Wolne szczęście
Kuba, poczekaj! No, zatrzymaj się
Kuba lekko zwolnił krok, obejrzał się.
Za nim śpiesznie szła ścieżką Karolina, szesnastoletnia dziewczyna w wysokich kozakach, krótkiej spódniczce, białym futerku i z chustką przewiązaną na głowie. Spod szorstkiej, wełnianej chusty wyłaniały się ciemne brązowe loczki. Ten kolor doskonale pasował do jej oczu zielonkavobrązowych, błyszczących, jakby zaraz miała się rozpłakać. Dzięki temu Karolina wydawała się krucha, delikatna, chciało się ją bronić i otaczać opieką.
Dziewczyna co chwila się ślizgała, podrygiwała, ale nie zwalniała kroku.
Karolinka, nie biegnij! Nie biegnij, ślisko! rzucił ostrzej Kuba. I w ogóle nie biegaj. Chociaż Tobie bieganie pasuje. Policzki ci się zarumieniły! Pięknie wyglądasz! Dawno już taka nie byłaś. Zdrowiejesz!
Karolina uśmiechnęła się, podeszła blisko, Kuba podał jej rękę, złapała ją i puściła do niego oko.
O co chodzi? zapytał, rozglądając się po okolicy, pochylił się i gwałtownie pocałował ją w policzek. Przecież twoja mama zakazała nam się przyjaźnić, obiecała mi sprawić lanie dodał z westchnieniem.
Twarz Karoliny posmutniała, spuściła wzrok, zaczęła gnieść rączkę tornistra. Potem jednak znów się rozpromieniła.
Kuba, przecież oni z tatą wszystko wymyślają! Nic ci nie zrobią! Chodź dzisiaj ze mną do kina, proszę! wyszeptała. Już kupiłam nam bilety. Patrz!
Dziewczyna zdjęła rękawiczkę i rozłożyła dłoń. Były w niej dwie karteczki.
Kuba objął jej rękę swoimi dłońmi, poczuł, jak zupełnie gorąca jest i pogładził smukłe, piękne jak u pianistki palce.
Do kina? No Nie wiem W sumie to mam coś do zrobienia zreflektował się i lekko się zmarszczył. Karolina wyrwała swoją dłoń, schowała ją z powrotem do rękawiczki.
Ale skoro zapraszasz, to pójdę przytaknął, po czym dodał z przymrużeniem oka: Co to za film? Znowu miłosny?
Nie, wojenny. Bartek już był, mówił, iż bardzo ciekawy! zakręciła głową Karolina. Ale mi samej strasznie i koleżanki nie chcą iść.
Bartek? Ta, on zawsze nagada To może z nim idź? On się zgodzi. Skoro go słuchasz
Bartek Kowalczyk był kolegą klasowym Karoliny, bystrym, zawsze głodnym wiedzy chłopakiem. Nie grał w piłkę, nie wygłupiał się, tylko się uczył, uczestniczył, starał się, zdobywał, no i ciągle chodził za Karoliną. Kuby to drażniło, ale rywala z Bartka i tak by nie było, za bardzo był miękki, zbyt cichy. A Karolina uwielbiała żywiołowych, interesujących chłopaków, takich jak Kuba.
Tylko szkoda, iż do rodziny Panów teraz Kubie droga zamknięta, a Bartkowi wręcz przeciwnie. Pani Justyna, mama Karoliny, niemal czerwony dywan przed nim rozkłada, zawsze uśmiechnięta, zawsze gości.
Nikogo nie słucham! zaperzyła się Karolina. Skoro ciebie zapraszam, to znaczy, iż innych nie chcę. No, idziesz czy nie?
Zarumieniła się i zmrużyła oczy.
Kubie zrobiło się miło, kiwnął.
Dobrze, pójdę. Skoro się tak boisz mruknął. A ja co? No, jasne, doprowadźcie Kubę do płaczu, a potem będę przez noc wrzeszczał, babcia Maria się przestraszy!
Zamrugał do niej wesoło, ona roześmiała się i machnęła ręką:
Oj, ty się chyba niczego nie boisz! Nic a nic! No to czekam o 18:50 w kinie, dobra? Teraz muszę lecieć, mama chce szatkować kapustę cała kuchnia w miskach, muszę pomóc. Pa!
Karolina ostrożnie się odwróciła i pomaszerowała do domu.
Mieszkała z rodzicami dwa domy od Kuby, razem rośli, ganiali wróble po krzakach, wspinali się na czarną porzeczkę, żeby wbrew zakazom mamy zrywać i od razu jeść czarnogranatowe, drobne jagody, czuć jak ściągają w ustach, a potem wypluwać pestki z Kubą na odległość. Chodzili razem do szkoły, tylko Kuba dwa lata starszy był. Dziewczyny jej zazdrościły, iż taki przystojny Kuba niemal na rękach ją nosi, a Karolina nie rozumiała, co w tym dziwnego. Był w jej życiu od zawsze, więc czemu miałby nie zwracać na nią uwagi?
