Prowansja – kraina morza i gór; przyklejonych do wzgórz kamiennych miasteczek, starych opactw i zamków. Nieodmiennie kojarzy nam się z lawendą, ale też z winnicami i gajami oliwnymi oraz aromatyczną, pyszną kuchnią. Niezwykły błękit nieba i fantastyczne światło docenili zaś postimpresjoniści – Picasso, Cezanne, Renoir, van Gogh.
Ten leżący na południowym wschodzie Francji region jest całkiem spory, tak więc weekend, czy przedłużony weekend to zdecydowanie za mało aby poznać go dogłębnie. Niemniej jednak już choćby te kilka dni wystarczą aby poczuć tutejszą atmosferę, rozsmakować się w krajobrazach i jedzeniu.
Prowansja to też niestety bardzo turystyczny region, gdzie w okresie tłumy turystów szturmują wąskie uliczki kamiennych miast oraz punkty widokowe na pola lawendy gubiąc gdzieś po drodze ich klimat i czar.
Dlatego postanowiliśmy polecieć do Prowansji poza sezonem. Końcówka marca okazała się bardzo dobrym terminem. Lawendy co prawda nie było, kwitły za to tulipany. Natomiast miasteczka, choćby te najbardziej znane, dawały się poznać podczas spokojnego, leniwego szwendania po uliczkach, zaglądania do bram, wyglądania na tarasy.
(ostatni weekend marca 2025)
Nasz pomysł na weekend w Prowansji był taki
Piątek: Przelot do Nicei (Wizzair), następnie wypożyczenie samochodu na lotnisku i przejazd na winnicę przez Cannes i Aix-en-Provence. Dwa noclegi na winnicy Domaine des Peyre.
Sobota: Objazd po miasteczkach: Gordes, Roussillon (i szlak ochry), Lourmarin, Baux-de-Provence, Fontaine-de-Vaucluse.
Niedziela: Powrót w okolice Nicei. Po drodze: Lacoste, Bonnieux, pola tulipanów, Moustiers-Sainte-Marie, kanion Verdon. Nocleg w Saint-Paul-de-Vence.
Poniedziałek: Oddanie samochodu i poranny przelot do Polski.
Romantyczne kamienne miasteczka
W większości to w zasadzie wsie, w których czas zatrzymał się dawno temu. Wąskie brukowane ulice, kamienne domy, drewniane okiennice… a nad wszystkim góruje wieża kościelna, a często ponad nią jeszcze zamek. I wszędzie otacza nas sztuka – rzeźby, obrazy, wystawy wielkoformatowych zdjęć…
Zasada zwiedzania jest prosta – samochód zostaje na dole, a my wspinamy się na szczyt.
Te najbardziej znane opisane są w przewodnikach, pełno w nich knajpek i atelier sztuki. w okresie odwiedzają je tłumy turystów, co może nieco popsuć klimat… Ale jadąc drogą w zasadzie gdzie się człowiek nie obejrzy tam jakieś miasteczko przyklejone jest do wzgórza. Każde jedno ma swój niepowtarzalny czar. Po ich wąskich, stromych, krętych uliczkach można chodzić bez końca!
Przełom marca i kwietnia to idealny czas na powolne, samotne poszwendanie się po tych choćby najbardziej znanych miasteczkach Prowansji.
Aix-en-Provence
Zajechaliśmy do niego pierwszego dnia w drodze z lotniska na winnicę. Jako iż obiad zjedliśmy w nadmorskim Cannes, to był idealny czas na kawę .
Aix-en-Provence, sięgająca swymi początkami czasów rzymskich dawna stolica Prowansji, to tętniące życiem miasto. Słynie z gorących źródeł termalnych i szkół artystycznych. Nazywane jest miastem Cezanne’a – bo tu urodził się, spędził większość życia i zmarł słynny francuski postimpresjonista. Nazywane jest też miastem 100 fontann – bo fontanny są tu niemalże na każdej ulicy.
Oś Starego Miasta wyznacza tu główny deptak Cours Mirabeau. Rozpoczyna się on wielką fontanną (Fontaine de la Rotonde ) zbudowaną na rondzie.
