WĘDRUJĄCE WESELE

newskey24.com 2 dni temu

13 marca 2025
Dziś znów czuję, jak moje życie przeskakuje z jednej niespodzianki na drugą, a ja nie potrafię nadążyć z oddechami. Odkąd zdecydowałem się poślubić Jagodę, wszystko wydaje się kręcić wokół jednej myśli jakby to był jedyny sposób, by zranić Martę. Trzymałem się przekonania, iż po zdradzie nie będę już cierpiał, ale rzeczywistość pokazała, iż ból potrafi przybrać różne maski.

Marta i ja byliśmy razem prawie dwa lata. Kochałem ją po uszy, gotów był poświęcić niebo i ziemię, dopasować całe życie do jej marzeń. Myślałem, iż zbliżamy się ku ślubowi, ale jej ciągłe uniki w rozmowach o małżeństwie denerwowały mnie. Po co nam ślub teraz? Nie skończyłam studiów, a Ty w swojej firmie nie masz ani ryby, ani mięsa brak samochodu, brak własnego mieszkania. Poza tym nie chcę dzielić kuchni ze swoją siostrą. Taka odpowiedź od Marty była mi znana i bolała, bo w słowach kryła się prawda.

Ja i Ola, moja siostra, mieszkaliśmy w rodzinnym mieszkaniu w Warszawie. Biznes dopiero nabierał tempa, a ja wciąż byłem studentem ostatniego roku. Musiałem przejąć kontrolę nad sprawami, nie czekając na dyplom. Sprzedaliśmy dom, aby ocalić rodziców przed długami, które narastały pół roku. Dzięki temu spłaciliśmy wszystkie zobowiązania, uzupełniliśmy zapasy w naszym sklepie budowlanym i zostawiło nam trochę złotych na czarną godzinę.

Marta żyła chwilą obecną, nie licząc na wyimaginowane jutro. W jej perspektywie, kiedy wszystko spoczywało na barkach rodziców, wydawało się to proste. Ja natomiast stałem się nagle dorosły: zobowiązania wobec siostry, firma, codzienne życie. Wierzyłem, iż wszystko się ułoży dom, samochód, ogród.

Nic nie zwiastowało kłopotów. Umówiliśmy się iść do kina, a Marta poprosiła, żebym nie przyjeżdżał, bo sama dojedzie. Czekałem na przystanku, kiedy nagle zobaczyłem, jak podjeżdża drogim autem. Wysiadła, podała mi książkę i rzekła:
Przepraszam, nie możemy już być razem. Wyjdę za mąż.
Zostałem oszołomiony. Co mogło się zmienić w te kilka dni, kiedy mnie nie było? Gdy wróciłem do domu, Ola odczytała to z mojego wyrazu:
Już wiesz?
Kiwnąłem.
Ona wyjdzie za bogacza. Prosiła mnie, żebym był świadkiem odmówiłam. Zdradzała mnie za plecami
Obejrzałem siostrę, głaszcząc ją po głowie:
Spokojnie. Niech ma dobrze. My zaś będziemy jeszcze lepiej.

Zamknąłem się w pokoju na całą dobę. Ola namawiała:
Chodź, choć na naleśniki
Wieczorem wstałem z ogniem w oczach:
Pakuj się.
Dokąd? Co wymyśliłeś?
Ożenię się z pierwszą, która się zgodzi.
Nie można tak! To nie tylko twoje życie błagała cię siostra, ale bezskutecznie.
Nie wyjdziesz idę sam odcięłaś.

W parku tłumnie ludzie krążyli, jedna dziewczyna drapała się po skroniach, inna uciekała przestraszona, a trzecia spojrzała mi w oczy i powiedziała tak.
Jak masz na imię, piękna?
Jagoda.
Musimy uczcić zaręczyny! chwyciłem Jagodę i Olę i poprowadziłem ich do kawiarni.

Za stolikiem zapadła niekomfortowa cisza. Ola nie wiedziała, co powiedzieć, a w mojej głowie mieszały się myśli o zemście. Postanowiłem, iż moje własne wesele odbędzie się 25-go.

