Wchodź, mamo, czekaliśmy na ciebie! woła syn Paweł, a synowa zaraz zdejmuje jej płaszcz i podaje kapcie teściowej. Uśmiech synowej nagle ustępuje niepokojowi.
Helena przechodzi do salonu do gości, a Justyna rzuca porozumiewawcze spojrzenie na podłogę. Paweł też od razu dostrzega to, co ona wilgotne ślady na dywanie. Wymieniają krótkie spojrzenie, ale na razie nie poruszają tego tematu.
U Pawła i Justyny ostatnio w domu euforia na całego niedawno urodziły im się bliźniaki, a ponieważ szkraby już trochę podrosły, postanowili zaprosić najbliższych i uczcić tę okazję.
Helena, od paru lat już emerytka, przyniosła dla wnuków śliczne, własnoręcznie zrobione sweterki, bo na gotowe ubranka w sklepie nie miała pieniędzy. Wcale nie chciała przychodzić, mówiła, iż może innym razem, ale syn z synową byli nieugięci przy takiej okazji mama po prostu musi być obecna!
Chłopców nazwali Marek i Wojtek. Helena była zachwycona, bo jeden z jej synów też był Wojtek, a jej zmarły mąż nazywał się Marek Paweł więc pięknie podtrzymał rodzinne tradycje męskich imion.
Jaki on śliczny, Justynko, do ciebie podobny! A tamten to cała twoja kopia, Pawle! Ojej, już się pogubiłam, bo przecież oni są podobni do siebie jak dwie krople wody śmieje się Helena, biega wokół kołyski i nie wie: który jest który, bo chłopcy wyglądają jak klony.
Paweł i Justyna serdecznie się uśmiechają. Babcią cieszy radość, ale i zamartwianie na przemian, trudno się nie rozczulić.
Gdy goście zaczęli się rozchodzić, także Helena zaczęła się zbierać. Justyna spojrzała na męża, a Paweł zaproponował:
Mamo, może zostaniesz na noc? Już późno, a komunikacja w tych godzinach to loteria. A jeszcze pomożesz Justynie z chłopcami dziś trzeba ich wykąpać i położyć spać.
Dobrze, synku, jak trzeba to trzeba zgodziła się Helena.
Razem pościerały ze stołu, Helena zmyła naczynia i wszystko ładnie poukładała. A potem przyszła pora na kąpiel maluchów trzy osoby nad dwiema kąpiącymi się larwami. U babci w oczach euforia jak za dawnych lat. Justyna dała jej do rąk jednego z chłopców, na co Helena się skrzywiła:
Oj Justyno, boję się, iż mi się wyślizgnie, on taki malutki!
Mamo, Pawła też nie upuściłaś, a był maleńki! droczy się synowa.
Ach, kiedy to było już nie pamiętam choćby jak się takie maleństwa trzyma! rozżala się babcia.
Jednak wzięła na ręce Marka, który od razu usnął jakby czuł, iż jest u siebie, w babciowych objęciach. Synowa bujała Wojtka.
Dla Heleny przygotowali osobny pokój, żeby się wyspała, ale gdzie tam! Całą noc nasłuchiwała, czy przypadkiem Marek lub Wojtek nie kwękną taka już babcia, zawsze w gotowości. Podejrzewam, iż spała może z godzinkę.
Gdy rankiem wstała, Justyna miała już śniadanie gotowe, a maluchy spały dalej.
A gdzie Pawełek? zdziwiła się Helena, widząc, iż w kuchni tylko synowa.
Mamusiu, zjedz śniadanie spokojnie, a Paweł zaraz wróci uspokoiła ją Justyna.
Po chwili wrócił syn z pokaźnym pudłem.
Mamo, to dla ciebie. Otwieraj mówi Paweł z szerokim uśmiechem.
Helena rozwiązuje sznurki i oniemiała! W pudle nowe kozaczki! Tak się zdziwiła, iż aż słowa nie mogła wydusić.
Dzieci, one pewnie kosztowały fortunę mruczy Helena i ociera łzę wzruszenia.
Nie większą, niż ty jesteś dla nas warta, mamo. Przymierzaj! odpowiada czule syn.
Założyła kozaki i aż nie mogła się nadziwić: skąd dzieciaki wiedziały, iż stare już tak przemokły, iż choćby szewc nie chciał się ich tknąć? Na nowe buty nie miała choćby złotówki.
Nagle rozległ się płacz jednego z bliźniaków i Helena w nowych kozakach pobiegła pomagać Justynie.
No, jesteś prawdziwą czarodziejką. Dziękuję ci szepnął Paweł do żony. Sam bym nie wpadł na ten pomysł.
A co tu myśleć? Mama przyszła wczoraj, a jej stopy całe mokre, zobaczyłam plamy na podłodze i zerknęłam na rozklekotane buty. Dla nas wydanie trzech tysięcy złotych to sporo, ale zarobimy jeszcze, a dla twojej mamy to suma nie do przebrnięcia. Niech nosi i się cieszy Justyna objęła męża z czułością.
Helenie było ciepło nie wiadomo, czy od nowych butów, czy od tej myśli, iż w oczach swoich dzieci dalej jest ważna, kochana i po prostu potrzebna.









