Wolność i szczęście – życie pełne euforii po polsku

polregion.pl 1 dzień temu

Wolność szczęścia

Darek, poczekaj! No przystań

Darek nieco zwolnił kroku i obejrzał się.

Za nim z pośpiesznie wydeptanej ścieżki wiodącej do ceglanego, dwupiętrowego domu, podążała Ola, szesnastoletnia dziewczyna w wysokich kozakach, spódniczce, białym krótkim futerku i z chustką zawiązaną na głowie. Spod gryzącej, wełnianej chustki wymykały się ciemnokasztanowe loczki. Ten odcień idealnie pasował do jej zielono-piwnych oczu, błyszczących, jakby zaraz miała się rozpłakać. To sprawiało, iż Ola wydawała się delikatna, bezbronna; aż chciało się ją ochronić.

Dziewczyna co chwilę podwijała nogi, potykała się, ale nie zwalniała.

Ola, nie biegnij! Nie biegnij, ślisko! zawołał poważnie Darek. I w ogóle nie biegnij. Choć Pasuje ci, jak biegniesz. Policzki aż ci się żarzą! Pięknie! Dawno tak nie wyglądałaś. Dochodzisz do siebie!

Ola rozpromieniła się uśmiechem, podeszła bliżej, Darek wyciągnął do niej rękę, ona chwyciła ją, mrugnęła.

Czego chciałaś? rozglądając się zapytał, gwałtownie całując ją w policzek. Mama przecież zabroniła ci się ze mną zadawać, porządnie mi groziła westchnął teatralnie.

Ola posmutniała, spuściła wzrok, zaczęła miętosić rączkę od torebki. Ale zaraz znowu się uśmiechnęła.

Darek, sami kłamią z tatą! Nic ci nie zrobią! Chodź ze mną dziś do kina, co? poprosiła szeptem. Mam już bilety. Proszę, patrz!

Ola zdjęła rękawiczkę, rozłożyła dłoń. Siedziały tam dwa papierowe bilety.

Darek ujął jej gorącą rękę, pogładził smukłe, pianistyczne palce.

Do kina? No Nie wiem Mam sprawy, zmarszczył się, jakby się zamyślił. Ola wyrwała rękę i schowała do rękawiczki. Ale jak już zapraszasz pójdziemy, pokiwał głową i burknął:

Jaki to film? Znowu jakaś miłość?

Nie, wojenny. Paweł był i mówił, iż bardzo ciekawy! gwałtownie zaprzeczyła Ola. Ale sama trochę się boję, a koleżanki nie chcą iść.

Paweł? On to różnie opowiada Idź z nim, zgodzi się na pewno! głowa Darka lekko się wyprostowała. Skoro go słuchasz, to

Paweł Wierzbicki był kolegą Oli z klasy, bardzo bystrym, spragnionym wiedzy chłopakiem. Nie grał w piłkę, nie wygłupiał się, ciągle się uczył i biegał za Olą. Trochę to irytowało Darka, ale Paweł trudno był konkurentem zbyt miękki i powolny. Ola zaś lubiła takich jak Darek żywych, ciekawych świata.

Ale niestety, Darek miał teraz do Oli zakaz wstępu, a Pawłowi zielone światło. Pani Barbara, mama Oli, prawie czerwony dywan przed Pawłem rozwijała, zawsze była dla niego miła

Nikogo nie słucham! złościła się Ola. Skoro ciebie zapraszam, to inni mnie nie obchodzą. No to co, pójdziesz?

Zarumieniła się lekko i przymrużyła oczy.

Darek z przyjemnością pokiwał głową.

Idę, idę. Pewnie, przestraszona mruknął. A co ze mną? Prawda, strach narzucać Darkowi! Później w nocy to ja będę krzyczeć, babcia Zosia się zlęknie!