Dwa lata temu, zimą, Karolina źle się poczuła podczas jazdy na nartach, zakręciło jej się w głowie, przed oczami pojawiły się czarne plamki. Niefortunnie upadła, złamała nogę. Leżąc w zaspie, z bólu jęczała, czuła młotki w skroniach, po plecach spływał pot. Bolało wszędzie w nodze, w piersi, jakby ktoś spinał jej klatkę poprzecznym paskiem, aż brakowało powietrza. Karolina bała się bólu od dziecka. choćby drzazgę wyjąć trzeba było ją długo namawiać. A tu cała noga
Obok zaraz pojawił się Kuba. On zawsze był obok. Bo jak nie być, skoro krzyk Karoliny było słychać na pół wsi? W dzieciństwie płakała nisko, donośnie, długo. Przyjaciel szedł na ten głos jak na alarm. Teraz miała już łagodniejszy, przyjemniejszy głos.
Kiedy Kuba niósł Karolinę do domu, noga spuchła, aż trzeba było przeciąć but. Karolina tak mocno wbijała mu palce w ramię, iż zostały ślady, ale Kuba znosił to dzielnie, bo wtedy ona była najważniejsza.
Przyjechała karetka, zawiozła Karolinę do szpitala, gdzie powiedzieli, iż noga to nic, ale serce Odkryto poważną chorobę, wypisano całą listę łacińskich nazw w karcie. Długo leżała w szpitalu, wreszcie wróciła do domu.
Już topniał śnieg, a Karolina dopiero zaczynała dochodzić do siebie.
Noga długo się zrastała, swędziała pod gipsem. Karolina się złościła, płakała, kłóciła się z mamą o wszystko, ale wszystko się zmieniało, gdy przychodził Kuba. Zaraz miał pomysł na zabawę: rozłożył na łóżku, gdzie leżała, mapę świata z atlasu i puszczał po niej papierową łódkę lub samochodzik. Razem płynęli na ciepłe kraje, potem dryfowali na krze, a po kilku minutach pili herbatę gdzieś w Bieszczadach; przynosił też klocki, które razem składali, czasem gazetki ilustrowane
Gdy zdejmą ci ten gips, kiwał głową Kuba gdzie chcesz pojechać?
Karolina wzruszała ramionami.
Na podwórko. Ale mama nie pozwala. Twierdzi, iż muszę być spokojna, bo to przez serce. A ja już nie umiem chyba chodzić
Bzdura! przekonywał Kuba. Trzeba trenować. Dziadek mój, Mietek ze wsi Wólka, wrócił po wojnie prawie kaleką, coś mu w nodze zatrzymało się, chodził jak pingwin, przewalał się, aż kiedyś jakiś profesor, gość, zmusił go do ćwiczeń, tricków, aż się zrehabilitował. Nauka, Karolina, nie stoi w miejscu! I dla ciebie na pewno coś wymyślą! Tylko się nie poddawaj. Ruszaj się, ślimaku! Ruuuszaj!
Droczył się z nią, podkradając jej lalkę, co leżała przy łóżku; Karolina podreptywała za nim o kulach, warczała, żeby oddał zabawkę.
Karolinka, jakie zabawki w twoim wieku! zagrzewał Kuba. Jesteś jak staruszka, zawsze na coś narzekasz, a to cię boli, a to smuci! No, do złudzenia przypominasz babcię Zofię z warzywniaka! Ile razy do niej wejdę, to słucham o grypie, o bólach… Głowa do góry, Karolina! Jeszcze będziemy tańczyć!
Karolka! Natychmiast połóż się! Kuba, na litość boską, co ty z nią wyprawiasz?! wpadała do pokoju pani Justyna. Przecież wiesz, iż nie wolno jej się denerwować! No, wynocha! Idź sobie!
Pani Justyno! Kuba bronił się przed wypchnięciem. Przecież ona tu usycha jak suszarka! Nie można przykuć dziecka do łóżka tylko dlatego, iż coś wykryli! To nie bieg przez płotki! Ma żyć jak inne dzieci radośnie, żwawo, normalnie!
To nie twoja sprawa. Idź do domu, Kuba. Zresztą zaraz Bartek przyjdzie pomoże Karolinie w lekcjach. Za dużo już opuściła
Bartek? Ten kujon? No, no A może mogę posłuchać? pchnął pierś do przodu Kuba, ale zaraz dostał kuksańca w ramię.
Na ganku, przytrzymując go pod kołnierz kurtki, pani Justyna przycisnęła go do ściany tak, iż prawie mu dech zaparło.
Wiesz co, chłopcze! Nie wtrącaj się tu więcej ze swoimi pomysłami, domorosły doktorze! Karolina ma poważną chorobę! Nic jej nie wolno. choćby dzieci mieć nie może, bo nie przeżyje porodu, tak lekarze mówią. Chcę mieć żywą córkę, rozumiesz?! Wynoś się. Karolinie słowa o tym nie mów, ona marzy o rodzinie, o gromadce dzieci. Teraz teraz…
Pani Justyna skrzywiła się, rozpłakała, puściła Kubę i machnęła ręką w stronę furtki.
