WYSPA WESOŁOŚCI
Lecąc tak przed siebie, za siebie, a niekiedy obok, usłyszeli nagle głośny, beztroski śmiech, który dochodził ze średniowielkiej wyspy na Morzu Spokojnym.
- Słyszysz? - spytał słoń Jakdłoń chmurki Pędzipiórki. Chciał się upewnić, czy nie śni.
- Słyszę! - roześmiała się chmurka. - Coś takiego! Trafiliśmy na WYSPĘ WESOŁOŚCI. Dawno tu nie byłam. Słoniku, koniecznie musisz ją odwiedzić.
I Pędzipiórka zniżyła się tak, aby Jakdłoń mógł zejść na ląd suchymi nogami.
A tam odbywała się premiera jakiejś wesołej komedii, odgrywanej przez mewy śmieszki, a oglądały ją morskie ptaki, które zleciały się z okolicznych wysp Morza Spokojnego. Były tak zajęte wesołością, że choćby nie zauważyły słonia.
Jakdłoń usiadł w ostatnim rzędzie, żeby nie zasłaniać i usiłował zrozumieć, co rozgrywa się na scenie. Ale nie musiał rozumieć. Co jakiś czas wybuchał tam chóralny mewi śmiech, tak zaraźliwy, że cała widownia szalała z euforii – aż drżało niebo. Słonik też śmiał się, jak nigdy w życiu…
Potem, kiedy już odlatywali, chmurka spytała go, o czym była ta wesoła komedia.
- Nie wiem, Pędzipiórko. Jestem tylko pewien, iż była niebywale beztroska, a mewy śmieszki doskonale grały…


