
Byłam po dwóch poważnych związkach, a każdy z nich skończył się cichym rozstaniem. Nie było wielkich dramatów i zdrad, ot, po prostu proza życia. Zbliżałam się do 40-stki i wiedziałam, co to oznacza dla kobiety w moim wieku. Pogodziłam się z tym, iż zostanę starą panną. Jednak zamiast rozpaczać, postawiłam na siebie. Postanowiłam spełnić swoje marzenia i wtedy przewrotny los spłatał mi psikusa. Postawił na mojej drodze mężczyznę ze snów.
Po kolejnym miłosnym rozczarowaniu nie zamierzałam płakać w poduszkę. Nie byłam też na tyle zdesperowana, żeby rzucić się w wir poszukiwań kolejnego kandydata na męża. Wręcz przeciwnie, postanowiłam skupić się na sobie. Chciałam w końcu zrealizować moje podróżnicze marzenia i odwiedzić najpiękniejsze miasta świata. Gdy trafiła się okazja lotu do Rzymu, nie zastanawiałam się ani chwili.
Cieszyłam się na ten wyjazd
Cena biletów lotniczych do stolicy Włoch była na tyle atrakcyjna, iż aż żal było nie skorzystać. Próbowałam namówić na wycieczkę swoje przyjaciółki, ale one – w przeciwieństwie do mnie – miały swoje plany i zobowiązania: dzieci, mężów, pracę. Ja natomiast miałam jeszcze sporo urlopu i nic nie trzymało mnie na miejscu. Postanowiłam pojechać sama.
Gdy podzieliłam się moją decyzją z koleżankami, był w szoku.
– Magda, czy to na pewno bezpieczne? – spytała jedna z nich.
– Sama? Ale to chyba nudno… – dodała druga.
– Żyję sama w Warszawie, więc mogę też samotnie zwiedzić Rzym – ucięłam krótko. – I na pewno nie będę się nudzić. Pomyślcie tylko: Koloseum, Watykan, włoskie jedzenie…
Rozmarzyłam się. Perspektywa samotnej podróży w ogóle mnie nie przerażała. Wręcz przeciwnie. Byłam niezwykle podekscytowana, ale koleżanki nie dawały za wygraną.
– A może pojedziesz z Markiem z Twojego biura? On chyba też lubi podróżować?
– To prawda, lubi podróżować – przyznałam. – Lubi też imprezować do rana, spóźniać się na spotkania i mieszkać ze swoją matką. Nie, dziękuję.
Nie rozumiałam, dlaczego według niektórych kobiet podróż miałaby być bardziej wartościowa w towarzystwie mężczyzny. Dotyczyło to zresztą nie tylko wyjazdów, ale życia w ogóle. A ja nie zamierzałam uzależniać swojego szczęścia od obecności faceta u swojego boku. Zaczęłam odliczać dni do wyjazdu.
Poznałam swojego współpasażera
Podróże samolotem nigdy nie były dla mnie stresujące. Wręcz przeciwnie, uwielbiałam podziwiać widoki z okna, a szum silników działał na mnie relaksująco i niejednokrotnie sprawiał, iż zasypiałam podczas lotu. I tym razem liczyłam na spokojną podróż, ale już od pierwszych chwil na pokładzie samolotu wszystko szło nie po mojej myśli.
Byłam pewna, iż zarezerwowałam miejsce przy oknie, ale na miejscu okazało się, iż przez pomyłkę wybrałam środkowy fotel. Gdy próbowałam schować bagaże, stojąca obok mnie kobieta z wielkim plecakiem potrąciła mnie tak, iż prawie straciłam równowagę. Gdy poirytowana w końcu zajęłam swoje miejsce, ktoś nadepnął mi na stopę.
– Auć! – wymsknęło mi się na głos.
– Najmocniej przepraszam, nic pani nie jest? – usłyszałam nad sobą ciepły, męski głos.
Podniosłam głowę. Tuż nade mną stał wysoki mężczyzna. Blondyn o niebieskich oczach, które patrzyły na mnie badawczo spod ciemnych oprawek okularów.
