Wolność szczęścia

twojacena.pl 8 godzin temu

Wolne szczęście

Darek, poczekaj! No zatrzymaj się

Darek zwolnił, obejrzał się przez ramię.

Za nim, wydeptaną ścieżką w stronę ceglanego, dwupiętrowego domku, biegła Basia szesnastoletnia dziewczyna w wysokich kozakach, krótkiej spódniczce, białym futerku i tradycyjnej, wełnianej chustce na głowie. Spod tego ciepłego babcinego nakrycia wymykały się ciemno-kasztanowe sprężynki włosów. Kolor jakby wymarzony do jej oczu, zielono-orzechowych, lśniących, niby za moment miała się rozbeczeć. Robiło to Basię nieco bezbronną, taką, co aż chce się ją tulić i ochraniać przed światem.

Co chwila się poślizgiwała, lekko podskakiwała, ale tempa nie zwalniała.

Basia, nie biegnij! No nie biegnij, przecież ślisko! zagrzmiał Darek. Zresztą Pasuje ci biec. Policzki ci aż płoną. Wyglądasz cudownie! Dawno już taka nie byłaś. Zdrowiejesz!

Basia się uśmiechnęła, podeszła bliżej, Darek wyciągnął dłoń, złapała go za rękę i puściła mu oczko.

Co chciałaś? spojrzał na nią z ukosa, gwałtownie musnął jej policzek ustami. Przecież mama twoja zakazała nam się zadawać Groziła, iż mnie przepędzi westchnął teatralnie.

Basia spoważniała, wbiła wzrok w ziemię, zaczęła miętosić rączkę od tornistra. Po chwili jednak znów się rozpromieniła.

Darek, przecież oni z tatą plotą bzdury! Nic ci nie zrobią! Chodź ze mną dzisiaj do kina, proszę Już kupiłam nam bilety, patrz!

Zsunęła rękawiczkę, pokazała dwie zwinięte karteczki.

Darek chwycił jej dłoń w swoje wielkie łapska, poczuł, jaka jest ciepła, pogładził długie, smukłe jak u pianistki palce.

Do kina? Hm, sam nie wiem Mam przecież robotę nadął się, jakby nagle się opamiętał. Basia wyciągnęła dłoń z jego ręki i wsunęła ją z powrotem w rękawiczkę. Ale skoro zapraszasz To chodźmy skinął głową i mruknął: Co to za film? Znowu jakaś miłosna kaszanka?

Nie! Wojenny. Patryk widział, mówi, iż ekstra! pokiwała głową Basia. Ale sama się boję iść, a koleżanki nie chcą.

Patryk? Ten twój prymus? Idź z nim zgłosił swój foch Darek, dumnie prężąc pierś. Skoro go słuchasz, to

Patryk Nowicki był kolegą Basi z klasy, sprytnym, głodnym wiedzy chłopakiem. W piłkę nie grał, sylwestrowych głupot nie robił, tylko się uczył i biegał za Basią. Darek aż się gotował na jego widok, ale nie brał go na poważnie. Był za bardzo galaretą, Basia zresztą uwielbiała takich żywiołowych, zawadiackich typów jak Darek.

Tylko, iż Darek miał teraz u Pańskich drzwi zamknięte, a Patryk przeciwnie czerwony dywan. Pani Grażyna, mama Basi, była dla niego cukrowo miła, zawsze coś przyszykowała

Nikogo nie słucham! naburmuszyła się Basia. Jak zapraszam ciebie, to inni mnie nie obchodzą. Idziesz czy nie?

Zarumieniła się, przymrużyła powieki. Darek aż poczuł, iż mu serce rośnie, przytaknął głową.

No dobra. Chodźmy, skoro się boisz burknął. A ja co? Wszyscy straszycie swojego Darka Potem będę miał koszmary, babcia Hela się zlęknie!