Darek puścił do niej oko, Ola roześmiała się, machnęła ręką:

Oj, niczego się nie boisz! Wcale! No to czekam pod kinem o 18:50. Teraz muszę lecieć, bo mama kapustę kroi, cała kuchnia w miskach. Lecę.

Ola ostrożnie się odwróciła i poszła do domu.

Mieszkała z rodzicami dwa domy od Darka, razem dorastali, płoszyli wróble w krzakach, wdrapywali się na czeremchę, by urwać granatowe, cierpkie jagódki, pluli potem pestkami na odległość na zmianę, kto dalej. Razem chodzili do szkoły, ona była tylko dwa lata młodsza. Dziewczyny jej zazdrościły, iż taki przystojny Darek ją tak nosi na rękach, ale dla Oli to było normalne był w jej życiu od zawsze. A to, iż jej pomagał

Pewnej zimy, kiedy jeździli na nartach, Ola źle się poczuła, aż upadła, łamiąc nogę. Leżała w zaspie, bolało ją wszystko, a Darek był pierwszy, który dobiegł z pomocą. Tak to już było Ola zawsze głośno płakała, a Darek pędził na odgłos jej krzyku. Kiedy zaniósł ją do domu, noga już napuchła, musieli rozciąć but.

Odwiozła ją karetka, na miejscu lekarze stwierdzili, iż noga to nic, gorsze serce wypisali, zgodnie z polskim zwyczajem, listę łacińskich diagnoz. Trzymali ją długo w szpitalu, a potem wypuścili do domu.

Śnieg już zniknął, a Ola ledwo zaczynała wracać do zdrowia.

Noga długo się zrastała, drapała pod gipsem, Ola się złościła, płakała, kłóciła z mamą, ale kiedy przychodził Darek świat od razu był inny. Rozkładał mapę świata na łóżku, wędrowali palcem po tropikach, zaraz potem przemierzali Syberię, a przez chwilę byli w chatce pod Krakowem. Albo przynosił klocki, składali coś razem. Albo robili gazetki ścienne

Jak ci zdejmą tego gipsa, mówił Darek pokazując na nogę, pojedziemy gdzieś razem! Gdzie byś chciała?

Ola wzruszała ramionami.

Ja bym chciała po prostu na podwórko, ale mama nie puszcza. Mówi, iż muszę odpoczywać, bo z sercem coś. A ja chyba już chodzić nie umiem

Bzdura! machnął ręką Darek. Mojemu dziadkowi, panu Michałowi z Fedorowa, wojna też odebrała zdrowie, a pewien profesor kazał mu ćwiczyć, rozciągać się i wyzdrowiał! Nauka idzie do przodu, Ola. I dla ciebie znajdzie się sposób! Tylko nie poddawaj się. Rusz się, ślimaczku! Ru-szaj się!

Gdy dokuczał Oli, łapał jej lalkę z łóżka i uciekał, ona, stukając kulą, goniła go i narzekała, by ją oddał.

Olka, w twoim wieku, co ty, lalki? nabierał zapału Darek. Cała babcia Alfreda z warzywniaka! Wyjdź z tej starości, Ola! Jeszcze zatańczymy!

Ola! Natychmiast połóż się! Darek, co ty wyprawiasz?! wpadała mama, pani Barbara. Przecież nie można cię denerwować! Wynocha! Idź do domu, Darek, do nas zaraz Paweł przyjdzie popracować z Olą, już dużo zaległości.

Paweł? Ten nerd? No proszę Może posłucham jak pracujecie? prężył się Darek, ale dostał od Oli kuksańca.

Kiedy Darek wychodził, pani Barbara zatrzymała go na ganku, chwyciła za kołnierz i przycisnęła do ściany.

Powiem ci tak, synku. Daj nam spokój! Ola ma poważną chorobę, żadnego wysiłku, choćby dzieci mieć nie może. Tak lekarz powiedział. Ja chcę mieć żywą córkę! Nie mówić jej, rozumiesz? Sama marzy o rodzinie Teraz choćby tyle

Zrobiła grymas, rozpłakała się, odwróciła i wskazała bramkę.

