Wyjdę za mąż, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Tak, jest świetnym chłopakiem pod każdym względem. Ale to nie mój świat.
Znowu mama przyszła ze swoim partnerem i jeszcze z jakimś facetem. Już pijani. Jagoda usiadła w kącie za komodą.
I gdzie się schować, na dworze już śnieg leży. Mam tego wszystkiego dosyć. Latem skończę dziewiątą klasę i jadę do miasta. Zdam do pedagogicznego kolegium i będę nauczycielką. Do miasta niby tylko dziesięć kilometrów, ale zamieszkam w internacie.
Mama i goście rozlokowali się w kuchni. Znowu usłyszałem chlupot, gdy nalewali coś do szklanek, a zapach kiełbasy rozchodził się po całym mieszkaniu. Chciało mi się jeść.
Zaczekaj! zawołała mama.
Co się wygłupiasz?
Was jest dwóch
Jakby to pierwszy raz, rzucił głos Artura, partnera matki.
Rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, szuranie i jakieś parsknięcia. Jagoda wcisnęła się mocniej w kąt. Nagle zrobiło się cicho.
Słuchaj, Piotrze, ona śpi znowu Artur.
Sam mówiłeś, fajna dziewczyna, ale coś mnie do niej nie ciągnie
Przecież ona ma córkę
Jaką córkę?
Jagoda, przecież to już prawie dorosła. Na pewno schowała się w pokoju.
Przyprowadź ją tu radośnie wtrącił Piotr.
Jagoda, gdzie jesteś? do pokoju wszedł wszedł Artur i zobaczył Jagodę. Uśmiechnął się nieprzyjemnie. Chodź, posiedzisz z nami!
Tu mi dobrze.
Co się wstydzisz? Artur próbował ją objąć.
Jagoda chwyciła wazon stojący na komodzie i uderzyła go w głowę.
Glas rozleciało się na kawałki. Dziewczyna wyrwała się i wybiegła z pokoju.
Łap ją! wrzasnął Artur.
Ale już była przy drzwiach wejściowych. Nie miała czasu ubrać butów wybiegła na zewnątrz w samych skarpetkach, starych szortach i podkoszulku.
Za nią wybiegli też mężczyźni. Po śliskiej, pustej ulicy osiedla trudno było biec wieczorem w śniegu. Za plecami słyszała krzyki. W wielkim domu, obok którego przebiegała, szczekał pies. Zaraz potem ktoś zawołał na psa.
Jagoda dopadła do furtki i zaczęła w nią walić. Otworzył jej mężczyzna około czterdziestki.
Proszę o pomoc szepnęła dziewczyna, błagalnie patrząc.
Chodź! pociągnął ją do środka i gwałtownie zamknął drzwi.
Wojtek, kto tam? na ganku pojawiła się kobieta.
Jagoda, skinął na dziewczynę. Za nią ganiają jacyś faceci.
gwałtownie do domu! kobieta złapała Jagodę za rękę. Wszystko nam opowiesz.
Jagoda, wyjdź po dobroci! wrzeszczał Artur.
Wojtek, nie pakuj się w to! zawołała gospodyni. Chodź do środka!
Z dworu dochodziły krzyki i szczekanie psa.
Trzeba zadzwonić na policję, kobieta wyjęła telefon.
Paulina, nie trzeba. Zaraz załatwię sprawę po swojemu. Oni chyba są stąd.
I co zamierzasz?
Załatwię po ludzku. Uspokój dziewczynę.
Gospodarz wziął reklamówkę, podszedł do lodówki. Włożył do niej butelkę i kawałek kiełbasy.
Na podwórku pogładził psa, i razem wyszli na ulicę. Artur rzucił się do niego:
Oddawaj mi Jagodę!
Macie, i spadajcie!
Co tam masz? Piotr otworzył reklamówkę, na twarzy pojawił się uśmiech. Skinął głową kumplowi. Chodź, Piotr!
***
Tak! Jestem Paulina, kobieta postawiła czajnik na kuchence. Siadaj, opowiadaj, kim jesteś i co się wydarzyło.
Jagoda mam na imię, zaczęła dziewczyna, szczękając zębami. Mieszkam tu na końcu ulicy.
Ty córka Kiry jesteś?
Tak.
Choć mieszkamy tutaj krótko, wiemy już trochę o twojej mamie.
Jagoda spuściła głowę i rozpłakała się.
Dobra, już nie płacz! kobieta podeszła i lekko przytuliła ją do piersi. Ten gest był dla Jagody zupełnie nowy. Objęła Paulinę i rozszlochała się mocniej.
Już, spokojnie! Zaraz napijesz się herbaty.
