Wnuczka
Od samego urodzenia Oliwka nie była potrzebna swojej matce, Joannie. Traktowała ją jak przedmiot stojący w rogu mieszkania. Była czy jej nie było, zupełnie nie robiło różnicy.
Joanna ciągle kłóciła się z ojcem Oliwki, a gdy ten odszedł do swojej żony, kompletnie straciła nad sobą panowanie.
Odszedł, tak? Oczywiście, bo od początku nie zamierzał zostawić swojej sprzątaczki! Wszystkie nerwy mi wyżarł! Kłamał! wrzeszczała do słuchawki A teraz zostawił mnie z dzieckiem? Przez okno wyrzucę ją, albo na dworcu zostawię z menelami!
Oliwka zatkała uszy i rozpłakała się cicho. Chłód i brak uczuć matki chłonęła jak gąbka.
Mam gdzieś, co zrobisz z tą córką. I tak wątpię, czy jest moja. Żegnaj odpowiedział Grzegorz, ojciec dziewczynki.
Joanna, jakby oszalała, wrzuciła ubranka małej do torby, dorzuciła dokumenty, złapała pięcioletnią Oliwkę za rękę i wsiadły w taksówkę.
Jeszcze mu pokażę! Jeszcze wam wszystkim pokażę! kłębiło się jej w głowie. Wysuwając się ponad miarę, podała taksówkarzowi adres, na który miały zostać zawiezione.
Jechała oddać dziewczynkę matce Grzegorza, którą była pani Zofia, mieszkająca pod Warszawą.
Taksówkarzowi nie spodobała się wyniosła panienka, która szorstko odpowiadała na nieśmiałe pytania dziecka.
Mamo, muszę do toalety Oliwka skuliła się w siedzeniu, bojąc się reakcji matki.
I rzeczywiście. Joanna wrzasnęła tak, iż taksówkarzowi aż ręce świerzbiły.
Sam miał wnuczkę w podobnym wieku. Synowa traktowała ją jak księżniczkę, a tu taka scena!
Wytrzymaj! U swojej babci pójdziesz!
Joanna odwróciła się od córki, patrząc przez okno, ledwie powstrzymując złość.
Proszę pani, niech się pani uspokoi. Bo mogę panią wysadzić, a dziewczynkę odwieźć do opieki społecznej powiedział nagle taksówkarz.
Co?! Lepiej się zamknij. Bohater się znalazł! Zaraz sama zgłoszę, iż się pan dziwnie zachowywał wobec mojego dziecka. Kto mi uwierzy? Taksówkarzowi czy przerażonej matce? Moje dziecko, i będę je wychowywać jak chcę, więc proszę się nie wtrącać!
Mężczyzna przygryzł wargi. Z wariatką lepiej nie zadzierać, żal mu tylko dziewczynki.
Po półtorej godzinie dojechali na miejsce.
Czekaj tu rzuciła Joanna i natychmiast usłyszała ryk silnika.
Idź pieszo, żmijo! dobiegł ją głos za szybą.
Splunęła zła i przeklinając, pociągnęła córkę przez płot, kopiąc furtkę.
Proszę bardzo! Oto wasz skarb, róbcie z nią co chcecie! Syn sam się zgodził. Ja jej nie potrzebuję! wycedziła gardłowym, zdartym głosem i wybiegła z podwórka.
Zofia stała osłupiała na ganku.
Mamo! Mamusia! Nie odchodź! zanosiła się płaczem dziewczynka, rozmazując łzy brudnymi rączkami.
Oliwka pobiegła za matką, która już zdążyła wyjść na ulicę.
Odczep się ode mnie! Idź do swojej babci. Z nią teraz mieszkasz! Joanna próbowała odciągnąć małe rączki ze swojej spódnicy.
Na hałas zaczęli wyglądać sąsiedzi. Zofia ściskając serce, dogoniła ryczącą wniebogłosy wnuczkę.
Chodź, kochana. No chodź. Moja jedyna jagódko łzy leciały jej po zmarszczkach. Przecież o dziecku choćby nie miała pojęcia!
Grzegorz nie uznał za stosowne powiedzieć o nieślubnej córce.
Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. Chcesz, usmażę ci placuszki? Mam śmietanę szeptała łagodnie, prowadząc ją do domu.
