Patrząc na to, jak Staś rysuje w zeszycie kolejną wersję Batmana zamiast rozwiązywać zadania z matematyki, z żoną byliśmy przekonani, iż beztroska i dostatnia przyszłość w naszym domu czeka jedynie kota.
Dziesiątki korepetytorów nie potrafiły zaszczepić w chłopaku miłości do przedmiotów ścisłych. Wręcz przeciwnie z każdym kolejnym nauczycielem Staś coraz bardziej odpływał w filozoficzne zamyślenia. Świat to dla niego była tylko wielka bieganina bez sensu, a prawdziwe szczęście kryło się w lenistwie, pączkach z lukrem i bajkach na komórce.
Kiedy już niemal dosięgliśmy dna rodzinnej bezradności, trafiłem w internecie na nietypowe ogłoszenie: Sprzedam sztangę oraz zaszczepię dzieciom, bliskim i znajomym miłość do szkolnych i sportowych przedmiotów. Autorska metoda. Pracuję z matematyką, historią, polskim, angielskim, bicepsem, tricepsem, nogami, ramionami, literaturą, klatką piersiową. Franciszek.
Pokusa, by pożegnać rozsądek, była silniejsza od sceptycyzmu. Wybrałem numer, a po dwóch sygnałach w słuchawce odezwał się ciężki, lekko świszczący głos.
Słucham? oprócz głosu dało się słyszeć rytmiczne brzęknięcia metalu.
Dzień dobry, ja w sprawie ogłoszenia.
Sztangę już sprzedałem rzucił Franciszek i miał się rozłączyć.
Nie, nie, mi chodzi o naukę dla syna: matematyka, polski, literatura
Wiek, waga, umiejętności ucznia?
Lakoniczność Franciszka była i inspirująca, i lekko przerażająca. Metal z zastąpił dźwięk skakania na skakance. Przysięgam, przez telefon dolatywał zapach potu.
Dziewięć lat, dwadzieścia pięć kilo, już prawie potrafi dodawać w słupku
Ile razy się podciągnie?
Słucham? zdziwiłem się.
Ile razy się podciąga i ile zrobi pompek? powtórzył tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Nie wiem, no może z pięć?
Odmienia przyrostek od przyimka?
To już prędzej żona wie
Jakie ma pan w domu przyrządy?
Przyrządy?
Cyrkiel, kątomierz, ekspander, hantle?
Drewnianą linijkę
Dobrze, proszę wysłać adres, będę za godzinę rzucił Franciszek, po czym wrzasnął: Nogę szerzej, plecy prosto! To do mojego podopiecznego, mam właśnie lekcję historii.
Chwilę jeszcze stałem z rozstawionymi nogami, prostując grzbiet jak struna, po czym poszedłem do Stasia.
Gdy powiedziałem synowi o nowym korepetytorze, tradycyjnie zwiększył głośność w telewizorze i poprosił o herbatę z bułką. Chłopak był kompletnie odporny na wszelkie naukowe nowinki.
Zabrzęczał dzwonek. Żona spojrzała przez judasza i spostrzegła klatę, przy której własna wydawała jej się żałośnie płaska.
Dzień dobry powiedziała, stając w progu, do góry mięśni Franciszka, otulonego podkoszulkiem i pachnącego szamponem kokosowym. Gdzie wasz olimpijczyk?
W-w-wito zacięła się żona cicho. To chyba ten łysol od opla, któremu pod wycieraczką zostawiłeś karteczkę z radą, by naprawił sobie wzrok.
Przepraszam, zaszło nieporozumienie. Jestem okulistą Byłym.
Franciszek Stanisławicz, w tej chwili korepetytor.
Aaa, pan Franciszek wyszedłem zza szafy. Proszę, daj mi torbę.
Złapałem za podróżną torbę, a gdy ją puścił, od razu przymknęło mnie do podłogi. Kot, będący akurat w pobliżu, prysnął niczym torpeda przez dwa pokoje, aż pod zamknięte drzwi.
Co tam pan niesie? pytałem sapiąc, ciągnąc torbę do pokoju syna.
Materiały dydaktyczne. Szkoła podstawowa i przedmioty praktyczne.
