WIERNY JAK FIEDIA W dniu pogrzebu żony Fiodor nie uronił ani jednej łzy. – Widzisz, mówiłam, iż on…

newskey24.com 10 godzin temu

JEDYNA MIŁOŚĆ

W dniu pogrzebu żony, Wojciech nie wylał ani jednej łzy.
Popatrz no, mówiłam ci, wcale Zosi nie kochał szeptała Cecylia do sąsiadki, Weroniki.
Cicho bądź, cóż to teraz zmieni. Dzieci zostały sierotami przy takim ojcu.
Zobaczysz, na pewno za Martą się ożeni przekonywała Cecylię Weronika.
Skąd ci to przyszło? Co mu po Marcie? Jego miłość to była Halina. Zapomniałaś już, jak po stodole razem chodzili? Marta z nim się nie zada. Ma swoją rodzinę, no i już pewnie o nim nie myśli.
A ty niby wszystko wiesz?
Pewnie! Marta ma męża, Andrzej przodownik. Po co jej Wojciech z dwójką dzieci? Ona rozsądna kobieta. Co innego Halina, ta męczy się z Mietkiem swoim. To z nim, prędzej czy później, coś wykombinuje dodała Weronika.

Zofię pogrzebano. Dzieci trzymały się mocno za ręce.
Miśka i Paulina dopiero skończyły po osiem lat.
Zofia wyszła za Wojciecha z wielkiej miłości, chociaż czy on ją kochał ona nie wiedziała, podobnie jak cała wieś.
Mówiono, iż zaszła w ciążę, a Wojciech był zmuszony ją poślubić. Klara urodziła się siedmiomiesięczna, nie przeżyła długo, potem Zofia i Wojciech przez lata nie mieli dzieci.
Wojtek zawsze był ponury i małomówny. Ludzie nazywali go Wilk Samotnik. Taką też miał ksywkę. Skąpy w słowach, a jeszcze bardziej w czułości. Kto jak kto, ale Zofia o tym wiedziała najlepiej.

Jednak Bóg w końcu się ulitował. Jak ona długo się modliła, wie tylko On.
I zesłał niebo od razu dwójkę dzieci bliźnięta, Paulinę i Miśka.
Miśka charakter miała po matce czuła i serdeczna, a Paulina zupełnie po ojcu. Tego się słowem nie wyciągnie. Zamknięta w sobie, nie wiadomo, co myśli. Do ojca miała bliżej temperamenty zbliżone.
Często, gdy Wojciech coś majstruje w szopie, Paulinka kręci się wokół, a on jej tłumaczy, uczy życia.
Miśka natomiast trzyma się mamy. Raz podłogę zamiecie, raz wodę przyniesie z wiadra jeszcze mała, ale pomaga.
Zofia kochała dzieci, ale Pauliny nie potrafiła zrozumieć. Do Miśki za to sercem przyrosła.
A kiedy umierała, szepnęła do Miśki:
Córeczko, niedługo odejdę. Zostaniesz głową domu. Nie krzywdź siostry, bądź jej opiekunką. Jesteś silniejsza, dasz radę.
A tata? spytała Miśka.
Co? nie zrozumiała Zofia.
Tata nas ochroni?
Nie wiem, córeczko. Życie pokaże.
Nie umieraj, jak sobie bez ciebie poradzimy? płakała Miśka.
Gdybym mogła, dziecko westchnęła Zofia. I rankiem już jej nie było.

Wojciech siedział obok żony i trzymał ją za dłoń. Ani słowa, ani łzy, tylko jakby się garbił i ciemniał z bólu. Tyle z niego zostało.

Życie powoli wracało do codzienności.
Paulina postanowiła być gospodynią domu. Sama próbowała gotować, sprzątać lata przecież nie miała, za mała jeszcze.
Wszystkim pomagała ciotka Natalia, siostra Wojciecha. Uczyła Paulinę gospodarstwa.

Ciociu Natalio zagadnęła kiedyś Paulina tata teraz się ożeni?
Skąd mam wiedzieć, kochanie? Przecież nie powie mi, co planuje.
Natalia miała własną rodzinę męża Wasyla i dzieci. Kochające, zgrane małżeństwo.
A jak coś, to zabierzesz nas do siebie? pytała dalej Paulina.
Co ty wygadujesz… Ojciec was kocha, nikomu was nie odda rzekła ciotka.

A w międzyczasie po wsi ciągłe plotki iż niby Wojciech i Halina znów do siebie wracają.
Halina, całkiem postradała rozum obgadywała Cecylia znowu z Wojciechem się spotyka, a rodzinę zostawiła.
Głupia kobieta szeptały inne pod sklepem.
No, kończyć zebranie rozgonił je przewodniczący gminy, pan Maksymilian Laskowski.
Wiecznie tylko plotki rozsiewacie, a naprawdę nie znacie ludzi, o których mówicie rzekł ostro w obronie Wojciecha.

