Co się nie robi, wszystko na dobre wychodzi
Lata temu żyła sobie Weronika Kowalska, matka Liliany, która pragnęła wychować córkę na własne podobieństwo. Liliana była posłusznym dzieckiem, zawsze słuchała rad matki, która uważała siebie za silną i przedsiębiorczą kobietę. Z tego względu nie znosiła sprzeciwu i oczekiwała od córki ścisłego przestrzegania wszystkich jej zaleceń.
Liliana mówiła surowo Weronika jeżeli chcesz osiągnąć w życiu tyle, co ja, musisz iść drogą, którą ci wskazuję. Ani kroku w bok, pamiętaj. Rozumiesz, mam nadzieję? Zrozumiałaś sobie raz na zawsze?
Tak, mamo odpowiadała córka.
Liliana kochała swoją mamę i dlatego starała się nie zawodzić jej oczekiwań. A Weronika chciała widzieć w niej ideał. Im córka była starsza, tym trudniej to przychodziło.
Dziecko to zawsze dziecko Liliana od małego coś pobrudziła, coś porwała, upadła, stłukła, ale za to w szkole uczyła się wzorowo. Wiedziała, iż trójka w dzienniku byłaby dla matki tragedią.
Liliana, to wstyd! Skąd ta trója? Nie wstydzisz się nas, ojca i matki? gwałtownie popraw!
Dobrze, mamo odpowiadała posłusznie, choć czasem chciała się tłumaczyć Mamusiu, to tylko jedna trójka, przypadkiem
Nieważne, córko. Masz być najlepsza i najzdolniejsza.
Liliana brała to do serca i gwałtownie poprawiała ocenę. Szkołę skończyła z czerwonym paskiem, a inaczej być przecież nie mogło. Weronika była zadowolona, kiedy córka lekko dostała się na Uniwersytet Warszawski.
No, brawo córko, jestem z ciebie dumna powiedziała pewnego razu matka. Tak trzymaj.
Weronika prowadziła firmę budowlaną, z czego niejednego mężczyznę potrafiła zadziwić jej żelazny charakter był podziwiany. Nigdy nie wątpiła, iż Liliana po studiach będzie pracować u jej boku.
Liliana po cichu marzyła, by wyrwać się spod skrzydeł matki, odetchnąć pełną piersią i pójść na studia do Krakowa. Niestety, to były tylko marzenia.
Córko, masz być pod moim okiem i tyle stwierdziła ostro matka. Nie wygłupiaj się, żaden Kraków. Mamy Uniwersytet w Warszawie, tu zostajesz.
Liliana nie śmiała się sprzeciwić. Na trzecim roku zakochała się po uszy. Wcześniej randkowała, czasem po kryjomu przed matką, ale to były przelotne znajomości.
Janek, chłopak z urokiem osobistym, niebieskooki blondyn, uczył się na równoległym roku. Liliana inteligentna, zawsze z piątkami, a on nie przepadał za nauką, zwłaszcza za pracami semestralnymi. Pewnego razu zatrzymał ją na korytarzu:
Liliana, pomogłabyś mi z pracą zaliczeniową? Już nie nadążam…
Pomogę! zgodziła się z radością, bo Janek bardzo jej się podobał.
Od tego czasu Liliana regularnie pisała mu prace, a on opłacał to miłością i tym, iż pozwalał jej siebie kochać. Wychodzili razem na spacery, do kina, do kawiarni.
Weronika zaczęła coś podejrzewać.
Co, zakochałaś się? spytała wprost.
Skąd wiesz? zdziwiła się Liliana.
Na czole ci wypisane Poznaj mnie z nim. Muszę wiedzieć, kto to taki.
Liliana zaprosiła Janka na obiad. Rodzice przyjęli go serdecznie. choćby Weronika nie miała uwag. Po jego wyjściu matka spytała:
Liliana, chyba sobie żartujesz? On cię tylko wykorzystuje. choćby nie grzeszy rozumem. Co ty w nim widzisz?
To nieprawda, mamo po raz pierwszy odważyła się sprzeciwić córka. Janek jest ambitny, dużo czyta, interesuje się historią. To, iż nie zawsze błyszczy inteligencją po prostu jest młody.
On nie jest dla ciebie uparcie powtarzała matka.
Liliana postanowiła postawić na swoim.
Mamo, nieważne, co powiesz i tak będę z nim.
Weronika popatrzyła na córkę z niedowierzaniem.
Kiedyś to zrozumiesz tylko rzuciła.
A jednak Liliana po ukończeniu studiów wyszła za mąż za Janka. Myślała wtedy matka się pomyliła.
Życie pokazało, iż przeciętniacy często robią szybszą karierę niż prymusi. Podobnie stało się z Jankiem po studiach gwałtownie dostał dobrą posadę, Liliana zaś zaczęła pracę u matki.
Janek miał własne mieszkanie, które rodzice podarowali mu jeszcze na studiach, więc po ślubie Liliana cieszyła się z wolności. Ale ta trwała krótko matka wciągnęła ją do firmy.
