Wojna handlowa między Kanadą a Stanami Zjednoczonymi już od ponad roku wpływa na Kanadyjczyków. Zmieniła sposób, w jaki wiele osób patrzy na własny kraj, zwiększyła zainteresowanie kupowaniem kanadyjskich produktów, a także stała się jednym z ważnych tematów podczas wyborów federalnych i prowincjonalnych.
Wydawało się, iż konflikt z najważniejszym partnerem handlowym Kanady może w końcu zmierzać do zakończenia. Zamiast tego pojawiła się kolejna, jeszcze poważniejsza fala ceł, zakazów importu i działań odwetowych.
8 września Kanada rozpoczęła kolejną rundę ceł na towary sprowadzane ze Stanów Zjednoczonych. Była to odpowiedź na nowe amerykańskie taryfy w wysokości 50 proc. na kanadyjskie towary warte około 27,6 mld dolarów. Pod koniec ubiegłego miesiąca Stany Zjednoczone odpowiedziały kolejnymi ograniczeniami. Zakazano między innymi importu niektórych kanadyjskich napojów alkoholowych, produktów mlecznych, melasy i motocykli.
Co to wszystko oznacza dla przeciętnego mieszkańca Kanady? Czy konflikt handlowy może zmienić to, co znajdziemy na sklepowych półkach? Czy niektóre produkty będą trudniej dostępne?
Eksperci zajmujący się handlem i łańcuchami dostaw twierdzą, iż konsumenci raczej nie powinni spodziewać się nagłego zniknięcia większości towarów ze sklepów. Bardziej prawdopodobne są jednak wyższe ceny, mniejszy wybór marek i modeli oraz dłuższe oczekiwanie na niektóre produkty.
„Większość towarów powinna przez cały czas być dostępna, choć niektóre marki, modele lub konkretne wersje produktów mogą zniknąć z rynku” – powiedział Xiaodon Pan, adiunkt zajmujący się zarządzaniem łańcuchami dostaw i technologiami biznesowymi na Uniwersytecie Concordia w Montrealu.
Kanadyjskie cła odwetowe obejmują przede wszystkim towary, dla których istnieją krajowe zamienniki. W zależności od produktu wynoszą one 15, 25 lub choćby 50 proc.
Dotyczą między innymi stali i aluminium, produktów mlecznych, sprzętu AGD, maszyn rolniczych, papieru i celulozy, tworzyw sztucznych oraz elektroniki. Cła obejmują nie tylko gotowe produkty, ale również części i materiały wykorzystywane do ich produkcji. przez cały czas obowiązują również amerykańskie taryfy na samochody.
Skutki konfliktu mogą być widoczne choćby w przypadku produktów, o których konsumenci na co dzień nie myślą jako o towarach zależnych od handlu międzynarodowego.
Jedna z analiz przeprowadzonych w Karolinie Północnej wskazała, iż papier toaletowy w USA może stać się droższy i gorszej jakości. Powodem jest 50-procentowe cło na importowany z Kanady papier wykorzystywany do produkcji opakowań, wytwarzany z drewna pochodzącego z północy.
W Kanadzie sprzedawcy zaczęli przygotowywać się do nowych taryf jeszcze zanim weszły one w życie. Matt Poirier z Retail Council of Canada powiedział, iż sklepy zaczęły zwiększać zapasy, gdy stało się jasne, iż konflikt handlowy ponownie się zaostrzy.
Dzięki temu wiele firm może przez kilka miesięcy ograniczać wpływ ceł na ceny.
„Pracowali po godzinach, żeby znaleźć alternatywne źródła dostaw, zarówno w Kanadzie, jak i w innych częściach świata” – powiedział Poirier. Problem polega jednak na tym, iż całkowita zmiana łańcuchów dostaw nie może nastąpić z dnia na dzień.
Dlatego pierwsze skutki nowych ceł mogą nie być od razu widoczne. Sytuacja może się jednak zmienić pod koniec roku, kiedy sklepy zaczną wyprzedawać zgromadzone wcześniej zapasy.
Fraser Johnson, profesor Ivey Business School na Western University w London w Ontario, uważa, iż sprzedawcy będą starali się nie podnosić cen zbyt szybko, aby nie odstraszyć klientów. W dłuższej perspektywie wzrost cen wydaje się jednak nieunikniony.