Darek puścił jej oczko, Basia aż parsknęła:

Przestań, ty się przecież niczego nie boisz, choćby komarów! No to czekam przed kinem o 18:50. Muszę już iść, mama zabrała się za robienie kiszonej kapusty, cała kuchnia w miskach. Lecę.

Basia ostrożnie obróciła się i pobiegła do domu.

Mieszkała z rodzicami dwa domy dalej, dorastała z Darkiem, razem ganiali wróble po bzach, włazili na czereśnie i podkradali owoce, jeszcze zanim dojrzały, potem wypluwali pestki kto dalej. Razem chodzili do szkoły, choć Darek był o dwa lata starszy. Dziewczyny jej zazdrościły, bo taki fajny, przystojny chłopak zwracał na nią uwagę, a Basia nie rozumiała, o co ten cały szum. Przecież Darek zawsze tu był to naturalne.

Dwa lata temu, zjeżdżając na nartach (co jak na Mazowsze nie było codziennością), Basia nagle poczuła się źle zrobiło jej się słabo, zaczęła widzieć mroczki, potem upadła i złamała nogę. Leżąc w śniegu, jęczała z bólu, aż Darek dobiegł. On zawsze pojawiał się, gdy była w opałach Basia w dzieciństwie ryczała na całe gardło, jej lament słychać było na pół wsi.

Gdy Darek zaniósł ją do domu, noga już napęczniała, trzeba było rozciąć but. Basia niemal wbiła mu paznokcie w ramię, ale Darek znosił to dzielnie. Liczył się tylko jej ból.

Skończyło się na szpitalu, gdzie lekarze oznajmili złamanie jako drobiazg, ale problem było serce. Zdiagnozowali tyle, iż karta chorób zapełniła się łaciną. Potem miesiące leżenia, powrót do domu, śnieg już dawno stopniał, a Basia powoli odzyskiwała energię.

Z nogą było kiepsko, swędziała w gipsie, bolała. Basia bywała nieznośna, kłóciła się z mamą o byle co, ale gdy przychodził Darek jakby słońce wchodziło przez okno. Rozkładał z nią mapę świata, jeździli palcem po ciepłych krajach, potem na Syberię, potem popijali herbatkę w wyimaginowanej chatce gdzieś za Białymstokiem. Przynosił klocki, razem budowali zamki. Albo malowali komiksową gazetkę ścienną

Jak ci ściągną ten gips, gdzie byś chciała pojechać? zagadywał Darek.

Do ogrodu na huśtawkę, ale mama się boi, iż zemdleję. Mówi, iż mnie już nie puści dalej niż do warzywniaka. Chyba choćby chodzić zapomniałam

Głupoty! machał ręką Darek. Trzeba się po prostu rozruszać! Wiesz, mój dziadek Mieczysław, spod Siedlec, po wojnie nogę ledwo za sobą wlecze, ale trafił na rehabilitanta-profesora. Dziadek robił cudaczne ćwiczenia, ponoć prawie na supeł go wiązał. Podziałało! Dziadek tańczy teraz do połowy wesela, a wcześniej miał ksywkę Pingwin. Nauka idzie do przodu, Basia! Wszystko da się zrobić. Tylko nie poddawaj się, ślimaku! Tuptaj, no!

Basia zrzędziła, Darek łapał jej lalkę, uciekał po pokoju, a ona dreptała za nim o kulach, udając obrażoną.

Basiu, jakie lalki na takie lata! śmiał się Darek. Stara baba z ciebie, siedzisz na łóżku i narzekasz jak pani Krysia z piekarni. Do niej wejdziesz, a ona o kręgosłupie, reumatyzmie Głowa do góry, Basia! My jeszcze potańczymy!

Basia! Natychmiast leż! Darek, co ty znowu wymyślasz?! wbiegała Grażyna, cała przestraszona. Przecież wiesz, iż Basi nie wolno się denerwować! Wynocha! Do domu!

