Wolność w szczęściu – polska droga do spełnienia

twojacena.pl 23 godzin temu

Dziennik Ewy: Wolność szczęścia

Michał, zaczekaj! No, przestań

Michał zwolnił, odwrócił się.

Za nim, ścieżką prowadzącą do dwupiętrowego domu z czerwonej cegły, gwałtownie szła Ewka, szesnastoletnia dziewczyna w wysokich kozakach, spódniczce, białym krótkim futerku i chustce na głowie. Spod szorstkiej, wełnianej chustki wymykały się ciemnokasztanowe loczki. Idealnie pasowały do jej oczu, oliwkowo-piwne, błyszczące jakby zaraz miała się rozpłakać. Sprawiało to wrażenie, iż Ewka jest bezbronna, drżąca, miało się ochotę ją chronić.

Co chwilę się poślizgiwała, wzdrygała, ale nie wyhamowywała.

Ewka! Nie pędź! Ślisko! zawołał surowo Michał. Po co się spieszysz. W sumie Wtedy jesteś cała rozpromieniona. Policzki ci płoną! Pięknie wyglądasz! Dawno już taka nie byłaś. Zdrowiejesz!

Ewa uśmiechnęła się, podeszła blisko, Michał podał jej rękę, chwyciła ją i wymrugała do chłopaka.

O co ci chodziło? spytał Michał, zarzuciwszy spojrzeniem wokół, pochylił się, gwałtownie cmoknął ją w policzek. Przecież twoja mama zakazała nam przyjaźni, groziła mi lanie westchnął z udawaną skruchą.

Ewa spoważniała, opuściła wzrok, zaczęła miętosić rączkę tornistra. Ale zaraz znów się uśmiechnęła.

Michał, oni z tatą tylko gadają. Nic ci nie zrobią! Chodź dziś ze mną do kina, dobra? szepnęła błagalnie. Kupiłam już bilety. Proszę!

Dziewczyna zdjęła rękawiczkę, otworzyła dłoń. Trzymała tam dwa papierki.

Michał objął jej dłoń swoimi spracowanymi rękami, poczuł, iż jest zupełnie gorąca, pogładził jej długie, smukłe paluszki.

Do kina? Wiesz, nie wiem Mam sporo rzeczy na głowie jakby się opamiętał, zmarszczył brwi. Ewa wyrwała rękę, schowała pod rękawiczkę. Ale jeżeli ty zapraszasz, to jasne, pójdziemy mruknął i z pozornym marudzeniem dopytał:

Co za film? Znowu jakiś romans?

Nie, wojenny. Bartek był, mówił, iż niesamowity! potrząsnęła głową Ewa. Ale boję się sama i koleżanki nie chcą iść.

Bartek? On to nagada! Idź z nim, ugada się z tobą! Michał z dumą uniósł głowę. Słuchasz go, to

Bartek Kowal był z klasy Ewy, taki mądral, zawsze głodny wiedzy. Nie grał w piłkę, nie pajacował, tylko uczył się, występował, angażował i kręcił się za Ewką. Michała to drażniło, ale jako rywal Bartek nie miał szans był ciapowaty, miękki. Ewa zaś lubiła żywych, ciekawych chłopaków, takich jak Michał.

Tylko kłopot, iż Michał miał już do Ewy zamkniętą drogę, a Bartek wręcz przeciwnie. Pani Kinga, matka Ewy, wręcz rozwijała przed Bartkiem czerwone dywany

Nikt mnie nie interesuje! obruszyła się Ewa. Skoro zapraszam ciebie, to nie chcę nikogo innego. To jak, pójdziesz?

Zarumieniła się, zmrużyła oczy.

Michał miał miło, więc kiwnął głową.

Dobra. Idziemy. Tak strasznie ci burknął. A ja? Tylko się zsyfia Pewnie będę potem wrzeszczał w nocy, babcia Marysia się wystraszy!

Michał porozumiewawczo mrugnął do Ewy, ta wybuchła śmiechem, machnęła ręką:

Daj spokój, niczego się nie boisz, nigdy! Spotkajmy się pod kinem o 18:50. Muszę lecieć, mama kroi kapustę, cała kuchnia w miskach. Lecę.

Ewa odwróciła się ostrożnie i powędrowała w stronę domu.