Wszedł gospodarz:
Już, pozbyłem się ich.
A z tą śliczną, co zrobimy? uśmiechnęła się Paulina, wskazując na dziewczynę.
Porozmawiamy jutro. Teraz napijemy się herbaty, a potem kąpiel dla gościa.
Chcesz coś zjeść? Paulina podała jej kubek herbaty. Uśmiechnęła się. Widać po oczach, iż chcesz.
Na stole pojawiły się kanapki i resztki tortu.
Jedz, jedz! zachęcał i gospodarz, patrząc jak Jagoda wpatruje się w jedzenie.
Nikt nie zasypywał jej już pytaniami. Jakby rozumieli, iż wstydzi się wszystkiego.
Po kolacji Paulina zaprowadziła ją do łazienki.
Umyj się, załóż ten szlafrok!
***
Jagoda pragnęła tylko jednego: żeby dziś jej nie wypędzili na dwór. Jak miło leżeć w ciepłej wannie wiedząc, iż na zewnątrz mróz. Ale trzeba wyjść, gospodarze czekają.
Wyszła. Wojtek z żoną siedzieli w pokoju na kanapie. Porozumiewawczo uśmiechnęła się:
Dziękuję!
Jagoda, zagadnęła Paulina. Jak rozumiem, nikt pewnie cię nie szuka. Do domu też nie bardzo chcesz wracać.
Jagoda spuściła głowę.
Jutro rano musimy wyjechać…
Wiem, Jagoda jeszcze głębiej schowała twarz.
Zostaniesz tu sama. Nikomu nie otwieraj drzwi! Na podwórko nasz Max nikogo nie wpuści. Jasne?
Tak! wykrzyknęła dziewczyna bez namysłu.
Możesz ugotować na jutro barszcz? zażartował Wojtek. Umiesz?
Potrafię, pośpiesznie odpowiedziała Jagoda, bojąc się, iż ją wyrzucą. Dobrze gotuję i wszystko posprzątam.
Posprzątaj, jeżeli możesz na dole zgodziła się Paulina.
***
Obudziła się razem z gospodarzami. Leżała cicho, bojąc się, iż zaraz ją wypędzą. Potem w ogrodzie ruszył samochód. Po chwili ucichło.
Wstała. Umyła się. W kuchni czajnik parował, na stole chleb, ser, kiełbasa. Na blacie leżały wieprzowe żeberka.
Zjadła śniadanie. Umyła naczynia. Posprzątała podłogę.
W przedpokoju zobaczyła odkurzacz. Włączyła go i odkurzyła cały dom.
Ledwo skończyła…
Co to ma znaczyć? usłyszała za plecami.
Odwróciła się gwałtownie. Stał wysoki, przystojny chłopak, może osiemnastoletni w oczach miał zaciekawienie.
Sprzątam, mruknęła Jagoda. A ty kto jesteś?
No nie chłopak pokręcił głową i wyciągnął telefon z kieszeni.
Mamo, jestem już w domu. A kto to u nas?
Synku, pozwól, żeby dziewczyna trochę u nas została.
Mi się nie miesza.
Schował komórkę do kieszeni. Obejrzał Jagodę od góry do dołu i ruszył do kuchni.
Zrobić ci herbaty? zapytała cicho Jagoda.
Poradzę sobie.
***
Jagoda schowała odkurzacz. Zaczęła wycierać kurz, nasłuchując odgłosów z kuchni.
Chłopak skończył śniadanie, wszedł do łazienki.
Wyszedł stamtąd ogolony, pachnący wodą kolońską.
Ej, gospodarzu, daj jeszcze jedną butelkę! rozległ się krzyk z ulicy.
Co jest? chłopak podszedł do okna.
Nie otwieraj im! przerażona krzyknęła Jagoda.
Spojrzał na nią z zaciekawieniem, uśmiechnął się dziwnie i poszedł do drzwi.
Jagoda podbiegła do okna. Przy ogrodzeniu stali Artur z Piotrem i coś wykrzykiwali. Ogarnął ją strach.
Syn gospodarzy wyszedł na podjazd. Tamci rzucili się do niego. I nagle obaj runęli w śnieg, jakby jednocześnie.
Chłopak pochylił się nad nimi, coś powiedział. Wstali i z pochylonymi głowami wracali w stronę domu matki.
***
Chłopak wrócił. Patrzył chwilę na zastraszoną dziewczynę. Podszedł do niej:
Przestraszyłaś się?
Nieświadomie wtuliła się w niego i rozpłakała.
Jak masz na imię? zapytał.
Jagoda.
Ja jestem Marek. Już, nie płacz. Nie wrócą więcej.