Pani Grażynko! Ona z pani zrobi się sucharka! Nie można człowieka obwiązać bandażem tylko dlatego, iż coś wykryli. Niech żyje normalne życie, tak jak wszyscy!

Darek, to nie twoja sprawa. Idź do siebie, u nas zaraz Patryk przyjdzie, pomoże Basi w lekcjach mama Basi lamentowała, kręciła głową. A wszystko to przez

Patryk? Ten szkolny komputer? No, powodzenia. A może i ja posiedzę? napinał klatę Darek, ale zaraz dostał kuksańca w ramię.

Na progu, gdy Grażyna wypychała chłopaka, złapała go za kołnierz i przyciskała do ściany, aż przytkało.

Wiesz co, chłopcze! Nie pchaj się tu więcej z twoją mądrością, domowy doktorku! Basia ma poważne schorzenie, nic jej nie wolno. choćby dzieci mieć nie może, bo porodu nie przeżyje tak powiedzieli lekarze. A ja chcę żywą córkę, zrozumiano? Idź, tylko jej o tym nie gadaj. Basia marzy o rodzinie, dzieciach, o szczęściu. A teraz

Grażyna wykrzywiła się, zaszlochała i machnęła ręką.

Darek już pod swoim domem dopiero zrozumiał, o czym mówiła sąsiadka. Basia inwalidka. Prawdziwa

Umrze pomyślał przelotną błyskawicą. A jeżeli już dziś?!

Babcia Hela, stojąc na ganku, patrzyła zszokowana, jak wnuk zrzuca kurtkę, koszulę i leje sobie na plecy zimną wodę z beczki.

Darek! Co ty robisz?! Przeziębisz się! wołała, szukając ręcznika.

Darek odetchnął, potrząsnął głową od razu trochę odpuściło.

Nie da rady! Musi żyć, musi być szczęśliwa! Obiecuję wam to! postukał nogą o próg.

Babcia Hela tylko kręciła głową, nie bardzo rozumiała jego słowa.

Darek, czego się miotasz? Chodź już, późno, pewnie się zmęczyłeś! ziewnęła, zasypiając.

Zaraz, babciu. Napiję się herbaty i już idę spać! Dobranoc!

Mieszkał z babcią sam. O rodzicach wiedział tyle, co nic podobno zginęli, albo odjechali w świat. Babcia Hela unikała tematu, nie chciała mówić, iż matka oddała go do opieki, a ojca nikt go nie znał.

Basię ciągle wożono od lekarza do lekarza. Mama znosiła im domowe specjały, słoiki ogórków, sernik byleby usłyszeć: da się wyleczyć. I słyszała: Nie umiemy jeszcze, może niedługo dzięki nauce Ale na razie tylko spokój. Żadnych silnych emocji.

No tak, spokój kiwała Grażyna. Patryk zna się na wszystkim, każe dużo czytać, pilnuje spacerów

Mamo! zarumieniła się Basia, speszona maminymi rewelacjami.

No i co?! śmiał się lekarz. Porządny chłopak jest przy was, Basia! Doceniaj go! Mąż niczego sobie To, do widzenia, Grażyno, Basiu. Za trzy miesiące do kontroli.

Lekarz sięgał po telefon, by zadzwonić do żony, poprosić o naleśniki na kolację. Coś swojskiego, ciepłego

Tak to Basia teraz wciąż się pilnowała nie za gwałtownie chodzić, nie denerwować się, nie wychodzić, żeby się nie spocić, nie latać, nie fikać

W kinie było duszno, czuć było petami. Basia uczepiona Darkowej ręki popłakiwała na wojennym filmie, wtulona w jego ramię.

Basia, już nie płacz, wszystko będzie dobrze! szeptał Darek, głaskał ją po głowie.

Ale zaraz zaczęto na nich sarkać ze wszystkich stron.

Darek, źle mi się robi. Wyjdźmy poprosiła Basia.

Okej, dawaj!

