Wczoraj mój chłopak powiedział do mnie:

polregion.pl 22 godzin temu

Wczoraj mój chłopak powiedział do mnie:

— W sobotę chłopaki wpadają. Możesz na noc pojechać do rodziców?

Zamarłam z kubkiem w dłoni.

— Dawid, znowu? — zapytałam.

— No tak. Raz w miesiącu się spotykamy, przecież wiesz — odpowiedział spokojnie.

Wiedziałam aż za dobrze.

Raz w miesiącu jego kumple przychodzą do nas na planszówki.

I za każdym razem Dawid prosi, żebym na noc opuściła nasze wspólne mieszkanie.

Mieszkamy razem już dwa lata.

Ja mam trzydzieści jeden lat, on trzydzieści cztery.

Wszyscy jego koledzy mają żony albo dziewczyny.

Ale tylko ja muszę wyjeżdżać, kiedy oni się spotykają.

Jadę więc do babci, do rodziców albo do przyjaciółki.

Jak dziecko odsyłane na noc do cioci, żeby dorośli mogli się pobawić.

I to jest upokarzające.

Półtora roku temu wszystko się zaczęło, gdy dopiero zaczęliśmy mieszkać razem.

— W sobotę kumple wpadają, zagramy w planszówki. Mogłabyś gdzieś wyjechać na noc? — powiedział wtedy.

— Ale po co? To przecież nasze mieszkanie — zdziwiłam się.

— Planujemy dzień bez pań. Męska atmosfera, nikt nie będzie przeszkadzał.

— A inne dziewczyny też muszą wyjeżdżać?

— Nie, one mieszkają osobno. My mieszkamy razem, tobie byłoby niezręcznie.

Pomyślałam: niech im będzie, pierwszy raz, niech się wyluzują.

Pojechałam do przyjaciółki.

Dawid wrócił zadowolony.

— Dzięki, iż wyjechałaś. Świetnie się bawiliśmy — powiedział.

Miesiąc później znowu poprosił, żebym pojechała do rodziców.

Kolejny miesiąc — do babci.

Jeszcze miesiąc — znowu przyjaciółka.

I tak już półtora roku, raz w miesiącu opuszczam dom dla „dnia bez kobiet”.

Niedawno dowiedziałam się, iż inne dziewczyny wcale nie muszą wyprowadzać się z domu.

Zapytałam Kasię, dziewczynę Grzegorza, kolegi Dawida.

— Kasia, a ty dokąd się wybierasz, kiedy oni grają w planszówki?

— Nigdzie. Siedzę w domu, robię swoje, oni grają w drugim pokoju — odpowiedziała zdziwiona.

— I nie proszą cię, żebyś wyjechała?

— Po co? To przecież też mój dom.

Zapytałam jeszcze dwie inne dziewczyny.

Żadna nie musi wyjeżdżać.

Tylko ja.

— Czemu inne zostają w domu, a ty mnie zawsze prosisz, żebym opuszczała mieszkanie? — zapytałam Dawida.

— Bo oni mają większe mieszkania, po dwie albo trzy sypialnie. My mamy tylko kawalerkę, byłoby ci niewygodnie — odparł po chwili.

— Wygodnie mi. Mogę założyć słuchawki i poczytać książkę.

— Nie, lepiej żebyś wyjechała. Każdemu będzie lepiej.

Każdemu, tylko nie mnie.

Im wygodniej, gdy mnie nie ma.

Za każdym razem, gdy pakuję się na noc, czuję się obco we własnym domu.

Płacę połowę rachunków, to mój dom, a jednak raz w miesiącu proszą mnie, żebym go opuściła.

Jadę do babci z torbą na ramieniu.

— Znów się pokłóciliście? — pyta.

— Nie, babciu. Dawid zaprosił kolegów.

— To czemu nie jesteś w domu?

Wstydzę się tłumaczyć, iż mój chłopak prosi, żebym wyszła, bo tak jest mu wygodniej.

Mama patrzy ze zdziwieniem, gdy przyjeżdżam znowu.

— Przecież byłaś tu wczoraj. Znowu przyjechałaś?

— Dawid robi sobie dzień bez kobiet — tłumaczę.

Mama milczy, ale jej spojrzenie mówi wszystko.

Dawid powtarza, iż jestem niewymagająca.

Że ma szczęście, bo inne dziewczyny chcą restauracji, prezentów, wyjazdów za granicę.

— Inni chodzą do knajpy dwa razy w tygodniu, a ty rozumiesz mnie — mówi.

Przez dwa lata ani razu nie byliśmy razem na urlopie.

— Inni wyjeżdżają co pół roku. Ty nie narzekasz. Super z ciebie dziewczyna — dodaje.

Nie narzekam, choć wiem, iż pieniędzy nie brakuje.

Dawid zarabia bardzo dobrze.

Ale gdy proszę, by raz w miesiącu zostać w mieszkaniu, nagle jestem wymagająca.

— Możesz przecież pojechać raz w miesiącu. To nie jest takie trudne — mówi.

Nie jest trudne spakować się i spać u rodziny, bo jemu potrzebny dzień bez kobiet.

Nie proszę o restauracje, nie żądam podróży.

Ale prawo, żeby zostać w swoim domu, to już za dużo?

Niedawno jego mama się o tym dowiedziała.

— Czemu wyjeżdżasz? To twój dom. Zostań, poznaj kolegów Dawida — powiedziała.

— Mają dzień bez kobiet, byłoby mi dziwnie — odpowiedziałam.

— Jesteś jego dziewczyną. Masz być częścią jego życia. Jak chowa cię przed kolegami, to dziwne — pokręciła głową.

Ma rację.

Jesteśmy razem dwa lata, a widuję ich tylko, kiedy się witam i wychodzę.

Boję się nowych ludzi, krępuję się.

Łatwiej wyjechać niż siedzieć z boku.

Może boję się też, iż pomyślą: czemu ona wychodzi, czy Dawid ją wygania?

Niedawno wyszło na jaw coś jeszcze.

Gdy Dawid odmawia spotkania, koledzy zbierają się bez niego.

— Czemu oni się spotkali bez ciebie? — zapytałam.

— Odmówiłem, więc się zebrali i tyle — odpowiedział.

— choćby cię nie zaprosili?

— Nie. Może zapomnieli.

Zapomnieli, albo nie mieli ochoty zapraszać.

Dowiedziałam się też, iż trzech jego kolegów już brało ślub.

Dawida nie zaprosił żaden z nich.

— Czemu nie było cię na ślubie Grzegorza? — pytam.

— Nie wiem. Może mieli ograniczony budżet — mówi.

Budżet, czy może Dawid nie jest dla nich tak bliski, jak myśli.

On raz w miesiącu wyrzuca mnie z mieszkania dla nich, a oni choćby na ślub go nie wołają.

Ostatni tydzień myślałam, czemu nie proszę o restauracje czy wspólny urlop.

Dlaczego godzę się opuszczać dom raz w miesiącu?

Bo się boję, iż jeżeli zacznę czegoś wymagać, Dawid odejdzie.

Boję się mieszkania, które przestanie być moje.

Idź do oryginalnego materiału