Wolność i szczęście – polska droga do spełnienia

twojacena.pl 2 dni temu

Wolne szczęście

Darek, poczekaj! No zatrzymaj się…

Darek zwolnił kroku, odwrócił się.

Za nim śpieszną ścieżką, wydeptaną ku małemu, dwupiętrowemu ceglanym domkowi, szła gwałtownie Lena, szesnastoletnia dziewczyna w wysokich kozakach, spódnicy, białym krótkim futerku i z chustką zawiązaną na głowie. Spod wełnianej chustki wymykały się ciemne kasztanowe loczki. Ten odcień świetnie pasował do jej oczu zielonkawo-piwnych, błyszczących, jakby zaraz miała się rozpłakać. To sprawiało, iż Lena wyglądała krucho i bezbronne, chciało się ją chronić, opiekować.

Co chwilę się ślizgała, podskakiwała, ale nie zwalniała tempa.

Lena, nie biegnij! Uważaj, ślisko! krzyknął Darek, niby surowo. A zresztą… Dobrze ci w tym pędzie. Policzki ci się świecą! Ależ jesteś piękna! Dawno takiej cię nie widziałem. Zdrowiejesz!

Lena uśmiechnęła się, podeszła bliżej, Darek podał jej rękę, chwyciła ją mocno i puściła oczko.

Po co mnie wołałaś? spytał Darek, rozglądając się dookoła, i gwałtownie cmoknął ją w policzek. Twoja mama zabroniła nam się spotykać, wiesz? Groziła mi, iż mi skórę przetrzepie… westchnął ciężko.

Lena posmutniała, spuściła oczy i zaczęła miąć rączkę od tornistra, ale po chwili znów się uśmiechnęła.

Darek, oni z tatą tylko gadają głupoty! Nic ci nie zrobią! Idź dziś ze mną do kina, co? zaszeptała. Już kupiłam bilety. Zobacz!

Ściągnęła rękawiczkę, rozchyliła dłoń. Trzymała dwa papierowe bileciki.

Darek wielkimi dłońmi ujął Lenki rękę, była rozpalona, pogładził jej smukłe palce, takie jak u pianistki.

Kino? Nooo… nie wiem… Mam przecież robotę zrobił nagle poważną minę. Lena wyciągnęła gwałtownie dłoń i schowała do rękawiczki. Ale skoro zapraszasz, no to pójdziemy ugiął się i zapytał z udawanym mrukiem:

Co gramy? Znów o miłości?

Nie, wojenny film. Wojtek był, mówił, iż super! Lena energicznie pokręciła głową. Ale sama się boję, a koleżanki nie chcą.

Wojtek? On to zawsze coś naopowiada… Może z nim powinnaś pójść, przekonać się! Darek podniósł głowę z dumą. Skoro go słuchasz…

Wojtek Nowak był szkolnym kolegą Leny. Typ kujon, głodny wiedzy, do tego nie grał w piłkę, nie rozrabiał, za to ciągle coś robił, przygotowywał się, wszędzie brał udział, do wszystkiego dążył… A no i kręcił się przy Lenie. To Darka irytowało, ale rywala za bardzo w nim nie widział Wojtek to taki amebowaty był, strachliwy. Lena kochała kogoś żywego, takiego jak Darek.

Problem w tym, iż do państwa Pankowskich Darek raczej teraz wstępu nie miał, a Wojtek przeciwnie. Pani Halina, mama Lenki, zawsze przyjmowała Wojtka z uśmiechem…

Nie słucham nikogo! naburmuszyła się Lena. Jak już zapraszam ciebie, to znaczy, iż innych mi nie trzeba. No idziesz, czy nie?

Zarumieniła się i przymrużyła oczy.

Darek poczuł, jak mu się cieplej zrobiło na duszy, skinął głową.

Dobra, pójdziemy. Straszno ci… mruknął. A ja? No dobra, zobaczymy, czy to ja będę się bać dziś! Potem babcia Stasia się zlęknie, jak będę w nocy krzyczał!

Mrugnął do niej wesoło, Lena zaśmiała się i machnęła ręką:

Ojej, ty się przecież niczego nie boisz! No to czekam na ciebie pod kinem o 18:50. Muszę już lecieć. Mama kazała mi szatkować kapustę, cała kuchnia w miskach. To pa!