Dwie czarne postacie przesłoniły ekran, przeszły do wyjścia. Na moment zalała ich światłość z foyer, potem drzwi zamknęły się, znów ciemno.

A Basia i Darek stali oszołomieni światłem.

Usiądź, przyniosę ci wody! zarządził chłopak.

Bileterka kiwnęła z dezaprobatą głową.

Taka młoda sarkała. Chyba w ciąży! Przynajmniej się pobraliście?

Pomyślała chyba, iż Basia zemdlała z powodu ciąży.

Jeszcze nie, ale wkrótce! wypalił Darek, stając przy niej.

Co? zdziwiła się Basia, aż jej się zrobiło słabo. Żartujesz, nie?

Złapała go za rękę.

Ja nie żartuję z poważnych rzeczy! odrzekł Darek śmiertelnie serio. Chciałem powiedzieć to później, ale skoro już Idę do wojska, Basiu. A po powrocie się pobierzemy. Mówiłem ci, iż pokażę ci świat? Może nie cały, ale pingwiny, owszem, zobaczysz!

Skinęła głową.

Wypełnię obietnicę. I nieważne, co mówią inni! Trzeba bardzo chcieć się wyleczyć. Będą świetni lekarze, ogarną co i jak. Urodzisz dzieci! mówił, aż błyszczały mu oczy. Tak bardzo chciał pocałować ją tu, w tym dziwnie jaskrawym holu z czerwonymi zasłonami Ale bileterka wpatrywała się w nich jak sędzia. Więc odpuścił.

Wypij wodę i chodźmy na powietrze! powiedział, ale Basia wyślizgnęła się z jego objęć.

Nie mogę mieć dzieci? Nigdy? zatańczyła jej w oczach niepewność.

Darek się zmieszał. Mama prosiła, by nic nie mówił A już się wygadał.

Nie rozmawiajmy teraz o tym Po prostu trzeba się oszczędzać. Chodź, przejdźmy się!

Basia kiwnęła tylko, pozwoliła mu ubrać płaszcz, ale zaraz odwróciła się, zacisnęła zęby na wardze. Jestem jakaś wybrakowana Nie stworzę rodziny. To co dalej?

Żeby nie płakała, Darek wymyślił rozrywkę: pociągnął ją do Kuby Borowicza, który dał im się przejechać na swoim motorze. Założyli Basi kask, usadziła się z przodu, Darek z tyłu, kazał mu jechać powoli.

Motor gładko sunął, Basia czuła silne ramiona Darka opasujące ją w pasie, drżała od emocji, słowa o dzieciach się rozpłynęły, film też. Była tylko ona, on i motocykl.

W nocy do Basi przyszedł lekarz, zrobił zastrzyk.

No i jak tu dziecka nie pilnować?! narzekał matce w progu. Matury, stresy! Już na nerwach jeździ!

Basia coś tłumaczyła, usprawiedliwiała się filmem: Minie, przejdzie

Z Darkiem byłaś? zapytała matka, gdy lekarz wyszedł.

Tak. Darek zawsze mówi mi prawdę! choćby o tym O dzieciach!

Basia znów się rozpłakała, aż jęknęła.

Ja mu kręgosłup połamię! zacisnął pięści pan Marek, jej ojciec.

Nie waż się, tato! Nie rusz! Najlepszy jest!

Spać! huknął pan Marek i zgasił światło.

Pani Grażyna od tej pory Darka nie wpuszczała, była na niego obrażona.

I tak będziemy razem! Będzie szczęśliwa, zobaczycie! Nie zamykajcie jej pod kloszem! krzyczał Darek tuż przed wyjazdem do jednostki wojskowej. Próbował się dostać do Basi, groził, iż wskoczy przez okno.

Na ganku wyszedł pan Marek z dubeltówką.

Będziecie strzelać, panie Marku? zapytał Darek. I co z tego? Nikomu nie będę potrzebny, poza babcią Helą! Powiecie Basi, iż wyjechałem, nie będzie się martwić.

