Wyimaginowana przyjaciółka

twojacena.pl 1 dzień temu

Wyimaginowana przyjaciółka

Przy Aureli trzeci dzień z rzędu kręcił się tłum uczniów. Dziewczynka zasłynęła w całej szkole jako przepowiadaczka przyszłości i prawdziwa znawczyni dusz. Wszyscy pragnęli zaczerpnąć choć odrobinę jej mądrości. Zaczepiali ją przy łazienkach, przysiadywali się w stołówce, przynosili czekoladki, zeszyty z zadaniami i inne podarki, które ona z niewyjaśnionych powodów odrzucała.

Podoba mi się Michał z 5b. Myślisz, iż moglibyśmy razem stworzyć rodzinę? zapytała marzycielsko koleżanka z klasy, Malwina.

Odradzam. Michał tylko się wydaje taki porządny, a tak naprawdę dłubie w nosie i zajada się tym, co znajdzie. Z głodem sobie poradzi, rzecz jasna, ale na tym kończą się jego zalety. Tak się będzie całe życie męczył odparła Aurelia, chrupiąc obwarzanka i popijając herbatą.

Ojej, ale obrzydliwe! A Patryk? Zdolny, prymus, uczy się grać na gitarze rozmarzyła się na nowo Malwina.

Patryk znęca się nad kotami. Przywiązuje puszkę do ogona i przegania je po podwórku. Będzie złośliwy i jeszcze popadnie w alkoholizm.

Dlaczego tak sądzisz?

Widzisz gdzieś trzeźwych gitarzystów? Poza tym, za wcześnie, by sobie takimi rzeczami głowę zawracać lepiej popracuj nad matematyką i przestań obgryzać paznokcie, bo złapiesz pasożyty.

Nie mam przyjaciół. Wszyscy wyzywają mnie od grubasów i nigdzie nie zapraszają żalił się Paweł z 4c, odtrącając zakochaną piątoklasistkę tak, iż przesunęła się na drugi koniec ławki.

W środę ruszają zapisy na zapasy. Zgłoś się do sali WF. Schudniesz może niezbyt dużo, ale przestaną ci dokuczać. A przyszłej żony lepiej już tak nie odpychaj.

Aurelia wstała od stołu i zabrała tacę do zmywaka.

Aurelio, jak myślisz, lepiej zacząć w tym roku kurs na prawo jazdy, czy dopiero za rok? zapytała niby przypadkiem nauczycielka geografii, pani Helena Kamińska, przy zlewie.

Pani Heleno, żeby robić prawo jazdy, trzeba mieć samochód, a pani ma tylko starą poloneza po tacie. Jest różnica, prawda?

Chyba… tak…

Aurelia uniosła oczy do nieba, umyła ręce i dodała:

Sprzedajcie tę biedę. Za uzyskane złotówki kupcie lepiej porządny rower i szorty. Za dwa miesiące i tak ktoś będzie panią do pracy woził. Albo, co lepsze weźcie kredyt hipoteczny, procenty teraz są korzystne, a mieszkanie z rodzicami w wieku trzydziestu pięciu lat nie jest zbyt eleganckie. Mówię to jako osoba z doświadczeniem.

Odprowadzana zdumionymi spojrzeniami, Aurelia ruszyła do swojej klasy na zajęcia techniczne.

W ciągu czterdziestu minut, gdy inne dziewczęta poznawały krawiecką linijkę i uczyły się nawlekać igłę, Aurelia zaszyła przyniesione z domu spodnie, zwęziła spódnicę i wydziergała na szydełku parę skarpet, które wręczyła nauczycielce, mówiąc, iż kobiety w ciąży powinny trzymać stopy w cieple. Nauczycielka od razu zwolniła się z lekcji i pognała do apteki po test. Następnego dnia cała klasa zajadała się pysznym czekoladowym tortem w ramach podziękowania dla Aurelii.

W domu dziewczynka także zachowywała się nietypowo. Zganiła mamę za kupny farsz i sama ulepiła pierogi. Wieczorem, zamiast oglądać YouTubea, zanurzyła się w lekturze Trzech muszkieterów i co jakiś czas konspirowała z kimś szeptem. Ojciec zerkał na nią zza laptopa, na co Aurelia zwróciła mu uwagę, iż się garbi. I ogólnie rzecz biorąc lepiej by zrobił bijąc dywan, niż buszując po szemranych stronach internetowych.