Mieszkała z rodzicami dwa domy od Michała, razem się wychowywali, przeganiali wróble, włazili na czeremchę, żeby zjeść ciemnofioletowe jagódki wbrew zakazom mamy i potem pluć po kolei z Michałem pestkami, kto dalej. Razem chodzili do szkoły, tylko Michał był dwa lata starszy. Inne dziewczyny jej zazdrościły takiego przystojnego chłopaka, który ją niemal nosił na rękach, ale Ewa tego nie pojmowała. On przecież był zawsze w jej życiu, to chyba naturalne, iż zwraca uwagę. A to, iż nosił na rękach

Dwa lata temu, na nartach, Ewka nagle poczuła się fatalnie, zakręciło jej się w głowie, przed oczami pojawiły się czarne kropki. Upadła, złamała nogę. Leżała w zaspie, jęcząc z bólu, nie umiała oddychać, cała się spociła. Bolało wszystko noga, klatka piersiowa jak w żelaznym uścisku. Ewka od zawsze bała się bólu. choćby żeby wyciągnąć drzazgę, trzeba było ją długo namawiać. A tu cała noga

Michał był obok. On zawsze był obok. Jak mogło być inaczej, skoro gdy Ewka coś sobie zrobiła, słyszał jej lament pół osiedla. Dawno temu płakała aż głucho, teraz jej głos złagodniał.

Kiedy Michał znosił Ewkę do domu, noga już tak spuchła, iż musieli rozciąć but. Dziewczyna tak mocno ściskała go za ramię, iż powstały ślady paznokci. Michał wytrzymał, choćby nie pisnął. Ewa była ważniejsza.

Przyjechała karetka, zabrali ją do szpitala. Okazało się, iż złamanie to nic, ale serce było chore wpisali w kartę całą listę chorób po łacinie. Długo trzymali ją w sali, w końcu wypuścili.

Śnieg na dworze już prawie stopniał, kiedy Ewka zaczęła wstawać do życia.

Noga długo się zrastała, swędziała pod gipsem. Ewa się denerwowała, płakała, kłóciła z mamą o byle co, ale wszystko się zmieniało, gdy przychodził Michał. Wymyślał coś interesującego raz rozkładał na łóżku mapę świata wybitą z atlasu i przesuwali po niej papierową łódeczkę czy drewniany samochodzik, razem wędrowali po egzotycznych krajach, potem lądowali na krze, a za chwilę popijali herbatę gdzieś na przedgórzach Karpat; raz przynosił klocki, razem budowali, innym razem rysowali gazetki ścienne

Jak ci zdejmą ten gips, pojedziemy gdzieś. Gdzie byś chciała?

Ewa wzruszała ramionami.

Chciałabym na podwórko, ale mama nie pozwala. Mówi, iż muszę leżeć spokojnie, bo coś mi się z sercem stanie. Ja już choćby zapomniałam, jak chodzić

Głupstwo! machał ręką Michał. Trzeba ćwiczyć! Dziadek Marian z Podlasia, wrócił z wojny ledwo żywy, coś mu się w nodze zatarło, chodził jak pingwin. Przysłał kiedyś profesor do nich na sanatorium, wziął dziadka, coś wymyślał, mówią, iż wiązał dziadka supełki. Ostatecznie wyzdrowiał. Nauka, Ewka, idzie do przodu! I na ciebie też coś znajdą, zobaczysz! A ty się nie łam i ruszaj się, ślimaczku! Ruszaj się!

Drocząc się, Michał chwytał jej lalkę z łóżka, odskakiwał, Ewka szła za nim skrzekiem i na kulach, burcząc, aby oddał zabawkę.

Ewka, twoje lata, a ty lalkami się bawisz! żartował Michał. Siedzisz, jęczysz nad chorobami. Niczym pani Waleria ze spożywczego, tylko narzeka i opowiada, jak ją boli. Głowa do góry, Ewka! Jeszcze potańczymy!

Ewa! Natychmiast leż! Michał, na miłość boską, co ty wyprawiasz?! wpadała pani Kinga, mama Ewy. Wiesz, iż nie wolno jej się denerwować! Wynoś się! Już!

Pani Kingo! odganiał się chłopak. Zamieniacie ją w suchara! Tyłka nie pozwalacie z łóżka ruszyć, bo coś znaleźli lekarze! Przecież nie biegnie na wyścigi. Musi żyć, cieszyć się jak wszyscy!

To już nie twoja sprawa. Idź do domu, Michał. Z Bartkiem już umówieni na lekcje, dużo zaległości Kinga kręciła głową z rezygnacją. A wszystko przez

Bartek? Ten kujon? Daj spokój. Może i ja usiądę, posłucham? zaperzył się Michał, ale dostał łagodnego szturchańca.