Pewnie jest powód, dlaczego zaproponowałeś nieznajomej przerwała Jagoda. jeżeli to spontaniczna decyzja, nie będę obrażona i odejdę.
Nie. Złożyłaś już obietnicę. Jutro składamy wniosek i jedziemy poznawać twoich rodziców.

Mrugnąłem:
Na początek, przejdźmy na ty.

Miesiąc do ślubu spędziliśmy codziennie razem, rozmawialiśmy, poznawaliśmy się.
Dlaczego tak? zapytała Jagoda.
Każdy ma w szafie swoje szkielety unikałem odpowiedzi.
Najważniejsze, by nie przeszkadzały w życiu.
A ty, po co się zgodziłaś?
Wyobraziłam sobie królewnę, którą książę wybrałby w pierwszym spotkaniu. W bajkach zawsze jest dobrze: Żyli długo i szczęśliwie. Chciałam to sprawdzić.

Miłość nie była prosta. Zostawiła po sobie złamane serce i niewielkie straty w oszczędnościach, ale nauczyła rozróżniać ludzi. Zawodnicy, którzy kręcili się wokół, od razu odrzucałam. Szukałam nie jedynego, ale mądrego, samodzielnego mężczyzny, zdolnego do czynów. W Olek widziałam determinację i powagę. Gdyby nie siostra, ale przyjaciele, Jagoda przeszłaby obok mnie.

To jakaś królewna? zapytał Olek, patrząc na dziewczynę. Czy to Nieśmiertelna, czy żabaksiężniczka?
Całuj mnie, a się przekonasz uśmiechnęła się.

Nie było jednak pocałunków, nic więcej. Olek sam zajmował się przygotowaniami. Jagoda wybierała z tego, co proponował choćby suknię i welon kupował sam.

Będziesz najpiękniejsza powtarzał.

W Urzędzie Stanu Cywilnego, czekając na rejestrację, niespodziewanie spotkaliśmy Martę i jej narzeczonego. Olek wymusił uśmiech:
Pozwól, iż Cię przywitam pocałował ją w policzek. Bądź szczęśliwa ze swoim portfelem!
Nie rób z tego cyrku nerwowo odparła Marta.

Marta przyjrzała się Jagodzie: wysoka, atrakcyjna, nie tylko piękna, ale efektowna. Trzymała się dumnie, niczym królowa. Zazdrość wypełniała serce. Nie mogła oprzeć się myśli, iż popełniła błąd, nie dostanie tego, na co liczyła.

Olek wrócił do Jagody:
Wszystko w porządku powiedział wymuszonym tonem.
Nie pozostało za późno, by się zatrzymać szepnęła.
Nie. Gramy do końca.

W sali rejestracyjnej, patrząc w smutne oczy mojej przyszłej żony, poczułem, iż popełniłem błąd.
Zrobię Cię szczęśliwą wyznałem, wierząc w własne słowa.

Codzienne życie weselne rozkręciło się. Ola i Jagoda gwałtownie znalazły wspólny język, dobrze się dogadywały, uzupełniając się. Impulsywna Ola nauczyła się panować nad emocjami, a Jagoda zręcznie organizowała dom i dyskretnie zarządzała wszystkim. Jako wykształcona ekonomistka i specjalistka od księgowości, gwałtownie uporządkowała finanse. Po pół roku otworzyliśmy drugi sklep, a później założyliśmy ekipę majsterkowiczów nie tylko sprzedawaliśmy materiały budowlane, ale i remontowaliśmy. Zyski rosły wielokrotnie.

Jagoda okazała się prawdziwą Wazą Mądrą potrafiła przedstawić pomysły tak, iż Olek uważał je za własne. Wydawało się, iż żyjemy i cieszymy się, ale Olek odczuwał brak tego zawrotnego uczucia, które miał z Martą. Wszystko było uporządkowane, przewidywalne, spokojne. Rutyna jakby wciągała, jak szum wody pomyślał. Nie kochał tego.