Gordes
Malowniczo położone na wzgórzu Gordes ma opinię najbardziej turystycznego w okolicy. W ostatnich dniach marca, rano chodziliśmy po nim… sami. Może to wina/zasługa pory roku, pory dnia, a może tego iż akurat wiał mistral… Gordes wciągnęło nas bez reszty, a wiatr targający kamienne mury domów i dzwoniący szyldami potęgował jeszcze nasz zachwyt klimatem tego miejsca.
W szczycie sezonu podobno jest tu piekielnie drogo. My za kawę z croissantem zapłaciliśmy 3,5 euro. Byliśmy w kawiarni Le Cercle Républicain z tarasu z której roztacza się nieziemski widok na okolicę (niestety przez urywający głowy wiatr tego dnia zamknięty).
Najlepszą panoramę na Gordes zobaczymy z punktu widokowego na drodze D15. Jest tam malutki parking (właściwie miejsce postojowe i pętla dla autobusów). Miejsce to jest oznaczone na mapach Google jako Town View Point Gordes.
Całkiem spore parkingi znajdują się na północ od centrum.
Roussillon i szlak ochry
Położone w masywie wzgórz Luberon Roussillion jest wyjątkowe!
Kolor tutejszych domów – od intensywnej żółci po rudy, czerwony i brąz to zasługa ochry, której złoża znajdują się tuż pod miasteczkiem. Ochra to naturalny pigment znany ludzkości od niepamiętnych czasów. Jej złóż jednak nie spotyka się często, gdyż do ich powstania potrzebne są bardzo specyficzne warunki. Na terenie Prowansji powstała ponad 100 mln lat temu w wyniku wymieszania m.in. piasków i gliny z tlenkiem żelaza.
W Roussillion kluczymy wąskimi uliczkami i wspinamy się na sam szczyt aby podziwiać dachy domów i panoramy pól zamknięte masywem Luberon z jednej i Mont Ventoux z drugiej strony.
Pod miasteczkiem wyznaczony został szlak turystyczny (Szlak Ochry). Mamy do wyboru dwie ścieżki: dłuższą i krótszą. Zdecydowanie warto przejść dłuższą, bo różnica w odległości nie jest duża, a to co najbardziej majestatyczne widzimy tylko z niej!
Przez pierwszy odcinek obie trasy idą razem, potem ta dłuższa odłącza się w prawo i zatacza dodatkową pętelkę, aby pod koniec znów połączyć się z krótszą. Teoretycznie czas na pokonanie krótszej określany jest na 35 minut, a dłuższej na 50 minut. Nam przejście dłuższej zajęło 40 minut – czyli wbiliśmy w średnią .
Wstęp płatny: 3,5 euro (2025), czynne od 10:00
Parking znajduje się pomiędzy miasteczkiem, a ścieżką turystyczną.
Pont Julien
To stary rzymski most zbudowany w III w. p.n.e.
Most znajduje się przy drodze D108, więc jadąc z Roussillion do Bonnieux lub Lacoste czy Lourmarin będziemy go mieli po drodze.
Obok mostu jest parking, na którym można się na chwilę zatrzymać.
Lourmarin
W położonym na południe od pasma wzgórz Luberon, otoczonym winnicami i gajami oliwnymi Lourmarin żył autor Dżumy, Albert Camus. Do dziś stoi tu jego dom oraz znajduje się grób.
Tutaj też urodził się inżynier Philippe Henri de Girard – wynalazca urządzenia do przędzenia lnu, który w 1833 roku, w podwarszawskiej wiosce Wola Guzowska uruchomił fabrykę. Wioska gwałtownie przekształciła się w osadę fabryczną, którą zaczęto nazywać Żyrardowem (Żyrardów jest miastem partnerskim Lourmarin).
Wreszcie mieszkał tu przez pewien czas Peter Mayle – autor między innymi „Roku w Prowansji” czy zekranizowanego w reżyserii Ridleya Scotta „Dobrego roku”, gdzie główne role zagrali Russell Crowe i Marion Cotillard.