Ostrożnie się odwróciła i poczłapała do domu.

Mieszkała z rodzicami dwa domy dalej od Darka, razem dorastali, przeganiali wróble po krzakach, wspinali się na czereśnie, żeby pod prąd zakazom mamy objadać się drobnymi ciemnymi jagodami, które potem wypluwali z pestkami na odległość na zmianę z Darkiem. Chodzili razem do szkoły, choć Darek był o dwa lata starszy. Dziewczyny jej zazdrościły, iż taki przystojniak ją niby na rękach nosi, a dla Leny to było normalne, przecież był od zawsze w jej życiu. I to noszenie na rękach…

Przedostatniej zimy, kiedy jeździli na nartach, Lenka nagle źle się poczuła, zakręciło jej się w głowie, posypały się czarne plamki przed oczami. Upadła niefortunnie, złamała nogę. Leżała w śniegu, zgrzytała z bólu zębami, spociła się ze strachu. Ból był wszędzie i w nodze, i w klatce piersiowej, jakby ktoś ścisnął ją pasem i nie można było odetchnąć. Lena zawsze bała się bólu, od dzieciństwa. Żeby przekonać ją do wyjęcia drzazgi, mama musiała wymyślać cuda. A tu cała noga…

Obok był Darek. W sumie zawsze był blisko, zwłaszcza, iż Lena krzyczała rozdzierającym głosem, jak tylko coś się jej działo. Jako dziecko płakała głośno, a Darek wyłapywał ten dźwięk, jak sygnał alarmowy.

Jak Darek zaniósł ją do domu, noga tak spuchła, iż but musiano rozcinać. Lena mocno trzymała się Darkowej szyi, aż zostawiła ślady paznokci na ramieniu, ale Darek zniósł to dzielnie. Wtedy Lena była ważniejsza.

Przyjechała karetka, zabrała ją do szpitala, gdzie okazało się, iż z nogą to jeszcze nie najgorzej gorsze było serce. Dopisali jej do karty całą łacinę chorób. Potem długo trzymali ją na sali, w końcu puścili do domu.

Kiedy na dworze topniały śniegi, Lena powoli wracała do życia.

Noga długo się zrastała, swędziało ją pod gipsem, Lena była zła, kłóciła się o wszystko z mamą, płakała, ale wszystko się zmieniało, kiedy wpadał Darek. On zawsze wymyślał coś ciekawego: a to rozkładał na łóżku, gdzie Lena leżała, mapę świata wyrwaną ze starej encyklopedii, i przesuwał po niej łódeczki z papieru, a to przynosił klocki, razem budowali coś śmiesznego, albo rysowali gazetki…

Jak ci zdejmą ten gipsowy bucik wskazywał Darek na jej nogę to gdzie byś chciała pojechać?

Lena wzruszała ramionami:

Na podwórko… Mama nie puszcza. Mówi, iż musi być spokój, żeby coś się z sercem nie stało. Ja chyba już choćby chodzić zapomniałam…

Głupoty! Po prostu trzeba rozruszać się. U mnie dziadek był, Jurek, w Fedorowie mieszka, wrócił kiedyś z wojny prawie inwalida, coś się mu w nodze zacięło, chodził jak pingwin. Ale potem u nich odpoczywał jakiś słynny profesor, i tak go wyćwiczył, iż zapomniał, iż kiedyś kuśtykał. Nauka, Lena, stoi nie w miejscu! Znajdzie się sposób i na ciebie! Tylko nie smęć. I ruszaj się, ślimaku! Ru-szaj!

Droczył się z nią, zabierał jej lalkę z łóżka, uciekał z nią, a Lena, powarkując, kroczyła za nim na kulach i żądała zabawki z powrotem.

Lena, co ty, zabawki w twoim wieku? Jesteś jak stara babka, siedzisz, narzekasz na bolączki. Jak pani Zosia ze spożywczego… Idziemy potańczyć!

Lena! Leż natychmiast! Darek, proszę cię, przestań! wpadła do pokoju Pani Halina. Nie wolno jej się denerwować! Idź do domu! U nas Wojtek zaraz będzie, lekcje pomóc jej zrobić.

Pani Haniu, ona wam zmarnieje, jak suszona śliwka! Nie można tak ją przykuć do łóżka tylko dlatego, iż coś tam znaleźli! Niech żyje, jak inni, z euforią i werwą!

