Halina Kowalska stała przy skrzynkach pocztowych, przeglądając rachunki, kiedy sąsiadka Agnieszka Nowak wpadła jak burza. „Słuchaj, Halinko, spójrz tylko na to!” Agnieszka machała telefonem przed nosem Haliny. „O, nasz nowy domek letniskowy nad Zalewem Zegrzyńskim! A tu auto syna – Sławek kupił niemieckie cacko, wyobrażasz sobie te kwoty? A tu wnuczka na pianinie, uczy się w szkole muzycznej!”
„Mhm, bardzo ładnie”, kiwnęła głową Halina, wsuwając listy do torby. „Ale przepraszam, Agnieszko, rozpędzam się…”
„A po co to bieganie? Jesteśmy sąsiadkami lata całe, a gawędki nigdy!” Agnieszka nie odpuszczała. „Patrz, tu my z mężem w Turcji, na Mierzei Wiślanej byliśmy w zeszłym miesiącu! Hotel czterogwiazdkowy, all inclusive! A ty, kiedy ostatnio urlopowałaś?”
Halina westchnęła i spojrzała na sąsiadkę. W jej siwych oczach przemknęło zmęczenie. „Nie wypoczywam, Agnieszko. Na to nie starcza mi chwil.”
„Jak to nie starcza chwil?” zdziwiła się tamta. „Dzieci dorosłe, wnuki masz, jesteś na emeryturze…”
„Dzieci dorosłe, owszem”, cicho potwierdziła Halina. „Tylko iż daleko mieszkają.”
„No i co? Mój Sławek też w Warszawie pracuje, ale ciągle gadu-gadu, przyjeżdża co weekend! A ta jego pensja – mój Boże!” Agnieszka znów sięgnęła po telefon. „Patrz, tu jak mi futro podarował, prawdziwy soból!”
Halina bez słowa weszła na drugie piętro, zostawiając sąsiadkę z jej ekranem na dole.
W mieszkaniu przywitała ją znajoma pustka. Kiedyś dwupokojowe mieszkanko wydawało się ciasne dla czwórki. Teraz stało puste. Na parapecie stały różaneczniki – jedyne żywe dusze w tym domu.
„Dziewczynki moje”, szepnęła Halina, podchodząc do kwiatów. „Choć wy mnie nie porzucacie.”
Włączyła telewizor, raczej dla szmeru, niż dla oglądania. W wiadomościach mówili o podwyżkach emerytur, o nowych świadczeniach. Halina uśmiechnęła się gorzko – jej emerytura starczała na najpilniejsze potrzeby. Ani grosza więcej.
Zadzwonił telefon. Serce podskoczyło – może Wojtek? Albo Urszula?
„Halina Kowalska?” obcy głos. „Z administracji osiedla. Pani zalega z czynszem…”
„Jak to zalega?” zdziwiła się. „Płacę terminowo!”
„Nasz system pokazuje brak wpłaty za zeszły miesiąc…”
Halina długo tłumaczyła, iż przecież uregulowała, wymieniała numery przelewów, ale w słuchawce już brzęczało.
Wieczorem, gdy za oknem mrok zapadł na dobre, siedziała w kuchni z herbatą. Na stole leżały fotografie – stare, wywołane z kliszy. Wojtek w pierwszej klasie, poważny, z gigantycznym bukietem. Ula na maturze, piękna, roześmiana. Wszyscy razem w Sopocie, gdy jeszcze Marek żył…
„Gdzie wy jesteście, kochani?” spytała karty fotograficzne. „Czemu tak wyszło, iż jestem sama?”
A rano znów spotkała Agnieszkę na podwórku. Tamta niosła ogromne siatki ze sklepu.
„Ojej, Halinko!” ucieszyła się sąsiadka. „Właśnie chciałam opowiedzieć! Wnuczka wczoraj dzwoniła, dostała się na uniwersytet! Na państwowy! Wyobraź sobie, jaka zdolna! A Sławek obiecał jej nowy iPhone za to! Z okazji rekrutacji!”
„Gratuluję”, powiedziała Halina.
„A u pani co słychać? Wnuki rosną?” spytała Agnieszka, choć widać było, iż pyta z grzeczności.
„Nie mam wnuków”, cicho odpowiedziała Halina.
„Skąd nie? A dzieci pani?”
„Dzieci są. Wojtek i Urszula. Tylko że… mocno zapracowani. Wojtek w Niemczech siedzi, programuje. Urszula w Londynie mieszka, tam wyszła za mąż…”
„No i pięknie!” wykrzyknęła Agnieszka. „To znaczy, iż wszystko pani gra! Dzieci ustawione, za granicą! Powinna pani się przecież pysznić!”
„Powinnam”, zgodziła się Halina. „I pysznienie.”
„No właśnie! A pani chodzi taka markotna. Pewnie pieniądze przysyłają? Wspomagają?”
„Przysyłają”, skłamała Halina. „A jakże, wspomagają.”
Naprawdę ostatni raz Wojtek przesłał pieniądze na jej urodziny pół roku temu. Dwie stówy. Ula nie przysłała ani grosza – tam, w Anglii, tłumaczyła przez telefon, iż mają wielkie kredyty, hipotekę na dom.
W domu Halina siadła do komputera – starszawy, który zostawił Wojtek. Otworzyła Skype’a, spojrzała na listę kontaktów. Wojtek był online, ale z statusem „Zajęty”. Ula nie logowała się od trzech tygodni.
Napisała do syna: „Wojtuś, co u ciebie? Jak zdrowie? Tęsknie”.
Odpowiedź przyszła po dwóch godzinach: „Cześć, mamo. Sp
A następnego dnia o poranku, gdy znów spojrzała na pustą skrzynkę e-mailową i ciszę w telefonie, westchnęła głęboko do swoich fiołków: „No i co, moje kwiatuszki, może dzisiaj chociaż krótkie 'cześć’ usłyszę?”. A kwiaty, jak zwykle, odpowiadały jej tylko delikatnym poruszeniem liści w porannym słońcu, moja droga.