Przed miastem, trochę na uboczu stoi pochodzący z XV i XVI wieku zamek – Château de Lourmarin. Renesansowa budowla powstała na twierdzy pochodzącej z XII stulecia.
Możliwość zwiedzania, wstęp płatny (chateaudelourmarin.com)
Na dojeździe do Lourmarin, mniej więcej na wysokości zamku jest parking.
Baux-de-Provence
Les Baux-de-Provence to malutkie prowansalskie miasteczko dosłownie wbudowane w skalne urwisko. Leży w masywie wzgórz Alpilles, a spektakularne wrażenie robi już z oddali, z drogi.
Wchodząc za bramy miasta kluczymy najpierw po uliczkach wzdłuż których poustawiane są kramy oferujące lawendowe mydełka i inne pachnidełka. Głównie jednak możemy tu kupić prowansalskie słodkości – słynne calissons, czyli malutkie ciasteczka w kształcie rombów z białą polewą oraz nugaty – te prowansalskie przygotowywane są nie z orzechów włoskich, a z migdałów.
Pnąc się w górę wychodzimy u podnóża ruin średniowiecznego zamku Château des Baux z X wieku. Wtedy też rozpoczął się szybki rozkwit osady, a czasy jej największej świetności przypadają na renesans. Z upływem lat Les Baux-de-Provence stopniowo się wyludniało, by w latach 20. XIX wieku znów na chwilę pojawić się na kartach historii. To właśnie tutaj odkryto rudę aluminium (glin) – boksyt, a francuskie bauxite pochodzi właśnie od nazwy wioski.
Zwiedzanie Château des Baux
Obejście dość sporego terenu zajmuje co najmniej godzinę. Mamy tu trzy wieże, na które można a choćby należy się wspiąć. Są też podziemia. I spektakularne widoki na okolicę oraz dachy miasteczka.
Po wyjściu z terenu ruin warto podejść kawałek na rozciągający się płaskowyż (Plateau de Costapera). Roztacza się stąd wspaniały widok na pola, gaje oliwne, winnice i zamykające horyzont wzgórza.
W czasie naszego pobytu w Les Baux wiał tak opętańczo mistral, iż chodzenie było prawdziwym wyzwaniem!, nie mówiąc już o wspinaniu się na wieże.
Duże parkingi znajdują się tuż przy miasteczku.
Wejście na zamek płatne: 10 euro (2025)( https://chateau-baux-provence.com/maintenance/)
Fontaine-de-Vaucluse
Fontaine de Vaucluse to kolejne niewielkie miasteczko leżące u podnóża wysokich skał, na których górują ruiny zamku. Z tych skał wypływa rzeka Sorgue, która płynie wartkim nurtem przez środek osady. Ulokowały się nad nią liczne knajpki, które zapraszają na dobrą kawę lub smaczny lunch.
Do Fontaine de Vaucluse trafiliśmy na koniec dnia, tak więc spacerowaliśmy skąpani w promieniach zachodzącego słońca i rozkoszowaliśmy się tartą cytrynową w kawiarence nad rzeką (Grand Café les Terrasses).
Z centrum można dojść pieszo w około 20 minut do źródła rzeki Sorgue.
Parkingi znajdują się przed miasteczkiem.
Lacoste
W leżącym w masywie Luberon Lacoste czas zatrzymał się dawno temu. Wąskie brukowane uliczki, kamienne mury i domy pochodzące choćby z XIV wieku. Gdzie nie spojrzeć tam dziś kryje się jakieś atelier sztuki, jakaś pracownia albo sklepik. Trudno się zresztą dziwić, bo inspiracji i natchnienia wokół nie brakuje.
Na samym szczycie wznoszą się zaś ruiny pochodzącego z XI stulecia zamku należącego niegdyś do niesławnego markiza de Sade. To właśnie od tego pana, a adekwatnie od jego brutalnych zachowań, do słownika weszło słowo „sadyzm”. Zamek aktualnie należy do projektanta mody Pierre’a Cardin i można go zwiedzać ale tylko w miesiącach wakacyjnych.
Taras restauracji Cafe de France pojawił się w filmie „Dobry rok”.
