Wynoś się z mojego mieszkania! powiedziała matka.
Wynoś się, matka powtórzyła spokojnym tonem.
Mariola uśmiechnęła się cynicznie i rozsiadła się wygodnie na krześle była przekonana, iż matka zwraca się do sąsiadki.
Wynoś się z mojego mieszkania! Dorota obróciła się już wprost do córki.
Basia, widziałaś ten wpis? przyjaciółka wpadła do kuchni, choćby nie zdejmując kurtki. Marysia urodziła! 3400 gram, 52 centymetry.
Wykapana po ojcu, taki sam zadarty nos. Już obleciałam wszystkie sklepy, nakupiłam ubranka. Co taka markotna jesteś?
Gratulacje, Dorotko. Bardzo się cieszę, Basia wstała, by nalać herbatę przyjaciółce. Siadaj, zdejmij chociaż kurtkę.
Oj, nie mam czasu w siedzenie, westchnęła Dorota, przysiadając na brzegu krzesła. Tyle spraw do załatwienia, tyle wszystkiego. Marysia taka dzielna, sama wszystko dźwiga.
Mąż jej to złoto, mieszkanie wzięli na kredyt, remont kończą. Jestem dumna z mojej dziewczyny. Dobrze ją wychowałam!
Basia postawiła filiżankę przed przyjaciółką, milcząc. Dobrze, jasne Gdyby Dorota tylko wiedziała
***
Dokładnie dwa lata temu Mariola, córka Doroty, zjawiła się u niej nagle, zapuchnięta od płaczu, z trzęsącymi się rękoma.
Ciociu Basiu, błagam, tylko nie mów mamie. Proszę Cię! Jej serce nie wytrzyma, jeżeli się dowie! łkała Mariola, ściskając w dłoni mokrą chusteczkę.
Mariolka, uspokój się, opowiedz wszystko dokładnie. Co się stało? Basia czuła rosnący niepokój.
Ja… w pracy… Mariola zaniosła się szlochem. Koleżance zginęły z torebki pieniądze. Pięćdziesiąt tysięcy.
Na nagraniach widac, jak wchodziłam do biura, kiedy nikogo nie było. Przysięgam, ciociu, nie brałam!
Ale powiedzieli, iż jeżeli nie oddam pięćdziesięciu tysięcy do południa następnego dnia, zgłoszą sprawę na policję.
Podobno ktoś „widział”, iż chowam portfel.
To pułapka, ciociu, ale kto mi uwierzy?
Pięćdziesiąt tysięcy? Basia zmarszczyła brwi. Dlaczego nie poszłaś do ojca?
Poszłam! Mariola dostała nowego napadu płaczu. Powiedział, iż sama jestem sobie winna, nie da mi ani grosza, skoro jestem taka durna.
Rzucił mi w twarz: Idź na policję, niech cię nauczą życia.
Nie wpuścił mnie choćby do domu, przez drzwi nawrzeszczał.
Ciociu, nie mam już do kogo iść. Mam dwadzieścia tysięcy, uzbierałam. Brakuje mi trzydziestu.
A Dorota? Czemu jej nie powiesz? To twoja matka.
Nigdy! Mama mnie zje, już i tak zawsze powtarza, iż przynoszę jej wstyd, a co dopiero kradzież
Pracuje w szkole, wszyscy ją znają.
Proszę, pożycz mi te trzydzieści tysięcy, dobrze? Przysięgam, będę oddawać dwa, trzy tysiące tygodniowo. Mam już inną pracę!
Błagam, ciociu!
Basi zrobiło się szkoda młodej. Dwadzieścia lat, życie dopiero się zaczyna, a tu taka plama
Ojciec odmówił, matka by rozszarpała
Kto w życiu nie popełnia błędów pomyślała wtedy.
Mariola nie przestawała płakać.
Dobrze, zgodziła się Basia. Mam te pieniądze. Odkładałam na zęby, ale poczekają.
Tylko obiecaj, iż to ostatni raz. I twojej mamie nic nie powiem, skoro się tak boisz.
Dziękuję! Dziękuję, ciociu! Ratujesz mi życie! Mariola rzuciła się jej na szyję.
W pierwszym tygodniu Mariola faktycznie przyniosła dwa tysiące. Przyszła uśmiechnięta, powiedziała, iż wszystko załatwione, policja nie ma o co się czepiać, na nowej pracy jest dobrze.