Już idąc do domu Darek zrozumiał, o co jej chodziło. Ola prawdziwy inwalida, o ile serce aż tak słabe

Umrze przeleciało mu przez myśl niczym błyskawica. Może choćby dziś

Babcia Zosia, stojąc na ganku, patrzyła zaskoczona, jak wnuk zrzuca kurtkę i koszulę, chwyta wiadro i polewa się zimną wodą ze studni.

Darek! Co robisz?! Zachorujesz! zawołała, biegnąc z ręcznikiem.

Darek odetchnął, pokręcił głową, uspokoił się trochę.

Nie ma mowy! Musi jeszcze żyć długo i szczęśliwie! I będzie! Obiecuję! tupnął nogą.

Babcia Zosia nie mogła zrozumieć, co Darek mamrocze

Darek, śpij już, późno. Wracaj do siebie, odpocznij zamruczała ziewając.

Idę, przepraszam. Wypiję herbatę i idę spać. Dobranoc, babciu!

Mieszkali tylko we dwójkę. O rodzicach Darek nie wiedział wiele ponoć zginęli lub przepadli. Babcia nie rozmawiała o tym chętnie.

Ola często jeździła z mamą do lekarzy. Pani Barbara przynosiła im upominki, narzekała, iż nic nie pomaga.

Na razie nie potrafimy jeszcze tego leczyć rozkładał ręce lekarz. Może kiedyś dzieki postępom nauki, ale teraz tylko spokój. Proszę się nie rozpaczać, setki ludzi tak żyje!

Tak, tak Oczywiście. Spokój kiwnęła głową pani Barbara. Paweł też mówi, iż trzeba uważać. Dużo czyta, sam dba o Olę.

Mamo! Ola zarumieniła się ze wstydu za mamę.

I dobrze! Paweł? Mądry chłopak, cenna sprawa! śmiał się lekarz. Doceniaj go, Olka! To i mąż być może dobry Do widzenia, widzimy się za trzy miesiące.

Lekarz patrzył przez okno, jak obie szły do bramy, potem zadzwonił do żony z prośbą o naleśniki na kolację. Pragnął tłustego, słodkiego, polskiego dania…

Teraz Ola bała się wykonać niepotrzebny krok, a mama dmuchała na nią jak na jajko żeby nie zachorowała, nie spociła się, nie biegała…

…W kinie było duszno, pachniało tytoniem. Ola trzymała się mocno ręki Darka, na filmie płakała cicho w jego ramieniu.

Ola, nie płacz. Wszystko się ułoży! Oluś szepnął Darek, głaszcząc ją po głowie.

Ale ludzie szeptali „cicho!”, więc zamilkli.

Darek, źle się czuję. Wyjdźmy, poprosiła cicho.

Dobrze, chodź!

Dwie cienie przemknęły przed ekranem ku wyjściu. Strumień światła wpadł na sekundę z foyer, potem drzwi się zamknęły i znów zrobiło się ciemno.

Ola i Darek zmrużyli oczy od jasności.

Usiądź, przyniosę ci wodę! rozkazał opiekuńczo Darek.

Bileterka spojrzała z dezaprobatą, kręcąc głową.

Taka młoda szeptała, myśląc chyba, iż Ola jest w ciąży. Chociaż jesteście po ślubie? Gdzie ten świat zmierza

Niewiele brakowało, by Darek odpowiedział impulsywnie:

Jeszcze nie, ale niedługo tak będzie!

Co? Ola była zszokowana. Żartujesz chyba?

Przyciągnęła go i spojrzała serio w oczy.

Nie żartuję takimi rzeczami! odparł poważnie Darek. Chciałem później porozmawiać, ale skoro tak Olu, idę do wojska. A jak wrócę, pobierzemy się. Obiecałem ci, iż zobaczysz świat? zamieszał się No może nie od razu, ale pingwiny na pewno! Obiecałem?