Staś akurat wylegiwał się na kanapie, topiąc się w telefonie.
Trzymaj się! krzyknąłem, ale Franciszek już był w środku i bez cienia emocji rozglądał się po ścianach.
Ma pan wiertarkę udarową?
Po co?
Poćwiczyć polski język odpowiedział, wyciągając z torby drążek, worek bokserski i linę.
Spytam sąsiada sapnąłem, wyczerpany już po samej próbie dźwigania. Poznajcie się, to Staś. Poderwałem chłopaka z kanapy. Synu, to Franciszek Stanisławicz korepetytor.
Skąd pan ma tyle mięśni? Staś, jak zwykle, pominął przywitanie.
Dodawałem w słupku odparł Franciszek i wyjął z torby kilka krążków od sztangi, układając jeden na drugim.
To, do dzieła rzuciłem i czmychnąłem.
Jest pan silniejszy niż Batman?
A Batman wyciska sto kilo na klatę?
Chyba nie, pomyślał Staś, chociaż nie odpowiedział.
Nie lubię lekcji od razu zaznaczył Staś.
Lekcje są dla przegrywów. My popracujemy nad brzuchem.
Franciszek położył się na podłodze i zaczął ćwiczyć, a Staś patrzył z boku. Liczył na to, iż korepetytor się zmęczy, ale ten zmieniał tylko tempo i dokładał obciążenia. Po brzuchach przyszedł czas na hantle, potem ekspander i na koniec pompki.
Wszystko zapamiętane? Chcesz być silny, czy wolisz jak ten twój mutant żyć w pajęczynach i kurzu?
Staś pokręcił przecząco głową.
No to dobrze! Teraz wszystko trzy razy po czterdzieści pięć minus trzydzieści dziewięć. Zaczynamy od brzuszków.
A ile to jest?
Powiedz mi.
Nie mam wiertarki, tylko zwykłą znalazłem wpadłem do pokoju i zamarłem, widząc jak mój syn robi pompki.
To później przyjdę wyszeptałem na palcach, zamykając drzwi.
***
Następnego dnia, o wpół do szóstej rano zadzwonił dzwonek. Ledwo rozklejając oczy, poszedłem do korytarza już gotów wycedzić pod nosem kilka wyższej klasy przekleństw, ale widząc potężną łysinę Franciszka w drzwiach, zbrakło mi materiału, choćby na pokrycie takiej powierzchni.
Za noc Franciszek jakby napuchł jeszcze bardziej, a worki pod oczami przypominały bicepsy.
Dziś historia i geografia, strój sportowy trampki, koszulka, krótkie spodenki. Będzie bieg przez miasto z elementami krajobrazu i dziejów Gdańska.
On dopiero w trzeciej klasie, nie ma jeszcze tych przedmiotów ziewnąłem.
Są też wiersze w programie. Dołączasz?
Dziękuję, ja zdołałem się nauczyć, kiedy chodziłem do szkoły.
To w którym roku zakończyła się okupacja przez Krzyżaków w naszym regionie?
Eee idę budzić syna, bo zaraz sam się nie wyślę do pracy wymigałem się, idąc do sypialni.
Po chwili wróciłem szepcząc:
Nie chce się dobudzić
Ubierzcie, obudzi się po drodze uciął Franciszek.
***
Trzy razy w tygodniu Franciszek pojawiał się w naszych drzwiach, a potem ruszały treningi. Poniedziałek klatka, triceps, ramiona, matematyka, polski; Środa plecy, biceps, literatura, angielski; Piątek nogi, geografia, historia.
Po trzech tygodniach Staś zszedł do kuchni bez koszulki; patrząc na syna, sam zasłoniłem brzuch czajnikiem. Chłopak wyrósł, wyprostował plecy, zaczął wstydzić nas za nasze lenistwo.
Stasiek jest jakiś dziwny oznajmiła żona przy kolacji. Wiesz co poprosił na urodziny?
Xboxa? Już mnie o to prosił.
Nie, drabinkę gimnastyczną i blender do smoothie. Boję się, iż Franciszek to nie korepetytor, tylko kolejny wyznawca fitnessu, który źle wpłynie na zdrowie syna.
A jednak matematyką się zajmują
Widziałeś u nich chociaż raz podręcznik?
