Konfitura z mniszka lekarskiego
Zakończyła się łagodna, śnieżna zima taka bez porządnych mrozów, było dużo śniegu, ale już wszystkim się znudziła i każdy marzył o soczystej zieleni, kolorowych kwiatach i zdjęciu z siebie zimowego ubrania.
Do niewielkiego powiatowego miasta zawitała wiosna. Lidia uwielbiała ten czas, wyczekiwała przebudzenia natury i wreszcie się doczekała. Patrząc przez okno swojego mieszkania na trzecim piętrze, rozmyślała:
Wraz z ciepłymi, wiosennymi dniami miasto jakby obudziło się z długiego snu. Inaczej też zaczęły hałasować ciężarówki, na targu zrobiło się gwarno. Ludzie chodzą w kolorowych kurtkach, płaszczach, każdy dokądś się śpieszy, a rankiem ptaki budzą nas wcześniej niż budzik. Ach, dobrze jest wiosną, a latem jeszcze lepiej
Lidia mieszkała w tej pięciopiętrowej kamienicy od lat, teraz mieszkała tylko z wnuczką Halinką, która chodziła do czwartej klasy. Rok temu rodzice Halinki wyjechali na kontrakt do Tanzanii oboje byli lekarzami, a córkę powierzyli babci.
Mamusiu, oddajemy Ci Halinkę pod opiekę. Nie będziemy przecież jej zabierać tam ze sobą, wiemy, iż przypilnujesz swojej ukochanej wnuczki mówiła córka Lidii.
No jasne, będę pilnować, z nią jakoś weselej, na emeryturze to i mi zajęcia potrzeba. Jedźcie spokojnie, a my tu sobie z Halinką odpowiadała matka.
Hurra, babciu, będzie nam razem świetnie, będziemy często chodzić do parku, rodzice nigdy czasu nie mają. Nie zajmują się mną cieszyła się dziewczynka.
Nakarmiwszy wnuczkę śniadaniem i odprowadziwszy ją do szkoły, Lidia zabrała się za swoje domowe sprawy czas minął niepostrzeżenie.
Skoczę do sklepu, a potem Halinka wróci ze szkoły. Obiecałam jej coś słodkiego za dobre oceny myślała, szykując się do wyjścia z mieszkania.
Wychodząc z klatki schodowej, zobaczyła już dwie sąsiadki siedzące na ławce, podłożone miały pod siebie ciepłe poduszki, bo ławka jeszcze chłodna. Pani Barbara kobieta w nieokreślonym wieku, może siedemdziesiąt, może więcej, nigdy nie zdradzała, kiedy się urodziła, mieszkała na parterze w jednopokojowym mieszkaniu. Zuzanna, starsza samotna kobieta, miała siedemdziesiąt pięć lat, była oczytana, znała wiele ciekawych historii, śmiała się głośno, promieniała euforią zupełne przeciwieństwo Barbary, która wiecznie na wszystko narzekała.
Gdy tylko zejdzie śnieg i pojawi się słońce, ta ławka nie bywa wolna ktoś się zawsze na niej rozsiada. Barbara i Zuzanna to stałe bywalczynie mogą siedzieć i od rana do wieczora, co najwyżej pójdą zjeść obiad, a potem wracają znów na ławkę. Wiedzą wszystko o wszystkich, żadna plotka im nie umknie, kontrolują cały blok.
Lidia też czasem przysiadała się do nich, razem obgadywali sąsiadów, omawiali świeże wieści, dzielili się tym, co przeczytali w Gazecie Wyborczej albo zobaczyli w telewizji. Barbara uwielbiała opowiadać o swoim ciśnieniu.
Dzień dobry, kobitki powiedziała wesoło Lidia już czuwacie na posterunku.
Dzień dobry, Lidziu, jasne iż czuwamy, bo nam zaliczą nieobecność! odpowiedziała Barbara, zerkając na jej torbę Idziesz pewnie do sklepu?
Trafione, biegnę zanim Halinka wróci ze szkoły. Obiecałam jej coś słodkiego za piątki. Lidia nie zatrzymywała się, ruszyła dalej.