Przytaknęła.

To dotrzymam słowa. A co oni mówią, nieważne! Trzeba bardzo chcieć cię wyleczyć. A ja chcę. Znajdziemy lekarzy, najlepszych, o ile trzeba za granicą. Zoperują cię! Będziesz mogła urodzić dziecko! zapalił się Darek. Tak chciał ją pocałować, ale pod czujnym wzrokiem bileterki nie chciał.

Wypij wodę, wyjdziemy na dwór! powiedział, ale Ola łagodnie się wyswobodziła.

Nie mogę mieć dzieci…? spojrzała w oczy. Nigdy?

Darek się zmieszał mama prosiła nic nie mówić, a on palnął…

No Nie czas teraz o tym mówić. Zobaczymy. Trzeba tylko uważać. Chodź, pospacerujemy.

Ola skinęła cicho głową, pozwoliła mu założyć płaszcz i wyprowadzić na zewnątrz. Potem się odwróciła i zacisnęła zęby „jestem niedoskonała… nie stworzę prawdziwej rodziny. Co dalej?”

Darek wymyślił, jak ją rozweselić. Zaprowadził do Kuby Borowskiego kolega pozwolił im przejechać się motorem. Założyli jej kask, posadzili przodem i zabronili Dareczowi szaleć.

Motor jechał wolno, Ola czuła jego opiekuńcze objęcie, serce szumiało. Zapomniała o wszystkich smutkach. Liczył się tylko asfalt pod kołami, Darek i szum silnika.

W nocy Ola poczuła się bardzo źle, trzeba było wezwać lekarza. Zrobił zastrzyk i w przedpokoju zganił rodziców:

Nie dbacie o dziecko! Już za moment egzaminy, a ona cała roztrzęsiona!

Ola tłumaczyła, iż to po filmie, iż zaraz przejdzie…

Znowu z Darkiem byłaś? spytała surowo mama.

Tak, Darek jest dobry i wszystko mówi mi szczerze choćby o tym iż nie mogę mieć dzieci.

Ola znów się rozryczała, jęknęła.

Oj, ja mu łeb ukręcę! ścisnął pięści pan Stanisław, jej ojciec.

Nie ruszaj go tato! Jest najlepszy! Wasz Paweł choćby mu do pięt nie dorasta!

Spać! syknął ojciec, zgasił światło i przepchnął żonę do ich sypialni. Darkowi przyszło powołanie, niedługo się wszyscy uspokoimy!

Pani Barbara Darka do domu już nie wpuszczała, za wszystko obwiniała.

A ja i tak będę z nią! Wyleczę ją, zobaczycie! Co ją tak zamykacie, każecie się bać? Przez was usycha! Pozwólcie jej być młodą! Darek, tuż przed wyjazdem do jednostki, przyszedł się pożegnać, ale pani Barbara nie wpuściła. O mało się nie pobił z ojcem Oli, byle tylko zobaczyć ukochaną. Wpuścicie albo oknem wlezę!

Na ganek wyszedł pan Stanisław, z dubeltówką.

Będziecie strzelać, panie Staszku? No, proszę! Jednego mniej, nikomu niepotrzebny Poza babcią Zosią. I tak. Powiedzcie Oli, iż wyjechałem. Nie będzie się martwiła.

Darek śmiało stanął naprzeciwko, lufa dotknęła jego piersi. Pani Barbara z trwogą zatkała usta.

Ojciec po chwili opuścił broń.

Głupi jesteś, Darek. Może zmądrzejesz w wojsku. Idź już. Ola śpi, budzić jej nie dam.

Oboje rodzice, nie rozmawiając ze sobą, pomyśleli, iż wszystko to przez Darka. Przez niego był wypadek, przez niego Ola jeździła na nartach Niech znika z ich życia!

Nie przejmuj się, Basia. Może mu się spodoba w wojsku, zostanie tam. Ola zapomni machnął ręką ojciec. Idź sprawdzić, czy Ola nie słyszała?

