Widząc, jak Szymon zamiast rozwiązywać zadanie rysuje kolejnego Spider-Mana w zeszycie, rodzice dochodzili do wniosku, iż beztroska i dostatnia przyszłość w ich rodzinie czeka tylko kota.

newsempire24.com 1 dzień temu

Patrząc na to, jak Staś bazgroli w zeszycie kolejną wersję polskiego Super Pająka zamiast rozwiązywać zadania z matematyki, jego rodzice wiedzieli, iż bezpieczna i dostatnia przyszłość w tej rodzinie czeka tylko kota Maksa. Dziesiątki korepetytorów nie potrafiły zaszczepić chłopcu miłości do nauk ścisłych. Wręcz przeciwnie z każdą kolejną nauczycielką Staś coraz częściej uciekał w filozoficzne rozmyślania. Według niego cały świat to tylko marna gonitwa, a prawdziwe szczęście leży w leniuchowaniu, pączkach i oglądaniu kreskówek na telefonie.

Kiedy ręce rodziców opadły już prawie do ziemi, ojciec Stasia natrafił w internecie na dziwne ogłoszenie: Sprzedam sztangę i uczę dzieci, przyjaciół i sąsiadów zamiłowania do nauki i sportu. Autorska metoda. Pracuję z matematyką, historią, polskim i angielskim, bicepsem, tricepsem, nogami, barkami, literaturą, klatką piersiową. Wiesław.

Czujność rodzicielska wyparowała w tej beznadziei. Ojciec wykręcił numer, a po kilku sygnałach w słuchawce rozległ się ciężki, zdyszany głos, w tle rytmiczne uderzenia metalu.

Słucham.

Dzień dobry, dzwonię w sprawie ogłoszenia

Sztangę już sprzedałem mruknął Wiesław i niemal się rozłączył.

Nie, nie! Chodzi o nauczanie syna, matematyka, polski, literatura

Wiek, waga, umiejętności ucznia.

Krótkość wypowiedzi Wiesława była równie fascynująca, co niepokojąca. Odgłos uderzeń żelaza ustąpił świstowi skakanki. Ojciec przysięgał, iż aż poczuł zapach potu przez telefon.

Dziewięć lat, dwadzieścia pięć kilo, już prawie liczy w słupkach i

Ile robi pompek?

Co takiego? ojciec przeczyścił ucho palcem.

Pompki oraz podciągnięcia powtórzył Wiesław.

Eeee może z pięć razy?

Prefiks od końcówki odróżnia?

Ja nie wiem, muszę żonę zapytać.

Jakie narzędzia są w domu?

Narzędzia?

Cyrkiel, kątomierz, ekspander, hantle?

Jest drewniana linijka.

Zrozumiałem. Proszę podać adres, będę w godzinę powiedział Wiesław, a potem wrzasnął: Szerzej nogi, proste plecy! To nie do was, historia, lekcja po czym się rozłączył.

Ojciec jeszcze chwilę stał z nogami szeroko i grzbietem prostym jak żerdź, po czym poszedł do Stasia.

Wieść o nowym korepetytorze chłopiec przyjął jak zwykle podkręcił głośność telewizora i zażądał herbaty z kanapką. Nauka kompletnie go nie interesowała.

Dzwonek do drzwi. Mama Stasia zerknęła przez wizjer. Ujrzała klatę, której aż pozazdrościła.

Dobry! do mieszkania weszła góra mięśni owinięta podkoszulkiem, pachnąca kokosowym szamponem. Gdzie wasz przyszły mistrz olimpijski?

Wiesz, Andrzej… zaszeptała kobieta. Chyba przyszedł ten ślepy kierowca Opla, któremu pod wycieraczką groziłeś poprawą wzroku listem.

Przepraszam, nieporozumienie, kiedyś byłem okulistą… dobiegło z przedpokoju.

Na imię mam Wiesław, korepetytor dodał mięśniak.

A, to pan wyskoczył zza szafy Andrzej. Proszę, niech pan da mi torbę.

Wiesław podał mu hokejową torbę. Gdy tylko puścił rączkę, Andrzej z dudnieniem przygniótł ją do podłogi. Kot Maks przestraszony prysnął przez dwie zamknięte drzwi.

Co pan tam dźwiga? sapał Andrzej, ciągnąc torbę do pokoju syna.

