Wiosna i lato w stolicy to czas spotkań na targach śniadaniowych. W ubiegłym roku „Gazeta Trybunalska” opublikowała sprawozdania z Dnia Tajskiego i Dnia Koreańskiego, jednak żoliborskie i mokotowskie targi gastronomiczne nie ograniczają się wyłącznie do promocji kuchni i kultur narodowych.
Tym razem, w pochmurny czerwcowy dzień, na mokotowskim skwerze u zbiegu ulic Puławskiej i Woronicza królowały drożdżowe wypieki. Imponujące baby, drożdżówki i inne słodkie specjały, mimo relatywnie wysokich cen, bardzo gwałtownie znajdowały nabywców.
Jak zawsze nie brakowało potraw i smakołyków wietnamskich, chińskich, afgańskich, amerykańskich, argentyńskich, peruwiańskich, włoskich czy francuskich. Co ciekawe, na targu trudno znaleźć polską klasykę: kiełbaski z rusztu, karczek, pieczone kurczaki, ziemniaki czy kapustę zasmażaną. To nieco zaskakujące, bo dobra, świeża kiełbasa niemal zawsze znajduje swoich amatorów.
Targ śniadaniowy to jednak nie tylko miejsce, w którym kupuje się jedzenie. To także okazja, by spędzić czas na świeżym powietrzu, wśród zieleni, w gronie rodziny i znajomych. Nic więc dziwnego, iż wśród odwiedzających nie brakuje młodych rodzin z dziećmi.
→ (mb)
17.07.2026
• foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska











