Dziś wieczorem znów pracowałem, mimo iż to był świąteczny dzień. Oczywiście, musiałem dowieźć ładunek do Torunia, a mama jak zawsze zatroszczyła się, żebym nie był głodny w trasie. Upiekła moje ulubione pierogi z ziemniakami. Zapachniało nimi w kabinie ciężarówki, aż ślinka ciekła. Zajadałem się ciepłym pierogiem i uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Włączyłem radio, leciały wesołe piosenki od razu czułem się lepiej.
Było już ciemno, gdy dojeżdżałem do małej wioski pod Włocławkiem. Przejeżdżając obok przystanku autobusowego, zauważyłem w światłach reflektorów dziewczynę, która wyciągała rękę, próbując zatrzymać jakiś samochód. Prawie nie było ruchu na drodze, więc się zatrzymałem.
Podwiezie mnie pan? zapytała dziewczyna.
Wyglądała, jakby marzła już od dłuższego czasu.
Oczywiście, proszę wsiadać. Teraz mało kto tu przejeżdża, a późno już. Długo pani czeka?
Tak, długo odpowiedziała cicho i nagle rozpłakała się.
Spojrzałem na nią zaskoczony.
Coś się stało? dopytałem.
Otarła łzy i zaczęła opowiadać przez szloch:
Mam na imię Jagoda. Dzisiaj jest Stary Nowy Rok, przed nami weekend. Koleżanka z pracy zaprosiła mnie do siebie na wieś, do domku letniskowego, żeby świętować. Jej mąż obiecał zrobić grilla i szykować stół świąteczny. Kazała, jak dojadę, zadzwonić i powiedziała, iż przyjdzie po mnie na przystanek koło sklepu.
Zgodziłam się, bo przed samą Wigilią rozstałam się z chłopakiem. Koleżanka chciała, żebym nie siedziała sama w domu i się nie smuciła.
Wsiadłam do autobusu do Dobrzejewic, dojechałam, wysiadłam i zadzwoniłam do niej. Mówi, żebym weszła do sklepu, a za pięć minut będzie. Tylko iż zaraz zorientowałam się, iż dookoła nic nie ma, choćby domów, wioska może z trzysta metrów od przystanku.
Spojrzałam na autobus, który właśnie odjeżdżał. Miało być Dobrzejewice, a na tablicy Kruszynek! Pomyliłam autobusy, zupełnie inna trasa! Tamta wioska była po drugiej stronie.
No i autobus już pojechał. Wołałam za nim, ale kierowca nie słyszał. Po dwóch godzinach czekania zrozumiałam, iż to był ostatni autobus dzisiaj. Żadnych samochodów w stronę miasta, zimno, ciemno. Chciałam iść do tej wioski, ale bałam się zagubić, więc postanowiłam poczekać i spróbować złapać stopa. Stałam tak prawie trzy godziny…
Gdyby nie pan, nie wiem, co by się stało. Dziękuję z całego serca!
Przejdźmy na ty, proszę powiedziałem z uśmiechem.
Jagoda skinęła głową i od razu rozjaśniła się jej twarz.
Jagoda od razu przypadła mi do gustu. Ładna, naturalna, bez żadnych pretensji. Widać, iż samodzielna dziewczyna. Zatrzymałem ciężarówkę na chwilę, mówiąc:
Trochę się już ogrzałaś, czas na coś do jedzenia. Moja mama piecze najlepsze pierogi na świecie.
Zjedliśmy razem. Jagoda wyjęła ze swojej torby trochę wędliny, sera i tabliczkę gorzkiej czekolady. Kolacja w drodze smakowała jak w najlepszej restauracji.
Potem Jagoda położyła się spać na łóżku w kabinie, a ja na przednich siedzeniach. Gdy już wszystko ucichło, nagle zapytała:
Wojtku, jesteś żonaty?
Nie.
A czemu?
Bo właśnie dopiero poznałem dziewczynę, która mi się naprawdę spodobała. Ale jeszcze jej o tym nie mówiłem.
Rozumiem…
Śpijmy już, muszę rano dowieźć towar na czas.
Jazda upłynęła nam bez problemów. Jagoda śmiała się, iż to jej pierwsza taka przygoda w życiu i choćby się cieszy, iż tak wyszło.
Z każdą godziną coraz bardziej czułem, iż los zesłał mi tę wspaniałą dziewczynę.
Kiedy wracaliśmy już do Torunia, poprosiłem Jagodę o numer telefonu.
A co tamta dziewczyna, która ci się podoba? zażartowała.
Przecież o tobie mówię! roześmiałem się. Bardzo mi się spodobałaś. Chciałbym, żebyśmy kontynuowali tę znajomość, jeżeli oczywiście nie masz nic przeciwko.
Nie mam, ty też mi się spodobałeś, Wojtek. Jesteś facetem z prawdziwego zdarzenia nie zostawiłeś mnie w biedzie, zachowałeś się jak dżentelmen.
W kwietniu wzięliśmy z Jagodą ślub. Czasem tak to już jest w życiu niezaplanowane spotkania zmieniają wszystko. To chyba właśnie nazywają przeznaczeniem.