Chłopak dopiero już prawie pod swoim domem zrozumiał, o co jej chodziło. Karolina niepełnosprawna Najprawdziwiej, skoro serce tak słabe
Umrze przemknęło mu przez głowę jak błyskawica. A jeżeli nagle dziś umrze?!
Babcia Maria, stojąc na ganku, patrzyła zdumiona, jak wnuk zrzuca kurtkę, koszulę, łapie chochlę i polewa sobie na plecy lodowatą wodę z beczki.
Kuba! Co robisz?! Przeziębisz się! krzyczała, idąc po ręcznik.
Kuba westchnął, pokręcił głową, myśli mu nieco ostygły.
To nie może być! Jeszcze tyle życia przed nią! I doczeka się go! I to szczęśliwie! Obiecuję! tupnął nogą.
Babcia Maria uważnie słuchała, ale nie była w stanie rozczytać, co tam chłopak mamrocze
Kuba, przestań tupać, spać nie dajesz. Idź do siebie, późno już, pewnie się zmęczyłeś! powiedziała, ziewając.
Idę już. Przepraszam, jeżeli cię zdenerwowałem. Napiję się herbaty i idę spać. Dobranoc, babciu.
Mieszkali tylko we dwoje. O rodzicach Kuba wiedział kilka niby gdzieś przepadli, niby zginęli. Babcia Maria mówiła niechętnie, chaotycznie. Nie chciała wyznać, iż matka Kuby oddała go, a ojca nikt nie znał…
…Karolinę często wożono do lekarzy. Pani Justyna wyciągała dla nich przetwory wszystko z własnego ogródka, byleby usłyszeć, iż dziecko można wyleczyć, ale cud nie następował.
Na to dziś nie mamy lekarstwa rozkładał ręce lekarz. Może kiedyś, dzięki nauce, będzie lepiej, ale na razie odpoczynek. Żadnych emocji. Co się pani rozczula? Dziesiątki ludzi tak żyją!
Tak, tak Odpoczynek przytakiwała kobieta. Bartek, kolega Karoliny, mówi to samo. Prowadzi ją do książki, pilnuje, żeby spacerowała.
Mamo! zaczerwieniła się Karolina, wstydząc się gadatliwości mamy.
No co? zaśmiał się lekarz. Dobrze, iż taki chłopak przy was, Karolina! Doceniaj go! Będzie z niego i dobry mąż Zatem do widzenia. Do zobaczenia za trzy miesiące.
Lekarz, rozpinając kołnierzyk, patrzył, jak wychodzą na ścieżkę przez ogród, a potem zadzwonił do żony, prosząc o naleśniki na kolację. Naszła go ochota na coś tłustego i słodkiego…
Tak właśnie żyła Karolina bała się zbyt dużych kroków, mama stale pilnowała, aby się nie przeziębiła, nie zgrzała, nie biegała, nie skakała, nie
… W kinie było duszno, czuć było papierosy. Karolina, trzymając Kubę za rękę, oglądała film, potem cichutko łkała, wtulając się w jego ramię.
Karolina, nie płacz! Przecież wszystko dobrze się skończy! Karolinko! szeptał Kuba, głaszcząc jej włosy.
Ale dookoła już syczeli na nich i kazali cicho być.
Kuba, coś mi niedobrze. Wyjdźmy, proszę poprosiła dziewczyna.
Dobrze, chodź!
Ich czarne sylwetki przesłoniły ekran, przeszli do wyjścia. Na chwilę wpadła im w oczy smuga światła z holu, potem znów zamknęły się drzwi, znów zrobiło się ciemno.
Karolina i Kuba zostali pod lampą, mrużąc oczy.
Usiądź. Przyniosę ci wodę! polecił Kuba.
Bileterka stojąca z boku pokręciła głową z naganą.
Taka młoda Jesteście chociaż po ślubie? Do czego to świat zmierza
Pewnie uznała, iż Karolina jest w ciąży i dlatego jej niedobrze.
Nie, jeszcze ślubu nie mamy. Ale niedługo! nagle pojawił się przy niej Kuba.
Co? zdziwiona dopytała Karolina. W środku wszystko w niej podskoczyło. Żartujesz sobie, tak?
Chwyciła go za rękę, odwróciła ku sobie.
Takimi rzeczami nie żartuję! odpowiedział Kuba poważnie. Chciałem ci to powiedzieć później, ale skoro już wyszło Karolina, idę do wojska. Jak wrócę, bierzemy ślub. Obiecałem ci, iż pokażę ci cały świat, prawda? No… może nie od razu, nie cały naraz, ale pingwiny na pewno. Pamiętasz?
Kiwnęła głową.
