— Wracaj do domu! Tam sobie porozmawiamy! — rzucił ze złością Maksym. — Nie będę przecież robił awan…

polregion.pl 2 godzin temu

Wracaj do domu! Tam sobie porozmawiamy! Maksymilian rzucił ze zniecierpliwieniem, a jego głos odbił się echem od kocich łap na bruku Warszawy.

Proszę bardzo! prychnęła Waleria, odrzucając warkocz za plecy, jakby chciała nim przeciąć powietrze. Też mi coś!

Walerio, nie prowokuj mnie do grzechu! odparł groźnie Maksymilian, marszcząc brwi. Porozmawiamy w domu!

Ojej, ale jesteś groźny! zaśmiała się ironicznie i ruszyła ku familokowi, który wyglądał, jakby skrzywił się w śnie.

Maksymilian poczekał, aż Waleria znacznie się oddali, wyjął komórkę i szepnął do mikrofonu:

Tak, idzie do domu. Przygotujcie się. Zróbcie, jak ustaliliśmy trochę ją przystopujcie, do piwnicy, niech ochłonie. Zaraz będę!

Schował telefon do kieszeni i już chciał wejść do sklepu po piwo, by uczcić swoje zwycięstwo wychowawcze, kiedy poczuł na ręce czyjś ścisk.

Przepraszam, iż tak bezpośrednio powiedział nieznajomy mężczyzna i uśmiechnął się nerwowo. Z pana była tutaj jakaś dziewczyna…

Moja żona, a co? Maksymilian patrzył podejrzliwie.

Nic, nic… uśmiech zgęstniał w słodyczy przeprosin. Przepraszam, czy pańska żona to przypadkiem nie Waleria Górska?

No, Waleria, do ślubu była Górska. O co chodzi?

A z ojca jest Stanisławówna?

Tak! Skąd pan zna moją żonę? zirytował się Maksymilian.

Nie chciałem być natrętny… Ja… jestem jej fanem, można powiedzieć…

Słuchaj, fanie, zaraz ci wyliczę żebra syknął Maksymilian. Co to za teksty o byciu fanem, chcesz mi żonę odbić?

Nie! Ja tylko jej talent doceniam!

Waleria przecież nie ma żadnych specjalnych talentów stropił się Maksymilian.

Och, dostać dożywotni zakaz startu w Muay-Thai za okrucieństwo w ringu w wieku osiemnastu lat to jest wyczyn!

Szkoda, iż po paru zwycięskich turniejach zrezygnowała z walk. Z przyjemnością się na to patrzyło… westchnął nieznajomy.

Dłoń Maksymiliana zadrżała, telefon wypadł i z hukiem rozleciał się na części na chodniku. Zebrał je gorączkowo, ale sprzęt oparł się włączeniu.

Biegł więc do domu, mamrocząc:

Boże, żebym tylko zdążył!

Kiedy nowa mieszkanka pojawiła się w warszawskim blokowisku, Maksymilian od razu zwrócił na nią uwagę. Kto by nie zauważył? Młoda, wysportowana, z połyskiem w oku. Do tego zatrudniła się w szkole podstawowej jako nauczycielka wychowania fizycznego.

Początkowo wszyscy sądzili, iż to tymczasowa delegacja i gwałtownie wróci do miasta. ale okazało się, iż Waleria ma już dwadzieścia pięć lat i zamierza zostać na stałe.

Potem ludzie we wsi czekali, czy sprowadzi rodzinę, ale zjawiła się sama.

Coś tu nie gra! plotkowały sąsiadki. Młoda, ładna, a przyjechała tu do nas! Pewnie w skrytości duszy kryje jakąś straszną tajemnicę!

Jakie tajemnice w naszych czasach? odparowała inna. Prędzej po nieudanym związku przyjechała się leczyć.

Albo się z rodzicami pokłóciła i uciekła! twierdziła jeszcze inna W telewizji to ja widziałam.

Maksymilian powoli się oswajał z Waleria, ale nie śpieszył z podejściem.

Kto ją tam wie, co jej w duszy gra, zobaczymy…

Praca w szkole to wysiłek, ale i odpoczynek w pokoju nauczycielskim przy gorącym kompotku i plotkach. W tym surrealistycznym śnie nauczycielki wyciągnęły od Walerii jej opowieść o przeszłości.

Moi rodzice to przedsiębiorcy. Dobrzy, normalni ludzie, ale mieli kryzys przez jakiegoś nieuczciwego kontrahenta i firma leciała na łeb, na szyję. Tata postanowił mnie wydać za mąż za „odpowiedniego” człowieka, żeby ratować interesy.

Ale ten książę… wolałam uciec niż być sprzedanym towarem!

I ty całkiem sama? pytała doświadczona koleżanka.

Wszędzie ludzie wzruszyła ramionami Waleria ale wolę walczyć o siebie niż być czyjąś własnością.

Spokojnie, i tu znajdziesz miłość! pocieszały ją koleżanki.

Wieść o Walerii rozeszła się lotem błyskawicy. Maksymilian nie wahał się już dłużej.

Biorę ją na żonę! Nasze dziewczyny tylko chcą, obcej i krewnych nie zobaczymy!

Tłumaczył mamie, ojcu i starszemu bratu:

Młoda, silna, sportowa. Dzieci będą zdrowe, w domu pomoże, a lekcji w szkole niewiele!

Dobra partia! przyznała rodzina. A jak będzie grymasić, nauczymy ją naszego, polskiego porządku!

A pewność mieli, bo Maksymilian był przystojny i miał posadę zastępcy kierownika na bazie warzywnej, gdzie przy inspekcjach grał rolę próbując naprawić świat.

