PATRZĄC W PRÓŻNIĘ
Miałem wtedy zaledwie dziewiętnaście lat, kiedy razem z Agnieszką przysięgliśmy sobie miłość aż po grób. Nie wyobrażaliśmy sobie życia osobno, a nasze uczucie ogarniało nas tak mocno, iż rodzice niezwłocznie postanowili pobłogosławić ten związek, żeby broń Boże nic złego nie wyszło.
Wesele było huczne i na długo zapadło w pamięć. Były wszystkie obowiązkowe tradycje: lalki na masce samochodu, morze kwiatów, sztuczne ognie, sala weselna pełna śmiechu i tętent głosów wołających: Gorzko!
Rodzice Agnieszki nie mogli dołożyć się do wydatków, bo ledwo starczało im na skromny chleb i niestety na kieliszek. Wszystko na siebie wzięła moja mama, Elżbieta Tomczak. Prosiła, żeby mówić do niej Ela, wiedząc, iż jej pełne imię i nazwisko brzmi zbyt patetycznie.
Pamiętam, jak Ela Tomczak odradzała mi związek z dziewczyną z domu, w którym alkohol lał się strumieniami. Ale wtedy myślałem, iż miłość przezwycięży wszystko, i zapewniałem mamę, iż Agnieszka jest inna.
Uważaj, synu, bo z osiki nie będzie pomarańczy, a twoja miłość może być krótsza niż nos wróbla powtarzała, próbując mnie ostrzec.
Wtedy wydawało się nam, iż świat stoi przed nami otworem tylko radość, szczęście i miłość, bez żadnych trosk.
Ela Tomczak z mężem sprezentowali nam na ślub mieszkanie. Żyjcie szczęśliwie, dzieciaki! mówili.
Początki były spokojne i normalne. Los jakby nam sprzyjał. Agnieszka urodziła dwie córki Teresę i Jolę. Uwielbiałem je i czułem się głową rodziny, z czego byłem naprawdę dumny.
Ale po kilku latach Agnieszka zaczęła znikać z domu. Kiedy wracała, czułem wyraźnie od niej alkohol. Prosiłem o wyjaśnienia, ale zbywała mnie milczeniem, a w końcu stwierdziła, iż nigdy mnie nie kochała i iż teraz odchodzi do mężczyzny swoich marzeń. Nie przeszkadzało jej nawet, iż ten facet miał już żonę i trójkę dzieci.
Byłem w szoku. Ogarnął mnie przygniatający smutek i nie chciało mi się żyć. Miałem żal do Agnieszki, iż tak mnie porzuciła.
Agnieszka uciekła z kochankiem do jakiejś zapomnianej wsi. Wciąż powtarzała przekonaniem, iż z tym, kogo się kocha, choćby w baraku raj, a z niekochanym duszno choćby w pałacu.
Dzieci zostały same. Ela Tomczak, energiczna i nieokiełznana, przygarnęła wnuczki. Ona i mój ojciec rozpieszczali dziewczynki jak tylko mogli.
Miotałem się między rozpaczą a bezsilnością, aż w końcu, z braku innego pomysłu na życie, trafiłem do zamkniętej wspólnoty religijnej polecił mi to znajomy. niedługo zostałem ożeniony z wdową, Lucyną, która miała dwóch synów. Później wzięliśmy ślub kościelny, zgodnie z obyczajem tej grupy.
Na swoje córki praktycznie nie miałem czasu. Lucyna za każdym razem, gdy cokolwiek wspominałem o Teresie i Joli, zbywała mnie: Darek, przecież one mają matkę! Ty zajmij się Olkiem, zaprowadź go do szkoły, a Wiktora nakarm
Spełniałem wszystkie polecenia, ale czułem się coraz bardziej zagubiony.
Agnieszkę wciąż nosiłem w sercu, choć rozumiałem, iż między nami nie ma już powrotu.
Minęło siedem lat i niespodziewanie Agnieszka stanęła w drzwiach mieszkania Eli Tomczak. Trzymała za rękę czteroletnią dziewczynkę.
Ela Tomczak spojrzała na byłą synową podejrzliwie:
No, Agnieszka, życie cię przeczołgało. To twoja córka?
Tak, to Marysia. Czy mogłybyśmy tu trochę pomieszkać? zapytała nieśmiało Agnieszka.
Nie spodziewałam się takich gości. Wywalili cię? nie ustępowała Ela Tomczak.
Nie, sama odeszłam. Mam już dość. Mąż bije i pije bez umiaru żaliła się Agnieszka.
Sama sobie wybrałaś, nikt cię nie zmuszał. Czemu nie pojechałaś do własnych rodziców? dopytywała Ela Tomczak ze złośliwością.
Zatęskniłam za córkami, chciałam je zobaczyć odpowiedziała w końcu Agnieszka, licząc na miękkie serce byłej teściowej.
Popatrz, przypomniałaś sobie o dzieciach! Kukułka z ciebie, Agnieszka mruknęła Ela Tomczak.
W tym momencie ktoś zapukał do drzwi. To były Teresa i Jola wyrosły już na nastolatki. Popatrzyły nieufnie na matkę. Wiedziały, kim jest ta kobieta, ale czuły tylko żal i rozgoryczenie.
Ela Tomczak oczywiście wpuściła Agnieszkę i Marysię pod swój dach nie wyrzuciłaby nikogo na ulicę.
Ale miesiąc później Agnieszka zniknęła. Jak wyszło na jaw, wróciła do swojego ukochanego kata na wsi. Marysię zostawiła byłej teściowej.
Ela Tomczak i jej mąż zajęli się trzema wnuczkami. Dziewczynki bardzo ich kochały i szanowały. W domu panowała serdeczna atmosfera, szacunek i dobro.
Czas płynął nieubłaganie
Ela Tomczak, a niedługo potem jej mąż, odeszli z tego świata. Teresa wyszła za mąż, ale dzieci nie miała. Jola została sama, ceniąc swoją niezależność. Marysia w wieku siedemnastu lat została matką nieślubnego dziecka i wyjechała do matki na wieś.
Młodość przeminęła niepostrzeżenie, a starość przyszła niespodziewanie.
Agnieszka od dawna żyła samotnie. Jej konkubenta zabrały do miasta jego córki był bardzo chory i w końcu został inwalidą. Córki oskarżały Agnieszkę, twierdząc, iż to przez jej zaniedbanie ich ojciec zachorował. Na odchodne radziły jej: Nie wsadzaj nosa w nie swoje sprawy!
Wszyscy w wiosce wiedzieli o Agnieszce plotki rozchodziły się błyskawicznie, a jej pijacka sława skutecznie zamykała przed nią drzwi. Tak już jest na polskiej wsi trudno ukryć swoje grzechy.
A ja? W końcu uciekłem od Lucyny i cudem wyrwałem się z sekty. Zostałem sam, jak palec. Mieszkałem w mieszkaniu matki, ledwie wiążąc koniec z końcem. Noce spędzałem na zimnym łóżku i jedyne, co trzymało mnie przy zmysłach, to obecność trzech kotów, które przygarnąłem. I tyle zostało po całej tej miłości
A przecież szczęście kiedyś pukało do naszych drzwi
Dziś wiem, iż szczęście jest kruche i łatwo je zaprzepaścić przez głupie wybory, upór i własną ślepotę. Patrząc w pustkę, pozostaje mi nadzieja, iż może kiedyś zrozumiemy, jak ważna jest rodzina, zanim będzie za późno.






