CHMURKA
Krecik Facecik nagle zamilkł i po małej chwili powiedział zatroskany:
- Och, musi być już późno. Tam na dole mogą zauważyć, że mnie nie ma. Żegnam cię, słoniku. Pewnie zobaczymy się jeszcze kiedyś na szczęście. Świat jest mały. Pa!...
Krecik zagrzebał się w ziemi w mgnieniu oka, a Jakdłoń nie zdążył choćby odpowiedzieć – pa. Znowu został sam na wielkim placu świata, w świetle słońca, zmierzającego już ku horyzontowi.
Ale nie, nie był sam. Tuż nad nim zatrzymała się chmurka, nie za duża, nie za mała, ładna, trochę płaska, trochę pierzasta.
- Hej, hej! Ty tam na dole! - krzyknęła.
Jakdłoń podniósł głowę z trąbą i uśmiechnął się do niej.
- Jestem chmurka Pędzipiórka - przedstawiła się.
- Jestem słoń Jakdłoń, bardzo mi miło - też przedstawił się uprzejmie.
Chmurka Pędzipiórka zniżyła się do samej ziemi i zaproponowała:
- Jesteś nie za ciężki, jak widzę. Siadaj na mnie, polecimy w cztery strony świata, a może choćby dalej. Ale najpierw w stronę zachodu, żeby dzień był dłuższy. Znudziło mi się już to baletowanie bez muzyki.
- Hura! - wykrzyknął radośnie słoń Jakdłoń.
Siadł na chmurkę i polecieli. Ziemia zaokrągliła się dziwnie, jakby była ogromną kulą.
No, bo była…





