Wybrałem się na wycieczkę do Krakowa razem z grupą seniorów z naszego klubu. Nie planowałem niczego wyjątkowego parę spacerów po historycznych uliczkach, kilka zdjęć na pamiątkę, drobiazgi dla wnuków z Sukiennic. Chciałem po prostu na chwilę wyrwać się ze swojej codzienności, odciąć od samotności, która coraz bardziej doskwierała mi od dłuższego czasu.
Myślałem, iż Wawel, Rynek czy Kazimierz będą dla mnie tylko kolejnymi miejscami na mapie turystycznej. Ale pod arkadami Sukiennic spotkałem kobietę, dzięki której poczułem się znów młody.
Stałem wtedy przy kolumnach, podziwiając piękno starego miasta. Przewodnik opowiadał coś o historii Jagiellonów, a ja, zamiast słuchać, snułem myśli gdzieś daleko. Wtedy usłyszałem obok siebie żart: Ciekawe, czy krakowscy rajcy też narzekali kiedyś na taki upał jak my.
Odwróciłem się i zobaczyłem ją wysoką, z krótko przystrzyżonymi siwymi włosami, z uśmiechem, w którym było coś znajomego, a zarazem intrygującego. Miała prostą koszulę i lekką chustę, a spojrzenie sugerowało, iż tylko nas dwoje istniało w tamtej chwili.
Zaczęliśmy rozmawiać. Dowiedziałem się, iż nazywa się Irena, jest wdową, od paru lat na emeryturze. Przyjechała sama, bo jak powiedziała nie chciała dłużej odkładać marzeń o zwiedzeniu Krakowa na lepsze czasy.
Nasza rozmowa była swobodna, rozśmieszaliśmy się nawzajem, jakbyśmy znali się od lat. Przysiedliśmy razem w kawiarni pod Rynkiem, piliśmy kawę i wymienialiśmy się wrażeniami. I nagle zorientowałem się, iż nikt dawno nie słuchał mnie z takim zaciekawieniem.
Następne dni wycieczki zmieniły swój charakter. Siedzieliśmy obok siebie w autobusie, razem jedliśmy obiady w restauracjach, ginęliśmy w tłumie turystów na Grodzkiej, by odnaleźć się uśmiechem. Było w tym coś niewinnego, a mimo to budzącego emocje.
Wieczorami, kiedy reszta grupy grała w brydża lub oglądała telewizję, my wychodziliśmy na balkon hotelowy i patrzyliśmy, jak Kraków w nocy tętni życiem. Rozmawialiśmy o swoich dzieciach, o tym, co za nami, o tym, jak to jest nagle znowu poczuć szybsze bicie serca.
Czułem się jak chłopak, który znowu chce się przypodobać. Zacząłem się lepiej ubierać, żartować, częściej się śmiać. Znajomi z grupy patrzyli na mnie z różnym nastawieniem jedni z sympatią, inni z lekką zazdrością. Ja natomiast odzyskiwałem siebie, tego, którego zakopałem pod codziennością i samotnością.
Ale im bliżej było końca naszej wycieczki, tym częściej zadawałem sobie pytanie co dalej? Mieszkaliśmy daleko od siebie, oboje mieliśmy swoje życie, rutynę. Łączył nas tylko ten jeden tydzień, wydarty rzeczywistości. Czy to wystarczy, by myśleć o czymś więcej?
Ostatniego dnia poszliśmy sami na spacer po Krakowie, bez grupy. Siedzieliśmy na Plantach z lodami w dłoni i milczeliśmy przez chwilę. W końcu powiedziała: Wiesz… już dawno nie czułam się tak, jak teraz. Ale boję się, iż kiedy wrócimy, wszystko się rozpłynie. Ty masz swoje życie, ja swoje. Może to tylko wakacyjny sen?.
Zamilkłem. Wewnątrz mnie toczyła się walka chciałem wierzyć, iż to początek czegoś nowego, ale jednocześnie ogarniał mnie lęk, iż jednak to chwila, która zniknie tak szybko, jak się pojawiła.
Rozstaliśmy się na dworcu. Dłuższy niż zwykle uścisk, wymiana spojrzeń sugerująca więcej niż słowa. Podaliśmy sobie numery telefonów, ale żadne nie powiedziało wprost: Spotkajmy się jeszcze.
Dziś, myśląc o tej wycieczce, nie wiem, jak ją oceniać. Była dla mnie jak piękne, intensywne, choć kruche marzenie. Może Irena miała rację może to tylko złudzenie. A może byłoby tchórzostwem nie sprawdzić, czy to nie jest druga szansa od losu.
Pytam więc sam siebie czy warto przewracać spokojne, przewidywalne życie dla uczucia, które pojawiło się tak niespodziewanie? Czy to tylko przygoda pod krakowskim niebem, czy początek historii, której jeszcze nie znam? Bo serce zaczyna mi mocniej bić na samą myśl o niej, choć rozum podpowiada, iż to może być szaleństwo.
Może dlatego opowiadam tę historię żeby inni mogli mi podpowiedzieć: czy po pięćdziesiątce, sześćdziesiątce, a może jeszcze później, można dać sobie przyzwolenie na coś nowego? Zatrzymać to jako piękne wspomnienie czy jednak zaryzykować i sprawdzić, dokąd te uczucia mogą nas zaprowadzić?










