WIERNY JAK FIEDOR W dniu pogrzebu żony Fiedor nie uronił choćby łzy. — No popatrz, mówiłam ci przec…

twojacena.pl 4 dni temu

JEDYNOŚĆ

W dniu pogrzebu żony Feliks nie uronił ani jednej łzy.
No patrz tylko, mówiłam, iż on Zosi nigdy nie kochał szeptała Stasia do swojej sąsiadki, Kazimiery.
Ciszej, no. Teraz to już nie ma znaczenia. Dzieci zostały sierotami przy takim ojcu.
Zobaczysz, na pewno ożeni się z Jagną zapewniała Stasia.
Co mu po Jagodzie? Przecież Glafira to jego prawdziwa miłość. Zapomniałaś, jak po stodole razem biegali? Jagna nie wikła się w takie rzeczy. Ma rodzinę, porządna jest, już dawno nie myśli o Feliksie.
Ty wiesz to na pewno?
Pewna jestem. Jagna ma męża przodownika pracy, po co jej Feliks z tym swoim potomstwem? Praktyczna kobieta. A Glafira męczy się z tym Mietkiem, znowu z Feliksem się zaczną spotykać stwierdziła Kazimiera i rozgrzała plotki na dobre.

Pochowali Zosię. Dzieci trzymały się za ręce. Michaś i Pola mieli ledwie po osiem lat. Zosia wyszła za Feliksa z wielkiej miłości ale nigdy nie była pewna, czy on ją kochał, jak i nikt na wsi nie wiedział.

Mówili, iż zaszła w ciążę i Feliks musiał ją poślubić. Klaudia, ta pierwsza, urodziła się siódmego miesiąca, nie przeżyła długo, a później Zosia z Feliksem długo nie mieli dzieci. Feliks był zawsze posępny, milczący mówili na niego Wilk. Tak go nazwali, bo nie potrafił mówić czułych słów, z miłością mu nie po drodze. Kto jak kto, ale Zosia wiedziała to najlepiej.

Mimo wszystko los okazał jej łaskę. Ile modlitw do nieba, tylko ona znała. I dostała od Boga dwoje naraz bliźniaki: Pola i Michaś. Michaś wdał się w matkę, czuły, dobry. Pola wykapany ojciec. Nic z niej nie wyciągniesz, zamknie się w sobie na cztery spusty i milczy. Nikomu nie zdradzi swoich myśli. I była bliżej Feliksa, bo podobni charakterem.

Często Feliks coś dłubał w szopie, a Pola kręciła się obok niego. On ją uczył życia, tłumaczył, pokazywał. A Michaś zawsze z matką tu pomógł zamieść, tam przyniósł wody wiaderkiem, choć mały, starał się. Zosia kochała dzieci, ale Polę zrozumieć nie umiała. A do Michasia sercem przyrosła.

Gdy umierała, powiedziała synowi:
Synku, ja już niebawem odejdę. Zostaniesz tu najważniejszy. Pilnuj siostry, nie krzywdź jej. Jesteś chłopcem, masz obowiązek ją chronić. Ona jest słabsza, potrzebuje twojej pomocy.
A tata? zapytał Michaś.
Co z tatą? Zosia nie zrozumiała.
On będzie nas chronił?
Nie wiem, synku. Życie pokaże.
To nie odchodź, mamo, jak my bez ciebie? rozpłakał się Michaś.
Ach, synku, gdyby ode mnie to zależało westchnęła Zosia.

Odeszła nad ranem. Feliks siedział przy jej łóżku, trzymał ją za rękę. Ani słowa, ani łzy. Po prostu jakby się zapadł w sobie, ściemniał, zesztywniał. I to by było na tyle.

Życie powoli wracało do zwykłego rytmu. Pola wzięła na siebie obowiązek prowadzenia domu, próbowała gotować, sprzątać chałupę, ale była za mała. Przychodziła siostra Feliksa, Natalia pomagała jej, pokazywała, co i jak.

Ciociu Natalio, a tata znowu się ożeni? zapytała Pola pewnego dnia.
Nie wiem, słonko, co w głowie ma twój tata. Przecież mi nie powie.

Natalia miała własną rodzinę męża Wacława, dzieci była szczęśliwa i spokojna.

A jakby co, zabierzesz nas do siebie? dopytywała Pola dalej.
Nie gadaj głupstw. Ojciec was kocha, nikomu krzywdy zrobić nie da powiedziała Natalia stanowczo.

Tymczasem po wsi chodziła już głośna plotka, iż Feliks i Glafira znowu mają się ku sobie.

Ta Glafira całkiem się urwała z łańcucha plotkowała Stasia Znowu z Feliksem się spiknęła, a własnej rodziny nie widzi.

Dzika baba! przekładały sąsiadki pod GS-em.

A spokój waszmościom, do roboty! rozgonił je przewodniczący spółdzielni gospodarczej, Maksymilian Leonowicz.
Gadacie, plotki siejecie, zamiast ludziom do talerza zaglądać, popatrzcie na siebie zbeształ je Maksiu, broniąc Feliksa.