Byliśmy w Lacoste w niedzielę rano. Miasteczko jeszcze spało. Cisza i spokój, po mistralu pozostało tylko wspomnienie… Kawiarenki właśnie zaczynały się otwierać, croissanty właśnie kończyły się wypiekać…
Parking znajduje się od strony północnej miasteczka.
Bonnieux
Bonnieux to kolejne prowansalskie miasteczko w masywie Luberon. Urzeka ono każdą swoją uliczką, każdym domem, każdym widokiem.
Jak zwykle kierujemy się w górę, bo na szczycie, obok zabytkowego górnego kościoła (Église haute – którego początki sięgają XII wieku kiedy to w miasteczku była komandoria Templariuszy) czekają na nas najpiękniejsze widoki na okolicę. I Lacoste przycupnięte na przeciwległym wzgórzu.
Pod Bonnieux znajduje się winnica Château La Canorgue, która była planem filmowym Dobrego Roku.
Z kolei Restaurant Brasserie les Terrasses to miejsce z obłędnym widokiem z tarasu.
Wygodny parking znajduje się tuż obok kościoła na dole miasteczka (Église Neuve)
Moustiers-Sainte-Marie
Położone jest u podnóża stromej skały przeciętej wąwozem, w którym płynie rzeka a jej koryto dzieli miasto niemalże na pół. Oba brzegi łączą kamienne mostki.
Oprócz pochodzenia po samym miasteczku, trzeba koniecznie wdrapać się do zbudowanej na skalnej półce kaplicy Notre Dame de Beauvoir z XII wieku. Prowadzą do niej 262 kamienne schody, a po drodze mija się przystanki drogi krzyżowej. W tym miejscu w V stuleciu mnisi zbudowali klasztor i stąd właśnie wzięła się nazwa miejscowości (monastery – Monasterio – Moustiers).
Moustiers-Sainte-Marie słynie z tradycji wyrobu fajansu, który wytwarza się tu od XVII wieku.
Miasteczko znajduje się 5 km na północ od miejsca, w którym słynny Kanion Verdon wpada do Jeziora Świętego Krzyża. Zanim jednak pojechaliśmy do Moustiers-Sainte-Marie i do kanionu przejechaliśmy z Bonnieux na pola tulipanów, a potem fantastyczną D907 obsadzoną po obu stronach lawendą (o czym niżej).
Saint-Paul-de-Vence
To było miasteczko, w którym mieliśmy nocleg przed poniedziałkowym porannym lotem do Polski (20-40 minut na lotnisko w zależności od korków). Zajechaliśmy do niego od północy ponieważ Google miał swój pomysł na naszą trasę i poprowadził nas zamiast drogą szybkiego ruchu i autostradą, malowniczymi, wąskimi dróżkami przez góry, przez Regionalny Park Przyrodniczy Prealp Lazurowych (Parc naturel régional des Préalpes d’Azur). No i było pięknie!
Saint-Paul-de-Vence to średniowieczne miasteczko, dziś pełne atelier malarstwa i rzeźby. Artyści „odkryli” je w 1920 roku. Tworzyli tam miedzy innymi Picasso, Matisse, Marc Chagall.
Zostawiwszy samochód na parkingu na północ od centrum (bezpłatny pod chmurką, alternatywą jest nieprzyzwoicie drogi podziemny: 42euro/doba) poszliśmy szukać naszego miejsca noclegowego. Weszliśmy za mury miasta, zaczęliśmy krążyć po uliczkach. I znów przepadliśmy w zaułkach i wąskich przejściach. I jakież było nasze zdziwienie, gdy dotarliśmy na miejsce i… zanocowaliśmy w kawiarni. Ale o tym na końcu tego wpisu.
Pola lawendy
Pola lawendy to jedna z najbardziej znanych atrakcji Prowansji. To znak rozpoznawczy tego regionu Francji.
Kiedy kwitnie lawenda? Generalnie od połowy czerwca do końca lipca. Im wyżej nad poziomem morza znajduje się pole, tym później kwitnie. Przy założeniu braku grubszych anomalii pogodowych w najpełniejszym rozkwicie lawenda jest w pierwszym tygodniu lipca.
