Wanda zakochała się w Marku jeszcze w szkole średniej.
Był zwyczajnym chłopakiem z jej klasy.
Po wakacjach jednak zmienił się nie do poznania.
Wyrósł, nabrał mięśni, spoważniał.
Pewnego dnia na lekcji gimnastyki skręciła nogę.
Marek zaniósł ją na rękach do pielęgniarki.
Wtuliła się w niego i poczuła coś nowego.
Od tamtej chwili byli razem nierozłącznie.
Wiosną Wanda odkryła, iż jest w ciąży.
Po maturze wzięli szybki ślub.
Marek rzucił plany studiów i poszedł na budowę.
Przed Nowym Rokiem urodziła się córka, Ola.
Marek pomagał młodej żonie, jak mógł.
Wychodził z dzieckiem, żeby Wanda mogła odpocząć.
Wiosną dostał powołanie do wojska.
Wtedy spadło na nich kolejne nieszczęście.
Ojciec Wandy odszedł od matki do innej kobiety.
Matka zaczęła gasnąć z dnia na dzień.
Lekarze zdiagnozowali agresywny nowotwór.
Po dwóch miesiącach matka umarła.
Wanda została sama z niemowlakiem.
Teściowa zaglądała rzadko i tylko krytykowała.
— Bałagan, dziecko zaniedbane — mówiła chłodno.
Nigdy jednak nie zaproponowała pomocy.
Zlitowała się za to stara sąsiadka.
Płaciła Wandzie grosze za sprzątanie i zakupy.
W zamian pilnowała małej Oli.
Wanda radziła sobie, jak umiała.
Wreszcie Marek wrócił z wojska.
Przyszedł tylko, by powiedzieć prawdę.
— Nasz ślub to był błąd — rzucił od progu.
— Młodzieńcza miłość minęła, byliśmy głupi.
— Ty swoją ciążą związałaś mi ręce.
— Ja chcę iść na studia, nie mogę tu tkwić.
Wanda została sama z córeczką na zawsze.
Nie miała nikogo, komu mogłaby się wypłakać.
Walczyła, jak lwica, wychowując Olę samotnie.
Dziewczynka wyrosła na piękną prymuskę.
Chłopcy zalewali się do niej od szkoły.
Ola jednak odtrącała ich wszystkich po kolei.
— Nikogo ci się nie podoba? — pytała Wanda.
— Marek jest miły, Tomek też niczego sobie.
— Ale oni są tacy jak my, biedni.
— Nie chcę całego życia liczyć grosze.
— Jestem piękna, a uroda ma swoją cenę.
— Uroda gwałtownie mija, córeczko — mówiła Wanda.
— Ja też byłam ładna, zobacz, co ze mną zrobiono.
— Gdy cię urodziłam, wszystko się rozpadło.
— Po co mnie porównujesz?! — przerwała Ola.
— Nie zamierzam rodzić, przynajmniej teraz nie.
— Najpierw muszę znaleźć bogatego męża.
— A gdzie go znajdziesz w naszym miasteczku?
— Bogaci szukają sobie równych, nie takich jak ty — tłumaczyła Wanda.
— Ja tu nie zostanę, pojadę do Warszawy.
— Tam są większe możliwości, mamo.
— Potrzebuję nowej sukienki, butów i płaszcza.
Wskazała na sukienkę, na którą matka zbierała miesiącami.
Wanda wzięła dodatkową pracę po godzinach.
Wracała wykończona i padała na łóżko.
Odmawiała sobie wszystkiego dla córki.
Sąsiedzi chwalili ją, iż tak dobrze wychowała dziecko samotnie.
Wanda była dumna, ale milczała o kosztach.
Z córką coraz bardziej się oddalały.
Mieszkały pod jednym dachem jak obce sobie osoby.
Po maturze Ola wyjechała do Warszawy z ostatnimi pieniędzmi matki.
Dostała się na studia, dzwoniła rzadko.
— Wszystko dobrze, nie mam czasu — mówiła krótko.
Prosiła tylko o przelewy.
Przez lata studiów przyjechała na dwa tygodnie, nie więcej.
Nagle, w środku semestru ostatniego roku, zjawiła się w domu.
— Mamo, wychodzę za mąż! — zawołała od drzwi.
— Ojciec Krzysztofa jest biznesmenem, mają ogromny dom.
— Zdałam na prawo jazdy, Krzysiek kupi mi samochód.
Wanda ucieszyła się, widząc euforia córki.
— Jak się cieszę, córeczko! Kiedy poznam narzeczonego?
— Na ślub nie mam się choćby w co ubrać.
— Poproszę Kasię z piątego piętra, uszyje mi sukienkę.
— Kiedy ślub, żebym zdążyła się przygotować?
Ola spuściła wzrok i zamilkła na chwilę.
— Mamo… powiedziałam jego rodzicom, iż mieszkasz za granicą.
— Że nie możesz przyjechać na ślub.
Wanda otworzyła szeroko oczy, nie rozumiejąc.
— Nie mogłam powiedzieć, iż jesteś sprzątaczką! — podniosła głos Ola.
— Że jesteśmy biedne, oni by tego nie zrozumieli!
— Dlaczego ty tego nie rozumiesz, mamo?!
— Więc na ślub mnie nie zaprosisz, córeczko? — zapytała zraniona Wanda.
— Wstydzisz się mnie? Jak to możliwe?
— Co ja ludziom powiem, kiedy zapytają?
— Mam w dupie, co ludzie powiedzą! — wybuchła Ola.
— Co powiedzieli, gdy tata cię zostawił z dzieckiem?!
— Kto wtedy pomógł, mamo? Kto?!
— jeżeli nie chcesz, żebym skończyła jak ty…
Zamilkła, nie dokończyła zdania.
Wanda stała w kuchni, nie wiedząc, co powiedzieć.
Patrzyła na córkę, jakby widziała obcą osobę.
Czy to miała być nagroda za lata poświęceń?
Czy miłość matki warta była tylko wstydu?
Ola spakowała torbę i wyszła bez słowa.
Wanda zamknęła za nią drzwi na klucz.
Usiadła przy stole i zapłakała po raz pierwszy od lat.
Nikt jej nie pocieszył, tak jak nikt nie pocieszał wcześniej.
Za oknem zaczynał się zwyczajny, szary dzień.
A serce matki pękało w milczeniu, samo.



![Uruchamiamy MC1204, słynny zegar z CEMI [TOWARY MODNE 342]](https://i1.ytimg.com/vi/9Sw4qEphmjs/maxresdefault.jpg)