Dzień minął zwyczajnie odebrała Halinkę ze szkoły, nakarmiła, dziewczynka zabrała się za odrabianie lekcji, a Lidia popatrzyła na telewizję.
Babciu, idę na taniec! usłyszała nagle.
Halinka już była gotowa, z plecakiem i komórką. Od sześciu lat chodziła na zajęcia taneczne bardzo jej się podobały, występowała wszędzie, gdzie tylko się da, a Lidia była dumna ze swojej pięknej wnuczki.
Dobrze, Halinko, pobiegnij odpowiedziała czule i odprowadziła do drzwi.
Lidia wieczorami siadała na ławce przed blokiem, czekała na wnuczkę wracającą z zajęć.
Nudzi się pani? zapytał sąsiad z drugiego piętra, pan Michał.
Co to, nudzić się w taki dzień? Wiosna, piękna pogoda! odparła Lidia.
Eee, słoneczko grzeje, ptaki śpiewają, wszystko się zieleni, mniszek lekarski żółci się wszędzie te kwiatki jak małe słoneczka, prawda? uśmiechnął się Michał, a Lidia przytaknęła.
W tym momencie Halinka podskoczyła z tyłu i rzuciła się babci na szyję, krzycząc:
Hau, hau!
Ale z ciebie rozrabiaka, wystraszyłaś mnie na śmierć zaśmiała się Lidia.
Eee, jeszcze nie czas, żeby o tym rozmawiać! dodał pan Michał, klepiąc ją w ramię.
Chodź, łobuziaku! Zrobiłam ci świeżą marchewkę z cukrem, pewnie się zmęczyłaś na tańcach. Usmażyłam też twoje ulubione kotleciki zawołała babcia.
Pan Michał też zerwał się z ławki, idąc za nimi.
A czemu tak uciekacie z podwórka? zdziwiła się Lidia.
Tak smacznie mówiłaś o kotletach, iż aż zgłodniałem. Idę coś przekąsić. Ale potem wyjdźcie znów na ławkę, może się przejdziemy powiedział.
Nie obiecuję, mam jeszcze sporo roboty ale zobaczymy.
Wieczorem jednak znów wyszła na ławkę.
Pożegnała sąsiada na wszelki wypadek, uśmiechając się pod nosem. Weszły z Halinką do klatki, a on zaraz za nimi.
Babciu, a pan Michał chyba się w tobie podkochuje zaśmiała się Halinka, gdy weszły do przedpokoju.
Och, co ty opowiadasz machnęła ręką Lidia.
A wiesz, jak on na ciebie patrzy? Już nie pierwszy raz to zauważyłam nie odpuszczała wnuczka, mrugając filuternie O! Gdyby tak Marek z równoległej klasy tak na mnie patrzył, wszystkie dziewczyny by mi zazdrościły!
Siadaj do kolacji, moja spostrzegawcza. A Marek jeszcze się napatrzy uśmiechnęła się babcia.
Wieczorem Lidia znów wyszła na ławkę, Michał już czekał, co ciekawe, stałych sąsiadek już nie było.
Barbara i Zuzanna poszły przed chwilą na kolację oznajmił radośnie sąsiad.
Od tego wieczoru Lidia coraz częściej spotykała się z panem Michałem, razem chodzili do parku po drugiej stronie ulicy. Czytali gazety, rozmawiali o artykułach, wymieniali przepisy i historie.
Samemu Michałowi życie nie szczędziło trosk. Miał żonę, córkę i wnuka, ale wcześnie został wdowcem. Wychowywał córkę Martę najlepiej jak potrafił. Pracował na dwóch etatach, żeby zapewnić córce wszystko, czego potrzebowała. Oczywiście nie miał dla niej wiele czasu. Rano wychodził, kiedy jeszcze spała, wracał znowu już spała.
Córka dorosła, wyszła za mąż i wyjechała do innego miasta, urodziła syna. Kilka razy przyjeżdżała, potem kontakt się urwał. W odwiedzinach nie było rodzinnej radości. Po piętnastu latach rozwiodła się z mężem, syna wychowywała sama.
Lidia, dzwoniła dziś do mnie córka, Marta. Za dwa dni przyjeżdża. Skąd nagle taki pomysł? Tyle lat nic opowiadał Michał, bo byli już po imieniu, dzielili się wszystkim.