To dotrzymam słowa! I nie ważne, co inni mówią! Trzeba bardzo chcieć wyzdrowieć, a ja chcę! Znajdziemy najlepszych lekarzy, powiedzą co trzeba. Zrobimy to. Wtedy będziesz mogła urodzić dziecko! rozgorączkował się. Tak bardzo chciał ją tu, w tym zbyt jasnym foyer, pocałować, ale bileterka patrzyła tak przenikliwie, jakby czytała z ust. A Kuba ucałować gorzej nie chciał.
Wypij wodę, wyjdziemy na dwór! powiedział, pociągnął ją, ale delikatnie wyślizgnęła się z objęć.
Nie wolno mi mieć dzieci? zapytała patrząc w jego oczy.
Kuba się zawstydził. Pani Justyna prosiła, by o tym nie wspominał
No Nie teraz o tym. Zobaczymy. Po prostu musisz uważać. Chodźmy się przespacerować!
Karolina słuchała uważnie i kiwnęła głową, pozwoliła mu zarzucić na siebie płaszcz i poprowadzić na powietrze. Odwróciła się potem, zamknęła oczy, przygryzła usta. Czuła się jak nie-do-kobieta. Że nie założy prawdziwej rodziny. Jak więc żyć? Jak dalej?!
Potem Kuba wymyślił rozrywkę: poszedł z nią do Kostka Rogalskiego, pozwolił im pojeździć na motocyklu. Założyli Karolinie kask, posadzili ją przed Kubą, kazali mu nie szaleć.
Motocykl turkotał równo, Kuba ostrożnie objął jej talię, dłonie układały się na jej biodrach. Było gorąco, aż się jej zakręciło w głowie. Słowa o dzieciach, sceny z filmu wszystko znikło. Była tylko droga, Kuba, jego dłonie, oddech i warkot.
…W nocy do Karoliny zadzwonili po lekarza, dał jej jakiś zastrzyk.
Czemu nie dbacie o dziecko?! mówił potem do pani Justyny w korytarzu. A tu egzaminy wkrótce! A ona cała w nerwach!
Karolina tłumaczyła, iż po prostu przestraszyła się filmu, iż to przejdzie, że
Znowu był z tobą Kuba? spytała surowo matka, gdy lekarz odjechał.
Tak. Kuba jest dobry, zawsze mówi mi prawdę. O wszystkim. choćby o tym, iż dzieci nie można mi mieć
Karolina zalała się łzami
Ja mu nogi powykręcam! zaszemrał pan Stanisław, ojciec Karoliny.
Nie waż się, tata! Nie rusz go! On jest najlepszy! Lepszy od waszego Bartka!
Spać! huknął Stanisław, zgasił światło, popchnął żonę do sypialni. Kuba dostał powołanie, niedługo wszyscy odpoczniemy!…
Pani Justyna Kubie już więcej próg nie otwierała, za wszystko go obwiniała i nie chciała z nim rozmawiać.
A ja i tak będę z nią! I razem będziemy szczęśliwi! Wyleczę ją, rozumiecie?! Dlaczego ją zamykacie, nie pozwalacie żyć po młodzieńczemu! Jak tak dalej, wyschnie jak suchar! Pozwólcie jej być młodą! Przed wyjazdem do jednostki przyszedł pożegnać się z Karoliną, ale pani Justyna nie wpuściła go, kazała iść, a Kuba prawie się z nią bił, tak bardzo chciał zobaczyć ukochaną. Wpuśćcie mnie, bo przez okno wejdę!
Na ganek wyszedł pan Stanisław. Kuba zobaczył u niego strzelbę w dłoni.
Będziecie strzelać, panie Staszku? A proszę bardzo. Jeden chłopak w tą czy w tamtą, co za różnica! Mnie nikt nie potrzebuje poza babcią Marią, tak? To po co żyć. Karolinie powiedzcie, iż wyjechałem. Niech się nie niepokoi, dobrze?
Kuba śmiało podszedł, stanął przed Stanisławem, wyprostował się. Lufa strzelby dotknęła jego młodej piersi. Pani Justyna zasłoniła usta dłonią, na jej twarzy malował się strach.
Stanisław stał tak chwilę, patrząc na upartego chłopaka, potem opuścił broń.
Głupiś ty, Kuba. Może mądrzejszy z wojska wrócisz… Idź. Karolina śpi, nie pozwolę ci jej budzić. Przez babcię twoją, zrozum, idź.
On i żona uznali, iż to przez Kubę wszystkie nieszczęścia. To on zabrał Karolinkę na tamten spacer, nauczył jeździć na nartach, on wszystkiemu winien! Więc niech zniknie z ich życia!…
Nie martw się, Justyna. Może mu się spodoba w tym wojsku, zostanie tam. Karolinę zapomni machnął ręką Stanisław. Idź sprawdź, czy Karolinka nie słyszała?
Pani Justyna ostrożnie zajrzała do pokoju córki, tam było cicho. Nie widziała, jak Karolina, stojąc boso na podłodze, patrzyła przez okno na sylwetkę Kuby.