To nie ty decydujesz. Idź już, Darek. My sami wiemy, co dla Leny najlepsze…

Na ganku Halina chwyciła Darka za kołnierz, przycisnęła do ściany tak, iż aż mu dech zaparło.

Wiesz co! Już ci dziękujemy za domowe rady, doktorze domowy! Lena ma poważną chorobę. choćby dzieci mieć nie będzie mogła tak powiedzieli lekarze. Chcę żywą córkę, rozumiesz? I nie mów jej o tym, ona marzy o rodzinie, dzieciakach… A tu…

Halina się skrzywiła, popłakała i gestem wskazała mu bramę.

Darek dopiero kawałek dalej zrozumiał w pełni, co powiedziała sąsiadka. Lena… kaleka? Na serio?

Umrze… błysnęło mu przez głowę. Może choćby dziś?!

Babcia Stasia stojąca w progu patrzyła zdziwiona, jak wnuk zrzucił kurtkę i koszulę, chwycił za cebrzyk lodowatej wody i wylał ją sobie na plecy.

Darek! Zwariowałeś?! Zaziębisz się! zawołała, podając mu ręcznik.

Darek ochłonął, potrząsnął głową.

To niemożliwe! Przed nią jeszcze całe życie! Przeżyje! Szczęśliwie! Ja się o to postaram! tupnął nogą.

Babcia słuchała, ale nie mogła rozpoznać, co chłopak mruczy pod nosem…

Darek, nie hałasuj, nie tup, nie dajesz spać. Idź, kochanie, do siebie, już późno!

Zaraz, babciu. Napiję się herbaty i idę. Śpij, śpij!

Mieszkali we dwójkę. O rodzicach Darek wiedział kilka ponoć odeszli, zaginęli, a może zginęli, babcia mówiła mętnie…

…Lena co jakiś czas jeździła do lekarzy. Pani Halina przynosiła im do gabinetów słoiki ogórków, swojskie dary, żeby tylko powiedzieli, iż córka będzie zdrowa, ale cudu nie było.

Na razie nie umiemy tego leczyć rozkładał ręce doktor. Może z czasem nauka coś wymyśli, a na dziś tylko spokój i zero stresu. Tysiące ludzi tak żyje! próbował pocieszać.

Tak, tak… oczywiście… Wojtek, kolega Leny, też mówił, żeby uważać, dużo czytać, pilnuje jej trybu dnia…

Mamo! Lena poczerwieniała. Wstydziła się nadgorliwych komentarzy mamy.

Co mamo?! roześmiał się lekarz. Dobrze, iż taki mądry młodzieniec blisko! To i mąż będzie świetny. Do widzenia!

…Tak więc Lena żyła, wciąż bojąc się wykonać za duży krok, a mama czuwała, czy się nie zaziębi, nie spoci, nie pobiegnie…

…W kinie było duszno, pachniało papierosami. Lena trzymała się za rękę Darka, oglądała film, potem cicho płakała w jego ramię.

Lena, nie płacz! Wszystko się ułoży! Kochana! szeptał, głaszcząc ją po głowie.

Ale inni widzowie już syczeli, żeby byli cicho.

Darek, źle mi. Wyjdziemy? poprosiła.

Pewnie! Chodź.

Dwie czarne sylwetki przecięły ekran, prawie biegiem do wyjścia. Foyer zalane było jaskrawym światłem.

Usiądź. Przyniosę ci wody! zarządził Darek.

Bileterka spojrzała na nich z dezaprobatą.

Taka młoda… mruknęła Wy już po ślubie? Dokąd to zmierza młodzież…

Uznała chyba, iż Lena jest w ciąży.

Jeszcze nie po ślubie, ale już niedługo! rzucił nagle Darek.

Co? Lena była w szoku. Roztrzęsła się, znów zakręciło się jej w głowie. Ale chyba żartujesz?

Odwróciła go ku sobie.

Nie żartuję z takich rzeczy! poważnie odpowiedział Darek. Chciałem o tym później pogadać, ale skoro tak… Lena, idę do wojska. Jak wrócę pobierzemy się. Obiecałem ci cały świat pokazać? Może nie od razu, ale chociaż pingwiny zobaczymy. Obiecałem?

Zgodziła się cicho.

