Wipasz stawia miliard na Lubelszczyznę

slowopodlasia.pl 1 miesiąc temu
Zaczynacie Państwo projekt wart półtora miliarda złotych na wschodzie województwa. Dlaczego właśnie Lubelszczyzna i skąd decyzja o tak dużej inwestycji akurat tutaj?Wipasz nie pojawił się na Lubelszczyźnie przypadkiem ani „znikąd”. Od lat działamy w tym regionie, a nasza historia w Międzyrzecu Podlaskim pokazuje, iż kiedy jest dobra kooperacja z ludźmi, kiedy jest rzetelna praca i wzajemne zaufanie, to można tu budować stabilny, nowoczesny biznes. A takie warunki tu znaleźliśmy i jednocześnie stworzyliśmy. Rozwijamy się bowiem od wielu lat krok po kroku. Najpierw wytwórnia pasz, zakład ubojowy, kolejna mieszalnia pasz, nowa linia produktów gotowych, Instytut Hodowli i Żywienia Polskiego Kurczaka i Zielone Fermy. Wartość tych inwestycji to na pewno ponad miliard złotych. Dlatego tę nową inwestycję traktuję jako kolejny etap naszej obecności na Lubelszczyźnie. To kontynuacja i zarazem element strategii obliczonej nie na kilka lat, ale na pokolenia. Projekt istotny dla Wipaszu jako firmy, ale też dla tej części regionu, która potrzebuje mocnego, długofalowego impulsu rozwojowego. W wielu gminach wschodniej Lubelszczyzny widać wyraźnie, jak postępuje wyludnianie i jak narasta kryzys demograficzny: gospodarstwa często nie mają następców, szkoły z roku na rok tracą uczniów, a młodzi ludzie wyjeżdżają tam, gdzie widzą stabilność i perspektywy. jeżeli nie powstają trwałe miejsca pracy i nowoczesna infrastruktura gospodarcza, region traci energię, dynamikę i szansę na rozwój. My chcemy pokazać, iż warto tu inwestować - z rozmachem, ale i z szacunkiem do lokalnej specyfiki oraz tradycji, bo tylko wtedy rozwój ma sens i trwałość.- Nasz Zakład Drobiarski w Międzyrzecu Podlaskim jest jednym z najnowocześniejszych na świecie. Ale to, co chcemy zbudować w kolejnym etapie, to będzie następna generacja technologiczna - zapowiada Józef Wiśniewski.Mówi Pan o kompleksowym przedsięwzięciu, a nie pojedynczym zakładzie. Co dokładnie wchodzi w skład tego projektu i jak mają ze sobą współgrać poszczególne elementy?W rolnictwie - szczególnie w hodowli i przetwórstwie - nie da się myśleć w kategoriach jednego elementu oderwanego od reszty. W przypadku naszej inwestycji jej sercem jest zakład ubojowy i przetwórczy, ale on potrzebuje stabilnego zaplecza surowcowego, logistyki, infrastruktury i całego łańcucha, który musi działać przewidywalnie. Dlatego traktujemy ten projekt jako kompleks powiązanych inwestycji: od nowoczesnej hodowli drobiu, czyli Zielonych Ferm, przez przetwórstwo, po wsparcie logistyczne. W tym modelu wszystko jest ze sobą połączone - i właśnie dlatego cały projekt ma sens. Zielone Fermy są tu jednym z kluczowych elementów, bo zapewniają surowiec i jednocześnie pokazują, iż hodowla może być nowoczesna, odpowiedzialna i oparta na jasnych standardach. A kiedy system jest spójny, rolnicy i hodowcy mają stabilność, mieszkańcy mają miejsca pracy, a gminy realny impuls gospodarczy.Wspomina Pan często o korzyściach dla rolników. Co w praktyce zyskają gospodarstwa z Lubelszczyzny? Co konkretnie mają z tego, iż Wipasz wchodzi na ten teren?Wspomniałem, iż zaczynaliśmy od wytwórni pasz, a potem zbudowaliśmy kolejną. To jest ta najbardziej oczywista korzyść dla rolników. Produkcja zwierzęca to zapotrzebowanie na pasze, które produkujemy tutaj ze zbóż, które kupujemy od rolników z Lubelszczyzny. Jeden kurnik to zapotrzebowanie na blisko tysiąc ton zboża rocznie, a to z kolei produkcja kilkunastu średniej wielkości gospodarstw. Zboża, na które generujemy popyt, i tym samym gwarantujemy stabilność tysiącom gospodarstw, z którymi współpracujemy. Dzisiaj, kiedy mamy olbrzymią nadwyżkę na światowym rynku zbóż, jest to szczególnie istotne. A wytwórnie pasz są dowodem na to, iż ta kooperacja jest korzystna dla obu stron. Jest to zresztą też najważniejsze dla nas: mieć stabilnych partnerów na miejscu.Wielokrotnie podkreśla Pan, iż bez nowoczesnej hodowli upadnie polskie rolnictwo. Jak dziś ocenia Pan kondycję polskiej wsi?