Dzięki wysiłkom Jagody weszliśmy na wyższy poziom zbudowaliśmy domy pod klucz. Pierwszy dom postawiliśmy dla siebie. Im lepiej szło, tym częściej Olek wspominał Martę: Mogłabym wytrzymać trochę dłużej. Zobaczyłaby, w jakim samochodzie teraz jadę. A dom nie dom, a pałac! rozbijał się z dumą. Myślał coraz częściej: A co, gdyby.

Jagoda zauważyła, jak męczy mnie wewnętrzny rozdarcie. Pragnęła kochać, ale serce zwłaszcza to obce nie da się rozkazać. Nie wszystkie bajki mają szczęśliwe zakończenie myślała gorzko, choć nie traciła nadziei, bo imię zobowiązuje.

Ola obserwowała brata:
Stracisz więcej, niż znajdziesz powiedziała, wskazując na profil Marty w mediach społecznościowych.
Nie wtrącaj się! odparł Olek.
Ola spojrzała zimnym wzrokiem:
Głupcze, Jagoda cię naprawdę kocha, a ty bawisz się w gry!

Tylko tego mi brakowało by dziecko mi wskazywało drogę myślał Olek, coraz bardziej przyciągany do Marty. Napisał do niej.

Marta narzekała, iż życie prywatne nie układa się. Mąż wypędził ją bez niczego, nie skończyła studiów, nie ma stałej pracy, nie wróciła do rodziców i mieszka w wynajętym mieszkaniu w Łodzi.

Kilka dni Olek wahał się: Jechać? Czy nie warto? okoliczności zmusiły go, by zostać w domu, gdy Jagoda pojechała do chorej babci na wsi. W końcu zdecydował się na spotkanie. Odleciał do jej miasta, ignorując znaki. Serce biło, wyobrażałem sobie, co powie, dokąd pójdzie.

Rzeczywistość okazała się brutalna.
Jesteś piękny, rzuciła Marta, przytulając się do mnie.
Zapach niewypranej skóry uderzył w nos. Odrzuciłem ją z pogardą:
Ludzie patrzą.
A mnie to nie obchodzi! zaśmiała się.

Krótkia spódnica, tani makijaż, perfumy nieznanego pochodzenia ta wulgarna kobieta była przeciwieństwem Jagody: Aż tak była już wcześniej. Dlaczego tego nie zauważyłem? dręczył mnie, obserwując, jak była pijana.

Daj mi pieniądze, odwdzięczę się Marta jękła.
Nie wiedziałem, jak się od niej uwolnić.
Przepraszam, mam roboty wstałem od stołu.
Spotkamy się jeszcze?
Nie sądzę przyzwałem kelnera. Rachunek, proszę.
Chcę jeszcze siedzieć nalegała Marta.
Niech dziewczyna wypocznie w ramach tej sumy kelner podsunął dużą banknotę.

Olek ruszył w drogę, prawie na granicy dozwolonej prędkości.
Dokładnie, głupcze obraził się, gdy przypomniał sobie, iż Ola miała rację. Po co to wszystko rozpocząłem? Może jednak nie było na próżno.

Nigdy nie nazwałem żony Jagodą. Nie mam nikogo bliższego ani droższego zatrzymałem się nagle, przypominając sobie te słowa. Po pięciu minutach siedziałem, przewracając w głowie lata od ślubu.

Wyobrażałem sobie twarz żony, jej jasnoniebieskie oczy z lekką mgiełką, uśmiech, kiedy delikatnie układała mi włosy długimi, zadbanymi palcami.

Obiecałem uczynić ją szczęśliwą odwróciłem wzrok, włączyłem auto i po dwudziestu kilometrach skręciłem na wiejską drogę.

Tydzień to za długo. Nie wytrzymam bez Ciebie dwa dni powiedziałem, kiedy Jagoda wybiegła na mnie z babcinego podwórka.
To już szaleństwo śmiała się przez łzy.
Jagodo, kochana moja szepnąłem jej do ucha, a nasze serca kręciły się w rytmie szczęścia.

Idź do oryginalnego materiału