Wyimaginowana przyjaciółka
Przy Oli już trzeci dzień kręciła się gromada uczniów. Dziewczyna zyskała w całej szkole sławę jasnowidzki i prawdziwej psycholożki. Każdy chciał uszczknąć choćby kawałek jej mądrości. Łapali ją pod toaletą, przysiadywali w stołówce, przynosili cukierki, zeszyty z zadaniami domowymi i różne drobne upominki, których ona z jakiegoś powodu odmawiała.
Podoba mi się Dawidek z 5c. Myślisz, iż kiedyś będziemy razem rodziną? zapytała rozmarzona koleżanka Kinga.
Odradzam. Dawidek z pozoru grzeczny, a tak naprawdę wciąż dłubie w nosie i zjada to, co wyciągnie. Głodować przy nim nie będziesz, ale na tym się skończy. Całe życie przegrzebie, odpowiedziała Ola, przegryzając obwarzanka i popijając herbatą.
O fuj! Ale obrzydliwe! A Szymon? Uczy się świetnie, na gitarze próbuje grać Kinga na powrót się rozmarzyła.
Szymon znęca się nad kotami. Przywiązuje puszkę do ogona, a potem goni je po podwórku. Będzie okrutny, a do tego zacznie pić.
Skąd to wiesz?
A widziałaś kiedyś trzeźwego gitarzystę? Na to jeszcze czas, żyj na razie dla siebie chłopcy nie uciekną. Lepiej popraw matematykę i przestań obgryzać paznokcie, bo ci się owsiki zalęgną.
Nikt mnie nie lubi, wszyscy mówią, iż jestem gruby i nigdzie mnie nie zapraszają żalił się Paweł z 4b, odpychając zakochaną uczennicę piątej klasy tak, iż przejechała ławką na drugi koniec stołu.
W środę rusza nabór na zapasy. Zgłoś się u wuefisty. Może nie schudniesz specjalnie, ale przestaną cię wyzywać. I nie rzucaj więcej tak dziewczynami to może być twoja przyszła żona.
Ola wstała od stołu i zaniosła tacę do zmywaka.
Olu, jak myślisz, lepiej zrobić prawko w tym roku czy poczekać jeszcze? zagadnęła przy zlewie nauczycielka geografii.
Pani Elżbieto, żeby się uczyć na prawko, trzeba mieć samochód, a pani ma tylko ojcowego malucha. Czuje pani różnicę?
Chyba… czuję
Ola przewróciła oczami, umyła ręce i dodała:
Sprzedajcie tego grata, za uzyskane złotówki kupcie rower i krótkie spodenki, a za dwa miesiące i tak będziecie do pracy jeździć na dwóch kółkach. Ale najlepiej to proszę wziąć kredyt hipoteczny teraz są korzystne warunki, a mieszkać z rodzicami po trzydziestce to trochę obciach. Mówię pani to ja, osoba znająca się na rzeczy.
Odprowadzana zdumionymi spojrzeniami, Ola pomaszerowała do klasy na zajęcia techniczne.
Podczas gdy jej koleżanki przez 40 minut uczyły się korzystać z miarki krawieckiej i nawlekać igłę na maszynę, Ola zdążyła zacerować z domu przyniesione spodnie, zwęziła spódnicę, a także wydziergała na szydełku parę skarpet, które podarowała pani od techniki z komentarzem, iż ciężarne powinny trzymać nogi w cieple. Nauczycielka natychmiast wymówiła się z lekcji i pobiegła do apteki po test. Następnego dnia cała klasa zajadała się pysznym tortem czekoladowym, którym nauczycielka odwdzięczyła się Oli.
W domu dziewczyna też zachowywała się nietypowo. Skrzyczała mamę za kupne mięso mielone i własnoręcznie ulepiła pierogi. Wieczorem, zamiast włączać YouTube, zabrała się do czytania Trzech muszkieterów i co jakiś czas rozmawiała z kimś szeptem. Ojciec spoglądał na nią znad komputera, a Ola pouczyła go, by się nie garbił i lepiej poszedł wytrzepać dywan, niż przesiadywał na podejrzanych stronach.
Po szkole krążyły plotki, nauczyciele podnieśli alarm i zażądali interwencji psychologa. Wyznaczono spotkanie. W ciągu dnia zebrała się cała rada pedagogiczna z dyrektorem na czele.
Olu, kochana, czy ktoś cię w szkole krzywdzi? rozpoczął pytania okularnik z modną brodą.
Krzywdzi mnie jedynie fakt, iż na szkołę wydano parę milionów złotych, a do sali gimnastycznej zakupiono tylko starego kozła i dwa metry liny.
Wszyscy spojrzeli na dyrektora, który nagle musiał pilnie wyjść przez otwarte okno.
Nie masz przyjaciół?