Podszedł odważnie, a lufa dotknęła jego piersi. Pani Grażyna zbladła, zasłoniła usta.

Pan Marek chwilę patrzył na niego, potem opuścił broń.

Głupiś, Darek. Może w wojsku zmądrzejesz. Idź. Basia śpi. choćby dla babci twojej, idź.

Rodzice Basi zgodnie przestali go wpuszczać, bo winili go za wszelkie krzywdy: na narty ją namówił, złaźcie mu z drogi!

Nie martw się, Grażyna. Spodoba mu się wojsko, zostanie tam. Basia zapomni machnął ręką Marek.

Grażyna poszła sprawdzić, czy Basia śpi.

Basia tak naprawdę stała boso przy oknie, patrząc za odchodzącym Darkiem.

No obróć się, obróć myślała w myślach.

I obrócił się, niby poprawiając czapkę, ale tak naprawdę pomachał jej lekko. I Basia to poczuła.

Darek wrócił dopiero po czterech latach. Basia nie wiedziała, rodzice jej nie mówili trafił do Afganistanu, a potem zaginął. Babcia Hela zmarła, nie doczekawszy wnuka. Basia na pogrzeb nie mogła pójść, kazali jej się uczyć.

Wszystkie listy, które pisała na adres jednostki, gdzieś przepadały.

Nie odpisuje? pytała z troską pani Aniela, listonoszka. No cóż, taki wiek O, a idzie Patryk! Przystojniak, jak profesor! Pewnie ciebie szuka

Wrócił jesienią. Dom bez światła przywitał go ciszą i zapachem wilgoci. Przeciekał dach, po ścianach w salonie ciągnęły się żółte smugi. Na tapczanie leżał przez cały czas szalik babci Heli. Na półce przy ikonie obrazek Matki Boskiej, ledwo czytelny.

Darek usiadł przy stole, zamknął oczy. Wszystko jak dawniej, a przecież inne. Albo to on się zmienił

Pokręcił się po pustych kątach, wstał o świcie, poszedł do domu Basi. Na podwórku pani Grażyna rozwieszała pranie.

Pani Grażyno! zawołał. A pani to ciągle taka sama!

Darek miał wrażenie, jakby minęło sto lat, odkąd wyjechał.

Kto tam? kobieta zmrużyła oczy.

To ja, Darek. Mogę wejść?

Nie czekając na pozwolenie, wszedł. Ale na oknie Basi były grube zasłony, z parapetu zniknęły kwiatki.

Wyjechała, Darek. A ty żyjesz? rzuciła Grażyna, jakby z ulgą, a może żalem. Tak Wyszła za mąż za Patryka. Nie chciała tu zostać. Mówiłam jej, iż zginąłeś No i pojechała. Pochodzi z tamtego miasta, tam skończyli studia. Patryk był cały czas przy niej, pomógł nam, zwłaszcza jak twoją babcię pochowaliśmy. Basia się podłamała, znów była chora Ale Patryk był przy niej. Wiesz co, Darek Grażyna podeszła, pogłaskała go po ramieniu. Wyraźnie posiwiała, pobladła. Zostaw ich. Nie szukaj. Daj im spróbować szczęścia

Zmarszczyła ramiona.

Basia nigdy nie kochała tego kujona! parsknął Darek.

To było kiedyś. Jak ciebie zabrakło, odnalazła spokój przy nim. Chroni ją. Ja proszę, nie wracaj.

Darek nic nie powiedział, zawrócił i poszedł swoją drogą. Grażyna wróciła do domu, mąż czytał gazetę, już i jego Patryk nauczył czytać

Darek jeszcze dzień pokręcił się po pustej chacie, spakował rzeczy i zabił okna deskami. Potem poszedł na cmentarz, stanął nad grobem babci Heli.

Zdjął krzyżyk z szyi i położył na grobie.