Wychodząc z ogródka, Zofia spojrzała, jak Joanna łapie okazję i znika, zostawiając po sobie tylko tumany kurzu.
Więcej nigdy już o niej nie słyszano. Zofia przyjęła wnuczkę z radością, uznając, iż to dar od Boga. Nie miała wątpliwości, iż jest jej bo taka podobna do małego Grzesia, który tak rzadko ją odwiedzał, iż powoli już zapominała, jak wyglądał.
Wychowam cię, Oliwka, postawię na nogi i dam ci wszystko, ile będę mogła obiecała.
I wychowywała ją w miłości i trosce. Odprowadziła do pierwszej klasy. Czas mijał błyskawicznie.
Już jedenasta klasa, zaraz matura. Oliwka wyrosła na śliczną, mądrą i dobrą dziewczynę. Marzyła o studiach medycznych, ale na razie planowała technikum.
Szkoda, iż tata nie chce mnie uznać wzdychała, przytulając Zofię. Wieczorami siadywały na schodach werandy, patrząc na zachodzące słońce.
Zofia głaskała wnuczkę po delikatnych włosach. Co miała odpowiedzieć? Jej syn, Grzegorz, stanowczo odmówił udziału w wychowywaniu córki. Odnowił relacje z żoną i razem wychowywali wspólnego syna, w którym był zakochany bez pamięci. Oliwkę pogardzał i nie kochał, a gdy przyjeżdżał, tylko ją obrażał.
Sam jesteś obdartusem! w końcu nie wytrzymała Zofia. Ledwo raz w miesiącu wpadasz po moją emeryturę i tylko pieniądze wyciągasz. Przecież i ty zarabiasz, i twoja żona też! Odejdź, Grzesiu, i nie wracaj! Lepiej już wcale, niż tak!
To tak, mamo? Dobrze! Jak umrzesz, choćby na pogrzeb nie przyjadę! warknął i zawołał syna, który właśnie dokuczał Oliwce. Wsiedli w auto i odjechali. Od tej pory nie pojawił się więcej.
Bóg mu zapłać, Oliwko wzruszona Zofia podniosła się chodźmy na herbatę i spać. Jutro masz rozdanie świadectw!
Lato minęło na działce i nadszedł czas wyjazdu Oliwki do miasta na naukę.
Nie poradzimy sobie same z tymi tobołami, poproszę sąsiada Władka, zawiezie nas pod akademik oznajmiła Zofia. Sama też spieszyła się do miasta. W ostatnim czasie czuła się coraz gorzej. Musiała załatwić jeszcze jedną istotną sprawę.
Przed akademikiem długo się żegnały.
Najważniejsze, ucz się dobrze. Bo dalej już tylko na siebie możesz liczyć. Ja już stara jestem i coraz słabsza… mówiła Zofia, ukrywając łzy.
Oliwka połknęła narastającą gulę w gardle.
Przestań, babciu! Jaka tam stara! Przecież to kwiat młodości!
Zofia rozpromieniła się, pożegnała wnuczkę, wsiadła do auta sąsiada i poprosiła, by zawiózł ją do notariusza. Dopilnowała spraw i spokojna wróciła do swojego domu.
Oliwka odwiedzała babcię co tydzień. Denerwowała się jej stanem zdrowia, pilnie się uczyła i marzyła, by po technikum dostać się na wymarzoną medycynę. Wierzyła, iż jej wiedza pozwoli przedłużyć życie babci.
Z czasem wizyty były coraz rzadsze. Oliwka zakochała się w kolegu z grupy Szymonie. Był dobrym chłopakiem, świetnie się uczył i także myślał o studiach.
Zofia szczerze cieszyła się szczęściem wnuczki. Po ukończeniu szkoły z wyróżnieniem, młodzi pobrali się. Mieli po dwadzieścia lat.
Na skromnym przyjęciu weselnym, w niedrogiej restauracji, ze strony panny młodej była tylko babcia.
Jesteś dla mnie nie tylko babcią, ale i mamą, i tatą mówiła wzruszona Oliwka. Wszystkie lata dawałaś mi ciepło, opiekę i dom… Dziękuję ci!
Dziewczyna padła przed Zofią na kolana i przytuliła się do niej. Była za wszystko wdzięczna, nie wyobrażała sobie życia bez babci.
Goście wzruszyli się do łez.
Oj, wstawaj już, Oliwko. Trochę mi głupio… szeptała Zofia z dumą, choć serce rosło z radości.