No to zrobię co mogę. I nieważne, co mówią! Trzeba tylko bardzo chcieć cię wyleczyć. Znajdziemy najlepszych lekarzy powiedzą, co robić. A ty wtedy urodzisz nam dziecko! mówił z zapałem. Tak mu się chciało ją pocałować w tym zbyt jasnym, z ciężkimi bordowymi kotarami foyer, ale bileterka patrzyła tak przenikliwie, iż aż nie wypadało.

Wypij wodę i na dwór wychodzimy! powiedział, ciągnąc ją lekko, ale Lena ostrożnie się wyswobodziła.

Ja naprawdę nie mogę mieć dzieci? spojrzała mu głęboko w oczy.

Darek się zmieszał. Mama Leny prosiła, aby nie mówił, ale sam się zagalopował…

Teraz nie o tym. Po prostu trzeba uważać. Chodź się przejdziemy, dobrze?

Lena kroczyła cicho, dała się ubrać w palto, wyprowadzić. Na dworze odwróciła się, zacisnęła usta ze złości. Czuła się „niepełna”, jakby nie mogła założyć prawdziwej rodziny. Co teraz?

Darek wymyślił, jak ją rozweselić. Zaprowadził do Kostka Borowskiego, ten pożyczył im swój motocykl. Włożyli Lenie kask, posadził ją przodem, kazał mu jechać spokojnie.

Silnik mruczał równo, Lena czuła ciasny uścisk Darka na talii. Serce jej biło szybciej, czuła zawrót głowy, a wszystkie złe myśli się rozmyły…

…Nocą przyjechał do Leny lekarz, zrobił zastrzyk.

Wy nie dbacie o córkę? A przecież matury tuż tuż! Ona cała nerwowa!

Lena tłumaczyła, iż to po filmie, iż przejdzie…

Byłaś z Darkiem? zapytała surowo matka po odjeździe doktora.

Tak. Darek zawsze mówi mi prawdę! O wszystkim. Też, iż nie mogę mieć dzieci…

Lena znów się rozpłakała…

A ja mu łeb ukręcę! wrzasnął pan Rysiek, tata Leny.

Nie waż się, tato! zapłakana Lena go powstrzymała. On jest najlepszy! Wasz Wojtek to przy nim pikuś!

Spać! ryknął pan Rysiek, zgasił światło. Darkowi powołanie przyszło, będzie spokój!

Pani Halina nie wpuszczała już Darka do domu, cała wina na niego, żadnej rozmowy.

Ja się nie poddam! I będzie szczęśliwa! Wyleczę ją, rozumiecie?! Po co ją więzicie, tłamsicie! Nie dajcie jej zmarnieć! Przed wyjazdem do jednostki Darek wspinał się pod Leny okno, żeby ją choć na chwilę zobaczyć. Wpuśćcie mnie, bo przez okno wejdę!

Na ganek wyszedł pan Rysiek. W dłoni Darek zobaczył strzelbę.

Co, strzelać panie Ryśku chcesz? Proszę bardzo! Nikt mnie oprócz babci Stasi nie potrzebuje to i co mi po życiu? Lenie powiedzcie, iż wyjechałem. Przynajmniej nie będzie się martwić.

Stanął naprzeciw, patrząc twardo. Lufa dotknęła mu klaty, pani Halina zbladła ze zgrozy.

Pan Rysiek przez chwilę patrzył mu w oczy, potem opuścił broń.

Jesteś głupi, Darek. Może w wojsku zmądrzejesz. Odejdź. Lena śpi, nie dam budzić. Dla swojej babci odejdź.

Rodzice ustalili, iż to przez Darka są wszystkie kłopoty. On wciągnął Lenę w narty, jazdy, on winny! Niech zniknie z ich życia!

Nie przejmuj się, Halina. Może mu się przy spodoba i zostanie. Lena zapomni, machnął ręką pan Rysiek. Sprawdź, czy Lena nie słyszała.

Pani Halina weszła na palcach do pokoju córki. Nic nie wiedziała, jak Lena zeskoczyła z łóżka i patrzyła w okno na odchodzącego Darka.

Odwróć się! No odwróć! krzyczała w myślach.