„W średnim i długim okresie ceny będą rosły” – powiedział Johnson.
Jego zdaniem problem polega również na tym, iż choćby jeżeli firmy znajdą zamienniki amerykańskich produktów w innych krajach, mogą one być droższe. W rezultacie przedsiębiorstwa mogą zacząć podnosić ceny również produktów pochodzących z Europy, Azji czy innych części świata.
Pan z Uniwersytetu Concordia zwraca uwagę, iż podobna sytuacja może dotyczyć odzieży i kosmetyków. W tych branżach istnieje znacznie więcej zagranicznych producentów, więc znalezienie alternatywy jest łatwiejsze.
Nie oznacza to jednak, iż konsumenci nie odczują zmian. Mogą pojawić się wyższe ceny, ale również mniejszy wybór marek, fasonów, kolorów czy konkretnych produktów.
Podobnie może wyglądać sytuacja w przypadku sprzętu używanego na świeżym powietrzu i odzieży outdoorowej.
Duże zmiany mogą również dotknąć rynek sprzętu AGD.
Amerykańskie marki, takie jak Maytag, GE, Frigidaire czy luksusowy Wolf, mają znaczącą pozycję na północnoamerykańskim rynku urządzeń gospodarstwa domowego. Teraz ich sytuacja może się jednak zmienić.
W Stanach Zjednoczonych obowiązuje w tej chwili dodatkowe 25-procentowe cło na lodówki, zamrażarki, kuchenki, pralki, suszarki oraz części do zmywarek.
Kanadyjscy konsumenci mają wprawdzie dostęp do wielu urządzeń produkowanych w Korei Południowej czy Chinach, ale ich ceny również mogą wzrosnąć. Sprzedawcy będą bowiem próbowali odzyskać część dodatkowych kosztów wynikających ze zmian w handlu.
Jeszcze większym problemem mogą być części zamienne do urządzeń, które Kanadyjczycy już posiadają.
Jeżeli konkretna pralka, lodówka czy kuchenka amerykańskiej marki będzie wymagała naprawy, znalezienie odpowiedniej części może okazać się trudniejsze.
„Konkretna płyta sterująca, pompa, czujnik czy inny element potrzebny do naprawy może mieć bardzo kilka bezpośrednich zamienników” – powiedział Pan.
Podobne problemy mogą dotyczyć elektroniki i mebli.
Szczególnie trudna może być sytuacja w branży budowlanej.
Kanada importuje ze Stanów Zjednoczonych ogromne ilości materiałów budowlanych. Są to między innymi metal, plastik, materiały piankowe, farby, powłoki, kleje, produkty cementowe oraz różnego rodzaju elementy drewniane.
Transport takich produktów między Kanadą i USA jest stosunkowo łatwy, ponieważ oba kraje mają wspólną granicę. Zastąpienie amerykańskich dostaw produktami z innych państw może być jednak znacznie trudniejsze.
Saibal Ray, profesor zajmujący się zarządzaniem łańcuchami dostaw na Uniwersytecie McGill w Montrealu, uważa, iż właśnie w budownictwie mogą pojawić się problemy z dostępnością niektórych produktów.
Kolejnym problemem mogą być części samochodowe. Według Raya ich dostępność może zostać ograniczona przez cła na stal i aluminium.
Fraser Johnson również uważa, iż osoby planujące większe remonty powinny brać pod uwagę możliwość dalszych wzrostów cen.
„Jeżeli planujesz duży zakup, na przykład remont domu, warto wcześniej kupić potrzebne materiały i ustalić ich cenę” – powiedział.
Problem pozostało bardziej skomplikowany, ponieważ wiele produktów przekracza granicę między Kanadą a USA kilka razy, zanim trafi do sklepu jako gotowy towar.
Pan podała przykład aluminiowych puszek wykorzystywanych do napojów gazowanych i piwa.
Kanada jest ważnym źródłem aluminium wykorzystywanego do ich produkcji, ale sama produkcja puszek często odbywa się w Stanach Zjednoczonych.
Oznacza to, iż choćby jeżeli Kanada i USA są dla siebie jednocześnie dostawcami i odbiorcami, zmiana takiego systemu jest bardzo trudna.
„Ponieważ znalezienie nowych możliwości produkcyjnych zajmuje czas, cła mogą zwiększać koszty na długo przed tym, zanim uda się zmienić podstawowy sposób współpracy między krajami” – wyjaśniła Pan.