Obejrzyj się! No, obejrzyj! wołała w myślach.
A on się obejrzał, poprawił czapkę, machnął jej lekko, dyskretnie. I ona to zrozumiała
… Kuba wrócił dopiero po czterech latach. Karolina nie wiedziała rodzicom nie mówił iż wysłali go do Afganistanu i tam zaginął. Babcia Maria umarła, nie doczekawszy powrotu wnuka. Karoliny nie puścili choćby na jej pogrzeb, kazali zajmować się nauką.
Wszystkie listy, które pisała pod wskazany adres Kuby, gdzieś przepadały.
Nie odpisuje? dopytywała poczciwie listonoszka, pani Anna. No, widzisz, pewnie ma ważniejsze sprawy. Albo nie chce O, a idzie Bartek patrz, jaki przystojny, jak doktor! Karolina, chyba cię szuka. Idź już…
Kuba pojawił się jesienią. Czarny, opuszczony dom witał go ciszą i zapachem wilgoci. Przeciekał dach, deszcze zalały piętro, po ścianach ściekały rude zacieki. Na kanapie leżał szalik babci Marii, którym owijała pas. W kąciku na stoliku pod lampką leżały ciemne obrazki świętych.
Kuba usiadł przy stole, zamknął oczy. Wydawało się, iż wszystko jest jak dawniej, ale nie było inaczej. Albo to on się zmienił
Noc męczył się bez snu, rano poszedł do domu Karoliny. W ogrodzie wieszała pranie pani Justyna.
Pani Justyno! rzucił chłopak, gasząc papierosa. Ciągle taka sama!
Kubie wydawało się, iż upłynęła wieczność, odkąd opuścił ten dom.
Kto tam? zmrużyła oczy kobieta.
To ja, Kuba. Wpuści mnie pani?
Nie czekając na pozwolenie, otworzył furtkę, ruszył ścieżką, spoglądając w okno Karoliny. Ale zasłony były szczelnie zaciągnięte, nie było już kwiatów na parapecie.
Wyjechała, Kuba. A ty co… Żyjesz? poprawiając chustkę, powiedziała obojętnie. Wróciłeś? Dobrze Dziwne tu się rzeczy dzieją…
Gdzie wyjechała? spytał ponuro, sięgając do kieszeni po papierosa, ale zaraz zrezygnował.
Do Olsztyna. Bartek dostał się tam na studia, więc pojechali razem.
Co ma do tego Bartek?
A jakżeby nie? Są małżeństwem. Karolina nie chciała tu zostać, słyszała, iż zginąłeś. Uznała, iż lepiej ruszyć dalej. Bartek ma tam rodzinę. Przysłała niedawną kartkę, iż dobrze się urządzili, Karolina też studiuje dzięki Bartkowi przez cały czas się nią opiekował, gdy ciebie nie było. A gdy twoja babcia umarła, Karolina zupełnie zgasła, znów trzeba było wzywać lekarza Ale Bartek był obok, pomógł nam. Wiesz co, Kuba, pani Justyna podeszła, pogłaskała go po ramieniu. Zobaczył, jak bardzo się postarzała, jak skurczyła. Nie szukaj ich. Pozwól im być szczęśliwymi, choć przez chwilę…
Spojrzała błagalnie, wzruszyła ramionami.
Ona nigdy Bartka nie kochała! roześmiał się gorzko Kuba, splunął w bok.
To kiedyś. Gdy już cię nie było, zmądrzała. Jest z nim spokojna, on ją chroni. Proszę, nie wchodź w ich życie.
Kuba nie odpowiedział, odwrócił się i ruszył w swoją stronę. Pani Justyna westchnęła ciężko i wróciła do domu. Jej mąż siedział nad książką Bartek i jego nauczył czytać
Kuba po jeszcze jednym dniu w pustej chacie spakował rzeczy w plecak, zabarykadował okna, założył kłódkę. Potem poszedł na cmentarz. Stanąwszy nad grobem babci Marii, słuchał ptaków i zdjęty nagłym wzruszeniem, zdjął krzyżyk z szyi, położył na grobie.
Wybacz, babciu Mario…
I odszedł
Kuba stał się twardy, zdecydowany, nie znający słowa nie, nie godził się na byle co, szukał swego, ciągnął za sobą innych, a potem sowicie ich nagradzał za pomoc. Kołatał interesami, nie zawsze uczciwymi, obracał pieniędzmi, nie zawsze czystymi. I cały czas czegoś a raczej kogoś szukał.
Karolinę znaleźć to pestka Olsztyn, uczelnia, Bartek był zawsze widoczny, zawsze na szczycie rankingów. Nie. On szukał szansy.
Po mniej więcej ośmiu latach swoich interesów (najpierw części samochodowe, później antyki, potem sklepy spożywcze i hurtownie) Kuba dotarł do producentów sprzętu medycznego, przez nich znalazł kontakty do najlepszych lekarzy za granicą.