I on się odwrócił, niby poprawiając czapkę, ale naprawdę zamachał jej. I Lena zrozumiała…

…Darek wrócił dopiero po czterech latach. Lena nie wiedziała, rodzice jej nie mówili, ale wysłano go do Afganistanu, tam zaginął bez wieści. Babcia Stasia zmarła, nie doczekawszy go. Lena na pogrzeb nie mogła iść, kazała się uczyć.

Wszystkie jej listy na jednostkę Darka gdzieś przepadały.

Nie odpisuje ci? współczuła pani listonosz, pani Krysia, gdy Lena chodziła na pocztę. Może inne sprawy mu w głowie! Albo nie chce… Młodość! O, patrz, Wojtek idzie, jak profesor! Lena, jakby cię szukał!

…Wrócił jesienią. Dom stał pusty i cichy, wszędzie pachniało zbutwiałymi szmatami. Przeciekał dach, deszcze zalały piętro, po tapecie ściekały rude zacieki. Na kanapie leżał jeszcze szal babci Stasi, w kącie na stoliku ciemne obrazki świętych.

Darek usiadł za stołem, przymknął oczy. Wszystko niby takie samo, ale nie. Może to on się zmienił…

Przekręcił się całą noc, rano poszedł pod dom Leny. W podwórku rozwieszała pranie pani Halina.

Pani Haniu! rzucił papierosa. Wciąż pani taka sama!

Miał wrażenie, iż minęła wieczność od jego wyjazdu.

Kto tam? zmrużyła oczy. To ja, Darek. Mogę wejść?

Otworzył furtkę, szedł ścieżką, zerkając na okno Leny szczelnie zasłonięte, kwiatków już nie było.

Wyjechała. I ty cały? pani Halina poprawiła chustkę. To dobrze… Ale sami widzisz, czasy ciężkie…

Gdzie wyjechała? spojrzał spod byka Darek.

Do Wrocławia. Wojtek dostał się tam na studia, wyjechali oboje.

A co wspólnego ma tu Wojtek?

No jak? Są małżeństwem. Lena nie chciała tu być, myśleliśmy, iż zginąłeś. Więc wyjechała. Ostatnio pisała, iż się urządzili, Lena też dostała się na uczelnię. Dzięki Wojtkowi wszystko przeszła, kiedy… jak pogrzeb twojej babci był. Wojtek był z nami. I widzisz, Darek pani Halina podeszła i poklepała go po ramieniu. Była starzała. Lepiej im dać spokój, nie szukaj ich…

Spojrzała na niego błagalnie.

Ona nie kochała nigdy tego kujona! Darek prychnął.

Kiedyś. Teraz z nim jej spokojnie. Daj im szansę.

Darek nie powiedział nic, odwrócił się i odszedł. Pani Halina westchnęła, wróciła do domu. Jej mąż, pan Rysiek, czytał książkę to Wojtek nauczył go czytać…

Darek pomieszkiwał jeszcze dzień samotnie w chacie, spakował parę szpargałów, zabił okna deskami, założył kłódkę. Potem poszedł na cmentarz, stanął nad grobem babci Stasi, słuchał śpiewu ptaka, odjął z szyi krzyżyk, położył na grobie.

Wybacz, babciu Stasia…

I odjechał…

…Darek stał się twardy, aż do granic, nie znał słowa nie, ani kompromisów. Pchał się wszędzie, byle do przodu, prowadził innych, nagradzał za robotę. Zaczął robić biznesy, nie wszystkie były czyste, obracał pieniędzmi, nie zawsze zupełnie uczciwymi. Ale szukał.

Aby znaleźć Lenę, wystarczyłby moment. Wrocław, uczelnia, Wojtek taki się nie zagubi. Ale on szukał czegoś innego.

Po ośmiu latach interesów (najpierw serwis samochodowy, potem antyki, handel spożywczy i sprzedaż surowców) trafił na kontakty do producentów sprzętu medycznego, w końcu do najlepszych lekarzy.

Co ci tak zależy na kardiologii? spytał Romaniuk, kardiochirurg z Instytutu w Warszawie. U nas najlepsi w tym są. O co chodzi?

Osoba, której chcę pomóc. Żeby dobrze żyła… Darek przełknął ślinę.

Musisz mieć dokumentację. Świeże badania, EKG, stare nie wystarczą.

Darek skinął głową.

Będzie. Jak przyniosę dokumentację, powiesz mi, czy to uleczalne?

Romaniuk przytaknął. Darek wyszedł.