Może zatęskniła, z wiekiem każdy szuka większej bliskości z rodziną przypuszczała Lidia.
Nie wiem Nie jestem pewien.
Marta przyjechała. przez cały czas była oschła, poważna, zdystansowana. Michał czuł napięcie i spodziewał się poważnej rozmowy i rzeczywiście syna nie czekał długo.
Tato, przyszłam z istotną sprawą zaczęła Marta. Sprzedajmy twoje mieszkanie, przeprowadzisz się do nas. Będziesz mieszkał ze mną i wnukiem, będzie ci raźniej naciskała, widać było, iż decyzję podjęła już wcześniej.
Michałowi nie podobała się ta propozycja, nie chciał wyrywać się z kochanego domu do obcego miasta pod opieką oziębłej córki. Odmówił, tłumacząc, iż przywykł do samotności.
Marta nie zamierzała ustępować. Dowiedziawszy się, iż jej ojciec przyjaźni się z sąsiadką Lidią, poszła do niej z wizytą. Uprzejmie się przywitała, przeszła do kuchni, usiadła. Lidia zrobiła herbatę, postawiła słodycze i konfiturę.
Słucham cię, Marto powiedziała ciepło.
Zauważyłam, iż jest pani bardzo zaprzyjaźniona z moim ojcem zaczęła Marta. Czy mogłaby mi pani pomóc przekonać go do czegoś ważnego?
O co chodzi?
Proszę go namówić, żeby sprzedał mieszkanie No bo po co mu tyle metrów dla siebie jednego, nie może przecież tylko o sobie myśleć! zakończyła ostro.
Lidia była zdziwiona taką zachłannością i wyrachowaniem Marty i odmówiła stanowczo. Marta jakby zmieniła się w zupełnie inną osobę czerwona ze złości i oburzenia, zaczęła krzyczeć na Lidię.
Aha, już wszystko wiem Pewnie pani też chce przejąć to mieszkanie. Znalazła się opiekunka dla starszego pana, a wszystko po to, żeby zrobić posag wnuczce Przesympatycznie sobie spacerujecie, wieczorami się mizdrzycie, rozmawiacie o adekwatnościach mniszka lekarskiego. Dwa takie mniszki, a tam swoje Już może papiery do urzędu złożyliście? Ostrzegam, nic wam się nie uda, i przechodząc na ty dodała groźnie nic ci się nie uda, stara babo! i trzasnęła drzwiami.
Lidii zrobiło się przykro, bała się, żeby sąsiedzi nie słyszeli tej awantury. Na szczęście Marta niedługo wyjechała. Lidia zaczęła unikać Michała, jeżeli go zauważyła, gwałtownie chowała się do domu.
A herbata zawsze była z konfiturą z mniszka lekarskiego.
No ale nie można wiecznie uciekać, życie wszystko wyprostuje. Kiedyś Lidia wracała ze sklepu, Michał siedział przed klatką, czekał na nią, a w rękach miał żółciutkie kwiaty mniszka, pleść już zaczął z nich wianek.
Lidia, nie uciekaj poprosił przysiądź na chwilę. Przepraszam cię za moją córkę. Wiem, co mogła ci powiedzieć Poważnie z nią rozmawiałem, wnukowi pomogę, ale ona nie powinno się tak postępować, jak ona. Wyjeżdżając, powiedziała, iż nie ma już ojca. A ja zamilkł, potem podał niedokończony wianek weź, zrobiłem też konfiturę z mniszka, bardzo zdrowa i smaczna, musisz spróbować! Do sałatki też się świetnie nadaje uśmiechnął się Michał.
Po tej rozmowie, o walorach mniszka lekarskiego, zrobili razem sałatkę. Lidia piła herbatę z konfiturą z mniszka i bardzo jej smakowała. Wieczorem znów wybrali się do parku.
Mam nowy numer naszego ulubionego magazynu powiedział Michał poczytamy na ławce pod lipą.
Lidia usiadła obok, rozmowa się potoczyła, zapomnieli o wszystkim. Dobrze im było razem.
Dziękuję, iż czytacie, wspieracie i kibicujecie mi. Powodzenia w życiu!