A dlaczego taki cię interesuje temat kardiologiczny? zapytał go doktor Romanowski, kardiochirurg z Warszawy. My mamy najlepszych fachowców. Co jest grane?
Nic. Chcę komuś pomóc. Żeby żyła Żył zmieszał się. Dobrze.
Kto konkretnie? Jaki wiek? Rodzina?
Nie, znajoma. Dwa lata młodsza. Od szesnastego roku życia chore serce Nie znam dokładnej diagnozy.
Trzeba ją zdobyć, bo tu się z powietrza nie leczy! Część rzeczy można powstrzymać, na część są szanse, rozumiesz Romanowski zwalił grubą teczkę na stos, rozciągnął się. Ty mi powiedz, kiedy dostaniemy sprzęt, co miał być w zeszłym miesiącu?
Problemy na odprawie. Będziecie mieli sprzęt. Czyli mam zdobyć kartę, wyniki? Przyniosę, a ty powiesz, co zrobić? Kuba poprawił pasek w nowych dżinsach.
Może być. Ale tylko aktualne badania, EKG, nie sprzed dekady!
Kuba kiwnął, zabrał torbę i wyszedł. Głuche korytarze szpitala, sporadycznie odgłos kroków lub kaszląca pielęgniarka
Dokąd się wybierasz? Iwona stała w korytarzu, szczelniej przewiązując szlafrok. W mieszkaniu chłodno, Kuba wciąż wietrzył, chciał czuć dużo przestrzeni. Piąta rano, gdzie znowu idziesz?
Odpowiedział z rezygnacją wzruszając ramionami:
Przepraszam, nie chciałem cię obudzić. Mam sprawy. Zajmie mi dwa, trzy dni. Tylko nie tęsknij, albo nie, tęsknij! Jak będą dzwonić, powiedz, iż nie wiesz, kiedy wracam. No już, puść, samolot mam. Nikogo nie wpuszczaj do domu, ok?
Iwona podniosła ręce, jakby się poddawała, kiwnęła głową i posłała mu buziaka.
Słucham, panie kierowniku. Może jednak zjesz śniadanie?
Nie mam czasu, przepraszam.
Skromnie zamknął drzwi. Iwona słyszała, jak ciężkie jego buty klekoczą po schodach…
Wiedziała, iż on jej nie kocha. On się z tym nie krył. Ale razem było im po prostu dobrze. Przy Kubie była ktoś, na kogo można liczyć, przy Iwonce przystojny, zaradny facet. Czego więcej trzeba, gdy świat i tak nie jest czarno-biały?..
… Panie Jakubie, bardzo nas cieszy pańska propozycja sprzętu zawsze brak, ale dokumentacja medyczna, dane naszych pacjentów to już poważniej! W restauracji naprzeciwko siedział drobny pan. Nerwowo obgryzał paznokcie, potem niepewnie chował ręce. Pańska kontrola? Skąd pan jest? Ministerstwo? Nie! Ja nie mogę ujawniać, broń Boże! Karolina Staniszewska Nie kojarzę. Dostawy to do szefa, zarządu
Mężczyzna coraz bardziej się pocił.
Spokojnie, panie Jerzy! uśmiechnął się Kuba. Nie jestem z żadnych służb. Ile pan chce za informację? Nie żałuję pieniędzy. Rozumie pan Karolina to moja dawna znajoma, dzieciństwo… A ona z chorym sercem, mąż ją trzyma zamkniętą w domu, tylko tabletki, co tydzień do przychodni po testy, na urlop w domu, do kina nie, bo za duże emocje. euforii też nie wolno. A jak tu żyć? Pan doktorze, ja po to do was przyjechałem, znalazłem ją tu, to cień kobiety, on żyje na jej koszt. Z jej choroby dostał mieszkanie, samochód dla siebie, ona jeździ autobusem. Jemu dają wczasy nad morzem, jeździ sam, bo ona według niego nie przeżyje podróży. Dziecko mają, chociaż nie wolno jej było rodzić musiał pewnie kazać. Teraz on katuje syna nauką. Chłopak zdrowy, a wygląda na starca. Ale Bartek jest wypoczęty, opalony, rumiany. Na koszt Karoliny. On choćby jej mleko wypija, kawę litrami lubi starej daty kawę.
Kuba mówił powoli, cicho, przeciągając słowa, choć chciało mu się krzyczeć i bić pięścią w stół. Ale w restauracji trzeba się zachowywać.
Pan jest okropnym człowiekiem, panie Jakubie! Okropnym! szepnął pan Jerzy, kurcząc się jeszcze bardziej, potem wskazał palec. Niszczysz pan cudzy świat, świat, który do pana nie należy. To straszne, to przestępstwo!