– Nie… wszystko w porządku – wyjąkałam.
– Nie chciałbym już na starcie zrobić złego wrażenia, bo wygląda na to, iż jesteśmy współpasażerami – odrzekł, zajmując miejsce obok mnie.
Przeszedł mnie dreszcz
Zaczął rozkładać swoje rzeczy. Obserwowałam, jak wstaje i wkłada bagaż do schowka. Patrzyłam, jak napinają się bicepsy pod jego koszulą i musiałam odwrócić wzrok, bo czułam, iż zaczynam oblewać się rumieńcem. W końcu usiadł i sięgnął po torbę na laptopa, która znajdowała się pod siedzeniem. Gdy ją podnosił, trącił mnie niechcący łokciem.
– Przepraszam – powiedział wyraźnie zażenowany. – To zdecydowanie nie jest mój dzień.
– To chyba jakieś przyciąganie – zażartowałam, bo cała sytuacja mnie rozbawiła.
Mój współtowarzysz spojrzał na mnie przeciągle, po czym roześmiał się. To był niski, wibrujący dźwięk, który sprawił, iż zrobiło mi się ciepło na sercu. Zaczęliśmy rozmawiać. On jechał do Rzymu w sprawach biznesowych. To była kolejna jego delegacja w tym mieście, więc udzielił mi kilku praktycznych rad i polecił sprawdzone przez siebie restauracje. W końcu usłyszałam, iż samolot podchodzi do lądowania.
– Ale gwałtownie zleciała ta podróż – powiedziałam zaskoczona.
– W miłym towarzystwie czas leci gwałtownie – powiedział i dodał od razu – Za szybko.
Na pożegnanie uścisnął mi dłoń, życząc udanej podróży. Przeszedł mnie dziwny dreszcz, ale zrzuciłam to na karb ekscytacji przed zwiedzaniem nowego miejsca.
Nie mogłam przestać o nim myśleć
Rzym okazał się piękniejszy niż w moich wyobrażeniach. Nie nudziłam się ani przez chwilę, a i tak zabrakło mi czasu w odwiedzenie wszystkich muzeów i atrakcji. Zdążyłam jednak zobaczyć najważniejsze zabytki. W dzień zwiedzałam, a nocą spacerowałam po wąskich uliczkach i chłonęłam atmosferę miasta.
Odwiedziłam restauracje z przepyszną kuchnią włoską, głównie z polecenia mojego towarzysza podróży. Nie mogłam przestać o nim myśleć. Żałowałam, iż nie wymieniliśmy się kontaktami, nie wiedziałam nawet, jak ma na imię. Po cichu liczyłam na to, iż wpadnę na niego podczas mojego pobytu, ale nic takiego się nie wydarzyło.
Gdy wsiadałam do samolotu lecącego do Warszawy, uważnie rozglądałam się po pokładzie. Miałam nadzieję, iż wśród pasażerów zobaczę jego, mojego tajemniczego towarzysza podróży. Nigdzie jednak go nie widziałam. Gdy wróciłam do swojego mieszkania, nagle poczułam pustkę. Tłumaczyłam sobie, iż to normalne po powrocie z tak pięknego miasta, ale w głębi serca czułam, iż chodzi o coś innego.
W głowie ciągle słyszałam jego słowa i przypominałam sobie jego wzrok przeszywający mnie na wskroś. W końcu jednak musiałam wrócić do normalnego życia. Powiedziałam sobie, iż to była tylko przelotna znajomość i iż na tym polega życie. Nie wiedziałam, co jeszcze szykuje dla mnie los.
Nie mogłam w to uwierzyć
Od mojego wyjazdu do Rzymu minęło kilka miesięcy, a ja postanowiłam wybrać się w kolejną podróż. Włączyłam komputer, ale najpierw postanowiłam przejrzeć media społecznościowe, na które rzadko zaglądałam. Chciałam poszukać inspiracji do wyjazdu i może jakichś promocyjnych ofert, ale mój wzrok przykuła nowa wiadomość w folderze oznaczonym jako „Inne”.