Skoro wiesz jak zrobić, rób! kpili a jak coś nie wyjdzie, odpowiesz!

Zbudował jednak bazę od nowa, żaden złodziej nie śmiał się ruszyć zepsutą marchwią. Brat starszy, Nikodem, został szefem ochrony był postrachem.

Waleria w końcu zgodziła się i zamieszkała z rodziną Maksymiliana.

Pamiętaj, tu mieszkamy wszyscy razem paplała teściowa, pani Krystyna. Wspólnota, pomagamy sobie! Nie wiem, jak było u ciebie, ale u nas są zasady!

W moim domu porządku nie było, od porządku właśnie uciekłam. Ale skoro już jestem żoną, będę się uczyć waszych zasad.

Przyjęto ją z entuzjazmem.

Zresztą, u mnie nic nie umiem, u rodziców wszystko robił personel…

To się nauczysz! pokrzepiał teść.

W sumie umiem się uczyć wzruszyła ramionami. Ale niesprawiedliwości nie zniosę!

Moja droga włączyła się znów teściowa sprawiedliwość to rzecz względna! Są reguły, które realizowane są od wieków! Mąż i jego rodzina, to szanuj! Posłuszeństwo, łagodność to ozdoby kobiety!

jeżeli tak trzeba… Ale nie ma u was kar rodem z domostwa? dopytała Waleria.

Batów nie używamy! zaśmiał się teść.

Jednak bardzo gwałtownie Waleria poczuła, jak jej wolność znika w rozmazanej do absurdalności rzeczywistości. Jedynie praca i sklep reszta to obowiązki:

Gdzie lecisz? Robota czeka! Ogródek, kury, kaczki! krzyczała Krystyna.

A prawdą było, iż tylko z teściową brała wszystko na siebie. Bracia znikali w pracy na bazie. Teść dawał rady, a cała reszta leżała na kobietach.

A co z prywatnym życiem? pytała Waleria choćby nie z mężem, ale jakikolwiek czas dla siebie? Kino, spacer? Koleżanek choćby nie mam!

Po ślubie przyjaciółki niepotrzebne! Szkoda cię, ale w kinie żony same nie bywają!

Warszawa śniła jej się jak ocean kawiarnianych stolików, a tu, na prowincji krok w bok i już plotki cię pogrążą.

Waleria nie zamierzała się poddać. Pracowała uczciwie, ale wymagała szacunku. Potrafiła się postawić czy powiedzieć wprost:

Jak razem, to razem. A jak ktoś leży, nie zamierzam sama harować!

Dwa i pół roku po ślubie było tak samo. Waleria domagała się uczciwego podziału obowiązków. Gdy nie było zgody, po prostu stawała okoniem.

Co za charakter tej dziewczyny! narzekała Krystyna, wysyłając ją do sklepu. Słowa nie powiesz, a ona pięć wróci!

choćby mnie nie szanuje wzdychał teść. Poproszę o poduszkę, a ona zajęta!

Maks, tak nie może być rzucał Nikodem. Rodziców obraża! Gdzie to widziane!

Wiem, trzeba ją utemperować! Zwłaszcza iż dzieci brak! A później to ona się rozsiądzie na tronie matki!

Trzeba się przygotować planował Nikodem. Wyciągnij ją na miasto i wróci sama my tu czekamy! Zrozumie z rozmowy, dobrze. Nie przymus! W piwnicy posiedzi, w szkole powiemy, iż na urlopie. Miesiąc, to ochłonie.

Wykonali plan. Gdy Waleria wracała, rodzina czekała, rozgrzana gniewem, czekając na sygnał od Maksymiliana.

Ale nie zdążył.

Furtka była, ale drzwi do domu zniknęły, jakby nigdy ich nie było. W sieni Nikodem zawodził z bólu, trzymając złamaną rękę. Maksymilian wyrwał mu telefon z kieszeni, wybrał pogotowie i podał bratu do ucha:

Podaj adres! wrzeszczał, przedzierając się przez mgłę szoku. I niech przyślą parę karetek!

Nikodem kiwał głową, wykrzywiony bólem.

W przedpokoju, pośród zwichrowanych mebli, leżał ojciec nieprzytomny, ale żywy.

W kuchni, u drzwi, siedziała Krystyna z pięknym, tęczowym siniakiem na twarzy. W rękach trzymała złamaną ogromną wałkownicę, taką, jaką rozwałkowuje się ciasto na makowiec.

Przy stole, we śnie jak z absurdu, Waleria spokojnie piła herbatę.

Kochany? uniosła wzrok na Maksymiliana. Przyszedłeś po swoją porcję?

N-nie wyjąkał Maksymilian.

To choćby nie wiem, co ci zaproponować zamyśliła się Waleria. Może trochę sprawiedliwości w rodzinnych relacjach?

O takich numerach wcześniej trzeba było mówić! wykrzyczał. Przecież mało ludzi nie…

Wiem, gdzie granica! Każdy dostał tak, jak przyszedł! A wałek złamałam o kolano. Teściowa sama się przewróciła!

I co teraz będzie? zapytał.

Myślę, iż teraz wszyscy się dogadamy! uśmiechnęła się Waleria. I będzie sprawiedliwie. O rozwodzie nie myśl jestem w ciąży! Moje dziecko będzie mieć ojca!

Maksymilian przełknął ślinę:

Dobrze, kochana…

Gdy opuchlizny zeszły, a szum ustał, domowe zasady zostały przepisane na nowo.

I w końcu zapanował pokój, taki sen iż już nikt nikogo nie skrzywdził, a herbatę piło się w spokoju przy kuchennym stole.

Idź do oryginalnego materiału