Przyjaźń to pojęcie abstrakcyjne, przeciągnęła Ola z nudą w głosie, bawiąc się warkoczykami. Dziś gonisz się z kimś na przerwie, jutro twoja koleżanka zmywa u ciebie naczynia, kiedy ty rozliczasz ulgi podatkowe.
Jakie ulgi, jakie naczynia? Kto ci takich rzeczy nagadał?
Moja przyjaciółka.
Oto sedno problemu! Możesz ją tutaj zaprosić?
Ona jest tutaj, odpowiedziała Ola całkiem spokojnie, wprowadzając wszystkich w chwilowe osłupienie.
Ale my jej nie widzimy. Jak się nazywa?
Genowefa Pawłowna.
No proszę, a ile ma lat?
Siedemdziesiąt.
Co jeszcze ci mówi?
Radzi, żeby zęby myć od dziąseł, iż pies na naszym podwórku nie jest zły, tylko przestraszony i głodny, iż o rodzinie nie wolno zapominać. I jeszcze… iż wam przez ostatnie pięć lat źle wyliczano podatek od nieruchomości. Trzeba iść do urzędu i przeliczyć według wartości rynkowej, bo liczono według ewidencyjnej.
Psycholog wszystko notował, a ostatnie choćby dwa razy podkreślił.
Na końcu przez głośnik zadzwoniono do rodziców, którzy byli wtedy w pracy.
Chwileczkę! rozległ się podekscytowany głos ojca w słuchawce. Tak miała na imię moja mama! Zmarła dziesięć lat temu.
W gabinecie zapanowały szepty i westchnięcia modlitw.
No właśnie, dziesięć lat przeszło, a nikt u niej nie był. Wszystko zarosło, ogrodzenie się przekrzywiło, burknęła z wyrzutem Ola.
Wiesz, tak ciągle nie miałem czasu bąknął ojciec do słuchawki.
Sesja dobiegła końca.
Następnego dnia cała rodzina pojechała na cmentarz. Ola babci nigdy nie widziała, znała tylko urywki wspomnień z krótkich opowieści ojca. Mogiłki szukali długo, bo całe to marmurowe pole tak gwałtownie się rozrosło, za dawnych lat był tam sosnowy las.
Dziewczynka przywiozła bukiet żółtych tulipanów i włożyła je do przyciętej plastikowej butelki. Ojciec naprawił ogrodzenie, mama wyrwała chwasty.
Tato, babcia mówi, iż jesteś dobrym człowiekiem, tylko za bardzo tkwisz w pracy i internecie, przez co nie masz na nic czasu choćby dla mnie.
Ojciec poczerwieniał ze wstydu i tylko przytaknął w milczeniu.
Powiedz jej, iż się poprawimy, pogładził córkę po głowie, a potem wyblakłe zdjęcie na pomniku.
Teraz już będzie spokojna i nie przyjdzie do mnie więcej, choć będę bardzo za nią tęsknić, bo była naprawdę dobra, pogodna i mądra.
Prawda. Babcia patrzyła na ludzi na wylot. Coś jeszcze jej ci powiedziała?
Tak. Że twoja ogórkowa dieta to kompletna bzdura. Jak chcesz schudnąć, idź na siłownię. I iż zakładanie konta walutowego to był głupi pomysł trzeba wszystko najpierw dobrze policzyć. A ten tani beton, który zamówiłeś na fundament pod saunęTrzymając się za ręce, rodzina stała chwilę w ciszy. Słońce wyjrzało zza chmur i cień krzyża przesunął się po ścieżce jak czyjaś troskliwa dłoń. Ola zapatrzyła się w rozświetlone niebo.
Wiesz, mamo, babcia mówi, żebyś czasem była dla siebie łagodniejsza i pozwoliła sobie na odrobinę radości, nie tylko obowiązki. Świat nie przewróci się bez twojej zupy przez jeden dzień.
Mama zaśmiała się przez łzy i przesunęła dłonią po włosach córki. Ojciec objął je obie ramieniem po raz pierwszy od dawna poczuli się naprawdę razem, nie tylko z obowiązku, ale i z wyboru.
Wracali powoli przez cmentarne alejki, rozmawiając zwyczajnie, o sklepie i wiośnie, o nowych planach i małych rzeczach, które czekają w domu. Ola czuła się lekka, trochę smutna, ale i szczęśliwa.
Czasem, gdy wieczorem przechodziła koło lustra, zdawało jej się, iż widzi odbicie uśmiechniętej starszej pani, której oczy lśniły znajomym błyskiem.
I już nikt w szkole nie pytał Oli o przyszłość wiedzieli, iż najważniejsze sprawy każdego dnia podpowiada nam ktoś bliski, trzeba tylko dobrze posłuchać.