Pani Barbara na palcach podeszła do pokoju córki, było cicho. Nie widziała, jak Ola stojąc boso pod oknem, patrzyła na odchodzącą sylwetkę Darka.

Odwróć się! No odwróć! płakała w myśli.

I Darek się odwrócił, niby poprawiając czapkę, ale pomachał jej lekko. Zrozumiała…

Darek wrócił dopiero po czterech latach. Ola nie wiedziała, rodzice nie mówili, iż wysłali go na misję w Afganistanie, zaginął na służbie. Babcia Zosia zmarła, nie doczekawszy jego powrotu. Olego na pogrzeb nie puścili.

Wszystkie listy, które pisała na adres jednostki, znikały gdzieś bez śladu.

Nie odpowiada? współczuła listonoszka, pani Anna, gdy Ola odwiedzała pocztę. To pewnie ma inne sprawy Albo i nie chce O, a tam idzie Paweł, zobacz, jaki wyrośnięty! Twoja mama go szukała, może idź

Darek wrócił jesienią. Pusty, zdewastowany dom pachniał starą wilgocią, woda z dachu zalała piętro, na ścianach brzydkie zacieki. Na kanapie leżał jeszcze szalik babci Zosi, w kącie ikony.

Darek siadł przy stole i zamyślił się. Niby wszystko jak dawniej, a jednak inne. Albo to on już jest inny.

Po nieprzespanej nocy ubrał się i poszedł pod dom Oli. W ogrodzie wieszała pranie pani Barbara.

Pani Basiu! zawołał, wyrzucając papierosa. Prawie się pani nie zmieniła!

Wydawało mu się, iż minęła wieczność od tamtego czasu.

Słucham? przymrużyła oczy kobieta.

To ja, Darek. Mogę wejść?

Nie czekając, wszedł do ogrodu i spoglądał w okno pokoju Oli. Zasłony szczelnie zaciągnięte, doniczek nie widać.

Wyjechała, Darku. Żyjesz? zapytała pani Barbara już z nutą obojętności. Wróciłeś No tak, sprawy w kraju się zmieniają

Gdzie wyjechała? spod byka zerknął Darek, już sięgał do paczki z papierosami, ale się rozmyślił.

Do Wrocławia. Paweł się tam dostał na studia, więc razem wyjechali.

To przez Pawła?

Pewnie! Są małżeństwem. Ola tu nie chciała zostać, powiedzieli, iż zginąłeś. Paweł ma tam rodzinę. Pisała niedawno, iż się urządzili, iż Ola też dostała się na uczelnię. Dzięki Pawłowi przetrwała, zajmował się nią Po śmierci babci Zosi była całkiem załamana, lekarza znowu wzywali Ale Paweł był przy niej. Proszę cię, nie szukaj ich. Pozwól im być szczęśliwymi

Popatrzyła na niego błagalnie.

Ola nigdy nie kochała tego kujona! parsknął Darek.

To było wcześniej. Gdy ciebie zabrakło, zrozumiała. Przy Pawle czuje się bezpieczna. Nie pojawiaj się w jej życiu.

Darek nic nie odpowiedział. Odwrócił się i odszedł. Pani Barbara westchnęła ciężko.

Jeszcze dzień się krzątał po pustym domu, spakował rzeczy w plecak, pozabijał okna deskami i zamknął na kłódkę. Potem poszedł na cmentarz. Stanął nad grobem babci Zosi, posłuchał śpiewu ptaków. Zdjął swój srebrny krzyżyk i położył go na nagrobku.

Wybacz, babciu Zosiu…

I wyjechał…

Darek stał się twardy i bezkompromisowy. Działał z rozmachem, nie zawsze czysto, obracał pieniędzmi, ale ciągle miał jeden cel: szukał. Nie samej Oli ją można było znaleźć w minutę. Szukał możliwości.

