Wszystkie chwyty dozwolone Rodzina spotkała się w komplecie – powód jak zwykle był materialny, ale …

twojacena.pl 4 dni temu

Wszelkie chwyty dozwolone

Cała rodzina zebrała się jak na zawołanie. Pretekst, jak zwykle, miał twarz niewinnego, rodzinnego obiadu, choć wszyscy wiedzieli swoje chodziło o kasę. Luba, córka babci Tośki i mama Kaji oraz Artura, przebierała w rękach babcine szmatki, w które ta, po staremu, zawijała oszczędności emerytalne… Babcia Tośka sama już pieniędzmi nie zarządzała: nic nie pamiętała, nikogo nie poznawała, ale Luba z przyzwyczajenia chowała jej emeryturę właśnie w te legendarne szmatki.

No popatrzcie, lamentowała Luba, zwracając się do rodziny, Znów zniknęły. Dziesięć tysięcy złotych, nie mniej! Na pewno się nie pomyliłam! Sama liczyłam! Gdzie te pieniądze się podziewają? Mamo, pamiętasz, ile tam było?

Babcia Tośka obróciła się ale nie w stronę córki, tylko do zdjęcia nieżyjącego już dziadka.

Ach, Piotrek… Ależ cudo… spojrzała na wnuczkę Żanetę. Ty, moja złoto, nie wyjadaj cukierków. One są na gości… A Artur gdzie? W szkole może?

Luba skręciła tysięczniki w rulonik. Matka oczywiście nie pamiętała już ani grosza. Ale Luba była pewna KTOŚ kradnie! Myśl szalona, bo przecież do domu przychodzą tylko swoi, ale jednak ktoś kradnie! I od kogo? Od starej, schorowanej kobiety…

Akurat wszedł Artur, o którym wcześniej wspomniała babcia.

Co wy tu, jak na stypie? rzucił, chowając kluczyki do skody.

Luba, jego matka, rozżaliła się:

Arturku, tragedia! Znowu zniknęły pieniądze… Od kilku miesięcy odkładam babcine świadczenie do tej szafki… Ktoś je wyciąga!

Artur obrzucił rodzinę spojrzeniem tak podejrzliwym, iż pies by się zawstydził. On nikomu nie ufał, choćby sam sobie.

Pieniądze, mówicie? Znikają? Artur zmrużył oczy. A ja wiem, gdzie one się podziewają!

Zniknął w przedpokoju i targa z powrotem pasiastą torbę Kaji. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, rozpiął zamek i wysypał zawartość na stół, nic sobie nie robiąc z protestów matki.

Rozsypały się błyszczyk, klucze, lusterko i pieniądze.

Dużo pieniędzy.

Stosik dobrze znanych i dość zmiętych banknotów. Pięć tysięcy w pięćsetkach.

Popatrzcie! zakrzyknął Artur, biorąc jeden banknot Wchodząc, przewróciłem jej torbę, zebrałem, a tu wypadają… Poważnie znajome pięćsetki!

Ciocia Grażyna, jeszcze przed chwilą pochłaniająca sałatkę, prawie się zadławiła.

Na każdym banknocie widać było cień niebieskiej kreski długopisem.

No, czy pamiętacie, Artur kontynuował, Jak miesiąc temu, podczas liczenia kasy, Janek machnął po nich długopisem? To właśnie one pięćsetki z babcinej emerytury.

Wszystkie oczy skierowały się na Kaję.

Kaja, dotychczas nieruchoma jak Mickiewicz na rynku w Krakowie, aż się wzdrygnęła.

Artur, co ty wyrabiasz?!

Ja? oburzył się detektyw. Nic, torba sama się wysypała, a w środku gotówka! Bardzo znajoma!

Kaja zrozumiała, iż trzeba się bronić teraz albo nigdy.

To nie ja! wybiegła w górę głosem, aż potrąciła stół.

Nawet babcia zwróciła się w stronę zamieszania.

Co tam się dzieje? zapytała babcia Tośka. Gdzie są moje kapcie?

Wzrok wszystkich był niczym radary na Kaję.

Kajuś, córeczko, Luba zerwała się Jak mogłaś? Czemu? Przecież pracujesz, ja ci pomagam… Jak można kraść własnej babci?

Mamusiu, przysięgam! Ja niczego nie zabrałam!

A kto? przedziurawił ją pytaniem Artur. Tylko ty ciągle tu się kręcisz, niby taka troskliwa. Inni nie mają dostępu do schowka. Mama ma, ale mama by nigdy… Zostajesz tylko ty.

Kaja odsunęła się jak zaszczuty królik.

Przysięgam, choćby nie dotknęłam tych pieniędzy!

Patrzyła błagalnie na matkę, licząc na choćby iskrę wiary, ale Luba patrzyła już tylko jak na potwora.

Kłamiesz, wyszeptała Luba. Jak mogłaś…

Kocham babcię! zapłakała Kaja. Przecież przychodziłam, żeby jej pomagać! Naprawdę nie wzięłam tych pieniędzy!

Ale nieprzejednana logika faktów była dla niej bezlitosna. Pieniądze wysypały się z jej torby. Nikt inny tylko ona.

Temat zamknięty, podsumował Artur. Szkoda, Kajuś. Szkoda. Wystarczyło powiedzieć, dalibyśmy ci. Ale kraść od bezbronnej babci… Tego się nikt po tobie nie spodziewał.