… Gdzie idziesz? zapytała Iga w szlafroku, ściskając się w pasie. W mieszkaniu było chłodno, Darek wiecznie wietrzył.

Przepraszam, iż cię obudziłem. Muszę załatwić interesy. Wrócę za dwa-trzy dni. Będziesz tęsknić?

Podszedł, przyciągnął ją i pocałował namiętnie.

Okej, mój panie. Może chociaż zjesz śniadanie?

Nie mam czasu. Przepraszam.

Wybiegł. Iga słyszała stuk jego butów na klatce…

Wiedziała, iż jej nie kocha. Mówił wprost, nie krył się z tym, ale było im dobrze razem. Z Darkiem była kobietą kogoś ważnego, z nią Darek miał wsparcie, piękną kobietę. Czego więcej?

… Panie Dariuszu, doceniamy ofertę, sprzęt zawsze się przyda, ale dostęp do dokumentacji medycznej, kart pacjentów to już inna sprawa! w restauracji naprzeciwko Darka siedział drobny, nerwowy lekarz, zgryzający paznokcie.

Daj spokój, panie Jurku! uśmiechnął się Darek. Ja nie jestem z żadnej instytucji. Ile chcesz za informację? To dla dawnej przyjaciółki, Lena Pankowska, nie pozwala jej mąż żyć, trzyma pod kloszem, ciągle badania, a sam jeździ jej autem, bierze mieszkanie, dodatek na żonę… Ona wszędzie autobusem, a on… Darek mówił spokojnie, choć chciało się wrzeszczeć. Przecież to wyzysk! Ich syn chodzi jak staruszek, bo o wszystko ojciec się boi, a sam tylko korzysta… Pomóż! Dam ci za to, ile chcesz. Uratowałbyś człowieka.

Jesteś niebezpieczny, Darek! wystraszył się Jurek. Rozwalasz czyjś świat!

Przestępstwem jest żenić się z chorą tylko po to, by żyć jej kosztem! Darek się uniósł.

Przeszli się na zewnątrz, Jurek zgodził się po podaniu kwoty i przekazał dokumenty. Darek zostawił mu w teczce kopertę.

…Lena szła powoli uliczką, nie myślała o niczym, czuła wolność, iż choć raz może oddychać i nie myśleć o problemach. Jutro znów ma iść na badania, ale na razie idzie i żyje.

Minął ją motocykl, na którym dziewczyna śmiała się głośno, tuląc się do chłopaka. Uśmiechnęła się, przypomniała sobie, jak z Darkiem szaleli na motorze.

Lena! usłyszała zza pleców. Lena, hej!

Odwróciła się. Darek.

Muszę pogadać. To pilne! ściągnął ją z chodnika w stronę ławki. Możemy gdzieś usiąść?

Darek… Dariusz… Darek! szeptała przez łzy, głaskała go po ramionach, po twarzy. Babcia Stasia by nie uwierzyła!

Objął ją, mocno, ale delikatnie. Był zawsze, już wiedziała na pewno.

To może do kawiarni? zapytał.

Pójdźmy do mnie. Wojtek z Valią już pewnie w domu. Valia to nasz syn, poznasz go.

Nie mogę u was. To osobista sprawa.

Dobrze, tam jest bar mleczny.

Usiedli, długo milczał, w końcu zaczął:

Lena, musisz ze mną wyjechać. Trzeba załatwić dokumenty, pozwolenia i tak dalej.

Dokąd? zaskoczona.

Mój przyjaciel, profesor Romaniuk, znalazł klinikę, gdzie można leczyć twoją chorobę. Zrobisz operację i poczujesz się lepiej! I Wojtek cię wypuści spod klosza…

On nie więzi mnie. Po prostu się martwi…

Wiem, wiem, iż jeździ twoim autem, wszystko wiem. Nie ważne! Ja już wszystko zapłaciłem, jedziemy! Lekarze są świetni. Mój znajomy…

Poczekaj, Darek. A jak u ciebie? Żonaty? Co porabiasz? przerwała.

Jak? zapytał Darek.

No zmieniłeś się, poważniejszy jesteś, trochę groźny… Ale to ci choćby pasuje! Nie jesteś żadnym bandytą?

Bywało różnie, nie ukrywam: zaczynałem od najprostszych rzeczy, interesy, biznesy… Teraz to już tylko logistyka, język angielski, takie tam.