Wybacz, babciu

I wyjechał

Z Darka zrobił się facet z pazurem, zdecydowany, bezpardonowy, nie znał słowa nie. Kręcił interesy, nie zawsze zgodnie z prawem, liczyły się zyski. Wciąż jednak czegoś szukał.

Basię można by odnaleźć w pięć minut. Patryk pracował na uczelni, znany w branży, więc nie mogła zniknąć. Ale Darek szukał nie adresu, tylko szansy

Po kilku latach kombinowania od części samochodowych po sprzedaż spożywki, zaczął robić biznesy z producentami sprzętu medycznego, zdobył kontakty wśród najlepszych lekarzy na świecie.

A dlaczego cię serduszka nagle interesują? zapytał kardiolog z Warszawy, prof. Romanowski. Do takich tematów mamy najlepszych ludzi, ale co się stało?

Potrzebuję pomóc ważnej osobie. Żeby żyła dobrze.

Jaki konkretnie przypadek? Kto? Rodzina?

Tylko znajoma. Dwa lata młodsza ode mnie, od szesnastu lat chore serce Diagnozy nie znam.

Musimy mieć dokumentację, świeże badania, nie sprzed zapomnianych czasów. Jak przywieziesz, powiem co i jak podsumował profesor.

Darek wziął neseser, wyszedł.

Dokąd lecisz? zapytała Iga, świeżo zaspana, przewiązując się szlafrokiem. Dopiero piąta! Znowu?

Darek wzruszył ramionami.

Przepraszam, nie chciałem cię obudzić. Wyjeżdżam na dwa-trzy dni. Nie nudź się beze mnie. Chociaż zamartwiaj się! przytulił ją, pocałował brutalnie. Jakby ktoś dzwonił, powiedz, iż nie wiesz, kiedy wrócę. I nikogo do domu. Okay?

Iga uniosła ręce w teatralnym geście kapitulacji.

Słucham i wykonuję, panie prezesie! Może choć zjeści śniadanie?

Nie ma czasu, wybacz.

Wyszedł po cichu, jej uszy śledziły stukot jego butów na schodach.

Darek nigdy nie udawał przed Igą miłości, ona też się nie łudziła było jej dobrze, przy nim czuła się na miejscu. On z kolei cenił obecność pięknej, pragmatycznej kobiety.

Panie Dariuszu, bardzo nam zależy na pana propozycji. Sprzęt to jedno, ale historia choroby? Poprawiając okulary, cieniutki, podenerwowany doktor Klemens znad talerza nerwowo gryzł paznokcie. Pan jest z CBA? Nie, no broń Boże, ja tu nic a Basia Panek? Nie kojarzę Dostawy do ordynatora, ja nic nie wiem

Pocił się, kręcił długopisem.

Ależ spokojnie, doktorze! uśmiechnął się Darek. Nie jestem z żadnych służb. Ile pan chce za kartę? Proszę się nie krępować, mam z czego płacić. Basia to bliska znajoma od lat. Ma chore serce, a jej mąż ją zamknął, pozwala chodzić tylko do pracy i lekarza. Musi się oszczędzać, tak iż żadnego szybszego bicia serca, najlepiej niech nie oddycha z emocji. Przepraszam, ale to męczarnia! Patryk korzysta z jej sytuacji, sam jeździ samochodem, a ona zasuwa tramwajem, urlop spędza w domu, bo lekarz zabronił. Mówi: był potrzebny dziedzic, więc Basia urodziła. Patryk katuje chłopca nauką. Sam za to zdrowy, opalony, aż piszczy od nadmiaru witamin Wszystko dzięki Basi.

Darek mówił powoli, z wyczuwalnym jadem. Czuł, iż nie czas tu wybuchać.

Jest pan okrutny! szepnął Klemens, jeszcze bardziej się skulił. Wchodzi pan z butami w nie swój świat. To katastrofa!