A potem potem przestała odbierać telefony. Miesiąc, dwa, trzy. Basia widywała ją u Doroty na świętach, ale Mariola zachowywała się, jakby były ledwie znajome chłodne dzień dobry i to wszystko.
Basia nie naciskała. Myślała:
Młoda, wstydzi się, dlatego unika.
Postanowiła, iż te trzydzieści tysięcy to nie cena za zniszczenie wieloletniej przyjaźni z Dorotą. Skreśliła ten dług, zapomniała.
***
Słuchasz w ogóle? Dorota pomachała Basi przed oczami. O czym ty myślisz?
A tak Basia otrząsnęła się z zamyślenia. O swoich sprawach.
Słuchaj, Dorota ściszyła głos. Spotkałam Ksenia, pamiętasz, naszą dawną sąsiadkę? W sklepie zaczęła mnie wypytywać o Marysię jak jej się wiedzie, czy oddała długi. Nie wiem, o co jej chodzi.
Powiedziałam, iż Marysia jest samodzielna, wszystko robi sama. A Ksenia spojrzała złośliwie i się oddaliła.
Nie wiesz, czy Marysia jej coś pożyczała?
Basi aż coś ścisnęło żołądek.
Nie wiem, Dorota. Może drobne.
Dobra, lecę. Muszę jeszcze do apteki wpaść, Dorota pocałowała Basię w policzek i wybiegła.
Wieczorem Basia nie wytrzymała. Znalazła numer Kseni i zadzwoniła.
Ksenia, cześć, tu Basia. Spotkałaś dziś Dorotę? O jakich długach mówiłaś?
W słuchawce zabrzmiał ciężki westchnienie.
Ojej, Basia Myślałam, iż już wiesz. Byłaś im najbliższa.
Dwa lata temu Mariolka przyszła do mnie, cała zalana łzami. Powiedziała, iż oskarżono ją w pracy o kradzież.
Albo odda trzydzieści tysięcy, albo więzienie. Błagała, by nie mówić matce.
Ja, głupia, pożyczyłam jej te pieniądze. Miała oddać w miesiąc. I zniknęła
Basi aż zadrżała ręka.
Trzydzieści tysięcy? upewniła się. Akurat tyle?
Tak. Powiedziała, iż tyle potrzebuje. Oddała pięćset złotych po pół roku i ślad po niej zaginął.
Potem dowiedziałam się od Wery z drugiej klatki, iż Mariola opowiedziała jej to samo.
Wera dała jej czterdzieści tysięcy.
Jeszcze pani Halina, ich dawna nauczycielka, też ratowała Marysię przed więzieniem. Tamta dała choćby pięćdziesiąt.
Poczekaj Basia opadła na kanapę. Czyli ona wszędzie z tą samą historią, po jedną i tą samą kwotę?
Na to wygląda, głos Kseni zrobił się twardy. Dziewczyna zebrała daninę od wszystkich przyjaciółek matki. Od każdej po trzydzieści-czterdzieści tysięcy.
Wymyśliła historię, liczyła na nasze współczucie. Wszystkie kochamy Dorotę, więc milczałyśmy, nie chciałyśmy jej martwić.
A Marysia przepuściła te pieniądze, zdjęcia z Turcji wrzucała na Instagram miesiąc później.
Ja jej też dałam trzydzieści tysięcy, powiedziała cicho Basia.
No i pięknie, Ksenia prychnęła. Jest nas z pięć-sześć. To już biznes, Basiu.
To już nie żaden błąd młodości, tylko wyrachowane oszustwo. A Dorota nic nie wie. Duma się swoją córką a córka złodziejka!
Basia odłożyła telefon. Miała szum w uszach. Nie chodziło o pieniądze już dawno je spisała na straty.
Było jej źle, iż dwudziestolatka tak zimno i przebiegle omotała dorosłe kobiety, wykorzystując ich dobre serce.
***
Następnego dnia Basia poszła do Doroty. Nie chciała robić awantury. Chciała tylko spojrzeć Marioli w oczy.
Ta właśnie wróciła z noworodkiem ze szpitala, a iż u niej w kredytowym mieszkaniu trwał remont, zatrzymała się u matki.
O, ciocia Basia! Mariola posłała wymuszony uśmiech, widząc przyjaciółkę matki w drzwiach. Wejdź, napijemy się herbaty?
Dorota krzątała się przy kuchence.
No siadaj, Basiu. Mogłaś zadzwonić.
Basia usiadła naprzeciwko Marioli.