Faktycznie kiedyś Halina i Wojciech byli w sobie zakochani. Tak bardzo, iż mogłoby z tego powstać opowiadanie.
Ale Wojciecha przerzucono do innej miejscowości, do pomocy przy żniwach. Był tam dwa miesiące. W tym czasie Halina związała się z Mietkiem Sadowskim.
Gdy Wojciech wrócił, dowiedział się o wszystkim. Rozprawił się z Mietkiem i z Haliną zerwał kontakt na zawsze.
Halina wyszła za Mietka. Był łobuzem, popijał, babami się interesował, a ona opłakiwała, iż nie utrzymała porządnego męża. Wojciech bowiem ani nie pił, ani nie lenił się tylko ten zamilkły.
Z czasem ludzie zauważyli, iż coraz częściej spogląda na Zofię. A ona rozkwitła, jak chabrowy kwiat.
Ot, co miłość potrafi mówili ludzie.

Zofia Wojtka kochała od dawna, ale milczała, bo gdzie jej do Haliny było.
A tu życie swoje zaczęli się spotykać, spacerować, w końcu wzięli ślub w gminie.
Wesele skromne z rodziny Wojciecha tylko Natalia, u Zofii już tylko matka. Ta późno ją urodziła, wszyscy wiedzieli o jej romansie z ówczesnym wójtem, Stanisławem Majewskim. Matkę Zofii Oksanę nie lubili nigdy, bo odbijała mężczyzn. Wesoła była, ale nie przykład do naśladowania. Zainteresowała się nią wieś, gdy jej córka wyszła za Wojciecha. Co się dzieje wzdychała Aniela Niewczas on jej przecież nie kocha, będzie się z nim męczyć przez życie.
Ale, jak na przekór wszystkiemu, Wojciech pozostał wierny żonie cała wieś była tego pewna. Przecież na wsi nic się nie ukryje.

Piętnaście lat przeżyli razem, bez poważniejszych kłótni. Wieś już to zaakceptowała, dopóki Zofia zeszłej zimy nie zachorowała. Ciężka to była choroba, nie do wyleczenia.
Sytuacja wydawała się beznadziejna.

Tego dnia Wojciech wracając z pracy usłyszał za sobą Halinę:
Wojtuś, może wpadnę do was na chwilę, pogadamy, dzieciom bułeczek napiekłam zagaiła, niosąc miskę z drożdżówkami.
Dziękuję, Halino, Natalia już piekła wczoraj drożdżówki.
Ale ja z serca przyniosłam, Wojtuś.
Moja siostra też z serca.
Zobacz się dziś wieczorem przy młynie, gdy się ściemni przeszła do rzeczy Halina.
Po co?
No jak to… Zapomniałeś już, co było między nami? zdziwiła się.
Co było, dawno minęło. Dzieci i Zofię kocham…
Ale ona już nie wróci westchnęła Halina.
Miłość nie umiera odpowiedział Wojciech.
Ty jej nie kochałeś. Dla mnie na złość się z nią ożeniłeś.
Halino, idź do domu wyszeptał.
Przyspieszył kroku i nie odwracając się ruszył do domu, gdzie czekały dzieci.
Halina została sama na środku wiejskiej drogi.

Minęły lata, dzieci podrosły. Natalia odwiedzała regularnie bratanków i była już pewna, iż Wojciech to człowiek jednej miłości.
Paulinko, słyszałam, iż z Grzegorzem Ławniczakiem chodzisz zagaiła z progu.
No, a co? spytała już dorosła Pola. Jaka piękna przeszło jej przez myśl.
Nic, pytam tylko. Uważaj na siebie.
Czemu to?
Przecież sama wiesz, już nie dziecko stwierdziła stanowczo ciotka.
Ciociu, ja go kocham, na całe życie!
Tobie się wydaje, iż to na zawsze.
Jestem tego pewna.
Ty może i pewna, a on?
jeżeli mnie zdradzi, nigdy już nikogo nie pokocham.
W to akurat wierzę skinęła głową Natalia.

Wieczorem Miśka i Pola czekali na ojca z pracy.
Coś się tatko spóźnia rzekła Miśka.
Przecież dziś piątek.
No i?
Zawsze w środę, piątek i w niedzielę idzie na cmentarz do mamusi.
Skąd wiesz? spytała Miśka, szeroko otwierając oczy.
Ty nic nie czaisz, Miśka, jeżeli nie wyczuwasz sercem taty.

Cicho poszli ogrodami na cmentarz. Paulina prowadziła brata wąską ścieżką.
Patrz powiedziała, pokazując skuloną postać ojca.
Miśka przystanęła. Słyszała, jak ojciec z kimś rozmawia:
Widzisz, Zosiu, Paulina już wychodzi za mąż. Wyprawkę jej zebrałem, Natalia pomogła. Jakoś sobie radzimy.
Przepraszam cię, Zosieńko, iż za życia mało mówiłem czułych słów. Serce moje wiele ci ich dało, tylko ja nie umiem słowem, tylko sercem mówił zachrypniętym głosem Wojciech i powoli ruszył do bramy cmentarnej.
Paulina spojrzała na Miśkę. W oczach brata stały łzy.

Idź do oryginalnego materiału