Po około ośmiu latach pracy (najpierw części zamienne, później antyki, potem sklepy spożywcze, aż po dostawy surowców) Darek dotarł do producentów sprzętu medycznego i poprzez nich zdobył kontakty do najlepszych lekarzy na świecie.

Czemu tak się interesujesz sprawami serca? pytał prof. Romanowski z warszawskiego Instytutu Kardiologii. My tu mamy świetnych specjalistów! Ale co się stało?

Chcę pomóc jednej osobie. Musi żyć Musi być lepiej.

To konkretne dane, wiek, historia choroby?

Znajoma z dzieciństwa, młodsza o dwa lata. Od szesnastu lat chore serce. Diagnozy nie znam.

To musisz się dowiedzieć, stare wyniki się nie przydadzą Potrzebuję kompletu świeżych badań.

Darek przytaknął i wyszedł, cicho zamykając drzwi za sobą.

Dokąd idziesz? pytała Irena, w korytarzu wiązując mocniej pasek szlafroka. W mieszkaniu było chłodno, bo Darek wiecznie wietrzył.

Mężczyzna odwrócił się, westchnął.

Przepraszam, nie chciałem cię budzić, muszę na parę dni wyjechać. Nie czekaj na mnie, sama zdecydujesz… Uściskał ją mocno. Będziesz tęsknić, słyszysz? Jak będą dzwonić, mów, iż nie wiesz, kiedy wrócę. Ani ty nie wiesz, bo nie wiem, kiedy wrócę. Nie przyprowadzaj do domu nikogo, dobrze?

Irena uniosła ręce w geście poddania i posłała mu buziaka.

Tak jest, panie kierowniku. Może chociaż zjesz śniadanie?

Nie mam czasu. Przepraszam.

Zamknął za sobą drzwi, a Irena słyszała, jak jego kroki odbijają się na schodach…

Wiedziała, iż jej nie kocha. On też tego nie ukrywał, ale było im jakoś razem dobrze. Ona była jego spokojną przystanią, on dla Ireny bogatym, przystojnym mężczyzną. Czego chcieć więcej, gdy świat i tak nie jest doskonały?

Panie Dariuszu, dziękujemy za ofertę, sprzętu zawsze potrzeba Ale co innego dokumentacja medyczna, dane osobiste! W restauracji naprzeciw siedział drobny, chudy doktor, obgryzał paznokcie. Kontrola? Pan z urzędu? Nie, ja niczego nie sprzedam! Ola Nowicka nie przypominam sobie. A dostawy to już do dyrekcji…

Był coraz bardziej spięty.

Panie doktorze! zaśmiał się Darek. Nie jestem z żadnych służb. Ile pan chce za informacje? Dla mnie nie problem. Rozumie pan, Ola to moja dawna koleżanka, a jej mąż zamknął ją w domu, karmi lekami, nie pozwala na nic, tylko co tydzień do przychodni. Oficjalnie niby pracuje, ale co z tego życia nie ma. A męża dobrze się urządził mieszkanie, samochód, a ona na autobusie do pracy! Dostała choćby sanatorium a jeździł sam! Mają syna. Niby nie miała rodzić, a jednak Chłopak już podporządkowany nauce, wygląda jak cień. Za to Paweł zadowolony, zdrowy. Wszystko kosztem Oli. To nie fair. Proszę, niech pan mi tylko udostępni kartę, dokumentację. Ja swoje załatwię. Płacę, pan lubi pieniądze. To zwykły układ, nikogo nie skrzywdzi! Pana rodzina wyciągnie, a ja zadbam o swój sprzęt dla szpitala.

Darek mówił wolno, ale miał ochotę krzyczeć. Ale to restauracja tu się nie podnosi głosu.

Pan jest okrutny! Pan chce zniszczyć ich świat! wyszeptał doktor. To przestępstwo!