Tabelę kalorii
No właśnie. Wiesz, iż ci wszyscy mięśniacy to
Co takiego?
Są umiarkowanie bystrzy! dla podkreślenia sensu walnęła szklanką w blat. Syn będzie taki sam!
Może lepiej umięśniony prostak niż słaby kujon?
Najlepiej normalne dziecko! Chcę końca tych zajęć!
Zadzwonił telefon.
Wychowawczyni rzuciła żona i odebrała.
Halo? Co on zrobił? Tak, zaraz będę.
Co jest?
Staś pobił się w szkole. Mówiłam, do niczego dobrego to nie prowadzi!
Jadę z tobą.
***
Taksówką dotarliśmy do szkoły. Od razu wezwano nas do dyrektorki.
No proszę, korepetytor, dzieciak w trzeciej klasie, a już do dyrekcji trafia
W gabinecie zebrała się gromada rodziców, dzieci, psycholog i wychowawczyni. Był taki harmider, iż choćby pianino w sąsiedniej klasie się rozstroiło.
To nie jest siłownia, tu jest szkoła! naskoczyła na mnie jedna z mam.
Co się w ogóle stało?
Głos zabrała wychowawczyni:
Staś zmuszał kolegów, by na przerwie grali w drabinkę i liczyli powtórzenia dzieleniem ułamków.
Słucham?
Chodziło o podciąganie się na drążku z coraz większym obciążeniem wyjaśnił Staś.
Cisza! Dzieci nie chciały, a Staś groził im, zmuszał do czynów ponad siły!
Ale oni zaczęli pierwsi. Wyśmiewali się i chciałem im tylko pokazać, jak odmienia się słowa jak gapowicz i cwaniak, ale rzucili się na mnie, więc odpłaciłem się im zgodnie z radami Franciszka Stanisławicza: Dużo energii, dużo podciągnięć, zamiast bójki dzielenie ułamków.
Powiedział, iż jak jeszcze raz się do niego zbliżymy, to będą korzenie z łbem wyciągane! skarżył się jeden z chłopców.
Taki neandertalczyk nie powinien być wśród naszych dzieci! wrzeszczała jedna z matek.
Czekajcie przyszedłem do siebie. Czyli żadnej bójki nie było?
Rodzice pokręcili głowami.
Czyli syn na agresję odpowiadał matematyką i ćwiczeniami?
I biegał po stadionie i cytował Mickiewicza!
Widzisz, mówiłaś, iż będzie mięśniakiem, a on prowadzi! spojrzałem na żonę, a ona skinęła głową.
Chciałabym państwa przeprosić odezwała się dyrektorka.
Przepraszam, niech przeprasza! ktoś wskazał na Stasia.
Nie was, ale rodziców tego chłopca. Brawo, państwa syn jest świetny. Ale, biorąc pod uwagę osiągnięcia, musimy go przenieść.
Sprawiedliwość! Tak trzeba waszemu byczkowi! cieszyli się niektórzy rodzice.
Do czwartej klasy. Wyraźnie przewyższa program zakończyła dyrektorka.
Zapanowała niezręczna cisza, było słychać tylko jak zawiść gryzie niektórym mózg. Ludzie rozeszli się szybko, unikając spojrzeń.
Franciszku, słuchaj, przenoszą nas do czwartej, będą nowe przedmioty zadzwoniłem do korepetytora, wychodząc.
***
Po tygodniu Staś był już w czwartej klasie. Dwa tygodnie później jechał na zawody crossfitowe, a zaczął też trenować do swojej pierwszej dziecięcej olimpiady literackiej. Po miesiącu zadzwonił do mnie ojciec jednego z byłych kolegów Stasia i poprosił o numer Franciszka Stanisławicza.
Wkrótce powstała dziecięca sekcja ogólnorozwojowa, z której nie wyrzucano za słabe wyniki sportowe, ale przede wszystkim za złe oceny w dzienniku.
Patrząc teraz na stare rysunki Batmana, widzę, jak bardzo syn się zmienił. Ja sam zrozumiałem, iż czasem nie warto walczyć z rzeczywistością, ale znaleźć do niej odpowiedni drążek i dobrego przewodnika.