Na ganku, gdy zamknęła za nim drzwi, pani Kinga chwyciła chłopaka za kołnierz, przycisnęła do ściany, aż zabrakło mu powietrza.

Wiesz co, Michałku! Przestań z radami, domowy doktorze! Ewka ma trudną chorobę, nie wolno jej nic! choćby dzieci mieć nie może, nie przeżyje porodu. Tak powiedzieli lekarze. A ja chcę żywą córkę, rozumiesz?! I nikomu nie mów! Ona marzy o rodzinie, domu pełnym dzieci. Teraz Teraz

Pani Kinga skrzywiła się, zapłakała, puściła go i machnęła ręką w stronę furtki.

Dopiero, gdy Michał już zbliżał się do domu, zrozumiał, co mówiła sąsiadka. Ewka jest inwalidą Naprawdę, skoro serce takie słabe

Umrze przemknęło w piorunującym błysku po głowie. A może dziś?.

Babcia Marysia, stojąc na progu, patrzyła zdziwiona, jak wnuk zrzuca kurtkę, koszulę, chwyta wiadro i oblewa się zimną wodą z beczki.

Michałek! Co ty robisz?! Przeziębisz się! krzyknęła, biegnąc po ręcznik.

Michał westchnął, potrząsnął głową, myśli trochę ostygły.

Nie, tak nie może być! Przed nią całe życie! Przeżyje, na pewno! I będzie szczęśliwa! Obiecuję! tupnął nogą.

Babcia Marysia słuchała, ale nie rozróżniła słów wnuka

Michał, co tak hałasujesz? Spać nie dajesz. Wracaj, wnuku, późno już, pewnie zmęczony! ziewnęła.

Idę. Przepraszam, jeżeli zbudziłem. Napiję się herbaty i idę spać. Dobranoc, babciu!

Mieszkali we dwójkę. Michał o swych rodzicach wiedział kilka ponoć zaginęli czy zmarli. Babcia nigdy nie chciała o tym rozmawiać

Ewkę często wozili do lekarzy. Mama kładła smakołyki na stół swoje, z ogródka, byle lekarze dali nadzieję na wyleczenie córki. Ale cud nie następował.

Tego teraz nie umiemy leczyć, rozkładał ręce lekarz. Może kiedyś, jak medycyna pójdzie naprzód, ale teraz musi być pełny spokój. Żadnych nerwów.

Oczywiście spokój kiwała głową Kinga. Bartek, przyjaciel, poucza ją, żeby się oszczędzać. Nauczył ją dużo czytać

Mamo! czerwieniła się Ewa, zawstydzona maminą szczerością.

I dobrze! śmiał się lekarz. Dobry chłopak przy pani, Ewo! Docenić trzeba!

Doktor rozluźnił kołnierz, czekając aż wyjdą, zadzwonił do żony, poprosił o naleśniki na kolację. Chciało mu się czegoś ciepłego, słodkiego

Tak Ewa żyła, bała się zrobić zbędny krok, a mama strzegła, by nie zaziębiła się, nie spociła, nie biegała, nie skakała, nie

W kinie było duszno, pachniało dymem. Ewa, kurczowo trzymając ramię Michała, oglądała film, potem cicho płakała, wtulona w jego bark.

Ewa, już dobrze. Wszystko jeszcze się ułoży! Ewciu! szeptał Michał, głaszcząc jej głowę.

Już jednak ludzie dookoła uciszali ich zirytowani.

Michał, źle się czuję. Wyjdźmy, proszę powiedziała dziewczyna.

Och. No chodźmy.

Dwie ciemne sylwetki zasłoniły ekran i podreptały do wyjścia. Na chwilę wpadło światło z hallu, drzwi się zamknęły i znów zrobiło się ciemno.

A Ewa i Michał stali, mrużąc oczy od ostrego światła.

Usiądź. Zaraz ci przyniosę wody! powiedział Michał.

Bileterka, stojąc z boku, potrząsała potępiająco głową.

Taka młoda syknęła. Aż już żonaci? Do czego to dochodzi

Uznała chyba, iż Ewie jest słabo, bo jest w ciąży.

Nie, jeszcze się nie pobraliśmy. Ale niedługo nagle odezwał się Michał.

Co? zdziwiła się Ewa. W środku wszystko jej zadrżało. Żartujesz?