Katastrofa to trzymać za kratami chorą kobietę dla własnej wygody! rzucił Darek. Ludzie się oglądali. Po prostu pokaż mi kartę, oddam sprzęt, zapłacę jak trzeba. Masz dzieci na studia, niech mają pewną przyszłość. Idziemy porozmawiać na zewnątrz.

Na zewnątrz wiatr szarpał szaliki, lał drobny deszcz.

Ile? westchnął Klemens.

Darek podał sumę w złotówkach. Klemens kiwnął głową, wręczył kopertę z dokumentami. Darek odwdzięczył się grubą paczką.

Dzięki. Sprzęt przyjdzie. Znikam.

Basia szła powoli przez uliczkę. Myślami była gdzieś daleko. Jutro znów kontrola w przychodni, Patryk zapisał ją na niewygodną porę, znowu zwolnienie. Wieczorem zebranie w szkole syna, Patryk oczywiście nie przyjdzie Za tydzień przyjeżdżają jego rodzice, trzeba pokój odświeżyć Dużo tego. Ale na razie tylko iść, oddychać.

Minął ją motocykl, dziewczyna z przodu piszczała do chłopaka na tylnym siedzeniu. Basia uśmiechnęła się mimowolnie, bo przypomniała sobie przejażdżki z Darkiem.

Basia! ktoś ją zawołał. Stanęła jak wryta. Basia, hej!

Obróciła się. Darek

Musimy pogadać. Ważne! pociągnął ją do ławki. Siadajmy.

Darek Dariusz Darek! powtarzała, gładząc go po ramionach, jakby nie mogła uwierzyć. Babcia Hela by oszalała

Basia się rozpłakała, a Darek przytulił ją mocno i delikatnie. On był zawsze to już wiedziała na pewno.

Gdzie pogadać? Może do kawiarni? spytał.

Po co? Chodź do mnie. Patryk i Wojtek już są w domu. Wojtek to nasz syn, poznasz go odrzekła.

Nie mogę u ciebie. To sprawa twoja, ważna.

Dobrze, tam za rogiem jest bar mleczny. Chodźmy

Siedli. Darek denerwował się wyjątkowo, w końcu powiedział:

Basia, musisz ze mną wyjechać. Trzeba zrobić papiery, załatwić zgody.

Gdzie? zbaraniała.

Jest lekarz, profesor z Niemiec, współpracuje z naszym profesorem. Opracowali nową metodę leczenia. Konieczna operacja. Potem będziesz jak nowa! W końcu wyjdziesz z tego więzienia Patryk cię nie będzie pilnował!

On mnie nie więzi. Po prostu się martwi.

Wiem wszystko. O nim, o aucie firmowym pożerającym twoje paliwo, o wszystkim. Basia, wszystko załatwiłem, tylko zbierz papiery i pojedźmy. Zapłaciłem

Darek, a ty sam? Żonaty jesteś? przerwała. Wiesz, zmieniłeś się. Na nieco ponurego szefa, ale choćby ci to pasuje

Tak wyglądam?

Trochę. Groźny, tajemniczy. Nie jesteś mafiosem? zażartowała cicho.

Bywało różnie Zaczynałem od blachy i zaciągu na dzielnicy. Potem już normalnie uczciwy biznes. Musiałem.

Wojtek też się uczy. Patryk mu organizuje korepetycje Byłeś w domu? Co tam?

Nie wiem, nie byłem. Basia, nie o tym! Wszystko już gotowe czekają tylko na twoją decyzję. Weź urlop

Darek nagle się pospieszył, jakby czuł, iż to ostatnia rozmowa.

Basia? Wojtek czeka, obiaduje, a ty tutaj siedzisz? Patryk pojawił się zza pleców. Spóźniłem się w pracy, patrzę siedzisz! A to Darek? Niesamowite

Twarz Patryka stężała, pociągnął żonę.

Czekaj, Patryk. Darek chyba chciał coś jeszcze broniła się Basia, blednąc.