Nadawcą był niejaki Michał. Nie znałam nikogo o takim imieniu i nazwisku, chociaż twarz ze zdjęcia wydała mi się znajoma. Moje serce zabiło mocniej po przeczytaniu pierwszych słów wiadomości.
„Mam nadzieję, iż w końcu cię znalazłem. jeżeli to ty leciałaś w czerwcu do Rzymu, to może pamiętasz pewnego niezdarnego współpasażera. Chętnie kontynuowałbym naszą rozmowę. Odezwij się, gdy znajdziesz czas”.
Od razu oblałam się rumieńcem. Poczułam się jak w filmie, jakbym była bohaterką jednej z tych romantycznych komedii, których nigdy nie traktowałam serio. Sprawdziłam datę wiadomości, pochodziła sprzed trzech tygodni. Przestraszyłam się, iż już wszystko stracone i postanowiłam jak najszybciej odpisać.
„Cześć Michał, oczywiście, iż pamiętam. W Rzymie odwiedziłam restauracje z twojego polecenia i muszę przyznać, iż masz świetny gust. Właśnie planuję następny wyjazd do Włoch, więc chętnie skorzystam z kolejnych twoich poleceń”. Zostawiłam mu swój numer i czekałam, aż telefon zadzwoni.
Nigdy nie byłam tak szczęśliwa
Zadzwonił jeszcze tego samego dnia wieczorem. Serce waliło mi jak szalone.
– Cześć – powiedział niepewnie, gdy odebrałam.
– Cześć, Michał – odpowiedziałam równie speszona. – Jak udało ci się mnie znaleźć?
– Przekopałem chyba całe media społecznościowe – przyznał. – Okazało się, iż mamy wspólnych znajomych w Warszawie i w końcu trafiłem na twoje zdjęcia z Rzymu.
No tak, rzeczywiście wstawiłam na swój profil kilka fotek z tego wyjazdu. Nie sądziłam, iż pomogą nam się odnaleźć. Rozmawialiśmy o moim wyjeździe i o tym, jak oboje liczyliśmy na to, iż jeszcze na siebie trafimy. Umówiliśmy się na spotkanie w centrum Warszawy.
Gdy spotkaliśmy się przed restauracją, podałam Michałowi rękę na powitanie. Przeszedł mnie ten sam dziwny dreszcz, co wtedy w samolocie. Tym razem jednak wiedziałam, skąd się wziął. Ten facet miał w sobie jakiś magnetyzm. Postanowiłam jednak zachować ostrożność. W końcu znaliśmy się krótko, a moje doświadczenia z mężczyznami nie były do tej pory zbyt udane.
Szybko jednak przekonałam się, iż Michał był zupełnie inny od moich byłych partnerów. Urzekło mnie jego spokojne, pogodne usposobienie i wrodzona empatia. Z niczym się nie spieszyliśmy, ale z każdym spotkaniem coraz bardziej czułam, iż jestem zakochana po uszy.
Na pierwszą rocznicę pojechaliśmy do Rzymu. Tym razem we dwoje zwiedzaliśmy romantyczne zakątki, a podczas kolacji w restauracji, którą kiedyś sam mi polecił, niespodziewanie wyciągnął pierścionek. Powiedziałam „tak” i nigdy wcześniej nie byłam tak szczęśliwa, jak w tamtej chwili.
Magdalena, 39 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Córka chce, bym na stare lata mieszkała z nią. A ja wolę przeżyć jesień życia w spokoju niż wśród hałaśliwych wnuków”
- „Teściowa wróżyła mi szybki rozwód i dożywotnie bankructwo. 1 listopada śmieję się nad jej grobem, bo nie miała racji”
- „Teściowa myśli, iż moje mieszkanie to filia jej domu. Namolna wiedźma wchodzi bez pukania i odziera mnie z godności”











