WĘDRÓWKI SŁONIA JAKDŁONIA - 24 (z książki - 2015 r.)

michalwronski45.blogspot.com 17 godzin temu

WULKAN HUKBUCH

Widać go było już z daleka, więc nie mogli zabłądzić. Dostojny jubilat wybuchał regularnie czerwonawym pióropuszem, hucząc głośno.

Chmurka Pędzipiórka, słoń Jakdłoń i wiaterek Zefirek zdążyli na wielką uroczystość.

Dokładnie o godzinie osiemnastej wulkan zamilkł i rozpoczęła się zabawa z udziałem licznych gości. Kogo tam nie było? Słonikowi dech zaparło. Na niewielkiej Wyspie Szafirowej tłoczyły się zwierzęta z dawnych epok, a najwięcej było hałaśliwych dinozaurów o różnych kształtach i wielkościach. Hałas był taki, iż nikogo nie było słychać, a każdy miał coś uroczystego do powiedzenia.

Ale kwadrans po godzinie osiemnastej wulkan huknął i przemówił:

- Witam moich drogich gości! Cieszę się niezmiernie, iż przybyliście tak licznie z dalekich bajkowych czasów na moje skromne stumilionowe urodziny. Jedzcie, pijcie, bawcie się. Gorące dania po lewej, zimne po prawej, letnie pośrodku…

Goście podziękowali chóralnie, każdy w swoim języku i zaśpiewali wulkanowi „miliard lat”, trochę fałszując.

A po uczcie i licznych przemówieniach – na niebie rozbłysły fantastyczne ognie sztuczne i naturalne…

- Od lat takiej imprezy nie przeżyłam - powiedziała chmurka Pędzipiórka, kiedy już wracali, trochę ogłuszeni.

- Ja w ogóle nigdy - sapnął słoń Jakdłoń.

- Proponuję lecieć do KRAINY CISZY - zasyczał Zefirek.

- O, tak! O tak! - ucieszyła się chmurka i ucieszył się słonik…


Idź do oryginalnego materiału