Gdzie są najpiękniejsze pola? W okolicach Valensole (bliższych i dalszych okolicach). Tutaj lawendowe pola ciągną się całymi kilometrami. My jechaliśmy np. trasą D907 i nie mogliśmy się napatrzeć na te hektary posadzonych w równych rządkach krzaczków. A był marzec, więc były to szare krzaczki, a co dopiero jak wybuchną fioletem!
Lawenda przed opactwem Senanque to tzw. „pocztówka z Prowansji”, czyli zdjęcie które znajdziemy w każdym przewodniku i folderze po regionie.
Zwiedzanie pól lawendy. Pola nie są ogrodzone, a wstęp na nie jest bezpłatny. Trzeba jednak pamiętać, iż to własność prywatna. Oczywiście wiadomo – nie depczemy, nie zrywamy, nie śmiecimy.
Tulipany w Prowansji
Tulipany kwitną na przełomie marca i kwietnia przez około 2 lub 3 tygodnie. Tak więc to był właśnie ten czas! Lawendy jeszcze nie było, za to tulipany – jak najbardziej.
Tulipanowe pola można podziwiać w obszarze pomiędzy miasteczkami Lurs, La Brillanne i Forcalquier. Na napach Google oznaczone jest miejsce pod nazwą Temporary parking for Tulip Farms. Ze względu jednak na to, iż uprawa tych kwiatów jest dość szkodliwa dla gleby, tulipany sadzi się co roku w innych miejscach. Tak więc tulipany rosnące w danym roku na konkretnym polu, za rok mogą już tam nie rosnąć. Z tego powodu wskazane miejsce może nie być dokładne. W 2025 np. pola ciągną się jakiś kilometr bardziej na zachód.
Zwiedzanie pól tulipanów. Pola co prawda są ogrodzone, ale spacer „przed sznurkiem” jest bezpłatny. Trzeba jednak pamiętać, iż to własność prywatna. Oczywiście wiadomo – nie depczemy, nie zrywamy, nie śmiecimy.
Kanion Verdon i trasy panoramiczne
Kanion Verdon to drugi najgłębszy kanion w Europie! (pierwsze miejsce należy do kanionu rzeki Tara w Czarnogórze)
Rzeka Verdon wyrzeźbiła tu na długości 21 km niesamowity kanion, którego głębokość dochodzi do 700 metrów. (Przełom Tary – 78km, do 1300m).
My byliśmy tam po południu, w zasadzie w ostatniej chwili przed tym jak cienie z gór położyły się na rozświetloną w słońcu wodę w kolorze lazuru. Cisza, spokój – tylko my i krążące sępy płowe… Magia!
Wokół poprowadzone są drogi panoramiczne ze słynną Route des Crętes (D23) na czele. Jednak jadąc innymi w okolicy też nie będziemy narzekać na widoki . Chociażby prowadząca od miasteczka Moustiers-Sainte-Marie do Castellane D952. Spektakularna to mało powiedziane!
Route des Crętes (D23) to kółko, którego przejechanie ze spokojnymi postojami na wyznaczonych (często!) punktach widokowych zajmuje około 1h.
Wyjeżdżając z Moustiers-Sainte-Marie (D952) najpierw mijamy Jezioro Św. Krzyża (Lac de Sainte-Croix) będące końcem przełomu. Z tej trasy widzimy je z góry. Chcąc zjechać nad jezioro żeby spojrzeć na nie i kanion z innej perspektywy lub np. wypożyczyć kajaki i popłynąć na wycieczkę, musimy odbić w trasę D957. Kontynuując jazdę D952, objechawszy już Route des Crętes (wjazd i wyjazd w tym samym miasteczku) podążamy w kierunku Castellane krętą, pełną ostrych serpentyn, nawisów skalnych i jakże spektakularną drogą. Zjeżdżamy niżej i niżej, aż na dno kanionu.