Przestępstwem jest wykorzystywanie czyjejś choroby! Ja chcę ich tylko uratować burknął Darek. Prosto: pokazuje pan dokumenty, dostaje przesyłkę na czas i koniec.

Wyszli razem. Świszczący wiatr rozwiewał czapki, szarpał szalikami.

Ile? spytał wreszcie doktor.

Darek podał kwotę. Tamten przytaknął, podał papiery miał je, tylko grał na zwłokę. Darek wrzucił paczkę pieniędzy i podziękował.

Ola szła powoli uliczką, nie myśląc o niczym. Jutro znowu lekarz, potem zebranie w szkole syna, za tydzień teściowie mają przyjechać Mnóstwo spraw. Teraz najważniejsze było po prostu oddychać.

W pobliżu śmignął motor z piszczącą dziewczyną na plecach chłopca. Ola uśmiechnęła się przypomniał jej się Darek i tamta przejażdżka.

Ola! usłyszała znajomy głos i zastygła. Ola, cześć!

Odwróciła się. Darek.

Musimy porozmawiać, to bardzo ważne! pociągnął ją ku ławce. Usiądźmy gdzieś.

Darek Dariusz szeptała, głaszcząc go po ramieniu i po twarzy. Babcia Zosia nie wierzyła

Ola się rozkleiła, Darek objął ją mocno, ale z czułością. Był jej opoką, zawsze to czuła.

Może pójdziemy do kawiarni? zapytał.

Nie trzeba. Chodź do nas. Paweł i Waldek już w domu. Waldek to nasz syn, poznasz go.

Nie mogę u was. To ważna sprawa, tylko dla ciebie.

No dobrze, jest bar mleczny chodź.

Usiedli, Darek długo się wahał, w końcu powiedział:

Ola, musisz ze mną wyjechać. Trzeba załatwić papiery, pozwolenia, wszystko.

Gdzie?

Mój znajomy, świetny lekarz, znalazł specjalistę, który może cię wyleczyć. Operacja! Potem odzyskasz siły, będziesz mogła żyć normalnie! Paweł przestanie cię więzić, te badania

On nie więzi. Martwi się o mnie pokręciła głową Ola. Mylisz się

Ja wiem swoje. I o samochodzie, i o wszystkim wiem. Ola, zapłaciłem już wszystko. Jedź. Czekają tylko na ciebie. Profesjonaliści.

A ty? Ola przerwała mu. Żonaty? Co robisz? Wiesz, bardzo się zmieniłeś, na początku bym nie poznała Ale to ci pasuje

Jak? zapytał cicho Darek.

Taki tajemniczy, nieprzystępny. Trochę groźny. Nie jesteś przecież bandytą?

Różne rzeczy w życiu Było, nie będę ukrywał. Zaczynałem od zera, teraz handluję sprzętem, tłumaczę, uczę się angielskiego.

Super. Waldek też się uczy, Paweł znalazł mu korepetytora. Byłeś w domu? Co teraz tam jest?

Nie wiem, nic nie zostało. Ale nie o tym chcę mówić. Ola, wszystko opłaciłem, brakuje tylko twojej decyzji. Daj się namówić!

Darek czuł, iż muszą się spieszyć.

Ola? Waldku, już czas, a ty siedzisz tu na mlecznym? Paweł podszedł do ich stolika. Zatrzymałem się po pracy, zobaczyłem cię przez szybę. To Darek? Ciekawe

Paweł mocno ścisnął Oli dłoń, prowadząc ją na dwór.

Zaczekaj, Paweł. Darek mi coś zaproponował, nie zdążyłam

Ola poczuła, iż zaraz wydarzy się coś złego.

Do domu! Ola, musisz na świeże powietrze. Weź tabletkę pod język! spanikował Paweł, a Darek poszedł za nimi wolno.

W domu było chłodno i pachniało zupą. Waldek ciekawie przyglądał się gościowi.

Dariusz wyciągnął rękę.

Chłopiec uścisnął i spojrzał na tatę.

