W KRAINIE CIENI
Dotarli tam w samo południe. Już z daleka widać było mnóstwo rozmaitych cieni – długich, krótkich, chudych, grubych, wyraźnych i ledwo widocznych. Niektóre biegały rozbrykane, ale większość odpoczywała nieruchomo.
- No, jesteśmy - sapnął wiaterek Zefirek. - To sobie z nimi pogadajcie, a ja odpocznę gdzieś na boku - i pofrunął nieopodal.
Chmurka Pędzipiórka zniżyła się, a jej cień pobiegł do innych cieni. Widać było na dole poruszenie.
- Chyba nie będziemy mieli z nimi wielkiego kontaktu - zmartwiła się chmurka.
- Chyba nie - zgodził się słonik. - Niby są, a jakoby ich nie było…
Obserwowali, jak w ciszy cień chmurki gestykuluje ze swoimi nieznanymi braćmi. Ale było to zajmujące tylko przez krótki czas.
- No, dobrze. Wystarczy - westchnęła Pędzipiórka.
- I nie dowiemy się, czy niebo ma swój cień - westchnął Jakdłoń.
- Może mamy się nie dowiedzieć? Może to tajemnica?... Zefirku, lecimy dalej! - krzyknęła chmurka.
Po chwili pędzili już na północny wschód, tym razem bez żadnego celu. Tak sobie. Nie zauważyli nawet, iż cień chmurki Pędzipiórki został w KRAINIE CIENI. Było mu bardzo dobrze, w tym zbiorowisku z całego świata.
Ale potem ich dogonił…