Valia też się uczy angielskiego, Wojtek zatrudnił mu korepetytora. Byłeś w domu? Co tam teraz?

Nic nie wiem. Ale nie o tym! Lena, wszystko gotowe na twoją operację. Odpoczniesz od tych leków i zakazów, wróci normalne życie, naprawdę! No co ty na to?

Darek się spieszył, przeczuwał, iż ktoś im zaraz przeszkodzi.

Lena? Valia woła na kolację, czemu siedzisz w barze? Wojtek zjawił się obok. Spieszyłem się, zobaczyłem ciebie. I… Darek? No patrz!

Wojtkowi stwardniała twarz, pociągnął żonę za rękę.

Poczekaj, Wojtek. Darek miał propozycję, chciałam… już czuła, iż coś złego wisi w powietrzu, pobladła.

Lena, na powietrze! Tabletka, pod język!

Wojtek był nerwowy, Darek ruszył za nimi.

W domu było chłodno i pachniało zupą. Valia, wychylona z pokoju, patrzyła na gościa.

Dariusz podał rękę facetce.

Valia uścisnęła ją, spojrzała pytająco na ojca.

Valia, zjedz u siebie. Muszę z panem Darkiem pogadać, powiedział Wojtek.

Lena zaniosła synowi kolację, pocałowała go i wróciła do kuchni.

Więc co tam u ciebie? Żonaty? Czym się zajmujesz? Wojtek wyciągał nogi, by gość miał niewygodnie.

Lena, podaj mu kotlet, co nie… Ja nie. Znalazłem dla Leny klinikę za granicą, można zrobić operację serca i znów będzie mogła żyć normalnie, jak dawniej! Lena, czemu milczysz?

Lena, idź do Valii z herbatą.

Wojtek czekał, aż Lena wyjdzie, i cedził niskim głosem:

Co ona może powiedzieć? Skąd się tu nagle wziąłeś, chcesz ją wywieźć, coś obiecać… A my z Valią co? jeżeli coś się stanie? U nas jest dobrze, nie trzeba nam ratunku. Pomóż sam sobie! mówił cicho, groźnie. Gdzie byłeś do tej pory? My żyliśmy od pierwszego do pierwszego. Wynosiłeś z jej pokoju brudne naczynia, pilnowałeś, gdy ledwo żyła? Nie! Jest moja, cała… Ja wiem, co dobre. Ja…

No to się popisujesz. Ona nie jest rzeczą, należy się jej szansa! Sam jeździsz jej autem? Gdy wróci do zdrowia, sama będzie prowadzić! Powinna pojechać, może zyskać nowe życie…

Nigdzie nie pojadę, Darek. Zostaję. Boję się, iż nie przeżyję operacji, Valia jeszcze mała, przeżyje to mocno. Jest mi dobrze.

Lena objęła Darka, przytuliła się do jego pleców.

Napijemy się herbaty, co? Są ciastka! A potem, Darek, pojedziesz już do siebie, dobrze?

…Herbaty nie chciał, wstał, chwycił kurtkę, poszedł, choćby się nie pożegnał.

Idąc po ulicy, potrącał ludzi ramieniem, nie rozumiał, jak można dać sobie odebrać szansę na lepsze życie? Tyle już zrobił, sprzedał pół biznesu…

Tyle prosił, szukał, dogadywał się z lekarzami na próżno.

Chciałeś się tylko wykazać przed Wojtkiem, udowodnić, iż jesteś lepszy, iż Lena i tak do ciebie wróci. Przegrałeś! pomyślał smutno.

…Iga czekała na niego, nie spała.

Cześć rzuciła cicho, wciąż w tym samym szlafroku. Ugotowałam zupę… Skosztujesz?

Podeszła do niego, przytuliła. Od razu poczuł się lekki, jakby zdjął z siebie ciężar wielkości tony. Już nic nie musi, nie musi nikogo ratować, może żyć z Igą, może założyć rodzinę, będą mieć dzieci, stworzą swoje szczęście.

Proste pozwolić sobie na szczęście!

Iga patrzyła, jak Darek z apetytem je jej zupę. Patrzyła i się uśmiechała. Bo wiedziała: w ich domu też właśnie zaczyna się rodzić prawdziwa rodzina.

Idź do oryginalnego materiału