Waldek, zjedz w swoim pokoju. Musimy porozmawiać z panem Darkiem powiedział Paweł.

Ola zaniosła synowi na tacy kolację i wróciła do kuchni.

No i co tam u ciebie? Czym się zajmujesz? Paweł udawał pana domu, przysiadł się wygodnie na krześle.

Ola, połóż mu kotlet. Jesteś żonaty? rzucił, żując zieloną cebulkę.

Nie. Dla Oli znalazłem klinikę za granicą. Tam zrobią operację serca. To rzadkie zabiegi, ale nasi lekarze też współpracują. Najlepsza opieka. Ola, czemu nic nie mówisz? Darek aż płonął z przejęcia.

Ola, podaj Waldkowi herbatę.

Paweł poczekał, aż żona wyszła, po czym zaczął:

Co ona może powiedzieć? Wpadłeś tu znikąd, chcesz ją zabrać nie wiadomo gdzie, pod nóż, za jakie pieniądze? A my z Waldkiem? Jakby, nie daj Boże, coś się stało? My zostaniemy tu, ona tam? Jesteśmy szczęśliwi, nie musimy być ratowani. Tobie pomóż. Nie mieszaj się. Gdzie cię był wcześniej? Chodziłeś z bronią, załatwiałeś „biznesy”? My wiązaliśmy ledwie koniec z końcem. A ty chcesz ją zabrać. A kto wynosił naczynia nocą w szpitalu po porodzie Waldka? Ja nią się opiekowałem, ja wiem najlepiej, co dla niej dobre.

Opowiadasz mi tu o swoich poświęceniach Niech ci będzie Darek wstał, zawisł nad Pawłem. Ola to nie rzecz. Należy jej się szansa. Dobrze ci jeździć jej autem? Sama będzie prowadziła. Wstydź się, Paweł! Wstydź! Jeszcze zobaczysz po operacji będzie kimś innym!

Nigdzie nie pojadę, Darek. Zostanę tutaj. Boję się A jeżeli się nie obudzę? Waldek pozostało mały. Jest mi dobrze tak, jak jest.

Ola przytuliła się do Darka i oparła głowę na jego plecach.

Chodźcie się napić herbaty. Mam ciasto i cukierki. A potem Darek wróci do siebie, dobrze?

Nie został na herbatę. Wstał, zabrał kurtkę i wyszedł. choćby się nie pożegnał.

Idąc ulicą i roztrącając ramieniem przechodniów, nie mógł pojąc, jak można odrzucić szansę na szczęście. Wszystko już dla niej zrobił, połowę firmy sprzedał Na darmo.

Tyle drzwi obszedł, tyle zabiegał na darmo.

Chciałeś tylko udowodnić Pawłowi, iż jesteś od niego lepszy, iż Ola i tak kiedyś będzie twoja. A przegrałeś! zabolało mocno

Irenka czekała na niego. Nie spała.

Cześć powiedziała cicho, dalej w tym samym szlafroku. Ugotowałam rosół Może spróbujesz? Wyszedł mi w końcu

Zbliżyła się do niego i mocno objęła.

Co się dzieje? zdziwił się Darek.

Bałam się, iż nie wrócisz. Że zostaniesz z nią…

Irenka zaszlochała cicho. Przytuliła się jeszcze mocniej.

Malutka! Bez ciebie nie dam rady. Trochę głupot! Nagle poczuł lekkość jakby spadł z niego ciężar tonowy. Już nic nie musi udowadniać, nikomu. Może żyć dalej, kochać Irenę, ożenić się, mieć dzieci To będzie ich życie, ich rodzina. Inni niech też żyją po swojemu.

Bo to naprawdę proste pozwolić sobie być szczęśliwym.

Irena patrzyła, jak Darek z apetytem je jej rosół. Uśmiechała się, bo wiedziała, iż w ich domu już mieszka mała, prawdziwa rodzina.

Idź do oryginalnego materiału