Po szkole rozniosły się plotki; nauczyciele zaniepokojeni domagali się interwencji psychologa. Wyznaczono specjalną rozmowę. W trakcie lekcji zebrało się całe grono pedagogiczne, z dyrektorem na czele.

Aurelio, kochana, powiedz nam, czy ktoś cię tu krzywdzi? zaczął wypytywać brodaty, modnie ubrany psycholog w okularach.

Krzywdzi mnie fakt, iż na szkołę przyznano kilka milionów złotych, a nam do sali gimnastycznej kupiono tylko starego kozła i dwa metry liny.

Wszyscy spojrzeli w stronę dyrektora, który nagle wymknął się na naradę przez otwarte okno.

Nikt się z tobą nie przyjaźni?

Przyjaźń to pojęcie abstrakcyjne zawyrokowała znudzona Aurelia, pstrykając warkoczykiem. Dziś ganiasz się na przerwie, a jutro twoja przyjaciółka myje talerze w twoim domu, gdy ty rozliczasz ulgi podatkowe.

Moment… Jakie podatki, jakie talerze? Kto ci to opowiada?

Moja przyjaciółka.

O, i tu leży problem! Możesz ją zaprosić tutaj?

Ależ ona jest z nami rzuciła Aurelia całkiem spokojnie, czym wprowadziła obecnych w lekką konsternację.

My jej nie widzimy. Jak się nazywa?

Róża Pawłowna.

Proszę? Ile ona ma lat?!

Siedemdziesiąt.

Co jeszcze ci mówi?

Mówi, żeby zęby myć od dziąseł. Że ten pies z naszego podwórka nie jest groźny tylko przestraszony i głodny. Że krewnych nie można zapominać. A jeszcze, iż wam przez ostatnie pięć lat źle naliczano podatek od nieruchomości. Trzeba pojechać do urzędu i przeliczyć od wartości rynkowej, bo liczono wam z ewidencyjnej.

Psycholog wszystko starannie zanotował, a fragment o podatku podkreślił dwa razy.

Pod koniec przez szkolny radiowęzeł wezwano rodziców, którzy byli wtedy w pracy.

Zaczekajcie! wołał w słuchawkę zdenerwowany ojciec. Tak się moja mama nazywała! Zmarła dziesięć lat temu.

W gabinecie rozległy się westchnienia i cichy szept modlitwy.

No właśnie, minęło dziesięć lat, a nikt choćby nie zajrzał na grób. Wszystko zarosło, ogrodzenie się przekrzywiło odburknęła Aurelia.

Ech, chciałem… ale ciągle brak czasu… stękał w słuchawce ojciec.

Rozmowa dobiegła końca.

Następnego dnia cała rodzina wybrała się na cmentarz. Aurelia nigdy nie poznała babci słyszała tylko skąpe opowieści ojca. Nagrobka szukali długo, bo dawne sosnowe zagajniki zarosły nagrobkami z marmuru.

Dziewczynka przyniosła bukiet żółtych tulipanów i wkleiła je w przeciętą plastikową butelkę. Ojciec naprawił ogrodzenie, mama wypieliła chwasty.

Tato, babcia mówi, iż jesteś dobrym człowiekiem, tylko zatraconym w pracy i internecie. I przez to masz mało czasu, choćby dla mnie.

Ojciec poczerwieniał ze wstydu i tylko kiwnął głową.

Powiedz, iż to zmienimy głaskał córkę po głowie i zamyślił się nad wyblakłym zdjęciem na pomniku.

Teraz już spokojna i nie będzie mnie odwiedzać. Chociaż bardzo będę za nią tęsknić, bo była dobra, wesoła i mądra.

To prawda. Babcia świetnie rozumiała ludzi. Coś jeszcze ci mówiła?

Tak. Powiedziała, iż twoja ogórkowa dieta to totalna bzdura. jeżeli chcesz schudnąć idź na siłownię. I iż zakładanie konta walutowego było bez sensu trzeba było wszystko dokładnie policzyć przed taką decyzją. A jeżeli chodzi o ten tani beton, który zamówiłeś na fundament pod saunę…

Idź do oryginalnego materiału