Wstyd, wszyscy już mają uporządkowane ogródki, a u nas wciąż jak wyrzut sumienia – sami byśmy to zrobili, ale mnie dopadł artretyzm, a mamę złapały plecy

newskey24.com 1 godzina temu

Wstyd mnie ogarnia u wszystkich sąsiadów już dawno wszystko na działce uporządkowane, a u nas jakby raziło w oczy. Sami byśmy to zrobili, ale mnie reumatyzm łapie, a mamę plecy bolą, iż ledwie chodzi.

Przyszedł dzisiaj tata, Wojciech trzymał mocno czapkę w rękach i mówi:
Tomek, moglibyście z mamą pomóc nam wykopać ziemniaki? Wstyd trochę, u wszystkich już dawno wykopane, a u nas pole niczym wystawa wszyscy patrzą. Sami byśmy zrobili, tylko zdrowie już nie takie.

Gdy zakładałem kalosze, mruknąłem pod nosem:
A po co wam tyle tej kartofli? Przecież nie głodujecie. Dzisiaj nie mogę, tato, bo jadę do powiatu.

Tata chciał już coś ostrego powiedzieć, ale tylko machnął ręką i odszedł.
Na podwórku chwycił widły i kulejąc ruszył w stronę działki.

Mama, Danuta, opatulona chustą na obolałe plecy, pośpieszyła za nim.
I co, Wojtku, przyjadą dzieci?
On tylko odburknął:
Taak, poczekaj sobie. Bierz wiadro i zbieraj. Pięcioro ich wychowaliśmy, a pomóc rodzicom nie ma komu. Rusz się, babko, choć do wieczora kawałek zrobimy.

W tym czasie Kinga, żona Tomka, żaliła mu się w kuchni:
Co z was za ludzie? Wszystko dla siebie, sami sobie. Rodzicom by nikt nie pomógł, wstyd. Gdyby moi żyli, to bym na skrzydłach poleciała westchnęła ciężko.

Tomek objął ją mocno:
Masz rację, źle wyszło. Niby mieszkamy niedaleko, a rzadko się widujemy. Zrobię tak, jak mówisz wezmę w pracy wolne, a ty zadzwoń do reszty.

Kinga siadła ze starym notesem przy telefonie.
Nie możecie? Praca? Wszyscy mają pracę! Weźcie urlopy. Nie wstyd wam? Rodzice od świtu się szarpią, a wam żal ruszyć cztery litery. Dzieci nie macie z kim zostawić? Bierzcie ze sobą. Na powietrzu lepiej niż przed tabletem. Czekamy!

Trochę groźbą, trochę prośbą, Kinga wyprosiła u wszystkich obecność.

W tym czasie dziadek Wojciech przysiadł na chwilę.
Danusiu, chyba do pierwszego śniegu nie skończymy tych kartofli. Po co tyle sadziłaś? A ty zawsze: Co będzie, jak dzieciom zabraknie?. Gdzie twoje dzieci? Palcem nie chcą kiwnąć. Kiedyś to było inaczej wszyscy razem, do obiadu już ziemniaki były wykopane. Ach, to były czasy

Danuta nasłuchuje:
Słuchaj, dziadku, chyba ktoś przyjechał. Idź zobacz.

Wojciech powlókł się do bramy. Nagle rozległ się śmiech, gwar. Danuta podpierając się ręką na plecach wyszła na podwórze.

Matko Boska! Ile ludzi! I dzieci przyjechały, i wnuki. Co za radość.

No, tato, pokaż, gdzie tu masz łopaty, widły, wiadra? dowodził Tomek.
Tata, ledwie powstrzymując łzy, burknął żartobliwie:
Wszystko na miejscu, co już zapomniałeś?

I ruszyło! Jedni kopią, inni zbierają ziemniaki, dzieci noszą pod dach, żeby suszyć. Danutę wysłali do domu, żeby odpoczęła.

Synowe podwinęły rękawy, żeby potem wszystkich nakarmić. Ale Danucie nie daje spokoju tu pokaże, tam doradzi, gospodyni z serca nie wyrzucisz.

Na działce gwarno, wesoło.
Pamiętasz Tomek, jak rzuciłeś mi kiedyś ziemniakiem w czoło? Teraz się odwdzięczę! śmieje się Maciej.
Dziadek żartuje:
Grać się wam zachciało, na oko dorosłe chłopy, a dalej jak dzieciaki.

Hurra! Ziemniaki wykopane, nać ułożona w stosy, wszystko pod daszkiem. Czas na przekąskę.

Rozstawili wielki stół na podwórzu. Wesoło, wspomnienia z dzieciństwa wracają.
Danuta co i rusz ociera łzę. Dobre dzieci nam się trafiły. Sąsiedzi przechodzą, pozdrawiają życzliwie, chwalą. Niektórzy z nostalgią wspominają swoje dzieci, iż dawno nie byli.

Kinga po cichu spytała Tomka:
A co w pracy powiedziałeś?
Tomek, obejmując ją za ramiona:
Powiedziałem otwarcie, iż rodzicom trzeba pomóc. Od razu dostałem wolne przecież pomaganie rodzicom to w Polsce rzecz święta.

W codziennym zabieganiu nie zapominajcie o rodzicach często sami nie chcą prosić o pomoc, ale zawsze są szczęśliwi, gdy mogą być wśród swoich dzieci.

Idź do oryginalnego materiału