Przestępstwem jest żenić się, by żerować na cudzym nieszczęściu! syknął Kuba. Kelnerzy spojrzeli w ich stronę. Mam dość jego świata, zrozum! Szkoda Karoliny, szkoda jej syna! Więc tak, daj mi przeczytać kartę, czy co tam potrzeba. Dostawa sprzętu będzie zgodnie z planem. Zapłacę. Masz rodzinę, dzieci na studiach, więc lepiej się zabezpiecz. Pogadajmy na zewnątrz.
Wyszli. Nieprzyjemny, wilgotny wiatr szarpnął czapki, machał końcami szalików.
Pan Jerzy zapalił papierosa, zamyślony szedł powoli przez miasto.
Ile? w końcu zapytał.
Jakub podał sumę. Jerzy kiwnął głową, wyjął z teczki dokumenty. Miał je już przygotowane, tylko udawał niezdecydowanego, co Kuba dobrze wyczuł, więc uśmiechnął się, wrzucił kopertę do teczki.
Dzięki. Dokumenty już są w waszym zarządzie, za tydzień sprzęt.
Kuba jeszcze poklepał go po plecach i poszedł…
…Karolina Staniszewska szła powoli boczną uliczką. Nie myślała o niczym po prostu szła i patrzyła. Jutro znów przychodnia Bartek zapisał ją na najgorszą godzinę, musiała brać wolne z pracy. Wieczorem wywiadówka u syna, Bartek nie przyjdzie Za tydzień przyjeżdżają teściowie, trzeba posprzątać Dużo spraw. Ale teraz idzie i oddycha. To dobrze, to zdrowo.
Obok przejechał motocykl, dziewczyna śmiała się, trzymając chłopaka za pas. Karolina się uśmiechnęła, przypomniała sobie, jak z Kubą jeździli, jak pryskały spod kół krople, a domy migały za oknami.
Karolina! usłyszała głos, zamarła. Karolina, cześć!
Obejrzała się. Kuba
Muszę z tobą porozmawiać. Pilnie! pociągnął ją do ławki w bocznej alejce. Usiądźmy, pogadajmy.
Kuba Kubulek Kubuś! szeptała i gładziła go po ramieniach, piersi, dotykała twarzy. Babcia Maria nie wierzyła
Karolina rozpłakała się, a Kuba objął ją mocno i bardzo delikatnie. Był taki solidny, taki dobry. Zawsze przy niej to ona już na pewno wiedziała.
Gdzie możemy pogadać? Może w kawiarni? zapytał w końcu.
Po co? Chodź do nas. Bartek i Waldek już są w domu. Waldek to nasz syn, poznasz go.
Nie mogę u was. To ważna rozmowa, dotyczy tylko ciebie.
No dobrze. Tam jest bar, idźmy
Usiedli, Kuba długo się wahał, potem zaczął.
Karolina, powinnaś ze mną wyjechać. Konieczne formalności, dokumenty, zgody.
Gdzie? wystraszyła się.
Znalazłem, no adekwatnie mój znajomy, świetny lekarz Romanowski, znalazł specjalistę, który leczy twoją chorobę. Potrzebna operacja, po niej będziesz czuć się lepiej! I Bartek przestanie cię zamykać, męczyć tymi badaniami i
On nie męczy. Po prostu bardzo się o mnie boi pokręciła głową Karolina. Mylnie oceniasz
Ja wiem. Mam na niego oko. Jeździ twoim autem, wiem o wszystkim. Karolina, wszystko już opłacone tylko ty, dokumenty, jedziemy. Wybitni specjaliści, wszystko zorganizowane. Romanowski
Poczekaj, Kuba. Opowiedz, jak sam się masz? Żonaty? Czym się zajmujesz? przerwała mu Karolina. Wiesz, zmieniłeś się bardzo… ale dobrze ci z tym…
Jak? spytał chrapliwie Kuba.
No cóż Jesteś tajemniczy, niedostępny. Trochę straszny. Nie jesteś bandytą? wyszeptała.
Było różnie. Startowałem z dna, nie będę ukrywał. Sprzedawaliśmy byle co, dzieliliśmy rejoniki. Później poszło lepiej. Teraz się ustawiłem, tu i tam. choćby angielski opanowałem.
Dobrze. Waldek też się uczy, Bartek znalazł mu korepetytora, dwa razy w tygodniu mamy zajęcia. Byłeś w domu? Jak tam?
Nic już tam nie ma. Nieważne. Karolina, nie o tym! Wszystko załatwiłem, czekają na ciebie. Bierz zwolnienie, urlop wszystko zorganizuję.
Nagle Kuba się pospieszył, jakby przeczuwał, iż ktoś im przeszkodzi.
Karolina? Waldek czeka, kolacja, a ty w barze siedzisz? Bartek pojawił się nagle. Zatrzymałem się w pracy, patrzę jesteście tu To Kuba? Niesamowite
Bartek zesztywniał, szarpnął żonę za rękę.
Zaczekaj, Bartek. Kuba chce mi coś zaproponować, ale jeszcze nie wiem do końca…
Karolina poczuła, iż zaraz wybuchnie kłótnia, wpadła w panikę, zbladła.