Marysiu, odezwała się spokojnie. Wczoraj rozmawiałam z Ksenią. I z Werą. I z panią Haliną. Wieczorem długo o tym gadałyśmy. Założyłyśmy, można powiedzieć, klub oszukanych.
Mariola zamarła, pobladła, rzucając szybkie spojrzenie matce, która stała odwrócona tyłem.
O czym wy mówicie? Dorota się odwróciła.
Marysia dobrze wie, o czym Basia patrzyła prosto na dziewczynę. Pamiętasz, Marysiu, tę haniebną historię sprzed dwóch lat?
Kiedy przyszłaś do mnie po trzydzieści tysięcy? I do Kseni po trzydzieści? I do Wery po czterdzieści? I do Haliny po pięćdziesiąt?
Wszystkie cię ratowałyśmy przed więzieniem. Każda myślała, iż pomaga tylko ona, iż wie wyjątkowo o twoim sekrecie.
Ręka z czajnikiem Doroty zadrżała, wrzątek syknął na kuchence.
Jakie pięćdziesiąt tysięcy? Dorota powoli odstawiła czajnik. Mariola? O czym ona mówi? Brałaś pieniądze od moich przyjaciółek? Od pani Haliny nawet?!
Mamo to nie tak Mariola zaczęła się jąkać. Ja ja prawie wszystko oddałam
Nic nie oddałaś, Marysiu, Basia ucięła ostro. Przyniosłaś dwa tysiące na pokaz, potem uciekłaś.
Po prostu zebrałaś od nas około dwustu tysięcy, wymyślając kłamstwo. Milczałyśmy tylko z żalu do twojej matki.
Ale wczoraj zrozumiałam, iż trzeba było żałować siebie, nie was.
Mariola, spójrz na mnie. Wyłudziłaś pieniądze od moich przyjaciółek?! Zmyśliłaś historię o kradzieży, żeby okraść tych, którzy mnie odwiedzają?
Mamo, bardzo potrzebowałam pieniędzy na przeprowadzkę! krzyknęła Mariola. Sami nigdy mi nic nie daliście!
Ojciec nie dorzucił choćby złotówki, musiałam zacząć własne życie!
Co z tego? Mają dużo pieniędzy, nie zabrałam im ostatniego grosza!
Basia poczuła obrzydzenie. Oto cała prawda
Wszystko jasne. Dorotko, przepraszam, iż wywlekam to teraz, ale dłużej nie mogę tego ukrywać.
Nie będę tego zachowania tuszować. Ona ma nas za idiotki!
Dorota stała, opierając się o blat. Jej ramiona co chwila drżały.
Wynoś się, powiedziała już bardzo spokojnie.
Mariola uśmiechnęła się kwaśno i oparła na krześle była pewna, iż matka mówi do Basi.
Wynoś się z mojego mieszkania! Dorota obróciła się do córki. Pakuj się i wracaj do męża. I żebym cię tu więcej nie widziała!
Marysia pobladła:
Mamo, mam dziecko! Nie wolno mi się denerwować!
Nie masz matki, Marysiu. Matka była u tej uczciwej dziewczyny, za którą cię miałam. Ty jesteś złodziejką.
Pani Halina… Boże, ona dzwoniła codziennie, pytała co u ciebie, ani słowa… Jak ja jej spojrzę w oczy?
Mariola rzuciła torbą, zrzuciła ręcznik na ziemię.
Zadławcie się tymi pieniędzmi! wrzasnęła. Stare pudła! Idźcie w cholerę obie!
Mariola pobiegła do pokoju, chwyciła dziecko w gondolę i wybiegła z mieszkania.
Dorota usiadła ciężko, zakryła twarz rękoma. Basi zrobiło się okropnie głupio.
Przepraszam, Dorotko
Nie, Basiu… To ja powinnam przeprosić. Że wychowałam taką O, Boże, ja naprawdę wierzyłam, iż sama doszła do wszystkiego, a ona Jaki wstyd
Basia pogłaskała przyjaciółkę po ramieniu. Dorota rozpłakała się.
***
Tydzień później mąż Marioli, blady i przybity, objechał wszystkich wierzycieli, przepraszał, nie patrząc w oczy. Obiecał, iż wszystko odda.
I rzeczywiście zaczęły przychodzić przelewy pięćdziesiąt tysięcy Halinie za córkę oddała Dorota.
Basia nie miała wyrzutów sumienia. Kłamstwo należy ukarać. Chyba tak powinno być, prawda?