Co tu głupiego?! Szymon głośno zawołał i posadził Zofię obok siebie teraz jest pani głową naszej rodziny! Witamy! objął rodzinę gestem.
Do późnego wieczora wznoszono toasty za zdrowie Zofii, która wychowała tak cudowną dziewczynę.
Niedługo potem Zofia poważnie zachorowała. Jakby wszystkie siły ją opuściły.
Oliwka i Szymon na zmianę jeździli opiekować się nią, godząc to ze studiami.
Pewnego dnia Zofia złapała jej dłoń.
Jak mnie zabraknie, zlecą się sępy: syn i synowa. Musisz się bronić. Kilka lat temu wszystko przepisałam na ciebie u notariusza. Dokumenty są, wszystko legalnie.
Babciu…
Nic nie mów! Nie miałaś rodziców, tylko mnie. Chciałabym odejść ze spokojem, wiedząc, iż masz własny dach nad głową. Sprzedasz z Szymonem dom, kupcie mieszkanie w mieście.
Oliwka rozpłakała się, nie mogąc wydusić słowa.
Dzięki opiece Zofia pożyła jeszcze półtora roku, aż spokojnie odeszła we śnie.
Tak jak przewidziała, po pogrzebie pojawili się ojciec z całą rodziną.
Wynoś się z domu! rzucił Grzegorz. Póki matka żyła, mogłaś tu mieszkać. Teraz nie ma dyskusji.
Oliwka zaniemówiła, patrząc na jego pogardliwą twarz, obcą żonę i przyrodniego brata, który łakomie rozglądał się po domu babci.
W tym momencie wszedł Szymon.
To kto to jest? Już sobie kogoś sprowadziłaś? wrzasnął Grzegorz.
Szymon spokojnie położył zakupy na stole.
Jestem jej mężem. A wy kim jesteście? Nie kojarzę.
Grzegorz czerwieniał z wściekłości.
Wynocha oboje! zagrzmiał.
Po pierwsze, nie urządzajcie tutaj dzikiej awantury. Po drugie to Oliwka jest właścicielką. Pokazać akt notarialny? Szymon patrzył na niego z ironią.
Jaki akt?! wybełkotał Grzegorz.
Grzesiu, ona omamiła twoją matkę. Do sądu trzeba! żona go szturchała.
Udowodnię, iż nie jesteś moją córką, a matki wnuczką! wrzeszczał, wymachując pięściami Grzegorz.
Już się szykuj na wyprowadzkę, obdartuska. Zrobimy wszystko, żebyś tu nie została syknął brat pod nosem. Wizja straconego auta bolała go bardziej niż wszystko.
Wyszli, zostawiając po sobie ciszę. Oliwka opadła na podłogę i długo płakała. Czym im zawiniła? Ojciec choćby za dzieciństwa nie przyniósł jej cukierka, a teraz chce ją wyrzucić.
Oni mają przecież gdzie mieszkać! Szymon, to jedyne co mi zostało po babci…
Szymon przytulił żonę.
Jutro daję ogłoszenie o sprzedaży domu! Inaczej nie dadzą ci żyć. Przypomnij sobie, babcia sama mówiła, iż po jej śmierci mamy sprzedać dom i zamieszkać w mieście.
Tak… tylko nie sądziłam, iż stanie się to tak szybko. Tutaj spędziłam całe dzieciństwo…
Dom sprzedał się błyskawicznie. Zamożni kupcy choćby się nie targowali.
Siedlisko było ogromne, pełne owocowych drzew. Z okien rozciągał się widok na sosnowy las, a altana opleciona winoroślą stała w głębi sadu. Murowany dom od razu przypadł do gustu nowym właścicielom.
Oliwka i Szymon kupili nieduże, przytulne mieszkanie blisko centrum Warszawy. Niedługo potem spodziewali się dziecka, wyczekiwanego i kochanego.
Kładąc się spać, Oliwka szeptała do babci: Dziękuję ci, kochana, iż dałaś mi prawdziwe życie.
Tego wieczoru zrozumiałem, iż do szczęścia wcale nie potrzeba wiele, najważniejsze to mieć kogoś, kto kocha choćby jeżeli nie jest to rodzic, ale babcia, która swoim sercem potrafiła wypełnić całą moją pustkę.