Na powietrze! Basia, bierz tabletkę pod język! zakręcił się Patryk, a Darek, kiwając głową, ruszył za nimi do mieszkania.

W mieszkaniu pachniało rosołem. Wojtek z zaciekawieniem przyglądał się gościowi.

Darek przedstawił się mężczyzna.

Chłopak odwzajemnił uścisk, patrząc z pytaniem na ojca.

Wojtek, zjedz w swoim pokoju. Musimy porozmawiać z panem Darkiem polecił Patryk.

Basia zaniosła synowi talerz, pocałowała go i wróciła na kuchnię.

No i co u ciebie, Darku? Jaka branża? Patryk był już na swoim terenie; rozparł się, wyciągnął nogi tak, żeby Darek miał mniej miejsca.

Basia, daj mu schabowego. Żonaty jesteś? rzucił pogardliwie, przegryzając szczypiorek.

Nie. Basia może mieć przełom. Znalazłem klinikę za granicą, lekarzy, operację. Jeszcze rzadko robione, ale dostępne dla nas. Potem będzie normalne życie, bez zamykania w klatce! Basia czemu się nie odzywasz?

Basia, idź, daj Wojtkowi herbatę.

Patryk poczekał, aż żona wyszła, i mówił cicho, zimno:

Ona nic nie powie. Przecież zjawiłeś się nie wiadomo skąd, chcesz ją wywieźć, nie wiadomo gdzie, na ryzykowną operację, zostawić nas! My się już nauczyliśmy żyć z tym, co mamy. Darek, daj spokój. Pomóż sobie lepiej! prawie szeptał. Nie wtrącaj się. Jak ona padała po porodzie, kto zmieniał pampersy? Kto nosił nocnik? Ty? Byłeś wtedy? Nie! Ona jest moja. Najlepiej wiem, co dla niej! Ja

Przechwalasz się, tak? Darek zerwał się, przewisł nad Patrykiem. Basia to nie mebel, należy się jej szansa na życie. Chcesz korzystać z jej choroby? Wstyd! Jak się wyleczy, sama wszędzie pojedzie! Odetnij pępowinę, Patryk! Ona się podniesie!

Ja nie pojadę. Zostanę tutaj. To moje życie, Darek, boję się. A jeżeli się nie obudzę po operacji? Wojtek pozostało mały. Dobrze mi tu

Basia objęła Darka, przytuliła się.

Chodźcie na herbatę. Są ciasteczka. A potem, Darku pojedziesz. Dobrze?

Nie został na herbacie. Wstał, chwycił kurtkę, wyszedł bez słowa.

Idąc przez miasto, taranował ramieniem przechodniów. Nie mógł pojąć, jak można nie chcieć lepszej przyszłości. Przecież rzucił na to swój dorobek, swój czas I co?

Cały ten czas chodziło ci tylko o to, żeby pokazać Patrykowi, iż jesteś lepszy. Ale przegrałeś przemknęło pustką w głowie i poczuł jedynie gorycz.

Iga czekała na niego w domu, nie spała.

Cześć mruknęła, stojąc w tym samym szlafroku. Ugotowałam zupę Może spróbujesz?

Podbiegła, objęła go.

Co się stało, Darek?

Bałam się, iż nie wrócisz. Że zostaniesz u niej

Iga się rozpłakała, mocno wtuliła.

Głuptasie! Jakbym mógł bez ciebie? Darek nagle poczuł się lekki jak piórko. Nikomu już nie musi nic udowadniać, nie jest nikim winny, może po prostu żyć, kochać Igę, ożenić się z nią, mieć dzieci, wychowywać je Po prostu ich dom, rodzina. A reszta ludzi też niech żyje, jak chce.

I to jest właśnie pozwolić sobie być szczęśliwym!

Iga patrzyła, jak Darek z apetytem zajada jej zupę, i uśmiechała się, bo w tym domu właśnie zamieszkała mała szczęśliwa rodzina.

Idź do oryginalnego materiału