Złapała chłopaka za ramię, odwróciła ku sobie.

Takimi rzeczami nie rzucam i nie żartuję! odparł poważnie Michał. Chciałem ci to powiedzieć później, ale jest jak jest Ewa, idę do wojska. A potem się pobierzemy. Obiecałem ci, iż pokażę ci świat? No Może nie cały, ale pingwiny na pewno speszył się. Obiecałem?

Kiwnęła głową.

To dotrzymam słowa. I nieważne, co mówi reszta! Wystarczy mocno chcieć, żeby cię wyleczyć. Ja chcę. Znajdziemy lekarzy, mądrych. Opłacą ci operację. Potem urodzisz nam dzieci! dodał. Serce go rwało, miał ochotę pocałować Ewkę, ale bileterka patrzyła podejrzliwie, jakby czytała z ruchu warg. Nie chciał przy niej okazywać uczuć.

Dopij wodę, chodźmy na dwór! powiedział, ciągnąc Ewkę, ona jednak ostrożnie uwolniła się z objęć.

Nie będę mogła mieć dzieci? zapytała, patrząc mu w oczy.

Michał się zawahał. Mama Ewy prosiła, by o tym nie mówić

No Co teraz o tym gadać? Zobaczymy. Trzeba się tylko oszczędzać. Chodźmy się przejść.

Ewa tylko kiwała głową, pozwoliła Michałowi narzucić płaszcz, wyprowadzić na powietrze. Odwróciła się, zacisnęła powieki, przygryzła wargę. Jest nie-kompletna, niedokobieta Nie stworzy pełnej rodziny. Jak żyć?

Michał wymyślił jeszcze coś zabrał ją do Kostka Borowskiego, tam pożyczyli motocykl. Założyli Ewie kask, posadzili przed Michałem, kazali mu nie szaleć.

Motocykl jechał równo, Ewa czuła oplatające ją ostrożnie ramiona chłopaka, dłoń na jej talii, oddech i ciepło. I cała reszta znikła. Była tylko ta droga, Michał, jego dłonie i szum silnika

W nocy znowu trzeba było wzywać lekarza, dał jakiś zastrzyk.

No proszę pani, czemu nie dbacie o dziecko? Egzamin dojrzałości za pasem, a ona roztrzęsiona!

Ewa tłumaczyła coś, mówiła, iż tylko film był straszny, iż to minie, że

Znowu z Michałem byłaś? zapytała matka, gdy lekarz wyszedł.

Tak. Michał zawsze mówi mi prawdę! O wszystkim! I o tym, iż dzieci nie mogę

Ewa znów rozkleiła się, zaszlochała

Zaraz tego Michała popamiętam! zacisnął pięści pan Jakub, ojciec Ewy.

Nie waż się! rzuciła Ewa. On jest najlepszy! Dużo lepszy niż wasz Bartek!

Spać! burknął ojciec, zgasił światło, popchnął żonę do sypialni. Michał dostał powołanie zaraz będzie spokój wszystkim!

Pani Kinga Michała już więcej na próg nie wpuściła, o wszystko go obwiniła, rozmawiać nie chciała.

Nic nie szkodzi! I tak będę z nią! Będzie szczęśliwa, rozumiecie? Co ją zamykacie, żyć nie dajecie? To nie, tamto nie! Uschnie jak wiór! Dajcie jej być młodą! Przed samym wyjazdem do jednostki Michał przyszedł pod dom Ewy, by się pożegnać, ale mama nie wpuściła, kazała odejść. Michał prawie wdał się w bójkę z ojcem, by zobaczyć choćby dziewczynę. Wpuśćcie, bo wejdę przez okno!

Na ganku pojawił się ojciec, z dubeltówką w rękach.

Będziecie strzelać, panie Jakubie? No to śmiało. Jednego chłopa więcej, jednego mniej. Nikt mnie nie potrzebuje, tylko babcia Marysia, prawda? To nie muszę żyć. A powiecie Ewie, iż wyjechałem. Nie będzie się denerwować.

Michał ruszył do przodu, stając naprzeciw broni. Lufa dotknęła jego szerokiej, młodej piersi. Pani Kinga, z ręką na ustach, skrzywiła się z przerażenia.

Ojciec patrzył długo na upartego chłopaka, po czym opuścił lufę.

Głupi jesteś, Michał. Może cie wojsko nauczy rozumu. Idź. Ewa śpi, nie obudzę jej. Dla swojej babci odejdź, wysyczał ojciec.