Tak oto wyglądał nasz przedłużony weekend w Prowansji. Na mapce macie zaznaczoną trasę na każdy dzień. Oczywiście jest to tylko inspiracja, każdy niech ułoży sobie własny plan, wedle swoich preferencji, tempa i rytmu dnia. Nie każdy musi lubić wstawać tuż po 7:00 .
Gdzie nocowaliśmy
Winnica Domaine des Peyre
(rezerwacja bezpośrednia, jest też na booking)
Winnica leży trochę na uboczu, ale łatwo do niej dotrzeć z głównej drogi. Wokół krzewy winorośli, a w dali masyw Luberon. I dużo sztuki. Wszędzie na terenie znajdziemy rzeźby i instalacje, które wyszły spod ręki artystów. Niesamowite połączenie!
W sezonie czynny jest też odkryty basen bez krawędzi, można wypożyczyć rowery, a choćby pojeździć konno.
Do dyspozycji gości jest pięć apartamentów. My zarezerwowaliśmy jednopokojowy Syrah znajdujący się na parterze, z wejściem od strony wewnętrznego dziedzińca.
Do godziny 19:00 czynna jest piwniczka z winami. Można też zamówić kosz z lokalnymi specjałami i wino do pokoju. (https://www.domainedespeyre.com/)
Cena: 160 euro/nocleg w Syrah
Café Timothé w Saint-Paul-de-Vence
(rezerwacja booking)
Rezerwując ten pokój nie przypuszczaliśmy, iż będziemy nocować w kawiarni!
Jakież było nasze zdziwienie, gdy po dostaniu SMSem instrukcji dojścia i odbioru kluczy (w umówionej skrytce) weszliśmy do trzykondygnacyjnego lokalu. Parter to kontuar i kasa oraz zaplecze kuchenne. Tutaj też jest WC. Po schodkach na pierwsze piętro i mamy salonik z sześcioma stolikami. Tutaj znajduje się oznaczona jako privad łazienka. Potem jeszcze wyżej, tym razem po drabinie i jesteśmy w sypialni. Stoi tam łóżko i… nieziemski widok na dachy miasteczka. O zachodzie słońca totalnie urzekający!
Check in jest od godziny 16:00, z tym iż obsługa kawiarni krząta się jeszcze do 18:00. Wykwaterowanie do 11:00 (przychodzą do pracy o 10:00). Można używać naczyń, czajnika oraz ekspresu do kawy. Kawą i herbatą też można się częstować. jeżeli przyjdzie nam ochota na coś dodatkowego z kawiarni to po prostu zostawiamy podaną kwotę na ladzie. I voilà .
Cena: 104 euro/nocleg
KOSZTORYS (2 osoby, marzec 2025)
– Przelot Wizzair Warszawa – Nicea – Warszawa: 408zł
– Nocleg: winnica Domaine des Peyre: 2x160euro/pokój Syrah ; Café Timothé w Saint-Paul-de-Vence: 1x104euro
– Wyżywienie: średnio za obiad/kolację w lokalnej knajpce należy liczyć 20-25 euro od osoby (w Cannes było drożej: 40 euro/os.)
– Kawa i croissant: 4 euro
– Wypożyczenie samochodu: 104 euro/3 dni (Budget, zamówiona Toyota Yaris ale dostaliśmy upgrade)
– Benzyna: 1,8 euro/litr (nam wyszło w całości 80 euro)
– Zwiedzanie: szlak ochry 3,5 euro/os. ; zamek w Baux 10 euro/os.
– Parkingi: generalnie płatne, niemniej jednak my mieliśmy szczęście do zepsutych parkomatów
– Autostrady: częściowo płatne
Ile nas to kosztowało w całości?: 5200zł.
Co nas zaskoczyło? Jak na południową Francję spodziewaliśmy się wyższych cen jedzenia – zarówno tego w knajpkach jak i w sklepach. Czyli pozytywnie .
Wszystkie wpisy o Francji znajdziesz tutaj: FRANCJA – kraj zapachu perfum i smaku wina
Podobał Ci się wpis? Będzie mi bardzo miło, o ile podzielisz się nim ze znajomymi i zostaniesz moim stałym czytelnikiem na blogu, Facebooku i