Nie chodzi zresztą tylko o pieniądze. Problemem są również przepisy, normy techniczne i wymagania dotyczące produktów. To dodatkowo utrudnia Kanadzie szybkie znalezienie nowych partnerów handlowych.
Dobrym przykładem są windy. W Kanadzie i Stanach Zjednoczonych obowiązują podobne normy dotyczące produktów, ich parametrów technicznych, testów i certyfikacji.
Jeżeli europejscy producenci chcieliby w większym stopniu wejść na kanadyjski rynek, musieliby spełniać odpowiednie wymagania. Zbliżenie europejskich norm do tych obowiązujących w Ameryce Północnej mogłoby ułatwić sprzedaż europejskich produktów w Kanadzie.
Johnson zwraca uwagę, iż dodatkowe koszty najpierw odczują same firmy. Z czasem jednak część z nich zostanie przeniesiona na konsumentów.
Trudno dokładnie przewidzieć, kiedy to nastąpi, ponieważ sytuacja handlowa między Kanadą i USA jest bardzo zmienna.
„W końcu wszystkie wojny handlowe się kończą” – powiedział Johnson. Jego zdaniem największym problemem dla kanadyjskich małych i średnich firm jest w tej chwili niepewność.
„Nie wiem kiedy, ale wiem, iż w pewnym momencie to się skończy i będziemy mogli wrócić do normalnego życia” – dodał.
Jeszcze trudniej jest przygotować zapasy żywności. Sklepy mogą wcześniej kupić większą ilość produktów przemysłowych, ale w przypadku żywności sytuacja jest bardziej skomplikowana, szczególnie jeżeli chodzi o produkty sezonowe.
Na ceny żywności wpływają również inne czynniki. Jednym z nich jest gwałtowny wzrost cen ropy naftowej związany z wojną USA z Iranem.
Jednocześnie produkty rolne nie zostały objęte najnowszą rundą amerykańskich ceł ani kanadyjskich taryf odwetowych.
Stany Zjednoczone wprowadziły jednak całkowity zakaz importu niektórych kanadyjskich produktów, między innymi alkoholu, produktów mlecznych i serwatki, a także melasy i produktów zawierających przetworzony cukier.
Była to odpowiedź na działania Kanady, która w sierpniu nałożyła 50-procentowe cła na określone towary z USA. Kanada starała się jednocześnie nie nakładać dodatkowych opłat na produkty, których nie można łatwo zastąpić towarami produkowanymi w kraju.
Gary Sands, starszy wiceprezes ds. polityki i rzecznictwa w Canadian Federation of Independent Grocers, uważa, iż kanadyjskie sklepy spożywcze powinny poradzić sobie z zastąpieniem wielu amerykańskich produktów krajowymi odpowiednikami.
Jego zdaniem obecna sytuacja może mieć również pozytywne skutki dla kanadyjskich producentów.
Sands przewiduje, iż dzięki kolejnym cłom jeszcze więcej kanadyjskich firm i dostawców będzie mogło zwiększyć swoją sprzedaż.
Członkowie organizacji CFIG już zauważyli około 20-procentowy wzrost liczby klientów kupujących kanadyjskie produkty.
„Mieszkam tutaj od 26 lat i nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. To zdecydowanie trwała zmiana” – powiedział Sands.
Eksperci uważają, iż w najbliższych miesiącach konsumenci mogą zauważyć na sklepowych półkach coraz więcej zmian. Niektóre marki i modele mogą zostać zastąpione produktami z Kanady lub innych państw.
Może to oznaczać mniejszy wybór, wyższe ceny i dłuższy czas oczekiwania na niektóre towary. Z drugiej strony obecny kryzys może przyspieszyć proces zmniejszania zależności Kanady od produktów sprowadzanych ze Stanów Zjednoczonych.
Kanada od lat jest bardzo mocno powiązana gospodarczo z USA. Ta bliska kooperacja pozwala obu krajom obniżać koszty i gwałtownie dostarczać towary, ale jednocześnie sprawia, iż problemy jednego państwa gwałtownie odczuwane są po drugiej stronie granicy.
„Szerszy wniosek jest taki, iż tak silna integracja daje jednocześnie większą wydajność, ale również większą podatność na problemy” – podsumowała Pan.











