Wszyscy oszukiwali brata, a oszukana czuła się właśnie Wiera…

newsempire24.com 1 tydzień temu

Wszyscy oszukiwali brata, a oszukaną czuła się tylko Wiesława…

Telefon zadzwonił późną nocą.
Córciu, mamy pożar, wszystko płonie przez łzy matki słychać było trzask ognia, hałas i krzyki.
Sen odszedł natychmiast.

Dom matki stał piętnaście kilometrów od Krakowa, duży, już od lat nie taki nowy. Miasto się rozrastało, wieś do niego dochodziła. Wiesława w myślach liczyła, ile ten dom miał lat miał.

Budował go jeszcze pradziadek ojca, potem dziadek dołożył letni, drugi poziom, a potem go przerobiono, żeby był ciepły. Z czasem dom wydłużył się, a z boku dobudowano werandę. Dom robił wrażenie solidnego, ale tylko na pierwszy rzut oka. Zimą było zimno, latem wilgotno.

Dom cicho, ale nieubłaganie niszczał. Wszyscy to wiedzieli. Należało go już dawno rozebrać, ale matka uparła się remont. Ona tu rządziła, była wdową, decyzja należała do niej.

Pieniędzy mam tylko na remont, nie na nową budowę.

Mamo, po co ci taki duży dom? Za mniejsze pieniądze postawisz coś nowoczesnego, można dwupiętrowe domy wybudować w rozsądnej cenie. Zostanie więcej miejsca na twoje ukochane kwiaty przekonywała Wiesława.

Wiesiu, nie rozumiesz od razu odzywał się brat, Fryderyk to dom przodków, nasza siedziba rodowa, majątek. Tego nie można po prostu tak zostawić. Porządny remont i będzie jak nowy.

Fryderyk zawsze był po stronie matki, a matka po jego. Rady Wiesławy zawsze trafiały na mur. Chociaż często to jej pomysły były najlepsze dla wszystkich.

Wiesława już się z tym pogodziła. Kiedy kolejny bratowy projekt wspierany przez matkę kończył się katastrofą, tylko wzruszała ramionami sami tego chcieli.

Remont? No to róbcie remont.

Córciu, ale i od ciebie będzie trochę potrzebne. Gdyby nam zabrakło. Mam trochę oszczędności, sprzedałam mieszkanie po siostrze spadek. Po co nam gdzieś daleko, pod Poznaniem?

Sprzedałaś mieszkanie w Warszawie? Wszystko na ten remont? Za to mogłabyś dom postawić nowy!

Miałam tylko połowę mieszkania, druga przypadła synowi siostry.

I zmusiłaś go do sprzedaży, wyrzuciłaś bratanka.

Nie wyrzuciłam, wykupił moją część. Straciłam na cenie, ale nie miałam wyjścia.

Mamo! Ani ty, ani my nie potrzebujemy tych pieniędzy można było…

Oddać? Mam swoją rodzinę.

Może masz rację. Róbcie remont. jeżeli ode mnie nic nie chcecie, jadę.

Minął miesiąc. Znów nocny telefon. Dom płonął. Wiesława z mężem Mikołajem przyjechali na pogorzelisko. Nic nie dało się już uratować.

Wiesiu, możemy twoją mamę ulokować w jednym z naszych mieszkań. Kawalerka na ul. Słowackiego właśnie się zwolniła.

Myślałam o tym, ale mieszkanie należy do ciebie.

Wiesiu, wszystko jest nasze wspólne. Matka potrzebuje pomocy. Stracimy trochę z wynajmu jednego mieszkania, ale mamy jeszcze dwa, w trzecim mieszkamy.

Ale to akurat twoje.

Nie rób z tego problemu. Mieszka tam matka, są meble, podstawowe rzeczy. Resztę sami jej dokupimy.

Matkę przeprowadzili, urządzili, jak trzeba. Pewnego dnia Wiesława zajrzała bez zapowiedzi, z zakupami i żeby zwyczajnie odwiedzić matkę. W pokoju grał telewizor, którego tu przecież nie było. Pachniało kawą.

Mamo, przecież mówiłaś, iż wszystko spłonęło. To ten telewizor z twoich imienin. I kawa? Kawiarka ocalała?

A myślisz, iż ukradłam? Wszystko wyniosłyśmy przed remontem. Ściany były gołe. Ubezpieczenie było, to i tak powiedziałam. Meble są u Fryderyka.

Przecież u niego nowe mieszkanie, ich jeszcze nie stać na własne meble. A twoje już tam?

Fryderyk kupił mieszkanie? Skąd…

Skąd mam wiedzieć! Kupił i koniec.

Wiesława zrozumiała, iż matka coś przed nią ukrywa. Nie powiedziała jej ani trochę. Czas pokazałby prawdę. Wiesława zawsze wiedziała, iż matka próbowała o wszystko zadbać dla Fryderyka.

Syn był nieudacznikiem, wszystko mu się waliło, twierdził, iż wszyscy go wykorzystują. A tylko ona Wiesława czuła się zdradzona. I tu coś było nie tak.

Co zrobisz z ruinami? Działka dobra, pieniędzmi dysponujesz, ubezpieczenie jest.

Co tu robić, wszystko poszło z dymem, sprzedam ziemię, dach nad głową mam. Dobrze, iż córka zamożna. Za to synkowi nie poszło, ciągle jakieś długi

Nie chcesz za to kupić sobie mieszkania?

A to co? Chcesz wygonić rodzoną matkę?

To mieszkanie jest Mikołaja.

Nie zbiedniejecie!

Może warto odbudować dom? Nowy, komfortowy. Wszyscy sąsiedzi budują domy jak z bajki.