Raz rzeczywiście Feliks i Glafira byli sobie pisani, taka była miłość, iż powieść można by o tym napisać. Ale Feliksa wtedy zabrali do innej wsi, pomagać z sianokosami wyjechał na dwa miesiące. W tym czasie Glafira zaplątała się z Mietkiem Chmielewskim. Feliks wrócił, dowiedział się i pobił Mietka, a z Glafirą zerwał kontakt.

Glafira za niego nie wyszła, tylko za tego Mietka. A Mietek pijak, kobieciarz. Glafira płakała, iż taki jej się trafił, a Feliks przecież i nie pił, i do roboty był. Tylko milczący

Od tego czasu wieś widziała, iż Feliks zbliża się ku Zosi. A Zosia, jak kwiat niebieski, rozkwitła, nikt nie mógł się na nią napatrzeć.
Widzisz, co miłość robi z ludźmi! powtarzano.

Zosia kochała Feliksa od dawna, ale milczała, nie śmiała choćby śnić. Potem spotkali się, chodzili razem, aż wreszcie pobrali się w urzędzie gminy.

Ślub był skromny. Feliks miał tylko Natalię z rodziny, Zosia starą matkę. Wieś plotkowała, kto był ojcem Zosi. Sołtysem wtedy był Wacław Próchnik to z nim matka Zosi, Oksana, miała romans, ale nigdy nie wyszła za mąż, bo zabierała mężczyzn sąsiadkom, lubiła się zabawić. Zosię urodziła późno, a Zosia nie poszła w jej ślady. Czy córka odpowiada za matkę?

Ludzie żałowali Zosi, zwłaszcza gdy poślubiła Feliksa.
Biedna ona wzdychała Aniela Piekarska on jej nie kocha, całe życie będzie się z nim męczyć wieszczyła.

A jednak Feliks był jej wierny. Wieś była tego pewna bo co się tu ukryje przed cudzym okiem?
Przeżyli piętnaście lat razem. O kłótni nikt nie słyszał. Wieś się uspokoiła, dopóki Zosia nie zachorowała ostatniej zimy. Ciężka choroba, wiadomo było, iż to wyrok.

W ten dzień Feliks wracał z pracy.
Felku, może wpadnę do ciebie na godzinę, pogadamy. Dzieciom upiekłam pączki dogoniła go Glafira z miską pełną wypieków.
Nie, Glafirko, dzięki. Natalia nam na wczoraj upiekła.
Ale ja z serca
A moja siostra też z serca.
Feliks, spotkajmy się dziś wieczorem przy młynie poprosiła.
Po co?
Jak to, zapomniałeś, co było między nami? zdumiała się.
To, co było, zarosło już, jak stare pole. Kocham swoje dzieci. Kochałem Zosię.
Ale jej już nie wrócisz wyszeptała Glafira.
Miłość nie umiera odparł Feliks.
Nie kochałeś jej. Ożeniłeś się na złość mnie.
Glafirko, idź do domu powiedział cicho.
Przyspieszył kroku, nie odwracając się, zmierzał do dzieci. Glafira stała w środku wiejskiej drogi sama.

Mijały lata. Dzieci wyrosły. Ciocia Natalia wciąż odwiedzała bratanicę i bratanka, ale już wiedziała jej brat to jedyny w swoim rodzaju jedynak w miłości.

Pola, słyszałam, iż zadurzyłaś się w Grześku Borowskim powiedziała ciocia od progu.
No i co? odpowiedziała dorosła już Pola. Rzadko kto widział taką piękność pomyślała Natalia.
Nic, tak tylko pytam. Ale uważaj, ostrożnie z nim.
Czemu?
Wiesz doskonale, nie jesteś już dzieckiem powiedziała surowo ciotka.
Ciociu, kocham go na śmierć i życie.
To ci się tylko wydaje, iż już na zawsze.
Wcale nie, jestem pewna.
Ty może i tak, ale Grzesiek?
jeżeli mnie zdradzi, już nikogo innego nigdy nie pokocham.
W to akurat wierzę przyznała Natalia.

Wieczorem Michaś i Pola czekali na ojca.
Coś tata długo nie wraca stwierdził Michaś.
Dziś piątek.
No i co?
A on w każdą środę, piątek i niedzielę chodzi na grób mamy.
Skąd to wiesz? Michaś podniósł brwi.
Baranie, choćby nie czujesz swojego ojca, nie rozumiesz go.

Wyszli cicho z domu, Pola zaprowadziła go na skróty ogródkami na cmentarz.

Tu patrz wskazała skuloną sylwetkę ojca.

Michaś nasłuchiwał słyszał, jak ojciec mówił z kimś.

No, Zosiu, takie to sprawy niedługo Pola wyjdzie za mąż. Wyprawę jej zebrałem, Natalia pomagała. Jakoś żyjemy, powolutku Przebacz, Zosieńko, iż za życia mało mówiłem ci czułych słów. Ale serce moje wypowiedziało ich tysiąc. Ja nie w słowach wyrażam, tylko sercem zachrypiał Feliks i ruszył powoli ku bramie cmentarza.

Pola spojrzała na Michasia. W oczach brata stały nieruchome, ciężkie łzy.

Idź do oryginalnego materiału