Pewnego dnia Janek wrócił do domu z nowiną:
Lili, dostałem awans na kierownika działu! Na początku na okres próbny, ale dam radę.
I rzeczywiście, po trzech miesiącach został na stałe. Janek coraz częściej mówił do żony:
Liliana, nie osiągniesz nic wielkiego, pracując z mamą. Musisz się wyrwać spod jej wpływu, bo będziesz całe życie pod jej kontrolą. Ona cię tłamsi.
Lilianie było przykro słuchać tego od męża, choć sama podświadomie wiedziała, iż miał rację. Choć z czasem Janek przestał ją już o to obwiniać, zamykał się w sobie. Lili to choćby zadowalało przynajmniej nie narzekał.
Minął kolejny rok. Pewnego wieczoru Janek, wracając z pracy, spokojnie powiedział:
Poznałem inną kobietę. Zakochałem się. Odchodzę do niej. Ona jest zupełnie inna niż ty, naprawdę…
Po raz pierwszy Liliana całkiem straciła panowanie. Krzyczała, tłukła naczynia, rzuciła telefonem o ścianę, porwała kilka jego koszul, a potem ot, uspokoiła się.
Janek przyglądał się temu spokojnie i powiedział:
Widzisz, masz ten temperament w sobie, szkoda, iż dowiedziałem się o tym za późno.
Nie znoszę cię! wysyczała Liliana. Zebrała rzeczy, wynajęła kawalerkę i odeszła.
Weronice nie powiedziała nic, wiedziała, jaką usłyszy reprymendę. Kilka tygodni udało się jej ukrywać rozstanie, ale matka od razu coś wyczuła.
Liliana, co się z tobą dzieje? Masz martwe oczy, chodzisz jak cień siebie. Pokłóciłaś się z mężem?
Skąd ci to przyszło do głowy? próbowała się wymigać. Nie mam już męża.
Boże! Tak myślałam, iż cię zostawił. Kiedy to było?
Jeszcze w kwietniu.
I nic mi nie powiedziałaś?
Liliana westchnęła. Nie próbowała już choćby matce przerywać, tylko cierpliwie znosiła jej wyrzuty pod adresem Janka i jej samej.
Ostrzegałam cię. Przynajmniej nie jesteś teraz czyjąś służącą, i na szczęście nie mieliście dziecka. Radzę ci wreszcie mnie słuchać. Zrozumiałaś?
Mamo, co się nie robi, wszystko na dobre wychodzi odpowiedziała nagle Liliana. Już u ciebie nie pracuję, mam dość. Wyszła z biura, zostawiając Weronikę w osłupieniu.
Liliana postanowiła odejść jak najdalej od matki. Wiedziała, iż jeżeli nie postawi na swoim, matka będzie ją kontrolować do końca świata.
Szła trochę bez celu po Warszawie, aż siadła do tramwaju, na swojej stacji wysiadła. Ale zaraz potknęła się, niefortunnie skręciła kostkę i usiadła na chodniku, jęcząc z bólu.
Tego mi jeszcze brakowało pomyślała.
Co się stało? podbiegł młody mężczyzna, który był świadkiem jej upadku. Pomógł jej wstać, spróbowała stanąć na nogę, ale ból nie ustępował.
Boli? zapytał z troską.
Bardzo odpowiedziała przez zaciśnięte zęby.
To nie ma co ryzykować. Proszę, oprzyj się na mnie, zawiozę panią do szpitala, może być złamanie.
Jestem Eryk przedstawił się po drodze a pani?
Liliana.
W szpitalu okazało się, iż to tylko skręcenie. Opatrzyli jej nogę i dali zalecenia. Eryk czekał na nią przez cały ten czas i odwiózł do domu.
Może zostawi mi pani numer? jeżeli będzie potrzeba pomocy?
Liliana się zgodziła. Już następnego dnia zadzwonił.
Co pani przynieść? Pewnie boląca noga nie pozwala wychodzić. Może sok, owoce, chleb?
To byłoby miłe odpowiedziała.
Po chwili zadzwonił dzwonek Eryk przyniósł dwa pełne siatki zakupów.
O rany, po co tyle?
Będziemy świętować nasze spotkanie! Pozwoli pani sobie pomóc a może od razu przejdziemy na ty?
Liliana wybuchła śmiechem, choćby nie protestowała. Z Erykiem czuła się swobodnie i dobrze.
To on się napracował nakrył do stołu, podgrzał pierogi, nalał soczku do kieliszków. Wina nie było od razu wyjaśnił, iż nie pije alkoholu. Wieczór upłynął cudownie.
Po czterech miesiącach Eryk i Liliana wzięli ślub. Rok później urodziła im się córeczka Zosia. Gdy ktoś pytał Lilianę, gdzie znalazła takiego męża, śmiała się:
Znalazł mnie na ulicy Nie wierzycie? Spytajcie jego!
Dziękuję za wysłuchanie tej opowieści, życzę szczęścia w życiu i samych dobrych dni.