To już postanowione, sprzedam działkę. Taki los. Dom u nas zawsze był przekazywany z ojca na syna, a Fryderyk nie chce gospodarstwa. Ciągnie go do miasta.

Nie będę namawiać.

Mikołaju, mama chce sprzedać działkę.

Jej sprawa. Ja bym wybudował tam dom. To piękna okolica. Twój ojciec uwielbiał tam wypoczywać, pod starą lipą.

Żal mi było, gdy lipa uschła. To był chyba znak. A może sami zabierzmy się za budowę?

Z przyjemnością bym tam mieszkał. Przecież oboje marzyliśmy o własnym domu. Dzieci by były zadowolone. Wnuków można by tam przywozić.

Ale rozmarzyłeś się.

Co z tego? Może twoja mama kiedyś zechce mieszkać z nami.

Zbudujemy, działka będzie jej. Żeby potem nie żałować, trzeba wszystko załatwić legalnie. Powinniśmy ją odkupić.

To twoja matka!

Właśnie dlatego. Nie będzie potem odwoływała. Masz amnezję, ile razy nasz niezdarny brat coś popsuł?

Zajmę się tym. Pewnie niedługo wystawi na sprzedaż. Albo zapytać prosto z mostu, może nam sprzeda.

Nie sprzeda, będzie kluczyć.

To po prostu kupimy…

Czemu nie zgłosiliście się do mnie prosto?

Mamo, przecież potrzebujesz pieniędzy. Będziesz mogła kupić sobie nowe, wygodne mieszkanie.

Matka milczała, ale nowego mieszkania jak nie kupiła, tak nie kupiła.

Wiesława i Mikołaj wybudowali dom, poświęcili na to wszystkie oszczędności, a choćby wzięli kredyt. Spłacali go spokojnie z pensji i wynajmu mieszkań.

Po przeprowadzce było jeszcze łatwiej wynajęli trzeci lokal, ten, w którym dotąd mieszkali. Matka własnego kupna mieszkania wciąż odwlekała, przekazała pieniądze Fryderykowi nie poradził sobie z kredytem hipotecznym.

Ubezpieczenia matka jednak nie dostała, pożar nie był przypadkowy, rzeczy zostały wywiezione przed wybuchem ognia, dom podpalony. W efekcie kilka zyskali.

Matka czasem przyjeżdżała w odwiedziny.

Macie tu dobrze, przestronnie. A u Fryderyka ciasno, dzieci dorosły, każdemu by się zdał własny pokój, a mają tylko dwa.

Przecież mówiłam im, iż trzeba większe mieszkanie brać. Dom był dobry, szkoda, iż nie zgodziłaś się na budowę.

Proponowałaś. A ja teraz wam proponuję wrócić do miasta. Odbieram od was mieszkanie i sama się tu przeprowadzam. Może i Fryderyk się skusi. Dom przejdzie na syna, czyli do Fryderyka.

Mówisz poważnie? My wybudowaliśmy, a dom ma być dla Fryderyka? Gdyby dom nie spłonął, on już dawno by go sprzedał.

To jego prawo. Od dawien dawna tak było…

Dawno? Dom miał osiemdziesiąt lat. Jakie dawne czasy?

Nie będę się kłócić. Kiedy zamieniamy?

Zamiana naszego domu na mieszkanie? O czym ty mówisz, mamo? Przecież tylko cię tam zameldowaliśmy.

I dobrze wiecie, iż już nic nie kupię, wszystko poszło na Fryderyka. Teraz spadkobiercami po tym domu będą inni, nie on.

Macie wszystko, a on taki pechowiec!

Jaki pech? Wszystkie pieniądze po mieszkaniu w Warszawie dla niego, gdyby było ubezpieczenie znów dla niego. Co ojciec zostawił jemu, oszczędności, samochód. On nieszczęśliwy, a ja bogata? Nasz dom budowaliśmy sami z Mikołajem!

On biedny, bo mu nie idzie, wszyscy go oszukują!

To ja zawsze byłam oszukiwana. Dom jest nasz, ziemia nasza, wszystko kupione, wszystko legalne. Fryderyk tu nie będzie mieszkał, możesz przyjeżdżać w odwiedziny.

Pewnego razu odwiedził ich kuzyn Wiesławy z Warszawy, Jakub.

Przyjechałem zobaczyć, jak to u tych biednych krewnych, których, jak mówi ciotka, ledwo na chleb stać. A tu taki dworek!

Mama tak powiedziała? Oczywiście

Sam musiałem kredyt brać, dopiero co spłaciłem. Wiesiu, mam dla ciebie kolczyki od mamy. Kazała ci oddać osobiście.

Jeszcze Ciotka od razu na pogrzebie domagała się całego złota, iż niby jej siostra obiecała. Schowałem szkatułkę, szukała jej. Nie uwierzyłem, ale teraz przywiozłem. Ta para kolczyków od mamy, musiałem ci dać do rąk własnych.

Dobrze, iż ukryłeś. Wszystko by wpadło w ręce Fryderyka. Jemu zawsze potrzeba. Myśmy się napracowali, a jemu mama wszystko usługuje!

Nie oddawaj jej, zostaw sobie, możesz sprzedać, na pewno ci się przyda. Ona wtedy kłamała na dwieście procent.

Mówisz poważnie? Opowiesz?

Opowiem…

Matka teraz rzadziej przyjeżdża bolą ją nogi. Fryderyk nie ma czasu znów oszukali go. Wiesława i Mikołaj żyli spokojnie, szczęśliwie dzieci były zadowolone. Jakub bywał częstym gościem. Życie toczyło się dalej, każdy kuł swoje szczęście, jak potrafił…

Idź do oryginalnego materiału