On i Kinga uznali, iż wszystkiemu winien jest Michał. To przez niego Ewka poszła na tamtą zimową wyprawę, przez niego nauczyła się jeździć na nartach Niech zniknie z ich życia!

Nie martw się, Kinga. Może mu się wojsko spodoba, zostanie tam. Ewka zapomni machnął ręką. Idź, sprawdź, czy nie słyszała.

Kinga na palcach zajrzała do pokoju córki, było cicho. Nie wiedziała, iż Ewa stała boso przy oknie i patrzyła na odchodzącego Michała.

Odwróć się! krzyczała w myślach.

On się odwrócił, poprawił czapkę, a tak naprawdę pomachał jej, swojej Ewie, ledwo zauważalnie. I ona to pojęła

Michał wrócił dopiero po czterech latach. Ewa nie wiedziała, rodzice milczeli, ale trafił do Afganistanu i zaginął. Babcia Marysia zmarła nie doczekawszy wnuka. Ewkę na pogrzeb nie puścili, kazali się uczyć.

Wszystkie listy, które pisała pod adres Michała, gdzieś ginęły.

Nie odpisuje? litowała się pani Anna, listonoszka, gdy Ewa przychodziła na pocztę. Może ma inne sprawy, może po prostu nie chce O, patrz, Bartek idzie! Wygląda jak profesor! Ewka, chyba cię szuka, biegnij!

Wrócił jesienią. Ciemny, wyciszony dom przywitał go ciszą i stęchlizną. Dach przeciekał, ściany pokryły się plamami, szalik babci leżał na kanapie. W kącie na szafce leżały czarne ikony.

Michał usiadł do stołu, zamknął oczy. Wszystko niby to samo, ale czuł, iż wszystko się zmieniło. Albo sam się zmienił.

Całą noc nie spał, rano poszedł pod dom Ewy. Na podwórzu rozwieszała pranie pani Kinga.

Pani Kingo! zawołał, wyrzucił papierosa. Wciąż pani taka sama!

Wydawało mu się, iż minęła wieczność.

Kto tam? zmrużyła oczy.

Ja, Michał. Mogę wejść?

Nie czekając na pozwolenie, wszedł. Wszystko patrzył na okno Ewy zasłonięte rolety, brak kwiatów.

Wyjechała, Michał. A ty naprawdę żywy? poprawiając chustkę, rzuciła z odcieniem żalu. Wróciłeś? Dobrze. Widzisz, jak jest. No cóż

Gdzie wyjechała? spojrzał na nią spod byka, sięgając po papierosa, ale zrezygnował.

Do Poznania. Bartek zdał na tamtejszą uczelnię, pojechali razem.

Co ma Bartek do rzeczy?

Są małżeństwem. Ewa nie chciała tu być, mówiono, iż zginąłeś. Pojechali, Bartek ma tam rodzinę. Pisała, iż się urządzili, też się dostała do uczelni. Bartek ją wspierał, kiedy czekała na ciebie. Po pogrzebie Marysi zupełnie się załamała, znów musieliśmy wzywać lekarza, ale Bartek był obok. Michał, nie szukaj ich. Daj im spróbować być szczęśliwymi.

Popatrzyła na niego błagalnie.

Ewa nigdy nie kochała tego kujona! zaśmiał się Michał.

Ale jak cię zabrakło, zmieniła się. Jest z nim spokojniejsza, on się troszczy. Proszę, nie wracaj do jej życia.

Michał nic nie odpowiedział, odwrócił się, poszedł powoli. Pani Kinga westchnęła ciężko, znikła w domu. Jej mąż, pan Jakub, siedział przy stole, czytał. Bartek i jego nauczył czytać

Michał posiedział jeszcze jeden dzień w pustym mieszkaniu, spakował rzeczy, zabarykadował okna. Zamknął kłódkę, poszedł na cmentarz. Postał nad grobem babci Marysi, wsłuchując się w śpiew ptaków w krzakach. Zdjął krzyżyk z szyi, zostawił na mogile.

Przepraszam, babciu Marysiu

I odszedł

Michał stał się ostrzejszy, zdecydowany do bólu, nie znał pojęcia nie i nie chciał się godzić z niczym. Został królem życia, czasem nieuczciwym, trzymał w rękach spore pieniądze, nie zawsze czyste. I szukał.

Ewę mógł odnaleźć w minutę Poznań, uczelnia, Bartek geniusz, tacy nie giną, są zawsze na szczycie. Ale szukał możliwości.

