Zapominasz o wstydzie.
Płacisz za chwilę
z dziewczyną, z ulicy
o ustach
w kolorze wiśni.
Ty zostaniesz krótko.
Nie zakochasz się przecież.
Masz czyste sumienie,
czyste dłonie,
czyste słowa.
Odchodzisz.
Nie oglądasz się za siebie.
Nie musisz.
Wciąż jesteś
lepszym człowiekiem.
A ona zostaje
z ulicą,
która nie zna jej imienia,
z nocą,
która nie daje schronienia,
z kolejnym mężczyzną,
który zapłaci,
ale nie zapyta,
czy jest jej zimno.
Nikt nie zapyta.
Dopiero nad ranem,
zmywając z twarzy
wiśniową pomadkę,
patrzy w lustro.
I nie wie,
czego powinna się
wstydzić bardziej,
że musi sprzedawać ciało,
żeby przeżyć,
czy tego,
że ty możesz je kupić
i wyjść stąd
z poczuciem własnej
niewinności.
Czy każdy, kto sprzedaje siebie,
traci godność?
A może traci ją ten,
który kupuje
i choćby tego
nie zauważa?