– W wielu gminach wschodniej Lubelszczyzny widać wyraźnie, jak postępuje wyludnianie i jak narasta kryzys demograficzny: gospodarstwa często nie mają następców, szkoły z roku na rok tracą uczniów, a młodzi ludzie wyjeżdżają tam, gdzie widzą stabilność i perspektywy. jeżeli nie powstają trwałe miejsca pracy i nowoczesna infrastruktura gospodarcza, region traci energię, dynamikę i szansę na rozwój. My chcemy pokazać, iż warto tu inwestować – mówi Józef Wiśniewski, prezes Wipasz S.A.Polska wieś przechodzi dziś jeden z najtrudniejszych momentów od wielu dekad. Rolników systematycznie ubywa, a wiele gospodarstw nie ma następców – młode pokolenie coraz częściej nie widzi w tej pracy stabilności i przewidywalności dochodów. To nie wynika z braku przywiązania do ziemi czy tradycji, tylko z racjonalnej, życiowej oceny: młodzi chcą mieć pewność, iż ich ciężka praca da rodzinie bezpieczeństwo i perspektywę. jeżeli rolnik przez lata funkcjonuje w warunkach niepewności, zmiennych cen i braku stałego odbioru, trudno oczekiwać, iż jego dzieci będą chciały przejąć gospodarstwo. Dlatego uważam, iż nowoczesna, zintegrowana hodowla nie jest zaprzeczeniem tradycji, ale próbą jej ocalenia w realiach współczesnej gospodarki: daje stabilne kontrakty, przewidywalność, ciągłość odbioru i możliwość planowania inwestycji. o ile w Polsce nie zbudujemy silnego zaplecza produkcyjnego i przetwórczego, będziemy coraz bardziej uzależniać się od importu żywności, a rodzinne gospodarstwa będą znikać jedno po drugim. Także te, które zajmują się produkcją zbóż, bo nie będzie na nie popytu. Jak to działa, widzimy już w związku ze spadkiem pogłowia trzody chlewnej. Gdyby nie wzrost produkcji drobiu, który w jakiejś mierze zneutralizował skutki tego spadku, to sytuacja rolników byłaby jeszcze trudniejsza. Dla mnie rolnictwo nie jest abstrakcją - to fundament bezpieczeństwa żywnościowego państwa, element kultury i tożsamości, dlatego trzeba je wzmacniać mądrą modernizacją, a nie zostawiać samemu sobie.Zapowiada Pan powstanie co najmniej 2000 miejsc pracy. Kogo konkretnie zamierzacie Państwo zatrudniać i jaki realny efekt na rynek pracy oraz finanse gmin może przynieść ta inwestycja?Miejsca pracy, o których mówimy, dotyczą przede wszystkim zakładu ubojowego i przetwórczego - to on będzie największym pracodawcą w całym projekcie. Dodatkowo Zielone Fermy również wygenerują setki miejsc pracy. I to jest dopiero rdzeń, bo doświadczenie pokazuje, iż przy inwestycjach tej skali efekt jest zawsze większy: rozwija się transport, usługi, handel, budownictwo, czyli całe otoczenie gospodarcze w gminach regionu. W Międzyrzecu Podlaskim deklarowaliśmy 800 miejsc pracy, a dziś jest ich około dwóch tysięcy tylko w Wipaszu. Do tego trzeba dodać miejsca pracy wygenerowane przez firmy z nami kooperujące - myślę, iż choćby drugie tyle. To realnie zmieniło rynek zatrudnienia, a tym samym codzienne życie wielu rodzin. Dlatego mówiąc o liczbach, podkreślam: to jest minimum, od którego zaczyna się szerszy proces rozwojowy. Będziemy potrzebować pracowników produkcyjnych, techników, osób odpowiedzialnych za utrzymanie ruchu, logistykę i administrację, ale także specjalistów, którzy będą rozwijać nowoczesne procesy technologiczne. Chcemy, aby w pierwszej kolejności korzystali na tym mieszkańcy gmin regionu - i żeby mieli realną możliwość rozwoju zawodowego, szkoleń i podnoszenia kwalifikacji, bo trwałe miejsca pracy to nie jest „zatrudnienie na chwilę”, tylko stabilność, która pozwala planować życie i przyszłość. Kiedy mówię o procesie rozwojowym, mam na myśli właśnie wpływ na funkcjonowanie całej gospodarki lokalnej, bo stabilne dochody mieszkańców generują popyt na lokalne usługi, rozwija się handel detaliczny, gminy mają trwałe, stabilne wpływy z podatków. A to