Pomoc dydaktyczna szkoła podstawowa, przedmioty stosowane.

Staś właśnie wtapiał się w kanapę z telefonem, kiedy drzwi się otworzyły.

Do siebie, do siebie! nawoływał Andrzej, ale było już za późno. Wiesław zameldował się, rozglądając się podejrzliwie po pokoju.

Macie wiertarkę udarową?

Po co?

Żeby ćwiczyć polski powiedział i wyjął z torby drążek, worek bokserski i linę.

Zaraz zapytam sąsiadów sapnął Andrzej, ledwie łapiąc oddech. A to jest Staś. Zsunął z kanapy syna, który ledwie sięgał Wiesławowi do kolana. Synku, poznaj pana Wiesława.

Skąd pan ma tyle mięśni? Staś wolał o to spytać niż powiedzieć dzień dobry.

Liczyłem w słupkach odparł Wiesław i zaczął ustawiać na sobie talerze od sztangi.

No to zostawiam was powiedział ojciec, ulatniając się.

Jest pan silniejszy od polskiego Pająka?

A polski Pająk wyciska dwieście?

Staś nie zrozumiał pytania, ale czuł, iż chyba nie.

Nie lubię lekcji postanowił gwałtownie wszystko wyjaśnić chłopiec.

Lekcje są dla cieniasów. My będziemy robić brzuszki.

Wiesław położył się i zaczął ćwiczyć. Staś podglądał z boku, czekając aż dziwny korepetytor się zmęczy. Ten jednak zmieniał tylko tempo i dokładane ciężary. Po serii na brzuch poszły hantle, ekspander i pompki.

No i co, wszystko zapamiętane? Chcesz być mocny, czy całe życie zamierzasz jak twój mutant babrać się w sieciach i kurzu?

Staś pokręcił głową.

No i dobrze! To teraz trzy razy wszystko po czterdzieści pięć minus trzydzieści dziewięć. Od brzuszków.

Ile to jest?

Powiedz mi sam mrugnął Wiesław.

Wiertarki udarowej nie ma, znalazłem tylko zwykłą wparował Andrzej i zamarł, widząc syna robiącego pompki. Ja to później sprawdzę wycofał się po cichu, domykając drzwi.

***

Następnego dnia, o wpół do szóstej rano zadzwonił domofon. Ledwo rozklejając powieki, Andrzej wyszedł do korytarza, już w myślach szykując porcję wybitnych przekleństw. Gdy zobaczył jaskrawo błyszczącą łysinę Wiesława w drzwiach, zrozumiał, iż nie starczyłoby mu słów, by ją pokryć. Wydawało się nawet, iż przez noc Wiesław powiększył się jeszcze bardziej, a choćby worki pod oczami przypominały bicepsy.

Dzień dobry, dziś historia i geografia, strój: trampki, koszulka, krótkie spodenki. Start: bieg długodystansowy z poznawaniem krajobrazu i historii Krakowa.

Ale on dopiero w trzeciej klasie, nie ma jeszcze tych przedmiotów ziewnął ojciec.

A jednak załapie się na wiersze. Idziecie z nami?

Nie, dziękuję, dobrze się uczyłem mruknął Andrzej.

W którym roku Tatarzy wycofali się z Małopolski?

Em, wie pan co, muszę obudzić syna wybiegł do pokoju Stasia.

Po kilku minutach wrócił szeptem:

On nie chce wstać.

Ubierzcie go, obudzi się po drodze zaproponował Wiesław.

***

Trzy razy w tygodniu Wiesław pojawiał się u Stasia i rozpoczynali trening. W poniedziałek: klata-triceps-barki-matematyka-polski; środa: plecy-biceps-literatura-angielski; piątek: nogi-geografia-historia.

Po trzech tygodniach Staś przyszedł do kuchni bez koszulki. Ojciec, widząc synowskie kaloryferki, skrył swój piwny brzuszek za czajnikiem. Chłopak wzmocnił się, wyprostował i zaczął zawstydzać rodziców za siedzący tryb życia.

Andrzej, nie podoba mi się to powiedziała przy kolacji żona. Wiesz, co Staś poprosił na urodziny?

Xboksa? Też mi mówił.