Około ośmiu lat swojego biznesu (najpierw części zamienne, potem antyki, później spożywka i dostawy surowców) Michał dotarł do producentów sprzętu medycznego, a przez nich znalazł kontakty do najlepszych lekarzy świata.

Czemu tak cię interesują sprawy sercowe? spytał go Romanowski, kardiochirurg z Warszawskiego Instytutu Kardiologii. Mamy świetnych specjalistów, zawsze! Co się dzieje?

Nic. Chcę komuś pomóc poprawił się Michał. Żeby żyła.

Konkret? Wiek, stopień pokrewieństwa?

Młodsza ode mnie o dwa lata. Od szesnastki chore serce, ale diagnozy nie znam.

Trzeba dowiedzieć się szczegółów, stare wyniki nie wystarczą Romanowski rzucił kartę do stosu. Daj mi świeże badania, EKG. Będą pomogę.

Michał pokiwał głową, zabrał teczkę i wyszedł cicho.

Dokąd idziesz? Irenka stała na korytarzu, zaciągała mocniej szlafrok w mieszkaniu było zimno. Michał ciągle wietrzył. Piąta rano, znowu wyjeżdżasz?

Mężczyzna odwrócił się, wzruszył ramionami.

Przepraszam, nie chciałem cię budzić. Wyjeżdżam na dwatrzy dni. Nie nudź się tutaj. Chociaż podszedł, mocno ją przytulił, pocałował gwałtownie. Czekaj na mnie! jeżeli ktoś zadzwoni, mów, iż nie wiesz, kiedy wrócę. Bo nie wiesz naprawdę. No, pozwól, muszę lecieć, mam samolot. Nie przyprowadzaj nikogo do domu, dobrze?

Irena podniosła dłonie, jakby się poddawała, posłała mu całusa.

Słucham, panie i władco. Może zjesz coś?

Nie mam czasu. Przepraszam.

Zamknął cicho drzwi. Irena jeszcze długo słyszała jego kroki na klatce schodowej

Wiedziała, iż jej nie kocha. Nigdy nie mówił o swoich uczuciach. Ale było jej z nim dobrze jest obok mężczyzna, ona ma stabilność, on czuje się pewnie przy niej. Czy w tym świecie potrzeba czegoś więcej, gdzie rzeczy rzadko są proste?

Panie Michale, oferta super, sprzęt nam potrzebny, ale sprawy kart medycznych, historii pacjentów to już zupełnie inny temat! W restauracji naprzeciwko Michała siedział drobny, szary facet, gryzący paznokcie i drżący. To kontrola, tak? Pan z organów? Nie! Nie, nie ujawniam! Pani Ewa… Ewa Nowicka Nie znam.

Michał spojrzał na niego pobłażliwie.

Uspokój się, panie Jurku! uśmiechnął się lekko. Nie jestem z żadnych służb, jestem sam dla siebie. Ile chcesz za informacje? Nie żałuj sobie, mam fundusze. Rozumiesz, Ewa to znajoma z dzieciństwa, ma chore serce, a mąż ją zamyka, tylko leki i krew, a do pracy owszem chodzisz, żeby nikt nie gadał, iż żona dyrektora jest pasożytem. Ale urlop siedzi w domu, do teatru nie pojdzie, bo za bardzo się wzrusza. Jak żyć, panie doktorze Dolittle? Przyjechałem tu, znalazłem ją ona cień. A jej mąż, Bartek, pasożytuje na niej. Ma żonę-schorowaną, dlatego dostał mieszkanie, samochód. Sam jeździ, Ewa do pracy autobusem. On na wczasy, ona w domu, pociągu nie przetrwa ponoć. Mają syna. Miała nie rodzić, ale on uparł się na dziedzica. Urodziła. Teraz synkuje go nauką, zrobi z chłopca starca. Ale Bartek zdrowy, uśmiechnięty. Całe mleko, które wywalczył dla żony sam wypija przy kawce.

Michał mówił wolno, cicho, chciało mu się krzyczeć, walić pięścią w stół ale byli w restauracji.

Jesteś strasznym człowiekiem, panie Michale! ścisnął się w sobie Jurek. Wtrącasz się w cudze życie, chcesz wszystko zburzyć. To przestępstwo.