***
Marek poszedł do swojego pokoju i już do wieczora się nie pokazał. Jagoda ugotowała barszcz. Usiadła w kuchni i zadumała się.
Chciałaby tu zostać, z tymi dobrymi ludźmi, ale czuła, iż przekroczyła wszystkie granice przyzwoitości.
Wrócili gospodarze. Paulina z uznaniem spojrzała na porządek. Wojtek docenił barszcz.
Idę już do domu, odezwała się twardo Jagoda. Dziękuję za wszystko!
Zostań jeszcze kilka dni! prosiła Paulina.
Naprawdę dziękuję, Paulino, ale wrócę do domu powtórzyła Jagoda.
Zrobiła krok w stronę drzwi, zawahała się. Cały dzień chodziła po domu w cudzym szlafroku i kapciach.
Chodź! gospodyni wzięła ją za ramię i zawiodła do garderoby.
Długo przeglądała ubrania, w końcu wyjęła jeansy, sweter i ciepłą kurtkę.
Przebieraj się mamy podobny wzrost!
Nie trzeba, nie chcę…
Przecież nie pójdziesz goła do domu. Przebieraj się, nie zubożę przez to.
Przebrała się. Ukradkiem spojrzała w lustro. Takiej ładnej rzeczy nigdy nie miała.
W przedpokoju dostała jeszcze czapkę i zimowe buty.
Jagoda, noś na zdrowie!
Dziękuję, Paulino!
***
Życie wróciło do dawnego rytmu. Choć nie do końca. Mama znalazła pracę na gospodarstwie, jej partner zniknął z kolegą.
Nadeszła wiosna. Pewnego dnia siedziała nad zadaniami, gdy ktoś zapukał do furtki. Jagoda spojrzała przez okno i nie mogła uwierzyć pod ogrodzeniem stał Marek. Kiwnął głową, dając znak, żeby wyszła.
Nie wyszła wybiegła.
Cześć! Marek uśmiechnął się.
Witaj!
Mama coś cię wołała.
***
I tak znowu znalazła się w domu, w którym przeżyła najszczęśliwszy dzień.
Witaj, Jagoda! Paulina w drzwiach serdecznie ją objęła.
Dobry wieczór, Paulino!
Chodź, napijemy się herbaty!
Posadziła ją przy stole, nalała herbaty. Sama usiadła.
Mam do ciebie sprawę. Lecimy z mężem na miesiąc do Turcji, rozmarzyła się Paulina. Syn rzadko bywa w domu. Mogłabyś popilnować dom? Maxa trzeba karmić, kota też. No i kwiaty podlewać, jest ich dużo.
Oczywiście, pani Paulino!
To świetnie, wyciągnęła pieniądze. Oto dwa tysiące złotych.
Paulino, po co tak dużo?
Bierz, nie zbiedniejemy. Chodź, pokażę ci wszystko!
Jagoda skrupulatnie zapamiętywała, gdzie stoją wszystkie kwiaty w doniczkach, gdzie leży karma dla kota i mięso dla psa. Potem Paulina zawołała:
Marek! Syn natychmiast wyszedł z pokoju. Poznaj Jagodę z Maxem!
Chodź! Marek lekko położył rękę na jej ramieniu.
Wyszli na podwórko, odwiązali Maxa i poszli na spacer.
Cały czas Marek opowiadał o studiach, karate, biznesie ojca.
A Jagoda myślała o czymś innym. Zrozumiała, iż między nią a Markiem jest taka sama przepaść jak między jej mamą a rodzicami Marka. Tak, są dobrzy i mili, ale to nie bajka o Kopciuszku, tylko życie.
Za dwa miesiące zdam egzamin do kolegium, na pewno zdam. Będę się uczyć, pracować, starać się, aż zostanę prawdziwym człowiekiem. Wyjdę za mąż, ale nie za tego przystojniaka. Tak, jest wspaniałym chłopakiem pod każdym względem. Ale nie dla mnie!
Jestem wdzięczna Paulinie za ubrania i dwa tysiące złotych. Przynajmniej na początek w mieście wystarczy.
Jagoda czuła, iż właśnie w tej chwili skończyło się jej trudne dzieciństwo. Zaczyna się dorosłe życie, nie mniej ciężkie, w którym wszystko będzie zależało tylko od niej.
Doszli do domu. Jagoda pogłaskała Maxa po karku, uśmiechnęła się do Marka i ruszyła do siebie. Jutro zacznie się jej praca w tym domu. To tylko praca i nic więcej!












![12-letnia Nela nie miała objawów. Badania wykryły cukrzycę typu 1 [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-05/DSC_4294.jpg)