Na powietrze! Karolina, lekarstwo pod język. Bartkowi drżały ręce, Kuba zrezygnowany nie protestował.
W domu było zimno i pachniało zupą. Waldek przyglądał się gościowi.
Kuba przedstawił się spokojnie.
Chłopak uścisnął mu dłoń, patrząc pytająco na ojca.
Waldek, zjedz u siebie, muszę porozmawiać z panem Kubą rozkazał Bartek.
Karolina przyniosła synkowi kolację, pocałowała go i wróciła do kuchni.
No więc jak tam? Czym się zajmujesz? Bartek rozsiadł się w fotelu, wyciągnął nogi, żeby Kuba nie miał miejsca.
Karolina, daj mu kotleta. Jesteś żonaty? rzucił, chrupiąc szczypiorek.
Nie. Znalazłem dla Karoliny klinikę zagraniczną. Tam zoperują jej serce. To trudne zabiegi, ale są też nasi lekarze, musimy próbować! Pokój, opieka, wszystko zapewnione! Karolina! Nie milcz! oczy Kuby błysnęły.
Karolina, idź do Waldka, zanieś mu herbatę.
Bartek poczekał aż żona wyjdzie, potem zaczął:
Co niby powinna powiedzieć? Pojawiasz się znikąd, wyciągasz ją za granicę, na nie wiadomo skąd brane pieniądze, pod nóż… A co potem? My z Waldkiem? A jak nie przeżyje? Ona zostaje, my sami? Nam dobrze jak jest, Kuba, nie musimy się ratować. Sobie pomóż! spokojnie, stanowczo mówił Bartek. Nie wtrącaj się. Spóźniłeś się. Z bronią w ręce, interesy z lewej a my tu żyliśmy, jak mogliśmy. Chcesz ją wywieźć? A kiedy się nią zajmowałeś, jak z Waldkiem zostawałem, gdy ona nie wiedziała, gdzie jest? Nie. Ona jest cała moja. Najlepiej wiem, co dla niej dobre. Ja…
Ty Odstawiasz mi tu podsumowanie zasług? Dobre Kuba wstał, górował nad Bartkiem. Ona to nie rzecz. Trzeba jej dać szansę na życie, nie egzystencję. Dobrze ci jeździć jej samochodem? Zobaczysz, sama zasiądzie za kierownicą. Wstyd, Bartek, wstyd! Zasłaniasz się Karoliną! jeżeli wyjedzie, stanie się inną osobą…
Ja nie pojadę, Kuba. Zostaję tu. To moje życie. Boję się, Kubusiu, ukochany! A jeżeli umrę Waldek pozostało dzieckiem, będzie rozpaczał. Dobrze mi tak, żyję.
Karolina objęła Kubę, położyła głowę na jego ramieniu.
Napijcie się herbaty, chłopaki. Są ciastka i cukierki! uśmiechnęła się. A potem, Kuba, wrócisz do siebie, dobrze?
Nie pił herbaty. Wstał, chwycił kurtkę, wyszedł. choćby się nie pożegnał.
Idąc przez miasto i potrącając łokciami ludzi, Kuba nie mógł pojąć: jak można zrezygnować z lepszego życia? Wszystko już dla niej miał gotowe, sprzedał połowę interesu, dla niej… Teraz na próżno…
Ile razy prosił, szukał rady u lekarzy, załatwiał, dogadywał wszystko na nic.
Chciałeś tylko udowodnić Bartkowi, iż jesteś lepszy, iż Karolina i tak twoja będzie. A się myliłeś. Przegrałeś! przemknęła myśl, zaraz potem pojawiła się tylko paląca gorycz…
…Iwona czekała na niego w domu, nie spała.
Cześć powiedziała cicho, stojąc w przedpokoju w tym samym szlafroku z frotty. Ugotowałam zupę Spróbujesz? Sama nie wiem, czy dobra
Podeszła do niego szybko, takiego dużego, zimnego, objęła go i przytuliła.
Co się stało? zapytał Kuba, niepewnie.
Bałam się, iż nie wrócisz. Że zostaniesz tam z nią
Iwona zaszlochała, przylgnęła do niego jeszcze bardziej.
Maleńka! Jakbym mógł być bez ciebie! Nie wygłupiaj się! Kubie nagle zrobiło się lekko, jakby zrzucił z ramion ciężar. Nie musi już niczego udowadniać, nic nikomu nie jest winien może po prostu żyć dalej, kochać Iwonę, ożenić się z nią, mieć dzieci I to będzie jego szczęście. A inni niech żyją jak chcą.
To takie proste pozwolić sobie na szczęście!
Iwona patrzyła z uśmiechem, jak Kuba z apetytem je ugotowaną przez nią zupę. Patrzyła i wiedziała już, iż w ich domu zamieszkała maleńka rodzina. I ona w to wierzyła.