z kolei pozwala na inwestycje w lokalną infrastrukturę i napędza rozwój.Projekt Wipaszu na Lubelszczyźnie jest określany jako jedna z najnowocześniejszych inwestycji w Europie. Na czym ta nowoczesność polega w praktyce i jaką rolę w całym systemie mają odegrać Zielone Fermy?Nasz funkcjonujący zakład w Międzyrzecu Podlaskim jest bez wątpienia jednym z najnowocześniejszych na świecie. Powiedzenie, iż przyjeżdżają do nas wycieczki z całego świata, aby go obejrzeć, nie jest na wyrost, ale to, co chcemy zbudować w kolejnym etapie, to będzie następna generacja technologiczna. Takim generacyjnym przełomem są też Zielone Fermy - oparte na zaawansowanych rozwiązaniach, wykorzystujących sztuczną inteligencję, systemach kontroli środowiskowej i wysokich standardach bioasekuracji. To infrastruktura projektowana według współczesnych norm, z rozwiązaniami energooszczędnymi, stałym monitoringiem parametrów środowiskowych i technologiami ograniczającymi emisje oraz zwiększającymi efektywność procesów. W moim przekonaniu rolnictwo, aby utrzymać konkurencyjność w warunkach międzynarodowej rywalizacji, musi być nowoczesne i wydajne, ale jednocześnie odpowiedzialne i transparentne. I właśnie o to chodzi w naszym projekcie: połączyć efektywność gospodarczą z troską o środowisko oraz stabilność społeczną gmin, w których będzie funkcjonował. Dla mnie to jest kierunek, w którym musi iść polskie rolnictwo - modernizacja, która nie odcina się od tradycji, tylko daje jej solidne fundamenty na przyszłość.- Zielone Fermy to inwestycje oparte na zaawansowanych rozwiązaniach, systemach kontroli środowiskowej i wysokich standardach bioasekuracji. To infrastruktura projektowana według współczesnych norm, z rozwiązaniami energooszczędnymi, stałym monitoringiem parametrów środowiskowych i technologiami ograniczającymi emisje - wyjaśnia prezes Wipasz S.A. W debacie publicznej na temat polskiego sektora hodowlanego można zaobserwować silną aktywność organizacji takich jak „Otwarte Klatki”. Jak ocenia Pan wpływ tego rodzaju organizacji na rozwój polskiego sektora rolno-spożywczego w Polsce?Szanuję prawo do wyrażania poglądów i uczestnictwa w debacie publicznej, ale taka debata musi opierać się na faktach, a nie kłamstwach. A tak to niestety wygląda w przypadku takich organizacji, które - tak jak Otwarte Klatki - dysponują rozbudowanym zapleczem komunikacyjnym, prawnym oraz organizacyjnym, a do tego są prawie w całości finansowane z zagranicy. I za te pieniądze budują narrację atrakcyjną emocjonalnie, ale nieprawdziwą. Chodzi o wzbudzenie niepokoju, strachu po to, by zrealizować cel, jakim jest likwidacja polskiej hodowli. A to już niebezpieczne, bo uderza w najważniejszy segment polskiej gospodarki i tym samym w bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Dziwię się, iż państwo do tego dopuszcza, toleruje, a niekiedy wręcz wspiera. jeżeli w wyniku takiej presji blokuje się inwestycje spełniające wszystkie normy prawne i środowiskowe, to konsekwencje ponoszą przede wszystkim rolnicy, pracownicy i gminy, które mogłyby skorzystać z impulsu gospodarczego.Jako przedsiębiorca działający w jednym z kluczowych sektorów gospodarki – czy czuje Pan, iż państwo wystarczająco wspiera dziś legalną produkcję rolno‑spożywczą?Mam wrażenie, iż zbyt rzadko mówi się o tym, iż przemysł rolno-spożywczy - w tym sektor hodowlany - jest strategicznym filarem polskiej gospodarki. 