Przestępstwem jest żenić się z chorą, żeby żerować na jej nieszczęściu! zawarczał Michał. Zwróciły się ku nim spojrzenia. Mam całą tę jego stabilność gdzieś. Szkoda mi Ewy i jej syna! Dawaj mi kartę, dokumenty, cokolwiek i odpuszczam! Sprzęt będzie na czas. Zapłacę ci. Lubisz pieniądze? Mam je. To tylko transakcja, uratujesz człowieka i swą rodzinę. Twój syn niedługo idzie na studia zabezpiecz przyszłość. Pogadamy na zewnątrz.

Wyszli na chłód, deszcz szarpał czapki, plątał szaliki.

Ile? zapytał Jurek.

Michał rzucił cenę. Jurek kiwnął głową, wyjął papiery z teczki. Miał je, po prostu się targował, Michałowi to nie przeszkadzało wręczył mu kopertę.

Dzięki. Sprzęt już przekazałem, za tydzień odbiór.

Klepnął Jurka w plecy i znikł

Ewa Nowicka powoli szła zaułkiem. O niczym nie myślała. Jutro znów do przychodni, Bartek zapisał ją, ale godzina fatalna, musiała się zwolnić z pracy. Wieczorem zebranie u Walerki w szkole, Bartek nie może Za tydzień przyjeżdżają teściowie, trzeba przygotować pokój Dużo spraw. Teraz trzeba tylko oddychać, to dobrze, to ważne.

Przemknął motor, dziewczyna na tylnym siedzeniu piszczała, obejmując chłopaka. Ewa uśmiechnęła się, przypomniała, jak z Michałem jeździli, jak spod kół leciały ślady, a obok mijały się znajome domy.

Ewa! usłyszała głos, znieruchomiała. Ewa, hej!

Odwróciła się. Michał

Musimy pogadać. To ważne! zaciągnął ją na ławkę obok. Usiądźmy, pogadajmy.

Michał Michałek szeptała, głaskała go po ramieniu, po twarzy. A Marysia nie wierzyła

Ewa popłakała się, Michał objął ją mocno, ale łagodnie. Zawsze był przy niej teraz już to wiedziała.

Może pójdziemy do kawiarni? zapytał Michał wreszcie.

Po co? Chodźmy do mnie. Bartek i Walerka już w domu. Walerka to nasz syn, poznasz go powiedziała.

Nie mogę. To sprawa tylko twoja.

No dobra. Tam jest bar mleczny

Usiedli. Michał długo się zbierał w sobie, ale w końcu rzekł:

Ewka, musisz ze mną wyjechać. Trzeba tylko załatwić papiery, pozwolenia.

Dokąd? spytała zdezorientowana.

Znalazłem, a adekwatnie mój przyjaciel, bardzo dobry lekarz, Romanowski, znalazł specjalistę, który może cię wyleczyć. Trzeba mieć operację, poczujesz się dużo lepiej! Bartek przestanie trzymać cię w klatce, te ciągłe badania

On się martwi. Za bardzo, ale martwi. Nie myśl tak pokręciła głową Ewa.

Wiem swoje. I to, na czyim samochodzie jeździ. Wszystko wiem, Ewka. Wszystko już załatwiłem, jedźmy. Tam są znakomici specjaliści, nasi współpracują. Romanowski

Czekaj, Michał. Powiedz coś o sobie. Żonaty? Czym się zajmujesz? przerwała. Ale się zmieniłeś. Prawie bym cię nie poznała Ale to ci pasuje.

Co dokładnie?

Jakiś taki tajemniczy, trochę groźny. Nie jesteś bandytą? spytała cicho.

Różnie bywało. Zaczynałem od szemranych spraw, nie kryję. Potem się wyprostowaliśmy. Teraz tylko biznesy, trochę angielski opanowałem.

Walerka się uczy, Bartek mu korepetytora załatwił. Byłeś w domu? Jak tam teraz?

Nic nie wiem. To nieważne. Załatwiłem wszystkie formalności, czekają tylko na twoje papiery i ciebie. Weź zwolnienie, urlop, ja wszystko załatwię.

Michał jakby się spieszył, czuł, iż zaraz coś ich przerwie.

Ewa? Walerka czeka kolacja, a ty siedzisz w barze? Bartek stanął przy ich stoliku. Wracałem z pracy, widzę cię. A to Michał? Proszę proszę

Jego twarz stwardniała, pociągnął Ewę za rękę.

Zaczekaj, Bartek. Michał miał mi coś ważnego do powiedzenia, nie zdążyłam

Ewa wiedziała, iż zaraz pęknie coś złego, przestraszyła się, pobladła.

