RIO bar kawowy.jpg
ty jednonocna ozdobiona tęczą opalizujących sińców
pod zapadłymi oczami
moja to robota
nie pamiętam
nie pamiętam
ładne
niezły ze mnie
akwarelista
i znowu jesteś
jak przynęta rzucona
na wodę... bez haczyka
płyniesz
płyniesz na dnie kieliszka
nie pozwalając wódki dopić
utopiłaś w niej żałosny kosmyk
mącąc mój spokój
jakbyś chciała przypomnieć dumnie
rozrzucone pszeniczne złoto włosów
na poduszce
nie patrz tak - kiedy oczy
narobią wiele hałasu -
zabiorę cię tam
gdzie tygrysy przychodzą
umierać
chcesz tego…
***
czemu umilkłeś
mów do mnie
mów
to nic iż słowa ranią
cisza
jest gorsza
w ciszy jestem tylko
wylinką samej siebie
nie rzucam nawet
cienia więc
mów do mnie
mów
może w tym mroku słów zdołam
sobie przypomnieć
uwolnić nienazwane barwy
rytuałów na każdy czas
kiedy mówisz
wspinaczka po stromiźnie
piersi zbyt uciążliwa
oddech mi gasisz
we włosy wplatasz
smutek
a ja i tak za stanik wetknę kilka
odcieni twojego humoru
na jutro
na dzisiaj
na wczoraj
na ten oniryczny mrok
z uśmiechem pięść
podnosisz i mówisz …
przecież nie nosisz
stanika
***
obudziłam się
a na półce z książkami
ozdobną obwolutą sardonicznie mrugnęły
nieroztropnie bezrefleksyjnie
nabyte dzieła
Donatiena Alphonsa Francoisa
makiza de Sade`a
LuBe
dwadzieścia siedem
dwadzieścia dwadzieścia sześć
Statystyki: autor: Lucile — 20 lip 2026, 12:58