58 mld euro to wartość eksportu polskiej żywności. Żaden inny sektor nie przynosi takich wpływów. Powtarzam to wielokrotnie: przemysł rolno-spożywczy, który generuje prawie 20% wartości sprzedanej polskiego przemysłu - najwięcej ze wszystkich sektorów - jest dla Polski tym, czym przemysł motoryzacyjny dla gospodarki niemieckiej. Sukces gospodarczy naszego kraju opiera się w dużej mierze na nowoczesnej produkcji żywności. Powinniśmy być z tego dumni, a tymczasem tolerujemy działania w niego uderzające. Oczekuję w związku z tym, iż państwo będzie wspierać legalną, zgodną z przepisami produkcję i nie będzie stać po stronie tych, którzy z nią walczą. Chciałbym też, jak każdy przedsiębiorca, stabilnego prawa, bo inwestycje tej skali wymagają wieloletniego planowania, dużego zaangażowania kapitałowego i pełnej odpowiedzialności za decyzje. Przedsiębiorca, który inwestuje setki milionów złotych, musi mieć pewność, iż działa w przewidywalnym otoczeniu instytucjonalnym. Nie oczekuję przywilejów, tylko zrozumienia, iż rozwój nowoczesnej infrastruktury rolnej nie jest prywatnym interesem jednej firmy, ale elementem budowania siły państwa, stabilności gospodarczej i bezpieczeństwa żywnościowego. jeżeli chcemy, by gminy wschodniej Polski realnie się rozwijały i zatrzymywały młodych ludzi, potrzebujemy jasnych zasad i konsekwencji w ich stosowaniu.Planowany zakład w regionie graniczącym z Ukrainą. Czy realizując inwestycję tej skali w takiej lokalizacji, nie obawia się Pan ryzyka związanego z sytuacją geopolityczną?Wojna za wschodnią granicą jest dramatem, który wszyscy obserwujemy z niepokojem, ale również z nadzieją na jak najszybsze zakończenie konfliktu, bo pokój jest wartością fundamentalną dla całego regionu. Trzeba jednak pamiętać, iż inwestycje takie jak nasza planuje się w perspektywie kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. To zawsze wymaga odwagi. Tej mi nie brakuje. Co więcej, uważam, iż właśnie z powodu wojny trzeba tu, na wschodzie Polski, inwestować – bo jeżeli wszyscy zaczną się odwracać ze strachu, to wojna nie będzie potrzebna, żeby region osłabł; wystarczy stagnacja i odpływ ludzi. W moim przekonaniu odpowiedzią na niepewność nie jest wycofanie się ani zamrożenie rozwoju, tylko mądre, odpowiedzialne działanie oparte na długofalowej wizji. Chcemy pokazać, iż warto tu inwestować i iż ten region ma pełne prawo do silnej gospodarki i stabilnej przyszłości.Inwestycja rzędu półtora miliarda złotych to jedna z największych planowanych inwestycji w regionie. Co sprawia, iż projekt jest bezpieczny finansowo?Wipasz od lat realizuje duże inwestycje i ma doświadczenie w prowadzeniu projektów o wysokiej skali. Jesteśmy wiarygodnym inwestorem - instytucje finansowe znają nasze plany, naszą historię inwestycyjną i sposób działania, dlatego nie mamy problemu z pozyskiwaniem finansowania na projekty tego typu. Każdy etap jest przygotowany i zabezpieczony, a fundamenty finansowe przedsięwzięcia są stabilne i przemyślane. Chcę też jasno podkreślić, iż samorządy i gminy nie ponoszą ryzyka inwestycyjnego - odpowiedzialność za realizację i finansowanie projektu spoczywa na inwestorze, a ja podejmuję ją świadomie, bo wiem, iż przedsięwzięcie tej wielkości wymaga najwyższej staranności i pełnej odpowiedzialności.Załóżmy, iż spotykamy się za kilkanaście lat. Jak chciałby Pan wtedy widzieć Wipasz i cały ten projekt na Lubelszczyźnie – z perspektywy firmy, rolników i mieszkańców gmin?Wyobrażam sobie Wipasz jako firmę, która w tym regionie nie tylko działa, ale współtworzy stabilny, nowoczesny system rolnictwa i przetwórstwa, dający ludziom realne miejsca pracy i rolnikom przewidywalne warunki współpracy. Chciałbym, żeby było widać, iż ten projekt przyniósł stabilność gminom i poczucie bezpieczeństwa, iż młodzi ludzie nie musieli wyjeżdżać w poszukiwaniu szans, tylko mogli budować przyszłość u siebie, a rolnicy mogli planować rozwój gospodarstw z myślą o kolejnym pokoleniu. Zależy mi, by to był trwały element rozwoju, a nie jednorazowe wydarzenie. Wierzę, iż polska wieś zasługuje na przyszłość opartą na pracy, odpowiedzialności i nowoczesności, która nie odcina się od tradycji, tylko ją wzmacnia i daje jej solidne fundamenty ekonomiczne. jeżeli za kilkanaście lat będzie widać, iż wschodnia Lubelszczyzna jest miejscem, w którym warto żyć, pracować i inwestować, to będzie najlepszy dowód, iż ta droga miała sens.
Idź do oryginalnego materiału