Na powietrze, Ewa! Na dwór! Tabletkę! Pod język weź tabletkę! zamieszał się Bartek, a Michał w milczeniu szedł za nimi.

W domu było chłodno, pachniało zupą. Walerka wyglądał z pokoju z zaciekawieniem.

Michał wyciągnął rękę mężczyzna.

Chłopiec uścisnął ją, spojrzał pytająco na ojca.

Walerka, zjedz kolację u siebie. Muszę z panem Michałem porozmawiać na osobności odezwał się Bartek.

Ewa zaniosła dziecku pod tacą kolację, pocałowała, wróciła na kuchnię.

To co u ciebie? Co teraz robisz? Bartek poczuł się panem sytuacji, kręcił się po kuchni, po czym usiadł, przesuwając nogi, by gościowi było niewygodnie.

Ewa, połóż mu kotlet Żonaty? rzucił, żując cebulę.

Nie. Znalazłem dla Ewy klinikę zagranicą. Są gotowi zoperować jej serce. Operacja trudna, ale będą i nasi lekarze, warto spróbować! Oddział już czeka! Wreszcie będzie normalne życie, pełne barw. Ewa? Czemu milczysz? Michał rozpromienił się.

Ewa, idź, zanieś Walerce herbatę.

Bartek poczekał aż żona wyszła, i spokojnym, groźnym głosem rzekł:

Za kogo się uważasz? Przychodzisz niewiadomo skąd, ciągniesz ją za granicę, pakujesz na stół operacyjny. A my? jeżeli się nie uda? Zostanie tam, a my tu? Dobrze nam, pomóż sobie. syknął. Nie mieszaj się. Gdzie byłeś wcześniej? Z bronią, z szemranymi biznesami, a my tu biedowaliśmy! Sprzątałeś po Ewce w szpitalu, gdy głupio urodziła Walerkę? Nie. A ja tak. Jest moja, cała. Wiem najlepiej, co dla niej dobre. Ja

Ty Wyrzucasz mi zasługi? Michał poderwał się na nogi. Nie jest rzeczą. Trzeba jej dać szansę na życie, a nie wegetację. Lubisz jeździć jej autem? Będzie sama! Wstyd, Bartek, iż przykrywasz się jej historią! Ona wyjedzie i stanie się kimś innym

Nigdzie nie pojadę, Michał. Zostanę tu. To jest moje życie. Boję się, Michałku, boję się umrzeć Walerka jest mały, przeżyje strasznie. Jest mi dobrze, naprawdę dobrze.

Ewa objęła Michała, położyła głowę na jego plecach.

Wypijmy herbatę, chłopaki. Mamy ciasto! A potem, Michał, wracaj do siebie, dobrze?

Nie pił herbaty. Wstał, złapał kurtkę, wyszedł bez pożegnania.

Idąc ulicą, potrącając ludzi, nie mógł pojąć jak można zrezygnować z szansy na lepsze życie? Wszystko już zrobił. A wyszło na marne

Ile to już razy odwiedzał kliniki, szukał lekarzy, przekonywał, zbierał papiery znowu na darmo.

Chciałeś tylko udowodnić Bartkowi, iż jesteś lepszy, iż Ewa będzie twoja. Przegrałeś! świdrowało w głowie, potem zapadła ciemność. Została tylko złość

Irena czekała na niego w domu, nie spała.

Wróciłeś powiedziała cicho, stojąc w tym samym flanelowym szlafroku. Ugotowałam rosół. Spróbujesz? Myślę, iż się udał.

Podeszła gwałtownie do niego, dużego, zimnego, objęła mocno.

Co się stało? zdziwił się Michał.

Bałam się, iż już nie wrócisz. Że zostaniesz z nią

Irena zaszlochała, mocniej się wtuliła.

Malutka! Jak miałbym bez ciebie? Głupstwo! Michałowi zrobiło się lekko, jakby zdjął z siebie ciężar. Już nic nie musi, nie musi sam sobie udowadniać, może po prostu żyć, kochać Irkę, ożenić się z nią, będą mieć dzieci, wychowają je To będzie ich wspólne, normalne życie.

I to takie proste po prostu pozwolić sobie być szczęśliwym!

Irena patrzyła jak Michał zajada jej rosół. Patrzyła i się uśmiechała, bo w ich domu też właśnie powstała mała rodzina. I była tego pewna.

Idź do oryginalnego materiału