Nie, drążek gimnastyczny i blender do koktajli. Obawiam się, iż ten Wiesław wcale nie jest korepetytorem. Może to jakiś maniak sportowy, który zniszczy Stasiowi zdrowie.

Myślisz? Przecież uczą się matematyki.

Widziałeś choć jeden podręcznik u nich w rękach?

Tabelę kalorii.

No właśnie! Każdy wie, iż kulturyści to i postukała w blat dla podkreślenia.

To znaczy?

Niezbyt rozgarnięci dodała.

To może lepiej głupi kulturysta niż słaby kujon?

Lepiej normalne dziecko! Chcę, by te lekcje się skończyły.

Nagle rozległ się dzwonek.

Wychowawczyni popatrzyła na telefon i odebrała. Halo? Co się stało?… Tak, zaraz będę.

No i?

Staś pobił się w szkole. Widzisz, mówiłam, to się źle skończyło!

Idę z tobą.

***

Taksówką pojechali do szkoły, gdzie wezwano ich do dyrektorki.

No proszę, korepetytor i już na dywanik

W pokoju dyrektorki tłoczyli się rodzice, psycholog, dzieci i czuwająca nauczycielka. Hałas był taki, iż aż stroik w klawiaturze fortepianu w sąsiedniej klasie się rozstroił.

To szkoła, nie siłownia! zajechała do Andrzeja jedna z matek.

Ale co się stało? próbował zrozumieć Andrzej.

Odpowiedziała wychowawczyni:

Staś zmuszał kolegów, by grali w drabinkę na przerwie i liczyli punkty poprzez dzielenie ułamków.

Co robić?

Podciągać się na drążku z narastającym obciążeniem wyjaśnił Staś.

Cicho! Dzieci nie chciały. Staś groził.

Pierwsi mnie zaczepili, chcieli mnie pobić za poprawianie ich, gdy się przezywali.

Jak poprawiałeś?

Wyjaśniałem, jak odmieniać cymbał i popisowiec. Rzucili się na mnie, więc musiałem się bronić. Wiesław powtarza: Jak masz za dużo energii, lepiej podciągaj się więcej, a zamiast bić ucz dzielenia ułamkami.

On groził, iż następnym razem powyciąga nam pierwiastki! chlipnął jeden uczeń.

Taki neandertalczyk nie nadaje się do naszych dzieci! rozkrzyczała się matka.

Zaraz, zaraz ocknął się Andrzej. Więc bójki nie było?

Rodzice pokręcili głowami.

Czyli mój syn na agresję odpowiedział matematyką i drążkiem?

A jeszcze kazał biegać po boisku i recytować Tuwima!

Widzisz, mówiłaś, iż będzie głupim kulturystą spojrzał Andrzej na żonę; ta kiwnęła ze zrozumieniem.

Chciałabym państwa przeprosić niespodziewanie powiedziała dyrektorka.

Niech on przeprasza! wrzasnął ojciec jednego z uczniów, wskazując na Stasia.

Nie państwa, a rodziców tego chłopca pokręciła głową dyrektorka. Syn jest wzorem, ale biorąc pod uwagę to wszystko będziemy musieli Stasia przenieść.

Sprawiedliwość! ucieszyli się niektórzy rodzice.

Do czwartej klasy ucięła dyrektorka. Widać, iż wyprzedza program.

W gabinecie zapadła dziwna cisza. Dało się słyszeć, jak zawiść i zazdrość przeżerają korę mózgową rodziców. Wszyscy cichutko ruszyli do wyjścia, unikając spojrzeń.

Halo, panie Wiesławie, taki temat przenoszą nas do czwartej klasy, dojdą nowe przedmioty zadzwonił ojciec, wychodząc z gabinetu.

***

Tydzień później Staś, jak obiecano, został przeniesiony do czwartej klasy. Po kolejnych dwóch jechał już na zawody crossfitowe i zaczął treningi do dziecięcej olimpiady literackiej. Po miesiącu Andrzej odebrał telefon od rodzica jednego z dawnych wrogów poprosił o numer do Wiesława.

I tak w śnie dziwnym bo wszystko było snem Stasia zebrała się grupa dzieci, którą odsuwano nie za sportowe niepowodzenia, ale za złe oceny w dzienniku. A wokół drążka kręcił się Maksiu kot, który już teraz, stał się najszczęśliwszy w tej rodzinie.

Idź do oryginalnego materiału