Tego wieczoru Kaję po prostu wyproszono, życie wywróciło jej się do góry nogami. Nikt nie chciał jej zrozumieć, nikt wysłuchać. Mama po ochłonięciu prosiła, by być wobec Kaji łagodniejszym, lecz

Lepiej nie wpuszczaj jej, Luba, syczała ciotka Grażyna przez telefon, kiedy Luba chciała wyjaśniać tę aferę. Wyobrażasz sobie, jaki to wstyd? Nasza mama już nic nie pamięta, ale gdyby się dowiedziała, co z Kaji wyrosło

Luba była posłuszna. Rozmowy z córką ograniczyły się do monosylab: zajęta, potem, nie teraz.

Kaja walczyła. Wydzwaniała do rodziny z różnych numerów, ale tylko słyszeli jej głos zaraz się rozłączali. Próbowała wszcząć własne śledztwo, ale fiasko nadeszło szybciej niż jej determinacja nikt nie chciał z nią gadać, a do babci już nie miała wstępu.

Udało się umówić tylko z mamą.

Mamo, błagam Kaja niemalże płakała. Wiem, jak to brzmi, ale przysięgam, to nie ja! Czemu mi nie wierzysz?

Mamie było trudniej niż wszystkim. Matka jednak matka.

Kaja mi samej jest ciężko. Ale pieniądze były u ciebie. Nie wracajmy już do tego. Gdybym to tylko ja widziała, może bym zbagatelizowała, ale rodzina ci tego nie daruje… No i mi ciężko. Babcia tyle dla ciebie zrobiła.

Ale ja nie jestem winna! Może wysypały się wcześniej? Może z innej torby? Może ktoś…

Skończ! ucięła matka. Jesteś moją córką, chcę wierzyć, no ale fakty! Z faktami nie wygrasz okradłaś babcię.

Z tym wyrokiem Luba odeszła, zostawiając Kaję na zimnie.

Nawet nie pozwolili jej pożegnać się z babcią…

Kaja przeczekała aż zniknie zamieszanie, aż wszyscy się rozjadą i przyjechała pod babcine mieszkanie, licząc naiwnie, iż spotka tam mamę. Luba czasem, choć niechętnie, dawała się przekonać do rozmowy. Może dziś się uda?

Zastała tam jednak Artura.

Był wysoki, musiała zadrzeć głowę. Może to choćby lepiej

Artur, poprosiła cicho, Porozmawiajmy chociaż ten ostatni raz.

Kaja, przez cały czas liczysz, iż wybielisz swoje imię? Już po ptokach, pokręcił głową brat. Lepiej się przyznaj, może ci wybaczą.

Ale Kaja nie należała do tych, co się kajają za cudze przewinienia.

Nie. Chcę wiedzieć prawdę. Może się pomyliłeś? Może pieniądze wypadły z innej torby albo z czyjejś kieszeni? Pomyśl

Nagle spojrzenie Artura stało się lodowate.

Pomyliłeś? Naprawdę jesteś taka naiwna? nachylił się Oczywiście, iż wiem, iż nie kradłaś. To ja je ci wrzuciłem do torby.

Zrobiło jej się ciemno przed oczami.

Słucham?.. zdołała wykrztusić.

A tak.

Ale po co?! Kaja nie mogła pojąć. Dlaczego?

Wyeliminowałem konkurencję.

W walce o spadek, siostrzyczko, wszystkie chwyty dozwolone. Babci miał zostać może rok życia, sama widziałaś. Mieszkanie od dawna było przepisane na mamę, żeby nie było cyrków u notariusza. I tu się zaczęło mama, jak wiesz, sentymentalna. Chciała oddać mieszkanie tobie.

Kaja nic nie rozumiała.

Ale dlaczego?

Bo, słodka Kaju, kpił Artur to właśnie ty, codziennie, przyjeżdżałaś do babci. Karmiłaś ją, sprzątałaś, czytałaś jej książki, choć już nie rozumiała słowa. Córka idealna. Mama patrzyła i serce jej miękło. Uważała, iż zasługujesz A ja? Nie mam prawa dziedziczyć? Więc postanowiłem konkurować.

Ale ja nie robiłam tego dla mieszkania! wybuchła Kaja, której właśnie walił się świat. Robiłam to dla babci! Kochałam ją!

Parsknął śmiechem.

Nie opowiadaj, Kaja. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Chciałaś zrobić z siebie męczenniczkę, żeby zgarnąć wszystko. A ja cię przechytrzyłem. Jeden jeden.

Kiedy nie odpowiedziała, sam podsumował.

Teraz jesteś złodziejką. Mama się mnie nie wyrzeknie, bo jestem wspaniałym synem. Ty czarna owca. Mieszkanie moje, a ty nie przekroczysz progu bez awantury.

Co za… Kaja aż nie wytrzymała.

Taka prawda. Trzymaj się, siostrzyczko. Spadek załatwiony.

Otworzył drzwi.

Kaja choćby nie drgnęła. Rzeczywiście, mieszkanie by się przydało. Wynajem drogi, o kupnie nie ma co marzyć Ale naprawdę kochała babcię. Pamiętała, jak babcia Tośka kiedyś, w zamroczeniu, pogłaskała ją po policzku i powiedziała: Dobrze, iż przyszłaś, moja ukochana. Przypominasz mi mojego Piotrka.

A teraz, by odzyskać honor, musiałaby udowodnić, iż to Artur kłamie. Jak?

Ano nijak.

Wychodząc, zatrzasnęła za sobą drzwi. Wiedziała, iż za rok nikt nie będzie już pamiętał, iż była dobrą osobą. Zapamiętają tylko jedno: Kaja okradła umierającą babcię.

Artur już świętował zwycięstwo.

Idź do oryginalnego materiału