę, która stała tyłem.
O czym mówicie? Justyna się odwróciła.
Ola wie, o czym, Kaśka patrzyła prosto w oczy dziewczynie. Pamiętasz tamtą niefajną historię sprzed dwóch lat?
Kiedy prosiłaś mnie o trzydzieści tysięcy? Ksenię o trzydzieści. Werkę o czterdzieści. A panią Gienię o pięćdziesiąt.
Każda z nas ratowała cię przed więzieniem. Każda myślała, iż jest jedyną powiernicą twojej tajemnicy.
Justynie zadrżał czajnik w ręku, woda rozlała się po kuchence i zaczęła syczeć.
Co za pięćdziesiąt tysięcy? Justyna odstawiła czajnik. Ola? O co chodzi? Pożyczałaś od moich przyjaciółek? choćby od pani Gieni?!
Mamo… to nie tak… Ola zaczęła się jąkać. Ja… ja już prawie wszystko oddałam…
Nic nie oddałaś warknęła Kaśka. Przyniosłaś mi dwa tysiące i tyle cię widziałam.
Wyciągnęłaś z nas wszystkich blisko dwieście tysięcy na fikcyjną historię. Milczałyśmy, bo szkoda nam było twojej mamy.
Ale teraz wiem, iż powinnam żałować nas, nie was.
Ola, spójrz mi w oczy. Oj, nabrałaś od moich przyjaciółek pieniędzy?! Zmyśliłaś bajkę o kradzieży, żeby wyciągnąć od tych, co do mnie przychodzili?
Mamo, potrzebowałam pieniędzy na wyprowadzkę! krzyknęła Ola. Wy nic mi nie dawaliście!
Ojciec, jak zwykle, sknerzył, a ja musiałam jakoś życie zacząć!
To co? Przecież nie zabrałam im ostatnich pieniędzy!
Kaśce zrobiło się niedobrze. No proszę…
Wszystko jasne. Justyna, wybacz, iż cię teraz obarczam, ale nie mogę już tego kryć.
Nie będę dłużej udawać, iż nic się nie stało. Ola nas wszystkie zrobiła w balona!
Justyna stała z rękami opartymi o blat. Ramiona jej lekko drżały.
Wynocha powiedziała zupełnie spokojnie.
Ola tylko się uśmiechnęła i rozparła na krześle, przekonana, iż matka nie mówi do niej.
Wynocha z mojego mieszkania! Justyna odwróciła się do córki. Pakuj się i idź do męża. Nie chcę cię tu widzieć!
Ola zbladła.
Mamo, mam dziecko! Ja nie mogę się denerwować!
Nie masz już matki, Ola. Matkę miała dziewczyna, którą uważałam za porządną. Ty jesteś złodziejką.
Pani Gienia… Boże, ona do mnie codziennie dzwoniła, pytała, jak się trzymam, i ani słowem nie wspomniała… Jak mam teraz na nią spojrzeć?
Ola złapała torbę, rzuciła ręcznikiem o podłogę.
No to się tymi pieniędzmi podławcie! wrzasnęła. Stare raszple! Idźcie wy sobie…!
Ola wybiegła z pokoju, złapała nosidełko z dzieckiem i wybiegła z mieszkania.
Justyna usiadła i schowała twarz w dłoniach. Kaśce zrobiło się przykro.
Przepraszam, Justynka…
Nie, Kaśka… To ja ciebie przepraszam. Że wychowałam taką… cóż… Wierzyłam, iż sama do wszystkiego doszła, a tu… Boże, jaki wstyd…
Kaśka położyła jej rękę na ramieniu. Justyna rozpłakała się na dobre.
***
Tydzień później mąż Oli, blady i przygaszony, objechał wszystkie pożyczki, przepraszał wszystkich bez podnoszenia wzroku. Obiecał, iż odda wszystko, ile tylko się da.
I rzeczywiście zaczął przelewać pieniądze Justyna przelała pani Gieni pięćdziesiąt tysięcy za córkę.
Kaśka nie czuła się winna. Oszustka musiała ponieść konsekwencje. A chyba tak właśnie powinno być, prawda?

![Tutaj w Krakowie wolontariusze WOŚP otrzymają darmowy poczęstunek [LISTA LOKALI]](https://cowkrakowie.pl/wp-content/uploads/2026/01/wosp-1.jpg)









